Piłkarze Termaliki Bruk-Bet i Jagiellonii odrobili zaległości, a więc przed nami tylko ostatnia kolejka i rozstanie z ligą do 12 lutego. Hit w Warszawie rozczarował, Legia zremisowała z Piastem (1:1) i wciąż ma 5 punktów straty. Kolejny mecz wygrał Lech, który powoli puka do czołówki. Fatalną passę (11 meczów bez wygranej) przerwał Śląsk Wrocław, a Korona napędziła stracha Cracovii.

STŁAMSZONA JAGIELLONIA, HISTORYCZNA TERMALICA

Drużyna Michała Probierza jest najlepszym przykładem, jak nieobliczalna może być nasza ligowa piłka. Niedawno seryjnie przegrywała, potem wróciła na zwycięską ścieżkę, potrafiła rozbić Ruch na jego terenie (4:0), by znowu sprawić zawód swoim kibicom. W zaległym spotkaniu z Termaliką (z 17 kolejki) była o klasę gorsza od gospodarzy. Długo rewelacyjnie bronił Batrłomiej Drągowski, ale w końcu skapitulował, po strzale Dawida Sołdeckiego z rzutu karnego, a następnie nie miał szans na skuteczną interwencję po akcji Wojciecha Kędziory. Kontrowersyjnej, bo gospodarze widząc leżącego kolegę chcieli wybić piłkę, ale zrobili to tak nieudolnie, że nie opuściła boiska. Przechwycił ją Kędziora, minął dwóch obrońców i pokonał Drągowskiego. Trener Probierz miał po meczu ogromne pretensje do zawodnika z Niecieczy, podobnie bramkarz jego drużyny.

Termalica może głębiej odetchnąć. Wygrana z Jagiellonią (pierwsze na odnowionym stadionie w Niecieczy) oznacza przerwanie serii meczów bez zwycięstwa (5 kolejnych spotkań) i awans w tabeli na 11. miejsce, wyprzedzając pogrążoną w kryzysie Wisłę Kraków. Na pożegnanie z pierwszą, historyczną rundą w ekstraklasie, piłkarze beniaminka podejmą Ruch Chorzów.

ROZCZAROWUJĄCY HIT

Legia miała odrobić trzy punkty do Piasta, ten przynajmniej utrzymać 5-punktową przewagę. Jeśli ktoś schodził z boiska zadowolony, to goście. Wprawdzie przegrywali, po samobójczym golu strzelonym przez Heberta, ale zdołali wyrównać. Centrę Patrika Mraza, który zabrał piłkę Łukaszowi Broziowi, wykorzystał Gerard Badia, który wszedł na boisko kilka minut wcześniej. – Ile strzeliłem goli głową? Minus trzy – żartował Hiszpan. – To była moja pierwsza bramka zdobyta w taki sposób – dodawał już na poważnie. Remis w Warszawie oznacza, że Piast spędzi przerwę w rozgrywkach na 1. miejscu w tabeli, niezależnie od rozstrzygnięć w ostatniej kolejce. Natomiast Legia już zbroi się na rundę wiosenną. Wypożyczyła Artura Jędrzejczyka z FK Krasnodar. Reprezentant Polski ma sprawić, że obrona będzie grała skuteczniej, bo na razie traci średnio jedną bramkę na mecz.

NIEWYKORZYSTANA SZANSA CRACOVII

Wobec remisu Legii, Cracovia mogła dogonić stołeczną drużynę. Zadanie wydawało się niezbyt trudne, bo grała u siebie z Koroną, która przegrała cztery ostatnie spotkania. Goście z Kielc postawili się Pasom i mogli, a nawet powinni przywieźć komplet punktów. Sprawę zawalił ... bohater spotkania, Airam Cabrera. 28-letni napastnik z Hiszpanii najpierw zdobył dwie bramki dla swojej drużyny, a następnie nie wykorzystał rzutu karnego. Gdyby trafił na 3:1, Cracovia by się nie podniosła. Zdołała jednak uratować remis za sprawą niezawodnego Denissa Rakelsa. Łotysz zdobył dwie bramki, umocnił się na pozycji wicelidera strzelców. Strzelił już 14 goli w lidze, o 6 mniej niż Nemanja Nikolić.

