– Nic nie poradzę na to, że nie umiem zrobić pogodnego filmu. Jeżdżąc po świecie, nie widzę wokół siebie szczęścia. Może inni są w stanie je dostrzec. Ja nie. Dlatego piszę moje filmy mrokiem – podsumowuje swoją twórczość Béla Tarr.

Jeśli wierzyć zapowiedziom artysty, „Koń turyński” to jego pożegnalny film. Reżyser twierdzi, że powiedział już w kinie wszystko, co chciał powiedzieć, i przechodzi na artystyczną emeryturę. Widzowie Festiwalu mają niepowtarzalną okazję zobaczyć ten nagrodzony na ostatnim Festiwalu Filmowym w Berlinie obraz. Dwuipółgodzinny film utrzymany w charakterystycznej dla węgierskiego twórcy mrocznej atmosferze rozpadu, nie zaskoczy koneserów dzieł reżysera: oszczędne dialogi, czarno-biały obraz, powolne tempo, minimalizm, długie, mroczne, hipnotyczne, naturalistyczne ujęcia  – są jak podpis mistrza, złożony na ukończonym obrazie.

Tak jak zapisanym na taśmie filmowej znakiem rozpoznawczym Béli Tarra są wybitnie długie, nieprzerwane ujęcia, rejestrowane na czarno-białej taśmie, tak w działaniu – chodzenie własnymi drogami. Reżyser uważa się za outsidera, z dala od politycznych nacisków i społecznych struktur, a także układów rządzących przemysłem filmowym. – Nie mam nic wspólnego ze środowiskiem filmowym w Budapeszcie. Nie lubią mnie, bo nie robię filmów konwencjonalnych. Nie mogę dyskutować z nimi o filmach, bo żyję, czuję i myślę inaczej niż oni. Oni są twórcami filmowymi, ja nie. Właściwie nie wiem, kim jestem – mówi reżyser. I począwszy od niskobudżetowych filmów inspirowanych twórczością amerykańskiego reżysera, John Cassavettesa, które kręcił pod koniec lat 70-tych, aż do dziś, pozostaje wierny swoim zasadom.

Zanim na dobre zajął się kinematografią, chciał zostać filozofem. Reżyserować zamierzał niejako przy okazji, a pracę z kamerą traktował jako hobby. To hobby przerodziło się jednak w pasję, zawód i drogę życiową. Pierwsze amatorskie filmy nakręcił w wieku 16 lat. Na wydział reżyserii filmowej Wyższej Szkoły Filmowej w Budapeszcie trafił dopiero po debiucie. Pod koniec lat 70. rozpoczął współpracę ze studiem im. Béli Balazsa, które w 1979 umożliwiło mu sfinansowanie pełnometrażowego debiutu „Ognisko zapalne” (Családi tűzfészek). W 1994 roku ukończył dzieło swojego życia, nad którym pracował ponad siedem lat: 415-minutowy (czyli prawie siedmiogodzinny!) film „Szatańskie tango” (Sátántangó), będące ekranizacją powieści László Krasznahorkaiego. Reżyser do dziś regularnie współpracuje z pisarzem. Krasznahorkai – węgierski pisarz, laureat wielu nagród literackich, w tym najważniejszej nagrody państwowej na Węgrzech, nagrody Kossutha – jest autorem scenariuszy do filmów Tarra, doradza mu także przy podejmowaniu kluczowych decyzji w kwestii realizacji scenariusza.

Krytycy porównują poetykę Tarra do obrazów Miclósa Jancsó, Theo Angelopoulusa, Michelangelo Antonioniego, a przede wszystkim utożsamiają jego prace z twórczością jednego z największych artystów w historii sztuki filmowej, Andrieja Tarkowskiego. Sam Tarr twierdzi, że trudny Tarkowski jest znacznie „łagodniejszy i milszy” niż on sam. Początkowo tematami jego filmów były problemy społeczne, z jakimi borykały się Węgry w latach 80-tych, a głównymi bohaterami – ludzie z marginesu społecznego. Z czasem jednak zaczął skupiać się na zagadnieniach metafizycznych, zagadkowej naturze ludzkiej, samotności, deformacji psychiki i kalectwa. Reżyser przyznaje się do częstej inspiracji malarstwem (w szczególności obrazami Petera Breugla i Hieronima Boscha) a także filmami Andrieja Tarkowskiego. Operuje własnym, niepowtarzalnym językiem: pół-dokumentalną narracją, nielinearną formą opowiadania. Artysta często stosuje improwizację. Najchętniej także współpracuje z aktorami-amatorami.

