16.07.2010

Kino nocy letniej

Gdy lejący się z nieba żar zastępuje orzeźwiający wieczorny wiatr, zbierają się w jednym miejscu, aby razem oddać się rozkoszy obcowania z kulturą. Cenią sobie specyficzną atmosferę panującą na tych nietypowych seansach i możliwość obcowania z naturą… Od niemal stu lat ludzie na całym świecie dają się ponieść magii kina pod gołym niebem.

Na początek trochę historii. Mało kto wie, że najstarsze kino plenerowe znajduje się w Australii – fakt ten potwierdza wpis w Księdze Rekordów Guinnessa z 2004 r. To jednak nie wszystko, chociaż „Sun Pictures Theatre” swój pierwszy film wyemitowało w 1916 r., wciąż ma się dobrze! Jak prawie sto lat temu i dzisiaj widz może zasiąść w płóciennych krzesłach, podobnych do znanych nam dobrze leżaków plażowych, w pełni oddając się urokowi seansu na świeżym powietrzu. Dzisiaj, oprócz filmów niemych, można tam zobaczyć także produkcje z ostatnich lat.

Ze starożytnej Grecji...

Wbrew pozorom, istnieje silny związek między kulturą niektórych krajów, a – wydawać by się mogło – tą „lekką” formą prezentacji filmów. Warto zauważyć, że kina pod gołym niebem stanowią integralną część np. kultury greckiej. Właściwie wszystkie miasta i duże miasteczka w tym kraju posiadają co najmniej jedno kino tego typu. W samych Atenach funkcjonuje ich niemal sto! Sezon na filmy pod chmurką rozpoczyna się tu w maju i trwa aż do września. Zdaniem niektórych, kino openerowe jest bezpośrednim rozszerzeniem tradycji dramatu starożytnej Grecji, który zawsze wystawiany był na odkrytych arenach, tzw. amfiteatrach.

Również Francja straciła głowę dla kina plenerowego, które stało się podstawową letnią rozrywką jej mieszkańców. Niech świadczy o tym fakt, iż w zeszłym roku na terenie całego kraju odbyło się aż 2100 imprez tego typu! Najbardziej znanym festiwalem jest „Kino plenerowe”, które odbywa się w miasteczku La Villette od 1991 r. Od paru lat niestandardową salę kinową festiwalu co wieczór wypełnia ok. siedem tys. widzów! A jest na co popatrzeć. Filmy wyświetlane są bowiem na największym w Europie ekranie, który tak naprawdę jest nadmuchiwaną konstrukcją wysoką na 18 m i szeroką na 32 m. Trawnik, na którym siedzą fani kina letniego, odpowiada zaś wielkością dwóm połączonym stadionom piłki nożnej. Dźwięk docierający do ucha widza płynie natomiast z 2 gigantycznych wież.

... poprzez współczesną Polskę...

Pierwszym w Polsce kinem pod gołym niebem była Nocna Plaża Filmowa zorganizowana w ramach Wakacyjnego Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach. Widzowie obok ambitnego filmu autorstwa Kieślowskiego, Zanussiego czy Wajdy mogli również zobaczyć polskie superprodukcje, jak „Ogniem i mieczem”. A wszystko przy akompaniamencie szumiącego morza… Nic więc dziwnego, że mimo iż niektóre filmy wyświetlane były we wczesnych godzinach rannych, na seanse przychodziło nawet pięć tys. osób!

Największym festiwalem kin plenerowych w naszym kraju jest obecnie Filmowa Stolica Lata. W czerwcu 2010 roku podczas trwającej dziesięć tygodni imprezy w 6 warszawskich parkach wyświetlonych zostało aż 80 filmów pełnometrażowych z całego świata. W tym roku warto jednak zwrócić szczególną uwagę na zorganizowane, specjalnie z okazji 600-lecia bitwy pod Grunwaldem, kino plenerowe na Polach Grunwaldu. Przez trzy dni począwszy od 17 lipca widzowie mogli obejrzeć „Krzyżaków" Aleksandra Forda i cztery obrazy dokumentalne.

Zdaniem niektórych, kino openerowe jest bezpośrednim rozszerzeniem tradycji dramatu starożytnej Grecji, który zawsze wystawiany był na odkrytych arenach, tzw. amfiteatrach.

... aż po Nową Erę

10. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego NOWE HORYZONTY rusza już niedługo! Wszystkich miłośników kina pod gołym niebem zapraszamy na pokazy plenerowe, które odbędą się na wrocławskim rynku w ramach jubileuszowej edycji festiwalu Nowe Horyzonty. Festiwal, podczas którego fani kina indoor i outdoor będą mogli obejrzeć aż 480 produkcji z 50 krajów świata, rusza już 22 lipca!


