Podczas Festiwalu mieliśmy okazję zobaczyć film "Mama i dziwka", pełnometrażowy debiut reżyserski Jeana Eustachea, opowiadający historię trójkąta miłosnego. Mroczny klimat, horror i strach oddał James Franco, w ekranizacji powieści "Dziecię boże" Cormaca McCarthy'ego.

"Mama i dziwka", opowiadający o trójkącie miłosnym, to pierwszy pełnometrażowy obraz francuskiego reżysera Jeana Eustache'a i od razu arcydzieło. Film należy do czołowych dokonań tzw. Drugiej Nowej Fali, które prezentowane są w ramach nowej sekcji na Nowych Horyzontach. "Mama i dziwka", pokazana po raz pierwszy na festiwalu w Cannes w 1973 roku, wywołała nie lada skandal, wielu uważało ją za niemoralną i obsceniczną. Eustache oparł scenariusz i dialogi na swoich własnych przeżyciach, co dodawało całej sprawie pikanterii.

Główny bohater, bezrobotny Alexandre, mężczyznapo dwudziestce, mieszka ze swoją kochanką Marie, której jest utrzymankiem. Nie przeszkadza mu to jednak wdać się w romans z Polką, Veroniką, zaraz po tym, gdy jego była dziewczyna Gilberte daje mu ostatecznie kosza. Marie na początku udaje, że kochanki Alexandre'e jej nie obchodzą, ale z czasem obecność Veroniki zaczyna jej ciążyć. Między tą trójką zrodzą się konflikty, które odbiją się również na samym Alexandrze. Warto wspomnieć, Veronikę zagrała była kochanka reżysera, Françoise Lebrun, która go porzuciła. Z czasem "Mama i dziwka" przestała oburzać i została należycie doceniona. Film, choć złożony głównie z banalnych sytuacji i rozmów o seksie i związkach, porwał mnie swoim niezwykłym, hipnotycznym rytmem.

Mama i dziwka

Zupełnie innym doświadczeniem było dla mnie "Dziecię boże" Jamesa Franco, adaptacja powieści Cormaca McCarthy'ego (sekcja ale kino+). Kto kiedykolwiek czytał książkiamerykańskiego twórcy, albo widział ich filmowe adaptacje ("To nie jest kraj dla starych ludzi", "Drogę"), ten wie, że humor się po nich raczej nie poprawia. Film z książką najczęściej przegrywa, ale Franco udało się oddać mroczny klimat powieści, horror, strach oraz... współczucie.
 
Rozgrywające się w górzystym Tennessee "Dziecię boże" to opowieść o Lelandzie Ballardzie, próbującym desperacko przetrwać poza społeczeństwem mężczyźnie, który na naszych oczach coraz bardziej degraduje się jako człowiek. Uzbrojony w strzelbę, Ballard sięga po przemoc jako formę kontaktu z ludźmi. Niepotrafiący nawiązać normalnych relacji z kobietami mężczyzna zabija je, po czym czyni swoimi kochankami. Film, tak jak książka, podzielony jest na trzy akty, z których każdy oznacza kolejny poziom upadku bohatera (ostatnim jest jaskinia). Franco, mimo ukazania całego okrucieństwa Ballarda, udaje się zachować dla niego zrozumienie i współczucie dla jego ekstremalnej samotności.
 
Tymczasem Bartosz Sadulski widział film, który może być czarnym koniem Międzynarodowego Konkursu Nowych Horyzontów - "Biały cień", debiut izraelskiego reżysera Noaza Deshe, produkowany między innymi przez Ryana Goslinga. Ta wstrząsająca, naturalistyczna opowieść o mordowaniu albinosów w Afryce dla szamanów i uzdrowicieli, wierzących, że części ich ciał mają magiczne właściwości, nie ma właściwie słabych punktów, chociaż zbudowana została na kruchym fundamencie. W kręconym przez ponad pół roku w Tanzanii za praktycznie żadne pieniądze obrazie grają wyłącznie amatorzy. Potrafili oni jednak zbudować postacie tak przerażająco naturalnei budzące jednocześnie zaufanie i grozę, że trudno sobie wyobrazić na ich miejscu zawodowych aktorów, potrafiących tak bardzo poddać się wizji młodego reżysera.
 