– Rzut karny był ważnym momentem, ale mieliśmy też inne okazje. Zaczynamy finalizować akcje, treningi procentują – stwierdził Marcin Brosz, trener Korony. – Daliśmy się dwa razy skontrować jak dzieci, ale jeśli przegrywa się u siebie, a rywale mają jeszcze rzut karny, to trzeba szanować ten punkt – dodał Jacek Zieliński, opiekun Cracovii.

DOKĄD PŁYNIE WISŁA?

Nie ma pieniędzy, nie ma zwycięstw, nie ma punktów, nie ma zawodników. Wisła Kraków znalazła się nad przepaścią. W ciągu trzech tygodni przegrała wszystkie prestiżowe spotkania: z Cracovią (1:2), z Lechem (0:2), z Legią (0:2) i Lechią (0:2). Na wygraną czeka od 6 listopada, kiedy pokonała Zagłębie Lubin (3:1).

Dodatkowo nie ma komu grać, bo zespół nawiedziła plaga kontuzji. – Sytuacja jest dramatyczna, tak naprawdę nie wiadomo, kto jest gotowy do treningu – stwierdził Arkadiusz Głowacki. Od dłuższego czasu pauzuje Emanuel Sarki, ostatnio wypadli Boban Jović i Donald Guerrier. Do listy kontuzjowanych dołączyli Rafał Boguski, Maciej Jankowski i Maciej Sadlok. Pierwszy przeszedł zabieg przepukliny. Od dwóch tygodni nie ma Pawła Brożka, choć możliwe, że wróci na mecz z Pogonią. Problemy ze zdrowiem mają też  Krzysztof Mączyński i Głowacki, ale oni powinni móc zagrać przeciwko Portowcom. Tak wygląda na dziś Wisła, która kończy rok będąc w opłakanym stanie. Dodatkowo po wygranej Termaliki spadła na 12. pozycję w tabeli.

URBAN UZDROWIŁ LECHA

Sześć kolejnych zwycięstw, już piąte miejsce w tabeli, Lech Poznań wrócił na właściwe tory pod wodzą Jana Urbana. Nie wygrywa wysoko, ale przestał tracić bramki. Jasmin Burić nie dał się pokonać w pięciu spotkaniach ligowych, ostatni raz wyciągał piłkę z siatki 8 listopada, kiedy w ostatniej minucie meczu z Górnikiem Łęczna (3:1) pokonał go Leandro. Kolejną drużyną, która nie dała rady Lechowi było Zagłębie Lubin. Bohaterem został Kasper Hamalainen, który zdobył bramkę i zaliczył asystę. Jeśli nic się nie zmieni, to meczem z Piastem w Gliwicach (niedziela, godz. 18) pożegna się z Poznaniem, bo z końcem roku wygasa jego umowa. Lech traci do liderującego Piasta 14 punktów, ale zostało mu jeszcze 10 kolejek, a po nich nastąpi podział.

DWALISZWILI SIĘ PRZYPOMNIAŁ

Portowcy wygrali trzecie spotkanie z rzędu. Uporali się u siebie z Podbeskidziem (2:0), ale wydarzeniem tego meczu było przełamanie się Wladimera Dwaliszwilego. Gruzin ostatniego gola na polskich boiskach strzelił 24 marca 2014 roku, jeszcze jako zawodnik Legii Warszawa (2:1 z Piastem Gliwice). Następnie wyjechał do Danii, gdzie grał w Odense, a na początku tego sezonu wrócił do ekstraklasy.

Tyle, że zawodził Czesława Michniewicza, nawet po kontuzji Łukasza Zwolińskiego nie mógł wywalczyć miejsca w podstawowym składzie. Ostatnio też zaczął mecz na ławce rezerwowych, a na boisku pojawił się od początku drugiej połowy. – Dał dobrą zmianę, dzięki niemu graliśmy lepiej. Już w tygodniu wykazywał oznaki zwyżki formy, ciężko pracował, zasługiwał na kolejną szansę – mówił trener Portowców. Przy pierwszym golu do końca nie wiadomo czy to on go strzelił. Po centrze Rafała Murawskiego piłka otarła się o włosy Gruzina i wpadła do bramki Podbeskidzia.

