Holenderski film „Boys” to ciepła opowieść o przyjaźni dwóch nastoletnich chłopców, między którymi zaczyna rodzić się uczucie.

Głównymi bohaterami filmu Mischy Kamp są dwaj piętnastoletni biegacze, których coraz bardziej zbliża do siebie wspólna pasja. Czy to uczucie przetrwa wbrew przeciwnościom losu? A może nie wyjdzie z tego nic dobrego?

„Boys” to kameralna opowieść o pierwszych miłościach zagubionych młodych ludzi i o ich dojrzewaniu. Tempo tego filmu jest niespieszne. Reżyserka przygląda się życiu nastolatków, ale nie zrzuca im pod nogi zbyt dramatycznych i przesadnych kłód, by fabuła stała się atrakcyjniejsza. Autem tej produkcji są ładne zdjęcia i świetnie dobrani aktorzy, naturalnie odgrywający swoje role. Bardziej od prowokacyjności i epatowania erotyką, Mischę Kamp interesuje portretowanie zwykłych dzieciaków, którzy chcą kochać i być kochani, choć czasem mają problemy z przełamaniem swojej nieśmiałości. Zwłaszcza, że są odmiennej orientacji seksualnej, niż ich rówieśnicy.

„Boys” to mały wielki film dla ludzi myślących sercem.

Recenzja: „Boys” - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
03.04.2015

Recenzja: "Violet"

„Violet” to przepięknie sfotografowana i przejmująca impresja filmowa.

Belgijski reżyser, Bas Devos, wykreował na ekranie intrygującą wizję. „Violet” to film hermetyczny i nie dla każdego. Jeśli jednak wczujesz się w jego rytm i dramaturgię, może cię wciągnąć bez reszty. Hipnotyzujące są zwłaszcza zdjęcia Nicolasa Karakatsanisa, w których teledyskowa forma spotyka się z nieśpieszną kontemplacją otoczenia. „Violet” to ciche arcydzieło, opowiadające o ciszy po burzy. To wizja piorunująca, a zarazem odważna i bezkompromisowa. Film składa się z ciągu luźnych obrazów, układających się w przejmującą całość, po której obejrzeniu autentycznie śniły mi się koszmary. Dawno żadna filmowa produkcja tak mnie nie zahipnotyzowała i nie wzbudziła we mnie równie wielkiego niepokoju.

„Violet” to enigmatyczna, pełna napięcia i niedopowiedzeń opowieść o wrażliwym piętnastolatku, zmagającym się z traumą po śmierci przyjaciela, który zginął na jego oczach. Film opiera się na zaskakujących kontrastach. W czasie jego oglądania przypomniały mi się słowa słynnej fotograf Diane Arbus o tym, że im więcej widzimy, tym mniej wiemy.

Recenzja: "Violet" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Oglądanie Ala Pacino w tym filmie to czysta przyjemność. „Manglehorn” zdecydowanie wart jest polecenia.

David Gordon Green to twórca osobny. Ten utalentowany przedstawiciel amerykańskiego kina niezależnego zwrócił moją uwagę ekscentryczną tragikomedią „Droga przez Teksas”, za którą nagrodzono go Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie. Film „Joe”, z powracającym do formy Nicolasem Cage’em, utwierdził mnie w przekonaniu, że Gordon Green jest reżyserem poszukującym, w którym tkwi wielki potencjał. Wciąż nie nakręcił arcydzieła, ale nieustannie zaskakuje. Chociażby tym, że marzy mu się remake horroru „Suspiria” Dario Argento.

„Manglehorna” trudno uznać za arcydzieło, ale podejrzewam, że nie takie były intencje twórców. To mały wielki film o zgorzkniałym starcu z kotem. Ta prosta historia jest prawdziwym koncertem gry aktorskiej Ala Pacino, a towarzyszą mu równie wspaniali Holly Hunter i Harmony Korine, reżyser znany z filmu „Spring Breakers”.

W skromnym dziele Davida Gordona Greena próżno szukać fajerwerków, a jednak ma w sobie to coś. Co prawda słynny aktor wcielił się w antypatyczną i irytującą postać, ale na swój sposób uroczą. Trudno nie zachwycać się przebłyskami aktorskiego geniuszu w wykonaniu Ala Pacino.

Ten mało efektowny film skradł moje serce, nie tylko za sprawą kreacji „Ojca chrzestnego”. Warto zwrócić na niego uwagę, mimo bogactwa kinowego repertuaru.

Recenzja: "Manglehorn" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
16.07.2015

Recenzja: "Reality"

Nowy film reżysera „Morderczej opony”- jeszcze bardziej szalony i zaskakujący!

Quentin Dupieux to reżyser, obok filmów którego trudno przejść obojętnie. Kto widział „Morderczą oponę”, ten wie, o co chodzi. Jazdę bez trzymanki kontynuował w swoich kolejnych ekscentrycznych produkcjach - „Wrong” i „Złych glinach”. W najnowszym filmie, „Reality”, wspiął się na wyżyny odjazdowych pomysłów i artystycznych poszukiwań. Aż strach pomyśleć, o czym będzie jego kolejna produkcja.

W tej onirycznej, wielowątkowej historii pada wiele pytań, bez jasnych i łatwych odpowiedzi. Francuski filmowiec krytykuje w niej zarówno głupie programy telewizyjne, jak i kino hollywoodzkie i artystyczne.  Niewykluczone, że w „Reality” pojawiają się wątki autobiograficzne i że Dupieux sam stykał się w swojej pracy z podobnymi absurdami. Albo z jeszcze większymi.

Jego nowe dzieło jest enigmatyczne i nierówne. To jeden z tych filmów, które prawdopodobnie albo się pokocha, albo znienawidzi. Zapewne znajdą się też tacy, którzy będą się zastanawiać, co artysta miał na myśli. Film może prowokować do stawiania ciekawych tez i nadinterpretacji. Widzieliście „Morderczą oponę”? Nowa produkcja tego gościa jest jeszcze bardziej szalona i zaskakująca. Nie wiem, co o niej myśleć, ale na swój sposób mnie urzekła.

Recenzja: "Reality" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się