Od 20 lat Béla Tarr związany jest z montażystką Agnes Hranitzky, którą jest jego drugą połową w życiu i w pracy. Tarr uznaje ją za współreżysera swoich filmów. Duchowym bratem reżysera jest także wspomniany już węgierski pisarz, László Krasznahorkai. Razem napisali scenariusze do trzech filmów: „Potępiony”, „Miejskie życie” i „Szatańskie tango”. Mimo tak ogromnego zaufania do bliskich współpracowników Tarr wie, że prawdziwy reżyser musi połączyć w sobie duszę poety i wolę kaprala. – Jestem autokratą i w naszym zespole cała władza spoczywa w moich rękach – zdradza kulisy swojej pracy na planie. – Podczas robienia filmu nie ma miejsca na demokrację, to ja muszę o wszystkim decydować. Ale byłbym wariatem, gdybym nie słuchał mojego dźwiękowca, operatora czy autora scenariusza. Muszę ich wysłuchać, bo zaangażowałem ich do tego filmu i wiem, że chcą wykonać swoją pracę jak najlepiej. Ale ostatnie słowo zawsze należy do mnie.

W styczniu 2011 roku Tarr dołączył do zarządu fundacji Cine Foundation International, walczącej o prawa człowieka. W czerwcu w Katowicach wziął udział w panelu dyskusyjnym poświęconym Jafarowi Panahiemu, Mohammadowi Rasoulofowi i szeroko rozumianej cenzurze w kinie. Obaj filmowcy są obecnie przedmiotem procedury prawnej w Iranie, w wyniku której zostali skazani na 6 lat więzienia i 20 lat zakazu pracy twórczej. Od 1990 wykłada w berlińskiej akademii filmowej. Filmy Béli Tarra są inspiracją dla wielu reżyserów, m.in. Gusa van Santa, który nazywa go "jednym z niewielu prawdziwych wizjonerów wśród twórców filmowych". Tymczasem Tarr właściwie nie jest znany poza granicami Węgier, pozostaje twórcą niszowym, choć docenianym na festiwalach. "Zdaje sobie jednak sprawę z konsekwencji wyboru tej drogi.Jesteśmy doceniani przez mniejszość. Nasze filmy pojawiają się tylko w kinach studyjnych. Nie jesteśmy częścią kultury multiplexów. W zasadzie ja sam nie do końca rozumiem czym jest kino. Ale mam nadzieję, że nasze filmy są bliżej życia, niż kina – tłumaczy Béla Tarr.

Fot. Materiały prasowe

Béla Tarr: "jestem doceniany przez mniejszość" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Poczta głosowa to rozwiązanie dla tych, którzy nie zawsze mogą odebrać telefon, ale nie chcą, żeby ominęła ich jakakolwiek wiadomość. Kiedy znajdują się poza zasięgiem, są na spotkaniu czy też nie mogą lub nie chcą odebrać telefonu z jakiegokolwiek innego powodu, dzwoniący mogą im pozostawić wiadomość na wirtualnej sekretarce.

Jak to działa?

Osoba dzwoniąca, po usłyszeniu w słuchawce zapowiedzi zakończonej charakterystycznym sygnałem, wystarczy, że nagra wiadomość i rozłączy się. Użytkownik telefonu otrzyma informacje o pozostawionej wiadomości, w stosownym momencie będzie ją mógł odsłuchać.

Poczta głosowa zaistniała na polskim rynku wraz z pojawieniem się telefonów komórkowych. Wcześniej rolę urządzenia przechowującego wiadomości pod nieobecność użytkownika telefonu stacjonarnego pełniła automatyczna sekretarka. Poczta głosowa działa tak samo, jest jednak wygodniejsza w użytkowaniu. Nie jest przypisana do miejsca, działa niezależnie od tego, czy Abonent jest w domu, w pracy czy też na wakacjach. Pozostawione wiadomości można odsłuchać w dowolnym momencie, także kilkakrotnie. Dodatkową opcją jest możliwość bezpośredniego oddzwonienia do rozmówcy.