– Zagraliśmy najsłabsze spotkanie w sezonie, nie byliśmy w stanie nawiązać walki – przyznał trener Górali, Robert Podoliński. Jego drużyna w ostatniej kolejce podejmie Śląsk Wrocław i dostanie ostatnią okazję do przełamania domowej niemocy, bo jako jedyny zespół w ekstraklasie nie wygrali jeszcze meczu u siebie.

UDANY DEBIUT SZUKIEŁOWICZA

W końcu, po 11 meczach bez zwycięstwa, Śląsk Wrocław sięgnął po trzy punkty wygrywając z Górnikiem Łęczna (2:1). Nie bez problemów, ale liczył się efekt. Gracze obu drużyn szybko się wystrzelali, bo wynik ustalono już po 17 minutach.

– Może zabrakło nam trochę spokoju, ale jestem zadowolony z postawy zawodników, ich zaangażowania i walki. Zawsze warto walczyć, to my utrzymywaliśmy się przy piłce, ale to zasługa jeszcze Tadka Pawłowskiego. On ćwiczył schematy, my próbujemy przyspieszyć grę - powiedział Romuald Szukiełowicz, debiutujący w roli trenera Śląska.

– Nie wiem z czego bierze się bojaźń w początkowych fazach meczów. Już w czwartym tracimy bramkę na początku, a potem trzeba gonić wynik. Jedynym pozytywem jest to, że potrafimy twardo walczyć do końca. W tym meczu też niewiele brakowało do wyrównania – dodał Jurij Szatałow, szkoleniowiec Górnika. Zespół z Łęcznej czeka na wygraną od 30 października.

fot. Michał Klag/REPORTER

Zaległości odrobione - podsumowanie po 20. kolejce Ekstraklasy - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W T-Mobile w ramach oferty świątecznej możecie kupić flagowy smartfon Huawei wraz z tabletem, który może stanowić jego doskonałe uzupełnienie lub też prezent dla kogoś bliskiego.

Jeśli macie ochotę sobie lub komuś sprawić na prezent flagowca, to może zainteresuje was jedna z ofert świątecznych T-Mobile. W ramach jednej umowy można mieć topowy smartfon i tablet Huawei.

Smartfon to jest to model Huawei P8, wyposażony w 5,2-calowy wyświetlacz i rozdzielczości 1920 x 1080 pikseli, pokryty Gorilla Glass 3. Za jego wydajność odpowiada autorski procesor Huawei – ośmiordzeniowy Kirin 930/935 z 3 GB pamięci RAM. Dla użytkownika przeznaczono 16 bądź też 64 GB pamięci RAM.

Przeczytaj test Huawei P8

Smartfon otrzymał także 13-megapikselowy aparat główny z podwójną diodą LED, optyczną stabilizacją obrazu, autofokusem. Wykorzystuje on technologię 4 kolorów, dzięki czemu zdjęcia zadziwiają barwą i wysoką jakością – są porównywalne z tymi wykonywanymi aparatami cyfrowymi. Korzystając z funkcji „malowania światłem” i latarki można stworzyć unikalne, świetlne kompozycje i niezwykłe nocne fotografie. Możliwość podglądu pozwala na wybór najlepszego czasu naświetlania tak, aby zdjęcia były perfekcyjne.

Poniżej możecie zobaczyć film, który pokazuje, jakie zdjęcia można wykonać przy pomocy Huawei P8.

 

Smartfon ma obudowę o grubości zaledwie 6,4 mm, a dzięki wykorzystaniu technologii nanowtrysku uzyskano jednolitą i elegancką linię obudowy. Dopełnieniem tych cech jest wsparcie dla szybkiego przesyłu danych – LTE.

Huawei P8 - najciekawsze funkcje smartfona

W zestawie z P8 znajduje się tablet Huawei MediaPad T1 8.0 z wyświetlaczem o przekątnej 8 cali i rozdzielczości 1280 x 720 pikseli. Ma 5-megapikselowy aparat oraz wytrzymałą baterię, a nad wszystkim czuwa Android.

 

Dobierz ofertę w e-sklepie T-Mobile.

 

Huawei P8 i MediaPad T1 8.0 – flagowiec z tabletem na święta (wideo) - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Huawei P8 i Huawei MediaPad T1 8.0 w zestawie. Sprawdź!
Podziel się