Film Przemysława Wojcieszka opowiada o homoseksualnej miłości. Kto widział „Życie Adeli”, nie powinien spłonąć rumieńcem.

"Jak całkowicie zniknąć", podobnie jak film Tomasza Wasilewskiego, traktuje o homoseksualnej miłości. Jednak Wojcieszek, w przeciwieństwie do autora "Płynących wieżowców", nie próbuje się od tej tematyki odżegnywać i nazywać swojego filmu uniwersalnym. A paradoksalnie mógłby. W "Jak całkowicie zniknąć" brak zgody na własną seksualność jest zarysowany zaledwie zdawkowo i nie ma większego znaczenia. Z racji miejsca akcji odpada też problem braku tolerancji ze strony społeczeństwa. To kino, które nie musi przejmować się emancypacją, ale też trudno powiedzieć, by było dziełem spełnionym.

Bardziej wyciszone, niż jego poprzednie filmy, "Jak całkowicie zniknąć" rozgrywa się podczas jednej nocy w Berlinie. Gerda i Mała Rozbójniczka (nigdy nie poznamy ich prawdziwych imion) poznają się w metrze, a właściwie to Gerda zaczyna Rozbójniczkę śledzić, naśladując każdy jej ruch. Ta pierwsza jest Polką, małomówną i nieśmiałą, ta druga Niemką, wygadaną i wyzwoloną. Dzieli je niemal wszystko, ale połączy wspólnie spędzona noc, podczas której wzajemne zainteresowanie zamieni się w fascynację, a w końcu w miłość. 

Dziewczyny wędrują po mieście z klubu do klubu, piją i tańczą, uciekają z knajpy bez płacenia za drinki, kradną rowery, wkradają się do szkoły baletowej, sikają na chodnik i wymiotują. Te wspólniczki w zbrodni rzadko jednak ze sobą rozmawiają. Choć tajemnicę, którą skrywa Gerda, poznamy, to w gruncie rzeczy niewiele się o bohaterkach dowiadujemy. Ich wędrówka, której towarzyszą światła i dźwięki Berlina, jest tu najważniejsza. Od słów bardziej liczą się gesty, spotkanie spojrzeń i dotyk włosów.

Jak całkowicie zniknąć

Przemysława Wojcieszka nie interesowało nakręcenie polskiej odpowiedzi na "Przed wschodem słońca" Richarda Linklatera. Liczył się przede wszystkim klimat i rytm opowieści, w większości improwizowanej, mającej uchwycić to nienamacalne, ulotne i trudne do zdefiniowania iskrzenie. Owszem, między aktorkami (bardzo dobre Agnieszką Podsiadlik i Pheline Roggan) jest tzw. chemia, ale to nie wystarczy, by stwierdzić, że reżyserowi ten film się do końca udał. Nie wystarcza mu bowiem utkana z sugestii i niedopowiedzeń fabuła - musi się upewnić, że widz właściwie odczyta jego intencje. Umieszcza więc krótkie animowane wstawki, w których słyszymy myśli bohaterek, skrywających rosnące pożądanie. Znacząca jest również scena, w której jedna z nich uprawia szybki seks w toalecie z mężczyzną, po czym patrzy na siebie w lustrze z pogardą i pluje sobie w twarz. Trochę zbyt łatwa i nachalna jest ta opozycja między heteroseksualnym zwierzęcym stosunkiem a delikatnymi, pełnymi uczucia pieszczotami zakochanych kobiet. 

Próbując uchwycić to, co kryje się za banalnymi życiowymi sytuacjami, reżyser sam trochę w banał popada. Zbyt wiele tu uproszczeń i oderwania od rzeczywistości, a za mało emocji, jak na film mający o emocjach opowiadać. Mimo wszelkich niedociągnięć cenię jednak Wojcieszka za to, że konsekwentnie kręci to, co chce i jak chce. Niech dalej więc robi swoje niedoskonałe filmy.

Źródło: Onet

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Jak całkowicie zniknąć - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Ci, którym czas na to pozwolił, zjawili się we Wrocławiu już w czwartek, kiedy miała miejsce gala otwarcia. Zobaczcie, jak się bawili.

Weekend to moment, kiedy do Wrocławia zawita więcej osób. Gala otwarcia za nami i w filmie poniżej możecie zobaczyć, jakie wrażenie zrobił pokazany podczas niej film prosto z Cannes.

Uczestnicy Festiwalu korzystają nie tylko z papierowych programów, ale także z aplikacji, która jest kompendium wiedzy na temat wydarzeń TNH, a także umożliwia rezerwację miejsc na poszczególne seanse. Zobaczcie film:

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014 – gala otwarcia - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Za nami półmetek Festiwalu. Przyszedł czas na pierwsze oceny publiczności i wybór faworytów w Konkursie Głównym Nowych Horyzontów.

Bohaterem naszej relacji jest publiczność - pytamy o konkurs główny, najlepsze filmy, największe zaskoczenia, typujemy faworytów. Przecież bez nich Festiwal przestał by istnieć. To publiczność reagująca żywiołowo, oceniająca i dyskutująca jest jego obok filmów największą siłą Festiwalu.

Nowe Horyzonty 2014 - faworyci publiczności - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Kolejny festiwalowy dzień upłynął nam pod znakiem sobowtórów. W podwójnej roli oglądaliśmy Jessiego Eisenberga. W ramach Drugiej Nowej Fali pokazany został film "Za nasze miłości", w którym 15 letnia bohaterka nie potrafi się zakochać, a kontakty z mężczyznami sprowadza do relacji seksualnych.

Czy to ty? Czy to ja?