Standardowo, komfortowo czy coś ekstra?

Użytkownicy sieci T-Mobile mogą wybrać jedną z trzech opcji poczty głosowej: Standard, Komfort lub Extra. Standard to bezpłatna usługa poczty głosowej, aktywowana każdemu nowemu klientowi, z dostępem do wiadomości i własnych ustawień. Poczta Komfort to oferta dla tych, którzy od poczty głosowej oczekują czegoś więcej. Daje wszystkie możliwości Poczty Standard, a dodatkowo:

- wysyła nagrane wiadomości głosowe na Twój telefon w postaci MMS-a;
- konto e-mail z adresem: numer_telefonu@eranet.pl o pojemności 256 MB;
- filtr antywirusowy i antyspamowy;
- autorespondera;
- książkę teleadresową;
- możliwość pobierania również faksów (bez aktywacji dodatkoweg numeru do odbioru faksów czy posiadania urządzenia faksowego).

Poczta Extra, natomiast, to propozycja dla użytkowników telefonu iPhone na abonament. Dzięki niej zostawione wiadomości trafiają wprost na telefon i tam czekają na odsłuchanie. Wszystkie funkcje poczty głosowej uruchamiane są z poziomu telefonu, bez konieczności nawiązywania połączenia z numerem poczty.

Ile to kosztuje?

Poczta Standard jest usługą bezpłatną, Poczta Komfort przez pierwszy miesiąc jest bezpłatna, natomiast za każdy kolejny miesięczna opłata wynosi jedynie 2 zł. Poczta Extra wiąże się z miesięczną opłatą 2,90 zł brutto dla klientów indywidualnych i 2,93 zł brutto dla klientów biznesowych. Jeśli ktoś chciałby przekonać się o zaletach usług Komfort i Extra, warto to zrobić teraz, korzystając z promocji Spróbuj za darmo, w której przez pierwsze, niezobowiązujące do niczego dwa miesiące, z powyższych usług korzystać można za darmo.

Jak to ustawić?

Konfiguracja poczty jest bardzo prosta. Wystarczy aktywować usługę np. poprzez internetowe Biuro Obsługi lub wybierz kod *100# i zaakceptuj zieloną słuchawką. Wraz z aktywacją poczty uruchamiane są przeniesienia rozmów: jeśli użytkownik nie odbiera telefonu przez 20 sekund, gdy ma wyłączony telefon lub jest poza zasięgiem, a także wtedy, kiedy prowadzi rozmowę z kimś innym.

Nie zapomnij! 602 950 to numer poczty głosowej w sieci T-Mobile.

Po aktywowaniu poczty należy zatelefonować pod numer 602950 i skonfigurować usługę. Dla bezpieczeństwa konieczne jest ustawienie osobistego hasła dostępowego i wybranie języka komunikatów. Użytkownik decyduje także, czy będzie używać standardowego powitania, czy nagra swoje.

