T-Mobile Trendy
konkurs t-mobile nowe horyzonty
Wydarzenia
Podziel się
Udostępnij poprzez Facebook Udostępnij poprzez Twitter Udostępnij poprzez Wykop Udostępnij poprzez Blip Ulubione
 
 

Zostać z postacią jak najdłużej

Ewa Skibińska – Teresa z „Matki Teresy od kotów" Pawła Sali – mówi o dziewiętnastu dublach, kocich aktorach i najbardziej przerażającym filmie.

Zawsze myślę, że być może tej najlepszej sceny jeszcze nie zagrałam

Magda Zubel: Świetnie udało się stworzyć w filmie niepokojący nastrój. Tak świetnie, że prawdziwa historia dwóch braci, którzy zabijają własną matkę, przeraziła mnie bardziej niż niejeden horror. Stosowała Pani specjalne zabiegi, żeby wejść w rolę?

Ewa Skibińska:
Nie musiałam, bo w tym samym czasie grałam w „Kuszeniu cichej Weroniki” Krystiana Lupy w Teatrze Polskim we Wrocławiu. To rola podobna ze względu na intensywny styl pracy Sali i Lupy oraz ich podobne, bezkompromisowe myślenie. Były za to inne utrudnienia. Weronika jest ruda, więc po zagraniu trzech spektakli, późną nocą, czekał na mnie fryzjer, farbował mi włosy na ciemno, potem wsiadałam w samochód i jechałam do Warszawy. Okazało się też, że Filip Garbacz, który gra mojego młodszego syna, został napadnięty – ogolono mu głowę i brwi. A jeśli chodzi o wychodzenie z roli, to zawsze jest bolesne. Chciałoby się zostać ze swoją postacią jak najdłużej. Nawet z taką postacią.

Jaki film ostatnio Panią prywatnie przestraszył?

Dramat „Upały” Austriaka Ulricha Seidla. To obraz, który zresztą sprowadził do Polski Roman Gutek. Film jest przerażająco prawdziwy. Opowiada o ludzkiej bezmyślności i samotności. I o tym, do jakich okrucieństw jesteśmy zdolni.

Wróćmy do „Matki Teresy od kotów”. Jest Pani zadowolona z efektów swojej pracy?

Zawsze jest poczucie, że coś można było zrobić lepiej. Polskie produkcje kręci się szybko. Amerykańscy aktorzy mogą sobie pozwolić nawet na dwadzieścia dubli, więc pewnie śpią spokojnie. Z nami jest inaczej – zwykle są dwa lub trzy podejścia. Zawsze myślę, że być może tej najlepszej sceny jeszcze nie zagrałam.

Koty miały takie przywileje jak amerykańscy aktorzy?

Tak, raz musieliśmy nakręcić dziewiętnaście dubli (śmiech). Była taka scena, kiedy kot Tycjan ożywa. Miał nagle podnieść głowę. Został uśpiony przez treserkę i czekaliśmy na „ożywienie” kilka godzin. A on padał, kiedy miał spać i spał, kiedy miał się budzić. Koci aktorzy byli ze sobą zżyci, bo mieli jedną właścicielkę i już wcześniej mieszkali razem. Na planie było dwadzieścia kotów, trzy z nich po zakończeniu zdjęć trafiły w dobre ręce.

Gra Pani w popularnym serialu „Pierwsza miłość”, teatrze i filmach. Czy aktor w Polsce musi chodzić na kompromisy?

Staram się zachować zdrowy rozsądek. Teraz po sześciu latach rezygnuję z roli w serialu. I na własną prośbę pozbawiam się nie tylko tego źródełka, ale też fantastycznych ludzi, z którymi kręciłam tasiemiec. Występując w serialu, myślę o treningu przed kamerą. To taka sala gimnastyczna.

Gdzie zobaczymy Panią teraz?

Po wakacjach w Teatrze Polskim we Wrocławiu, m.in. w „Kuszeniu cichej Weroniki”, „Ziemi obiecanej” Jana Klaty i „Biesach” Krzysztofa Garbaczewskiego. W sierpniu jedziemy na Festiwal Szekspirowski do Trójmiasta, gdzie pokażemy „Sen nocy letniej” Moniki Pęcikiewicz. Gram w tym spektaklu Tytanię.


« powrót do t-mobile nowe horyzonty
Zaproponuj temat Udostępnij poprzez Facebook Udostępnij poprzez Twitter Udostępnij poprzez Wykop Udostępnij poprzez Blip Ulubione

Komentarze

  • Formularz zawiera błędy. Popraw je, a następnie wyślij ponownie
  • Komentarz został dodany pomyślnie
  • Aby dodać komentarz zaloguj się lub podaj swój adres w polu poniżej.
  •  
  • min. 3 znaki

    .

     
  • Twój komentarz: *
     

  •  
  • Dodaj komentarz
     
  •  
 
 
Liczba komentarzy 0