"Biały cień" wydaje się raczej dziełem doświadczonego filmowca: nawet irytująca w wielu produkcjach chaotyczna praca kamery tutaj, w obrazie o najbardziej prymitywnej przemocy i jej konsekwencjach sprawdza się doskonale, podobnie jak neurotyczna, nieco ambientowa muzyka przygotowana przez samego reżysera. Po spotkaniu podkreślał on jednak, że jego film nie jest poświęcony prześladowaniu osób dotkniętych albinizmem – chociaż główny bohater Alias (wspaniały, jednocześnie subtelny i wyniosły Hamisi Bazili) zostaje odesłany przez matkę z domu po tym, jak jego ojciec ginie w ataku na albinosów, i wciąż musi się zmagać z przemocą i przesądami.
 
Dla Deshe jest to raczej opowieść o uczuciach człowieka będącego odmieńcem, niż o problemie społecznym – rzeczywiście znaczną część swojego obrazu poświęcił skazanym na niepowodzenie próbom przystosowania się Hamisiego do społeczeństwa. W konsekwencji powstał obraz duszny i brutalny, wciskający w fotel i niepozostawiający obojętnym. To film mogący powtórzyć sukces "Głodu" Steve’a McQueena.

Biały cień

O ile "Biały cień" wyrósł na faworyta Konkursu, o tyle projekcja "Owcy" była, zdaniem Bartka, nieporozumieniem. Nagrodzony na festiwalu w Locarno obraz francuskiego duetu Deroo i Pistone o nieśmiałym nastolatku o pseudonimie "owca" uwalniającym się spod opieki matki-alkoholiczki jest ekstremalnie anachroniczny i robi wrażenie francuskiego filmu klasy C z lat 80. zgranego z kasety VHS. Wybrana przez reżyserów estetyka grubego ziarna i statycznej kamery ślizgającej się co najwyżej po przedmiotach i osobach w otoczeniu wchodzącego w dorosłość chłopca próbuje pokazywać ograniczony sposób jego percepcji, ale bardziej drażni i irytuje, niż inspiruje. Mała i surowa miejscowość nad oceanem Atlantyckim jest świadkiem nie tylko zmagań Owcy. W drugiej części zmienia się bohater, ale nie zmienia estetyka. Kilka pojedynczych równie mocnych, co pozbawionych uzasadnienia scen nie ratuje tego statycznego obrazu, który miał filozoficzne ambicje, a przez dwie godziny hula w nim wiatr.

Kto natomiast kiedykolwiek widział wcześniej "Kła" Giorgosa Lanthimosa, pokazywanego na festiwalu w sekcji Nowe Kino Grecji, ten wie, jak bardzo potrafi on zamieszać w głowie. Opowieść o trzech nastoletnich dzieciach, trzymanych pod kluczem przez kontrolujących ich życie rodziców, na długo wkrada się w psychikę. Reżyser tworzy bardzo sugestywne sceny zmuszania nastolatków do całkowitej zależności i uległości wobec rodziców. Jak w przypadku każdego terroru, musi zrodzić się bunt. Efekt zachwiania ustalonego porządku nie do końca zostaje nam wyjaśniony, ponieważ Lanthimos zakończenie pozostawia otwarte. Interpetacja "Kła" narzuca się sama, ale film można równie dobrze oglądać bez tej nadbudówki, delektując się cudownością tych chorych obrazów.