Poczta głosowa - przydatna i wciąż niedoceniana - opinie i komentarze (12)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Filip użytkownik T-mobile
06-02-2018 - 12:11:07
Poczta jest super tylko nie można dać standardowego powitania. Jak się da to dajcie linki
  (0)
Odpowiedz
GalopująceGacie
03-08-2016 - 17:45:18
witam. mam możliwość ustawiawienia dwóch powitań , gdzie jedno z nich nazywa się " powitanie po godzinach pracy " ale jak ustawic godziny pracy w poczcie głosowej ?
  (0)
Odpowiedz
maciek.boski
03-02-2016 - 17:17:28
nie mogę odsłuchać poczty głosowej bo nie pamiętam jej numeru,proszę o nr poczty głosowej dla nr-u telefonu 609532642
  (0)
Odpowiedz
Konsultant T-Mobile
05-02-2016 - 22:14:50
Dla każdego w T-mobile obowiązują dwa numery poczty głosowej. Jeden do przekierowań na pocztę +48602951000, a drugi do sprawdzenia czy ktoś się nagrał +48602950000. Pozdrawiam
  (0)
Odpowiedz
maciek.boski
03-02-2016 - 17:13:15
proszę o numer poczty głosowej dla nr-u 609532642
  (0)
Odpowiedz
Tesss
14-02-2015 - 21:51:25
Jak zachować/nagrać wiadomość z poczty głosowej tak aby mieć ją na zawsze?
  (0)
Odpowiedz
Konsultant T-Mobile
15-02-2015 - 19:41:37
Witam. Jedyne, co przychodzi mi do głowy to dyktafon - albo w postaci jakiejś aplikacji w telefonie, albo zewnętrzne urządzenie. W samej Poczcie Głosowej jest to niemożliwe. Pozdrawiam.
  (0)
Odpowiedz
nikt55
07-02-2015 - 19:47:53
Darmowa? Każde połączenie do poczty wynosi 0,30 zł :)
  (0)
Odpowiedz
Konsultant T-Mobile
07-02-2015 - 20:05:31
Witam. Stwierdzenie "darmowa" poczta głosowa w artykule dotyczy comiesięcznej opłaty stałej doliczanej do faktury za tą usługę. Bezpłatna cały czas jest Poczta Standard. Natomiast Poczta Extra dla Iphone'a oraz Poczta Komfort mogą być bezpłatne przez określony czas w promocji Spróbuj za Darmo. Standardowo te wersje poczty głosowej kosztują odpowiednio: Extra 2,93zł brutto miesięcznie dla klientów prywatnych oraz 2,40zł netto (2,95zł brutto) dla klientów biznesowych; Komfort 2,02zł brutto miesięcznie dla wszystkich. Co do opłaty za połączenie, zgadzam się. Koszt połączenia to 30gr brutto za każdą minutę. Pozdrawiam
  (0)
Odpowiedz
RedakcjaT-Mobile-Trendy
19-07-2011 - 10:33:45
Bart, sugerujemy kontakt z Biurem Obsługi Abonenta: 602 900 000 Zapewne, po przedstawieniu problemu, będą w stanie pomóc.
  (0)
Odpowiedz
Bart
18-07-2011 - 12:18:35
Mam problem, od wczoraj próbuję aktywować Pocztę Komfort i cały czas wyskakuje jakiś błąd :/ Nie działa przez itaktak, *100#, ani przez *9602...
  (0)
Odpowiedz
MonaSerida
02-09-2010 - 18:50:17
Przyznam, że nigdy w życiu nie skorzystalam jescze z poczty głosowej :) zawsze jakoś wolę napisac sms'a niż czekać, aż ktoś dobierze wiadomość głosową. Tym bardziej, ze wiele osób z tego po prostu nie korzysta i nie lub jakoś oddzwaniać na numer poczty.
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Telefon nosimy zawsze przy sobie. Można z niego zadzwonić, wysłać SMS, zrobić zdjęcie, posłuchać radia lub ulubionej muzyki. Można także sprawdzić e-mail, wejść na stronę internetową, a nawet... zrobić zakupy!

Kupowanie w internecie stało się bardzo modne. Jest wygodne, nie trzeba biegać po sklepach, stać w kolejkach, szybko można porównać ceny i jednym kliknięciem zamówić najtańszy produkt.

Tele-zakupy

Z telefonem komórkowym w dłoni może być jeszcze łatwiej – kupować można nie tylko sprzed ekranu komputera, ale niemal z dowolnego miejsca. Wystarczy telefon – najlepiej z jak największym wyświetlaczem – i zakupy można robić w kilku miejscach. Jeśli chcemy doposażyć swój telefon np. w grę lub w jakikolwiek inny program, warto odwiedzić jeden ze sklepów stworzonych przez producentów telefonów. Znajdzie się tam np. oprogramowanie, gry, dzwonki i tapety. Zakupy wszelkich innych produktów nie przeznaczonych do telefonu można robić w serwisach aukcyjnych albo w sklepach internetowych. Firmy prowadzące takie strony, wychodząc naprzeciw potrzebom użytkowników telefonów komórkowych, przygotowały specjalne „lajtowe”, czyli mobilne wersje swoich witryn. Użytkownicy nie muszą zatem wchodzić na klasyczne, duże i ciężkie strony, które po prostu nie mieściły się na niewielkim ekranie komórki i zawartość trzeba było nieustannie przewijać lub zmieniać wielkość. Teraz mają do dyspozycji ich lekkie i szybko ładujące się odpowiedniki, np. m.allergo.pl lub m.swistak.pl. Wszystkie najważniejsze treści pokazują się od razu na ekranie telefonu, a użytkownik szybko i sprawnie może poruszać się po serwisie. Sprzyja temu również sama nawigacja – przystosowana na potrzeby telefonów, dzięki czemu poruszanie się po serwisie jest równie wygodne jak w komputerze – a czasem nawet i bardziej. Teraz wystarczy się tylko zalogować i już można prowadzić lub śledzić interesujące nas aukcje.