Na Nowych Horyzontach znów spotkaliśmy sobowtóra. A właściwie najpierw spotkał go Jake Gyllenhaal w świetnym "Wrogu", a tym razem na swoje alter ego trafił Jesse Eisenberg w "Sobowtórze". Luźna adaptacja powieści Fiodora Dostojewskiego przywodzi na myśl "Brazil" Terry'ego Gilliama. Główny bohater, Simon James, pracuje w agencji rządowej, przypominającej korporację w stylizacji retro. Simon na początku traci swój dowód tożsamości - ta symboliczna scena przekłada się na jego rzeczywistość: nikt w agencji go nie poznaje, szef nim pomiata, bo myśli, że pracuje tu od niedawna i nic nie potrafi. Simon podkochuje się w koleżance z pracy (w tej roli Mia Wasikowska), ale mimo prób nawiązania kontaktu z nią, przez swoją chorobliwą nieśmiałość staje się coraz bardziej niewidzialny dla otoczenia.

Pewnego dnia pojawia się nowy pracownik, który wygląda dokładnie, jak on, ale nikt zdaje się podobieństwa nie zauważać. James Simon jest jednak jego dokładnym przeciwieństwem: jest przebojowy, odważny, sprytny i wie, jak postępować z kobietami("nie potrafisz wepchnąć kolana między uda dziewczyny, więc umrzesz samotnie" - usłyszy od niego Simon).

Simon i James zaczynają sobie pomagać - Simon Jamesowi w pracy, a James Simonowi w zdobyciu dziewczyny - ale James szybko zaczyna przejmować życie Simona, który coraz bardziej pogrąża się w szaleństwie. Ich brutalna konfrontacja wydaje się nieunikniona. Mrok świata przedstawionego rozświetla humor, który czyni z tej dość ponurej historii zaskakująco lekką opowieść. Kwestie, które są tu poruszane: rosnący obłęd bohatera, przytłaczająca, niszcząca jednostkę biurokracja, nie tracą jednak ani grama ze swojej powagi. Bardzo dobre, przekonujące, klimatyczne kino.

Za nasze miłości

"Jestem szczęśliwa tylko wtedy, gdy jestem z facetem"

Te słowa wypowiada główna bohaterka filmu "Za nasze miłości", pokazywanego w ramach Drugiej Nowej Fali. 15-letnia Suzanne bardzo lubi seks, ale mimo częstych kontaktów z mężczyznami nie potrafi się zakochać. "Tak jakby moje serce wyschło" - powie w pewnym momencie. Jej rozwiązłość nie podoba się jej koleżankom, ponieważ Suzanne interesuje się też ich chłopakami. Dziewczynie jednak kontakty seksualne zdają przynosić coraz mniej satysfakcji. Jedyną osobą, która zdaje się ją rozumieć, jest jej ojciec. Kiedy jednak opuszcza rodzinę dla innej kobiety, Suzanne zostaje sam na sam z jego neurotyczną byłą żoną oraz jej synem, który zaczyna stosować wobec niej przemoc. Jedynym wyjściem dla Suzanne wydaje się ucieczka w małżeństwo. "Za nasze miłości" to bardzo wnikliwy portret głównej bohaterki, budowany powoli na naszych oczach. Nigdy jednak zachowanie Suzanne nie zostaje poddana ocenie, nie dostajemy tu łatwych odpowiedzi. Film jest debiutem znakomitej francuskiej aktorki Sandrine Bonnaire, która potrafi oddać emocjonalne wycofanie bohaterki oraz jej niepewność, jak traktować swoją seksualność.

Kawałek po kawałku

W ramach sekcji "Quinzaine des Réalisateurs", na które składają się krótkie metraże pokazywane na festiwalu w Cannes, zobaczyłam "Fragmenty" Agi Woszczyńskiej. W 25-minutowym filmie udało się reżyserce przekonująco zobrazować rozpad życia głównej bohaterki. Anna zdaje się mieć wszystko: dobrą pracę w agencji nieruchomości, wygodne życie u boku dobrze zarabiającego męża, nowe mieszkanie. Anna jest jednak coraz bardziej nieszczęśliwa. Jej świat jest pusty i jałowy, co świetnie oddaje szkło i metal budynków, w których się porusza oraz sterylność jej własnego mieszkania.

Anna obserwuje z okna biurowe romanse, ze złością patrzy na szczęśliwe pary. Namiętność w małżeństwie próbuje rozbudzić dzięki wspólnym wyjściom z mężem do nocnych klubów. Na nic się to jednak zdaje, kiedy Anna przyznaje się jak gdyby nigdy nic, że zdradziła męża z ich wspólnym znajomym. Woszczyńska z talentem pokazuje upadek wartości, unikając na szczęście moralizatorstwa. Bardzo dobrze poradziła sobie w głównej roli Agnieszka Żulewska (znana chociażby z "Na Wspólnej"), która nadała swojej bohaterce tragiczny rys.

Nie tylko kino

W festiwalowym klubie Arsenał odbył się pierwszy z trzech pokazów spektaklu "The Floor: w moro po bułki". To przedstawienie tworzone na ekranie – na żywo, na oczach widzów – przez aktorów, animatorów, muzyków i wizualistów. Inspiracją dla aktorów były filmy nieme oraz komiksy. W spektaklu pojawia się zaledwie kilkanaście słów i kilka krótkich filmowych wstawek, które ułatwiają podążanie za postaciami i fabułą w konwencji science fiction. Łatwo zauważyć swobodne nawiązania do "Gwiezdnych wojen" czy kina niemego (np. "Metropolis"). Akcja spektaklu rozgrywa się we Wrocławiu.

Źródło: Onet.pl

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Jesse Eisenberg jako Sobowtór - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się