T-Mobile Trendy
konkurs t-mobile nowe horyzonty
Wydarzenia
Podziel się
Udostępnij poprzez Facebook Udostępnij poprzez Twitter Udostępnij poprzez Wykop Udostępnij poprzez Blip Ulubione
 
 

Na szczęście robię w innej dyscyplinie

Staszek Soyka opowiada nam, jak na chwilę porzucił pianino, by zagrać policjanta w filmie „Jutro będzie lepiej” Doroty Kędzierzawskiej.

Staszek Soyka zagrał w filmie Jutro będzie lepiej biorącym udział w Konkursie Nowych Filmów Polskich na 10. Festiwalu Nowe Horyzonty

Jak się czuje 50-letni debiutant?

S.S.: Świetnie. Ale muszę przyznać, że jak oglądałem film po raz pierwszy, na festiwalu w Gdyni, byłem bardzo stremowany. Nie wiedziałem, jak zniosę swój widok na dużym ekranie. Dorota mnie uspokajała – mówiła, że zrobiłem swoje i wszystko jest OK.

Propozycja zagrania w filmie musiała bardzo Pana zaskoczyć. Dotychczas – poza etiudą w łódzkiej w filmówce, gdzie grał Pan pianistę nie wymienionego w czołówce – z tą branżą wspólnego Pan nic nie miał.

S.S.: Propozycja zaskoczyła mnie tak bardzo, że za pierwszym razem odmówiłem.

Nie korciło Pana, żeby zmienić zdanie?

S.S.:
Nie, bo zdaję sobie sprawę, że talentu nie mam. Jestem za to smakoszem aktorstwa – wiem, że to niezwykle wymagający zawód i żeby coś w nim osiągnąć potrzeba i daru, i pracowitości, i charyzmy.

Niech Pan nie będzie taki skromny!

S.S.:
Nie jestem. Moje beztalencie wyszłoby na jaw, gdybym wystąpił na deskach teatru. A w filmie praca wygląda przecież inaczej. Na planie Dorota objaśniała mi każdy kolejny krok, a ja jej pokornie słuchałem. I wychodziło kilkusekundowe ujęcie zrobione z kilkunastu minut materiału. Było mi o tyle łatwiej, że w przeszłości, podczas nagrywania koncertów czy teledysków, bywałem „podmiotem filmowanym” i praca z kamerą nie była mi zupełnie obca.

Długo dał się Pan prosić, żeby na ten plan w ogóle wyjść?

S.S.:
Zgodziłem się na drugim spotkaniu, kiedy Dorota wyjaśniła mi, że nic złego ani mi, ani jej filmowi nie grozi. Wiedziałem, że umie świetnie prowadzić niezawodowych aktorów i to mnie ostatecznie przekonało. Poza tym bardzo szanuję ją za typ wrażliwości, jaki prezentuje i za to, że nigdy w swych filmach nie mówi o rzeczach obojętnych.

I co, spodobał się Panu flirt z X muzą?

S.S.:
Spodobać spodobał, ale do dziś dziękuję Bogu, że robię w innej dyscyplinie. Praca na planie „Jutro będzie lepiej” utwierdziła mnie w przekonaniu, że film to niebywale kompleksowa sztuka. Żeby się nim parać, trzeba wykazać się niezwykłym heroizmem. A przebywanie na planie jest niezwykle żmudne – wymaga opanowania i jednocześnie trwania w stanie „al dente”. No i te koszty! Wyprodukowanie płyty to nic w porównaniu z wyprodukowaniem filmu, nawet bardzo skromnego.

Na co dzień jest pan kinomanem?

S.S.:
Owszem, ale podobnie jak w przypadku literatury skłaniam się ostatnimi laty ku dokumentom, albo filmom pokroju „Mikrokosmos”. Tę produkcję widziałem kilkakrotnie w kinie i bardzo na mnie wpłynęła. Do dziś jak jest pełnia lata i dobra, nieskoszona łąka, potrafię się położyć i godzinami oglądać własny film pod tytułem „życie stworzonek bożych poniżej kolana”.

Ale zmiana zawodu Panu nie grozi?

S.S.:
Moi fani mogą spać spokojnie – jesienią wydaję świetną płytę. Znajdzie się na niej dziewięć piosenek z moją muzyką do nieznanych wierszy Agnieszki Osieckiej.

Skąd je Pan wytrzasnął?

S.S.:
Agata Passent pozwoliła mi pogrzebać w rzeczach matki. Piękne rzeczy tam poznajdywałem, ale o tym już innym razem.


Rozmawiała: Maja Mazur


« powrót do t-mobile nowe horyzonty
Zaproponuj temat Udostępnij poprzez Facebook Udostępnij poprzez Twitter Udostępnij poprzez Wykop Udostępnij poprzez Blip Ulubione

Komentarze

  • Formularz zawiera błędy. Popraw je, a następnie wyślij ponownie
  • Komentarz został dodany pomyślnie
  • Aby dodać komentarz zaloguj się lub podaj swój adres w polu poniżej.
  •  
  • min. 3 znaki

    .

     
  • Twój komentarz: *
     

  •  
  • Dodaj komentarz
     
  •  
 
 
Liczba komentarzy 0