Wysadzamy Samsunga Solid B2710 - test ekstremalny
Ciskaliśmy Solidem z dużą siłą o beton i asfalt. I nic!
Topiliśmy go w rzece, zrzuciliśmy z pierwszego piętra, użyliśmy go jako puszki w grze w kopanego, a nawet przejechaliśmy po nim samochodem. I nic! Drań nawet się nie zarysował. Już wtedy czuliśmy, że telefon Samsunga rzuca nam wyzwanie i pragnęliśmy je podjąć. Przez ostatnie kilka tygodni, posiłkując się Waszymi pomysłami z komentarzy, poddawaliśmy telefon próbom daleko przekraczającym normalne użytkowanie. Oto rezultaty!
Na początek postanowiliśmy zweryfikować wątpliwości, czy Samsung B2710 Solid nie traci waloru wodoodporności podczas oczekiwania na odebranie rozmowy przychodzącej. Prosty test z wypełnionym wodą przezroczystym pojemnikiem szybko udowodnił, że telefon może nie tylko przebywać, ale również pracować pod wodą. Co teoretycznie czyni go aparatem idealnym dla nurków. O ile tylko znajdą sposób na rozmowy pod wodą, rzecz jasna. W praktyce można zastanowić się nad zabraniem Solida nad jezioro by posłuchać muzyki podczas pływania dzięki wbudowanemu odtwarzaczowi.
Kolejny test miał poddać próbie pancerność obudowy telefonu. Postanowiliśmy pójść na całość i użyć Solid’a jako dziadka do orzechów. Aparat przeszedł test śpiewająco. Na obudowie zostały zaledwie maleńkie, ledwie widoczne, ryski. W czasie łupania uświadomiliśmy sobie, że idzie nam to o wiele wygodniej niż przy pomocy tradycyjnego młotka. Telefon dało się chwycić wyjątkowo pewnie, zaś czubek na spodzie obudowy powodował że siła przekazywana była punktowo, co sprawiało że orzechy pękały bardzo łatwo. Wygląda na to, że Samsunga B2710 Solid został zaprojektowany jako młotek lub swoiste improwizowane dłuto. Śmiało można użyć go do samoobrony, wykopania niewielkiego dołka w twardej ziemi, wbicia śledzia w namiocie lub nawet wyrąbania małego przerębla.
Większość urządzeń elektronicznych bardzo źle znosi zimno. Niska temperatura sama w sobie fatalnie wpływa na żywotność baterii. Zaś szybkie przeniesienie sprzętu z zimnego do ciepłego ośrodka może powodować jego uszkodzenie. Dlatego też gdy wkładaliśmy uruchomionego Solid’a do pojemnika z wodą, by całość zamrozić w temperaturze – 32 stopni Celsjusza, zakładaliśmy, że to może być jego koniec. Zwłaszcza, że spędził on w takich warunkach bite 12 godzin. Jeśli więc nie zniszczy go woda, która wniknie w mikro szczelinki i zamarzając rozsadzi je, to przynajmniej długie przebywanie w tak niskiej temperaturze doprowadzi do kompletnego rozładowania baterii. Dlatego, gdy w czasie skuwania zamarzniętej na kość bryły lodu zobaczyliśmy niebieską poświatę wyświetlacza, autentycznie się zdziwiliśmy. Szczególne wrażenie zrobił na nas widok Solid’a działającego w ogromnej bryle lodu, która przymarzła tak mocno, że nie dało się jej oderwać. Telefonu nie uszkodziła także różnica temperatur. W pomieszczeniu było ok. 27 stopni co daje rozziew 59 stopni. Pancerniak Samsunga pracował non stop, aż do nabrania temperatury pokojowej i nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
Telefon Samsunga, to urządzenie, które sprawdzi się w każdych warunkach.
Czyżby telefon miał okazać się twardszy od nas? Czy naprawdę nie będziemy umieli go zniszczyć?
My natomiast zaczynaliśmy być nieco zaniepokojeni. Czyżby telefon miał okazać się twardszy od nas? Czy naprawdę nie będziemy umieli go zniszczyć? Przypomnieliśmy sobie wtedy komentarze mówiące, że telefon na pewno uszkodzi się, gdy zostanie rzucony na twarde podłoże. Akurat! Ciskaliśmy Solidem z dużą siłą o beton i asfalt. I nic! Poszliśmy nawet do podziemnego parkingu zbudowanego niczym bunkier w nadziei, że uda nam się roztrzaskać telefon o jego ściany. Nawet się nie zarysował. W tym momencie przypomnieliśmy sobie, iż sporo z nas straciło inne aparaty gdy wypadły one nam z ręki podczas jazdy na rowerze. Wiadomo działa wtedy rachunek sił. Aparat porusza się w kierunku równoległym do ziemi z prędkością rowerzysty, a po upuszczeniu dodatkowo pionowo. Po „przyziemieniu” następuje nie tylko silne uderzenie, ale zwykle również toczenie i tarcie o podłoże. Normalny telefon po czymś takim zwykle jest do wyrzucenia. A Solid? Solidowi nie przybyła nawet jedna ryska!
W końcu postanowiliśmy pójść na całość i wysadzić w powietrze cacuszko Samsunga. Użyliśmy do tego celu jednej z najsilniejszych dostępnych w handlu petard, które pamiętaliśmy z filmów przestrzegających przed nierozważnym użytkowaniem fajerwerków. Wiedzieliśmy, że jeśli takie coś wypali nam w ręku to najpewniej stracimy dłonie. Dlatego zaraz po odpaleniu lontu natychmiast odbiegliśmy na odległość kilku metrów. Eksplozja była tak silna, iż mimo że ładunek umieszczony był na górze telefonu, siła wybuchu wyrzuciła go nieco w powietrze.
Gdy opadł kurz naszym oczom ukazał się Samsunga B2710 Solid spoczywający w kawałkach. Konkretnie w trzech. Wprawdzie dało je w łatwy sposób połączyć ze sobą na nowo. Ale elektronika telefonu nie wytrzymała.
Dopięliśmy swego! Udało nam się zniszczyć telefon, który wedle wszelkich przesłanek wyglądał na niezniszczalny. Po wszystkim mamy jednak poczucie, że trafiliśmy na wyjątkowo godnego przeciwnika i jesteśmy przekonani, iż przetrzyma on wszystkie sytuacje w jakich może się znaleźć, o ile właściciele nie zechcą świadomie i z premedytacja go zniszczyć.
UWAGA!!! Wszelkie eksperymenty i zabawy z użyciem jakichkolwiek ładunków wybuchowych są niebezpieczne. Nawet najmniejsza petarda może na trwałe okaleczyć nieumiejętnego użytkownika. Dlatego mogą się nimi posługiwać wyłącznie osoby dorosłe, po gruntownym zapoznaniu się z instrukcją obsługi.





