Telefon w dłoni może się także przydać przy sprawdzaniu cen.

Mobilna witryna sklepowa

Jeśli jednak ktoś chce, nadal może korzystać ze strony „klasycznej” – w nowych telefonach pokaże się ona na ekranie, a odwiedzający będzie mógł korzystać z jej pełnej funkcjonalności. Coraz więcej telefonów ma również specjalne aplikacje prowadzące do najpopularniejszych serwisów, dzięki którym mobilne sklepy są jeszcze bardziej na wyciągniecie kciuka. Współczesne telefony mają do tego nie tylko duże (a czasami także dotykowe) ekrany, ale także ułatwiające pracę pełne klawiatury QWERTY i szybki dostęp do internetu. Jak błyskawicznie sprawdzić, co dzieje się na rozpoczętej przez nas aukcji? Szybciej można to zrobić korzystając z telefonu komórkowego, niż siadając do komputera. Telefon w dłoni może się także przydać przy sprawdzaniu cen. Nie od dziś wiadomo, że te mogą się różnić, i to znacznie, w zależności od odwiedzanego sklepu. Od dawna funkcjonują już porównywarki cenowe dla klasycznych komputerów, strony „przeniosły się” także do telefonów komórkowych. W lekkiej wersji działają m.in.: m.nokaut.pl, m.tanio.pl, m.skapiec.pl czy też mceneo.pl.


Najpopularniejsze sklepy z aplikacjami na komórki:

App Store

Sklep zawierający ponad 200 tys. aplikacji dla telefonów iPhone, a także iPadów. Można w nim znaleźć programy płatne oraz bezpłatne, podzielone na wiele kategorii tematycznych. Obsługa sklepu jest bardzo prosta, wystarczy uruchomić fabryczną aplikację i założyć konto na iTunes. Przy każdym programie można znaleźć przykładowe ekrany poszczególnych aplikacji, opisy działania aplikacji, a także recenzje użytkowników.



Android Market

Sklep działający na telefonach pracujących na platformie Android (m.in.: LG, HTC, Samsung, Motorola i Sony Ericsson). Zawiera niemal 100 tys. aplikacji, większość bezpłatnych, podzielonych na kilka kategorii. Wystarczy uruchomić preinstalowaną aplikację i przeszukać zasoby sklepu. Można także skorzystać z programów polecanych przez sklep lub innych użytkowników.




Ovi Store

Sklep z programami dla telefonów pracujących na systemie Symbian, czyli przede wszystkim Nokii. Zawiera ok. 10 tys. aplikacji, a także służących do personalizacji telefonu dzwonków, tematów i tapet.









Samsung Apps

Sklep z aplikacjami dla telefonów pracujących pod kontrolą systemu Bada. Zawiera m.in. gry i programy współpracujące z portalami społecznościowymi. Przed pobraniem użytkownik może przeczytać informacje o programie, zobaczyć przykładowe strony pokazujące działanie programów, a także sprawdzić ocenę innych użytkowników.





PlayNow Arena

Sklep z aplikacjami, muzyką, grami, tapetami i tematami przeznaczonymi przede wszystkim dla telefonów Sony Ericsson. Przed zdecydowaniem się na zakup, odwiedzający sklep mogą zobaczyć m.in. zrzuty ekranu danego programu.







