Wytwórnia Paramount Pictures ogłosiła rozpoczęcie prac nad kinową wersją kultowego serialu "Domek na prerii".

Produkowany w latach 1974-1983 i niezwykle popularny również w Polsce serial przedstawiał losy rodziny borykającej się z trudnościami życia na farmie. Widowisko uczyniło gwiazdą Michaela Landona, w którym swego czasu podkochiwały się zarówno nastolatki, jak i gospodynie domowe.

Kinowy "The Little House on the Prairie" podobnie jak serial, będzie oparty na autobiograficznej powieści Laury Ingalls Wilder. Nad scenariuszem pracuje Abi Morgan ("Wstyd", "Sufrażystka").

Za kamerą stanie z kolei Sean Durkin ("Martha Marcy May Marlene").

"Mały domek na prerii" na dużym ekranie - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Gorąca Wyprzedaż w T-Mobile. Sprawdź!

Ósmy film reżysera „Pulp Fiction” narodził się z gniewu na zakłamanie amerykańskiego społeczeństwa. Co wkurzyło słynnego filmowca?

„Nienawistna ósemka” to kolejna, po „Django”, produkcja, w której Quentin Tarantino rozlicza się z mrocznymi kartami amerykańskiej historii, a konkretnie - z niewolnictwem. Twórca „Kill Billa” dorastał pośród Afroamerykanów, a jego matka nie wyklucza, że reżyser jest owocem jej romansu ze słynnym czarnoskórym koszykarzem Wiltem Chamberlainem.

W swoim najnowszym filmie Tarantino rozprawia się z przeszłością Ameryki, ale też z zakłamaniem amerykańskiego społeczeństwa, pełnego dwulicowości, nieufności i przemocy. Na dodatek do opowiedzenia tej historii wybrał dość nietypową formę. W erze internetu, gdzie popularność biją krótkie filmiki, zdecydował się zrealizować trzygodzinny film, oparty przede wszystkim na dialogach. Doceniam jego odwagę, która być może wynika z miłości Amerykanina do staroświeckiego kina. Taka forma opowieści wymaga precyzyjnego i pomysłowego scenariusza. Choć „Nienawistna ósemka” jest nierówna, pojawia się w niej to, co u Tarantino najlepsze. Być może autor „Bękartów wojny” zrealizował tę produkcję z myślą o prawdziwych kinofilach, którzy wytrzymają ten seans bez sięgania co chwile po telefon komórkowy.

Z drugiej strony można się zastanawiać, czy Tarantino dobrze zrobił, stawiając na formułę „whodunit”, czyli kto jest winny. Ta zagadka zostaje rozwiązana dopiero na końcu, ale brakuje w niej suspensu. Jak zauważył niegdyś słynny reżyser Alfred Hitchcock: „tajemnica rzadko dla mnie łączy się z suspensem. Weźmy jako przykład „whodunit”; nie ma w nim suspensu, tylko rodzaj intelektualnego wyzwania. Whudunit wzbudza ciekawość pozbawioną emocji, tymczasem emocje są niezbędnym składnikiem suspensu.”

W „Nienawistnej ósemce” Tarantino postawił na intelektualne wyzwanie. Czy mu się to udało i czy jest w tym filmie miejsce na emocje? Zdania są podzielone. Co prawda podczas seansu bardzo dobrze się bawiłem, ale trudno mi traktować ten film jako coś więcej niż solidną rozrywkę. Kiedy reżyser tak często puszcza do widzów oko, istnieje ryzyko, że reżyserskie rozpasanie przyćmi głębszą refleksje. To prawdopodobnie największa wada nowego filmu twórcy „Wściekłych psów”.

 

Dzikość serca Tarantino - „Nienawistna ósemka” - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Gorąca Wyprzedaż w T-Mobile. Sprawdź!
Podziel się