Fot. w nagłówku: Flickr.com/Hobvias Sudoneighm (Striatic)

Kino nocy letniej - opinie i komentarze (1)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Pomarańcza
21-07-2010 - 09:40:40
Oj chętnie przeszłabym się na coś takiego jak Nowe Horyzonty właśnie :) szkoda, ze nie dzieje się to w Poznaniu, bo niestety we Wrocławiu nikogo nie mam, u kogo mogłabym się zaczepić, a nie wiem czy będzie mi się chciało wydawać dodatkowe pieniądze na nocleg. Jakkolwiek cieszę sie, ze taki festiwal na skalę międzynarodową ma miejsce w Polsce właśnie :) i to całkiem niedaleko.
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Zapamiętajcie tę datę: 22 lutego 2015 roku. To historyczny dzień dla polskiego filmu, polskiej kultury i Polski. Mamy „Oscara”! „Ida” jest zwycięska!!!

Boże, jak ja się tu znalazłem. Zrobiłem czarno-biały film o potrzebie spokoju, wycofania się ze świata i kontemplacji. I oto jestem, w tym zgiełku, w centrum światowej uwagi" – mówił po odebraniu statuetki reżyser Paweł Pawlikowski, który, wyraźnie uszczęśliwiony, nie uległ początkowemu speszeniu i jako jedyny wyraźnie przekroczył wyznaczony dla niego czas i nie dał się wygonić ze sceny. Oklaskiwali go wszyscy, zebrani w Los Angeles, najwięksi twórcy kina.

Statuetka dla polskiego filmu stała się faktem, przechodzimy do historii. „Ida” to obraz, któremu, w przeciwieństwie do m.in. „Noża w wodzie”, „Ziemi obiecanej”, „Katynia”, „Człowieka z żelaza” czy „W ciemności”, udało się. Jest uznany za najlepszy film nieanglojęzyczny, a to rzecz historyczna. Pawlikowski – jeśli będzie chciał – może mieć otwarte drzwi do wszystkich największych studiów filmowych, a Agata Kulesza będzie od dziś najlepiej rozpoznawalną polską aktorką na świecie. Polskie kino ma promocję, jakiej nie załatwiłyby miliony wydane na kampanie reklamowe i najlepszy nawet PR.

-> Recenzja: "Przeboje i oldboje" 

-> Recenzja: soundtrack z Hobbita

Ale Oscary to oczywiście nie tylko „Ida”. Zwycięzcą został film „Birdman czyli (nieoczekiwane pożytki z niewiedzy)”, który zdobył łącznie cztery statuetki, m.in. najlepszym reżyserem obwołano Alejandro G. Iñárritu, który odbierając statuetkę, mówił o głaskaniu ego, ale i podziękował swoim rodakom, czyli mieszkańcom Meksyku. 

Najlepszą aktorką – wreszcie, chciałoby się powiedzieć – została uznana Julianne Moore, za rolę w „Still Alice”, co było decyzją niemal oczywistą. Oscara dla najlepszego aktora dostał Eddie Redmayne, za rolę Stephena Hawkinga w filmie „Teoria wszystkiego”. Aktor nie szarżując, ale zarazem sugestywnie pokazywał nam na ekranie coraz większe cierpienie wielkiego naukowca. W tym roku to on był głównym faworytem, choć dla wielu osób na sali było zaskoczeniem, że pokonał „snajpera” Coopera oraz „birdmana-batmana”, czyli Michaela Keatona. Film, w którym zagrał Redmayne, nie budził tylu kontrowersji, co pozostałe – stąd decyzja Akademików była prosta do przewidzenia. 

-> Recenzja: "Samba"

Wśród aktorów drugoplanowych triumfowali ci, którzy powinni. J.K. Simmons za swą brawurową, najlepszą w karierze rolę w „Whiplash” otrzymał zasłużonego Oscara. Odbierając go, apelował, byśmy dzwonili do swoich mam i ojców, dopóki możemy to robić. Doskonale skomponowało się to z wręczeniem nagrody dla Patricii Arquette za drugoplanową rolę w filmie „Boyhood”. Ellar Coltrane, jej filmowy syn, płakał na widowni, żałując, że nie uściskał swej „mamy” przed wejściem na scenę. Kto widział scenę monologu Arquette w końcówce „Boyhood”, mógł się autentycznie wzruszyć.

Nagrody dla „Grand Budapest Hotel” pokazują prawdę o tym filmie: kostiumy, muzyka, make-up – piękne i efektowne, dopracowane w szczegółach, ale za nimi nie stanęło to, na co wszyscy czekają: czyli głęboka, wciągająca historia. Dla wielu opakowanie było w tym przypadku atrakcyjniejsze od skrywającej je niespodzianki. 