Znów oddajemy głos Bartkowi, który zobaczył "20 000 dni na ziemi": "Zawsze byłem pretensjonalny" mówi Nick Cave oglądający swój testament z lat 80., w którym swoje rzeczy zapisuje "Muzeum Nicka Cave’a". I jest to niestety uwaga nie tylko autoironiczna, ale też wyjątkowo trafna. Australijski wokalista jest nie tylko głównym aktorem w filmie o sobie, ale też jego scenarzystą. W konsekwencji obraz o jego dwudziestotysięcznym dniu życia staje się popisem jego megalomanii i teorii istnienia. Lider Bad Seed zdaje się być człowiekiem, który nie śpi, lecz leżąc pracuje nad kolejnymi piosenkami, a początkowa scena wstawania ma sens o tyle, o ile dzień zakończy się dopieszczeniem kompozycji.

Cechujący go brak dystansu sprawia, że film o ambicjach dokumentalnych przypomina raczej jakiś nieistniejący obraz Mike’a Leigh o australijskim gwiazdorze spędzającym wakacje w Brighton. Ten nadmorski kurort stał się niezwykle istotnym miejscem dla artysty, lecz ostatecznie jest bardziej tłem i scenografią, niż bohaterem filmu. Tour de force Cave’a subtelnie amortyzuje jego przyjaciel i współpracownik Warren Ellis, znacznie bardziej naturalny i dowcipny przed kamerą. "20 000 dni na ziemi" to film, w którym Nick Cave gra Nick’a Cave’a, niż wyczerpujący dokument, i nie są tego w stanie zmienić nawet znakomicie goście: epizodyczne role Kylie czy aktora Ray’a Winstone’a nie mają wzbogacić opowieści, lecz dać piosenkarzowi znakomite tło, co oczywiście w żaden sposób nie umniejsza znaczenia jego działalności artystycznej. Ta nieco hagiograficzna, lecz bardziej karykaturalna opowieść mimo usilnych prób nadania jej uniwersalnego charakteru grzęźnie na mieliznach ego głównego bohatera, który choć dzięki wrodzonym charyzmatom niezmiennie fascynuje, to jednocześnie robi bardzo wiele, aby odrzucać.

Źródło: Onet.pl

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Mroczny James Franco - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Ci, którym czas na to pozwolił, zjawili się we Wrocławiu już w czwartek, kiedy miała miejsce gala otwarcia. Zobaczcie, jak się bawili.

Weekend to moment, kiedy do Wrocławia zawita więcej osób. Gala otwarcia za nami i w filmie poniżej możecie zobaczyć, jakie wrażenie zrobił pokazany podczas niej film prosto z Cannes.

Uczestnicy Festiwalu korzystają nie tylko z papierowych programów, ale także z aplikacji, która jest kompendium wiedzy na temat wydarzeń TNH, a także umożliwia rezerwację miejsc na poszczególne seanse. Zobaczcie film:

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014 – gala otwarcia - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Za nami półmetek Festiwalu. Przyszedł czas na pierwsze oceny publiczności i wybór faworytów w Konkursie Głównym Nowych Horyzontów.

Bohaterem naszej relacji jest publiczność - pytamy o konkurs główny, najlepsze filmy, największe zaskoczenia, typujemy faworytów. Przecież bez nich Festiwal przestał by istnieć. To publiczność reagująca żywiołowo, oceniająca i dyskutująca jest jego obok filmów największą siłą Festiwalu.

Nowe Horyzonty 2014 - faworyci publiczności - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Oddajemy głos publiczności. Pytamy jak udała się tegoroczna edycja T-Mobile Nowe Horyzonty, co było hitem, a co rozczarowaniem, kto zyskał popularność i kto jest odkryciem tegorocznej edycji.

Rozmawiamy z publicznością o tym jak spędzili te festiwalowych 10 dni, czy planują przyjechać do Wrocławia za rok i o tym co wyróżnia T-Mobile Nowe Horyzonty spośród innych festiwali.

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Podsumowanie Festiwalu - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się