Najlepsze pchle targi w Polsce
Pchle targi tworzą swoistą kulturę – tu przychodzi się na łowy, ale też towarzysko lub tylko popatrzeć, poszperać dla sportu i może nawet wrócić do domu z prawdziwą zdobyczą.
Pchle targi tworzą swoistą kulturę – tu przychodzi się na łowy, ale też towarzysko lub tylko popatrzeć, poszperać dla sportu i może nawet wrócić do domu z prawdziwą zdobyczą: wyszperaną, wyszukaną… a potem to już trzeba dobrze się targować. Często pierwsza cena jaką słyszymy jest „spod grubego palca”. Dzieje się tak, ponieważ trudno oszacować „cenę rynkową” przedmiotu, który nie jest nowy, niekoniecznie dostępny gdziekolwiek indziej, dla niektórych mógłby być po prostu śmieciem, a i nie do końca można określić jaki jest popyt na jemu podobne. Nazwa miejsca, gdzie pod gołym niebem handluje się antykami najprawdopodobniej pochodzi od bazaru Marché aux puces (po polsku: bazar z pchłami) założonego pod koniec XVII wieku w Paryżu, a z kolei jego nazwa od skojarzenia gęsto przemieszczających się po nim ludzi z zachowaniem pcheł.
Na bazarze w dzień targowy…
Na targowisku staroci spotkamy kilka typów sprzedawców – prawdziwych znawców sztuki, którzy dokładnie wiedzą co sprzedają i jakie ceny ich towary osiągają w antykwariatach (trudno się z nimi targować); pijaczków, którzy wynoszą rupiecie z domu, by zarobić na flaszkę (od nich możecie kupić coś naprawdę nietuzinkowego za grosze) oraz ludzi, którzy z handlu żyją, ale jedynie wydaje im się, że się znają na rzeczy. I tu trzeba uważać, szczególnie na meble. Celowo lub z braku wiedzy handlarza możemy zostać wmanewrowani w kupienie czegoś co powinno już dawno trafić na śmietnik – na przykład dobrze wyglądającego kredensu, który jest tak zarobaczony, że nie tylko zaraz rozpadnie się, ale jeszcze jego dzicy lokatorzy rozpierzchną nam się po mieszkaniu! Dobrze też zanim kupimy „krzesło, które wystarczy tylko skleić”, sprawdzić czy usterka naprawdę jest łatwa do usunięcia i czy naprawa nie przekroczy znacznie kwoty, którą chcieliśmy na ten przedmiot przeznaczyć.
W Warszawie najbardziej znanym bazarkiem z antykami jest „Koło” mieszczące się na Woli, mieszkańcy stolicy udają się też w poszukiwaniu staroci na bazar na stadionie Olimpii (też na Woli), na targ w Broniszach lub do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Słomczyna. Wszystkie te miejsca odwiedza się w weekend, i o ile w Słomczynie i po części na Kole spotkamy prawdziwe okazy za niewielkie pieniądze, to w przypadku Broniszy mamy do czynienia z czystą kalkulacją sprzedawców i by wrócić stamtąd z rupieciem pod pachą musimy wydać sporo pieniędzy. Krakowiacy co niedzielę udają się do dzielnicy Kazimierz, gdzie na pl. Nowym i placu pod Halą Targową odbywają się prawdziwe pchle targi, gdzie oprócz rupieci znajdziemy dużo ubrań. W Gdańsku co roku odbywa się Jarmark św. Dominika – na przełomie lipca i sierpnia ponad tysiąc handlowców, artystów, rzemieślników i kolekcjonerów bierze w nim udział. Poznań ma swój pchli targ co niedzielę w Starej Rzeźni, a w Lublinie studenci Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej organizują cykliczne imprezy o takim charakterze w Chatce Żaka. Choć w Polsce jest ich dużo, to jednak amatorzy targów staroci wzdychają za tymi organizowanymi w Holandii i Niemczech – i to zarówno ze względu na okazy jakie na nich spotkamy, ale i przystępne ceny.
Rupiecie w internecie
Nie każdy fan targów staroci jest sobie w stanie wyobrazić przeniesienie tej sfery do internetu. Trudno bowiem odtworzyć pchli klimat, siedząc samotnie przed monitorem. Jednak tworząc przewodnik dla amatorów tej rozrywki nie należy pomijać znanych serwisów aukcyjnych i tych z ogłoszeniami. Na stronach takich jak Allegro.pl czy Gumtree.pl możemy złowić dokładnie te same okazy co na bazarze, nierzadko płacąc za nie jedynie część ceny, którą zaproponują nam sprzedawcy na targowisku. Dodatkowo na Gumtree wiele rzeczy można dostać za darmo (bo ktoś je „odda w dobre ręce” lub sprzeda za symboliczną złotówkę). Handlarze chociażby na warszawskim „Kole” czy na targu w Broniszach doskonale zdają sobie sprawę z tego co sprzedają i chcą, by transakcja była jak najbardziej dla nich opłacalna (często taka cena wywołuje „efekt drzwiami w twarz”!). Do tego dochodzą warunki transakcji: zachwycony pięknem danego przedmiotu potencjalny nabywca targany jest emocjami i nie ma możliwości porównać ofert, a obawa, że nigdzie już nie znajdzie tak pięknej filiżanki sprawia, ze wyciąga grube banknoty z portfela. Tymczasem w internecie bardzo dużo ofert staroci pochodzi od ludzi, którzy nie wiedzą co sprzedają, a jedynie czyszczą sobie piwnice czy strych. Jednocześnie szukając danej książki czy mebla jesteśmy w stanie porównać oferty i wybrać najniższą i najkorzystniejszą. Może dreszczyk emocji nie ten sam co na tradycyjnym pchlim targu, ale mamy równie udane łupy, często płacąc za nie znacznie mniej.






