"Birdman" - zwycięzca tegorocznego wręczenia Oscarów

Żaden film nie zdominował gali, co dobrze odzwierciedla to, jaki to był rok. Nie mieliśmy obrazu, który wszystkich rzuciłby na kolana, zaś wiele było takich, które budziły różnorakie emocje. Za największego przegranego należy uznać „Snajpera” oraz – mimo wszystko – „Boyhood”. Pierwszy z nich budził i wciąż budzi tak ogromne kontrowersje (tytułowy żołnierz Chris Kyle kochał ponoć zabijać, w przeciwieństwie do tego, co widzimy w filmie), że nie mógł wygrać. Amerykańska Akademia Filmowa może i upaja się łopoczącym sztandarem USA, ale niemal nigdy nie podejmuje decyzji „pod prąd”, które natychmiast zostaną skrytykowane przez cały świat.

Jaka była gala? Neil Patrick Harris starał się jak mógł, by wpisać się do oskarowej historii. Nawiązując do „Birdmana”, wkroczył nawet na scenę w samej bieliźnie. Żarty nie zawsze i nie wszystkich śmieszyły, choć trzeba przyznać, że gra słów „witam na najbielszej, przepraszam... największej gali oskarowej” podobała się wszystkim, nie tylko pokrzywdzonym nawet na etapie nominacji Afroamerykanom. Harris do historii nie przejdzie, z gali momentami wiało nudą. Prowadzącemu brakowało spontaniczności, tego by na bieżąco komentował, żartował i pointował. 

Najlepszą muzykę napisał – zdaniem Akademików – Alexandre Desplat do „Grand Budapest Hotel”. Za najlepszą piosenkę uznano „Glory”, stworzoną specjalnie do filmu „Selma”. Wykonanie tego nagrania wycisnęło łzy z oczu widzów oraz uhonorowane zostało owacją na stojąco.

Wracając do naszego triumfu: „Ida” dołączyła do zacnego grona. W ostatnich latach w tej kategorii królowały obrazy historyczne i wielkie, jak - nomen omen - „Wielkie piękno”, „Rozstanie”, „Miłość”, a wcześniej m.in. „Przyczajony tygrys, ukryty smok”, „Życie jest piękne”, „Pociągi pod specjalnym nadzorem”  czy „Wszystko o mojej matce”

Nie dostaliśmy Oscarów za dokumenty, zgodnie z przypuszczeniami przegrała też rywalizację o statuetkę Anna Biedrzycka-Sheppard. Ale polskie kino został zauważone i to nie na poziomie leczenia kompleksów w doszukiwaniu się na siłę akcencików. Nie tworzymy światowych blockbusterów, ale byliśmy najważniejszą, po amerykańskiej, kinematografią na tegorocznych Oscarach. I tego nie odbierze nam nigdy nikt. 

Wspaniała passa polskiego kina powinna dać do myślenia. Oto bowiem zarówno twórcy, jak i finansujący polskie kino, poza naprawdę nielicznymi wyjątkami, przestali się oglądać na masowe gusta. Stare, od dekad powtarzane wśród rodzimych filmowców powiedzenie: „chcesz zobaczyć dobry film, zrób go sam” zostało wykonane. I to nie na poziomie pamiętnych produkcji, w których światła brak, dialogi są kwadratowe i ich nie słychać. Polscy filmowcy wchodzą na poziom mistrzowski, robiąc to, co chcą i jak chcą. Powtórzmy się – robią to, nie oglądając się na masy, które do tej pory szturmowały kina tylko przy okazji obrażających inteligencję komedii pseudoromantycznych. Jeśli przełożymy to na inne sukcesy naszej kultury (pamiętacie, za co dostaliśmy muzycznego Oscara, czyli Grammy???), okaże się, że wygrywają (i zarabiają ogromne pieniądze) tylko ci, którzy dbają o gust wyrafinowany, o odbiorcę poszukującego.

Wnioski dla wszystkich, którzy zajmują się filmem, muzyką czy słowem, winny być aż nadto oczywiste. 

NAJLEPSZY FILM
"Birdman"

NAJLEPSZY AKTOR
Eddie Redmayne - "Teoria Wszystkiego"

NAJLEPSZA AKTORKA
Julianne Moore - "Still Alice"

NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY
J.K. Simmons - "Whiplash"

NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA
Patricia Arquette - "Boyhood"

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY
"Birdman" - Alejandro G. Iñárritu, Nicolás Giacobone, Alexander Dinelaris, Jr. & Armando Bo

NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY
Graham Moore - "Gra tajemnic"

NAJLEPSZY REŻYSER
Alejandro González Iñárritu - "Birdman"

NAJLEPSZE KOSTIUMY
Milena Canonero "Grand Budapest Hotel"

NAJLEPSZA CHARAKTERYZACJA I FRYZURY
Frances Hannon i Mark Coulier "Grand Budapest Hotel"

NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY
"Ida" - Polska

NAJLEPSZY AKTORSKI FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
"The Phone Call"

NAJLEPSZY KRÓTKOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
"Crisis hotline"

NAJLEPSZY DŹWIĘK
"Whiplash"

NAJLEPSZY MONTAŻ DŹWIĘKU
"Snajper"

NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE
"Interstellar"

NAJLEPSZY ANIMOWANY FILM KRÓTKOMETRAŻOWY
"Feast"

NAJLEPSZY FILM ANIMOWANY
"Wielka Szóstka"

NAJLEPSZA SCENOGRAFIA
"Grand Budapest Hotel"

NAJLEPSZE ZDJĘCIA
"Birdman"

NAJLEPSZY MONTAŻ
"Whiplash"

NAJLEPSZY PEŁNOMETRAŻOWY FILM DOKUMENTALNY
"Citizenfour"

NAJLEPSZA ORYGINALNA PIOSENKA
"Glory" - "Selma"

NAJLEPSZA ORYGINALNA MUZYKA
Alexandre Desplat - "Grand Budapest Hotel"

Fot. East News

Mamy Oscara! Historyczna noc dla polskiego kina - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Irański film miłosny o wampirach ze świetną muzyką i intrygującym klimatem.

Znakomity debiut Any Lily Amirpour dowodzi jej wielkiego talentu do żonglowania filmowymi gatunkami, doboru muzyki i opowiadania wciągającej historii bez fajerwerków. Czy irańska reżyserka stanie się osobowością kina niezależnego na miarę Jima Jarmuscha? A może pójdzie tropem Petera Jacksona, kręcąc blockbustery na miarę „Władcy pierścieni”? Z zainteresowaniem będę śledził dalszy rozwój jej kariery. Coś czuję, że jeszcze nieraz nas zaskoczy.

Za bardzo pozytywną niespodziankę uważam film "O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu". To miłosna opowieść o dwójce samotnych ludzi. Nieśmiała wampirzyca spotyka równie wyalienowanego chłopaka w Bad City, będącym miastem grzechu i rozpusty. Banalne? Zgadzam się, że takich filmów było już wiele. Na szczęście Amirpour wie, jak przykuć uwagę widzów hipnotyzującymi zdjęciami i wspaniałą, wpadającą w ucho muzyką. Twórcy „Zmierzchu” mogliby się od niej uczyć. Ten film to prawdziwa uczta.

Recenzja: "O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W noc zmarłych dochodzi do spotkania młodego francuskiego dziennikarza i podstarzałej diwy operowej. Rozpoczyna się między nimi zaskakująca gra, która na zawsze odciśnie na nich piętno. Pełnometrażowy debiut Marcina Bortkiewicza urzeka klimatem, bawi i zaskakuje.

Marcin Bortkiewicz to utalentowany polski filmowiec. Trzy lata temu jego krótkometrażowy „Portret z pamięci” został zaprezentowany na festiwalu w Cannes w sekcji Quinzaine des Realisateurs (Directors' Fortnight), która koncentruje się na awangardowej twórczości i odkrywaniu nowych talentów. W przeszłości swoje filmy pokazywali w niej między innymi Jim Jarmusch, Ken Loach czy Werner Herzog.

Choć długo trzeba było czekać na pierwszy pełnometrażowy film Bortkiewicza, paradoksalnie nie ma tego złego. „Noc Walpurgi” zaskakuje dojrzałością. Scenariusz napisał wspólnie z Magdaleną Gauer na podstawie jej monodramu „Diva”. Choć to kameralna produkcja i widać jej teatralne korzenie, polski filmowiec zrealizował coś więcej niż klasyczny Teatr Telewizji. Bortkiewicz wie, gdzie ustawić kamerę i jak nią pokierować, żeby wytworzyć poetycki nastrój. W jego filmie poezja i powaga kontrastują z absurdalnym, zaskakującym poczuciem humoru. Zakończenie przyniesie zaś niespodziankę.

Osobiście uwielbiam filmy o wywiadach dziennikarzy z artystami, w czasie których toczą między sobą grę, przez co widz nie wie, co jest prawdą, a co fałszem. Podczas seansu przypomniał mi się znakomity „Wywiad” Theo van Gogha. Polska produkcja przyniosła mi jednak więcej satysfakcji.

Bortkiewicz powiedział kiedyś, że jego ulubionym filmem Romana Polańskiego jest nie pesymistyczne „Chinatown”, tylko „Dziecko Rosemary”, które w przewrotny sposób opowiada o triumfie miłości mimo wszystko. Czy podobnym tropem poszedł w „Nocy Walpurgi”? Warto się o tym przekonać. Niewykluczone, że debiut Bortkiewicza przypadnie Polańskiemu do gustu.

 

Sceny z „Nocy Walpurgi” - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się