Windows Marketplace for Mobile

Sklep dla korzystających z telefonów pracujących pod kontrolą systemu Windows Mobile 6 (m.in.: HTC, Samsung, Motorola, LG i HP). W polskiej wersji dostępnych jest tylko kilkadziesiąt programów. Przed skorzystaniem ze sklepu konieczne jest zalogowanie się do usługi Windows Live.




BlackBerry App World

Sklep dla użytkowników telefonów BlackBerry. Każdy program jest opisany, można także zobaczyć zrzuty ekranowe pokazujące jak działa dana aplikacja, są także recenzje użytkowników.

Zakupy przez telefon - opinie i komentarze (3)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

karola
15-09-2010 - 23:46:13
Cóż, ja też strasznie skrupulatnie podchodzę do tego tematu :) Może nie zajmuje mi to aż tyle czasu, ale staram się zrobić przegląd przynajmiej kilku miejsc. Ide do księgarmi zazwyczaj wiedząc jak poszukiwane przeze mnie pozycje stoją na allegro... staram się też podtrzymywać małe sklepy... jakoś jestem tradycjonalistką w tej kwestii :) ale to strasznie dobrze, że poszerzają się możliwości tego co można zrobić przy użyciu zwykłego telefonu komórkowego... no może nie aż tak zwykłego ;)
  (0)
Odpowiedz
krzychu
15-09-2010 - 15:17:53
W moim przypadku zakupy przez telefon średnio wchodzą w grę - ja każdy zakup poprzedzam godzinami szukania opinii, recenzji, porównań... Nie chciałoby mi się tego robić przez telefon. Wolę zakupy przez normalnego kompa.
  (0)
Odpowiedz
MonaLiza
14-09-2010 - 21:45:25
Sądziłam w pierwszej chwili, ze chodzi o realne zakupy dokonywane w jakiś sposób za pomocą telefonu :) a tu aplikacje. Cóż systemy w telefonach komórkowych pozwalają na coraz więcej, więc nic dziwnego, że wytworzył się tego typu rynek. Skoro telefon staje się minikombajnem multimedialnym to każdy chętnie będzie poszerzał i personalizował jego możliwości.
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W dniu dzisiejszym proponujemy wszystkim obecnym na Festiwalu miłośnikom kina dwie jakże odmienne pozycje. Pierwszą z nich jest "Koń turyński", węgierskiego reżysera Bela Tarra, a drugim Performance: „I Shot Jack Two”, czyli Kino na żywo w wykonaniu Eli Troyano i Uziego Parnesa.

Fryderyk Nietzsche wychodzi z budynku przy Via Carlo Alberty. Widzi, jak woźnica zaparkowanego w pobliżu powozu, stara się poruszyć z miejsca upartego konia. Nagle traci cierpliwość i zaczyna okładać zwierzę batem. Nietzsche podchodzi do powozu i szlochając zarzuca swoje ramiona na szyję konia. Gospodarz domu zabiera Nitzschego do domu, kładzie na kanapie. Cichy i obłąkany filozof spędza kolejne 10 lat swojego życia pod opieką swojej matki oraz sióstr. A co stało się z koniem, którego ciężki los spowodował upadek mentalny wielkiego myśliciela?

Tymi słowami Bela Tarr, węgierski reżyser, wprowadza do swojego najnowszego filmu, który opowiada o ciężarze ludzkiej egzystencji a którego akcja rozpoczyna się tuż po zakończeniu opisanych wcześniej zdarzeń, czyli 3 stycznia 1889 r. w Turynie. Życie woźnicy, jego córki oraz konia płynie nadal. Uwaga twórców skierowana została nie na moralność czy ocenę postępowania bohaterów, lecz na zwykłe codzienne życie. „Chcieliśmy pokazać jak trudne i straszne jest to, kiedy każdego dnia musisz iść i przynieść wodę ze studni. Niezależnie od tego czy jest lato, czy zima. Pokazywanie codziennych, rutynowych czynności pozwala na pokazanie tego, co w świecie przedstawionych ludzi jest złe”. „Konia turyńskiego”, Tarr określił także mianem „ostatniego kroku w karierze”.

"W moim pierwszym filmie poruszyłem temat wrażliwości społecznej, chciałem zmienić świat – mówi Tarr. Z czasem zrozumiałem, że problemy, które go dotyczą są bardziej skomplikowane. Teraz mogę powiedzieć tylko tyle, że życie jest ciężkie, i nie wiem co przyniesie w przyszłości. Mogę zobaczyć rzecz, która jest już blisko – koniec."

Pierwszy pomysł na zrealizowanie filmu pojawił się w połowie 1980 r. kiedy Tarr usłyszał historię załamania Nitzschego, kończącą się pytaniem: a co się stało z koniem?. Zarys filmu powstał w 1990 r., lecz sama produkcja został odłożona ze względu na wcześniejsze zobowiązania reżysera. Laszlo Krasznahorkai, węgierski pisarz, który opowiedział Tarrowi tę historię, przeniósł w tym czasie ją na papier i tekst ten posłużył w późniejszym czasie do znalezienia sponsorów przedsięwzięcia. „Koń turyński” nie opierał się na żadnym scenariuszu, w konwencjonalnym rozumieniu tego słowa. Po premierze filmu na Bernlinale tak napisał o nim Ray Bennt: Fani filmów Tarra dobrze wiedzą na czym polega jego twórczość. Spodziewając się kina ponurego a zarazem statycznego, dobrze spędzą czas na sali kinowej. Dla nieznających wcześniejszej twórczości reżysera, film może wydać się nużący, bowiem reżyser dużą wagę przykłada do pokazania do pokazania czynności codziennego życia. Widzimy zatem jak ubierają się w swoje łachmany, jak palcami jedzą gotowane ziemniaku, jak rąbią drzewo i jak karmią konia.

Jeżeli zatem nie mieliście nigdy wcześniej okazji do oglądania filmów Beli Tarra, zróbcie to koniecznie. Wysmakowana i poruszająca opowieść o życiu tak zwykłym i trudnym, a momentami beznadziejnym pozwala spojrzeć na bezpieczną i stabilną współczesność innymi oczami.

Dla wszystkich, którzy nie mają ochoty po całym dniu meandrowania między poszczególnymi salami kinowymi oraz gatunkami kina, proponujemy Performance: „I Shot Jack Two”, czyli Kino na żywo w wykonaniu Eli Troyano i Uziego Parnesa.

Tytułowym Jackiem jest sam Jack Smith, znany z tego, że każda z jego projekcji stanowiła dla widzów dużą niespodziankę – ustawicznie ciął i przemontowywał swoje filmy, stał się inspiracją dla Troyano i Parnes, które postanowiły kontynuować jego tradycję. Połączyły fragmenty filmu Buble People Troyano z Exotic Dreams oraz Stars of L.E.S – serią zdjęć Smitha, wykonanych przez Parnes na początku lat 80. W filmie Jack Smith i Phoebe Legere przebrani są za Bąbelkowe Boginie, a reszta performerów (łącznie z Parnesem) – za Marilyn Monroe. Improwizowany film miał miejsce w lofcie Uziego Parnesa w 1982 roku, w tle widać jego rzeźby i instalacje.

Ela Troyano zapoznała mnie ze Smithem w 1979 roku, kiedy przyprowadziła go na imprezę do mojego loftu w SoHo – opowiada Uzi Parnes. – Niedługo potem się wprowadziła, a Jack stał się stałym bywalcem. Pisałem wtedy doktorat na wydziale Performance Studies na NYU i Jack zgodził się, żeby zrobił dokumentację jego owianych legendą spektakli. W zamian miałem robić mu piękne i stylowe zdjęcia reklamowe, których mógł używać do promocji swojej nieskromnej osoby. Smith dostawał odbitki, mi zostały negatywy, których używam teraz do rekonstrukcji jego spektakli.

Niezależnie od tego, czy wolicie filmy w klasycznym znaczeniu tego słowa, czy też szalone i nieprzewidywalne Performance, podczas Nowych Horyzontów każdy znajdzie coś interesującego dla siebie.

 

Fot. Materiały prasowe

<p><em>Oficjalny trailer "Konia turyńskiego"</em></p>

Koń turyńki czy Performance: „I Shot Jack Two” nowohoryzontowe wybory - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się