31.07.2012

Wakacje bez Batmana

„The Happy End. Obrazy końca świata” – taki tytuł nosiła jedna z sekcji tegorocznych Nowych Horyzontów. I rzeczywiście, gdyby świat miał się skończyć, jak wieszczą niektórzy, jeszcze tego roku, festiwal pożegnałby go w doskonałym stylu. To była jedna z programowo najlepszych edycji, z mocnymi tytułami, cyklami, nazwiskami.

Wizjonerskie filmy Carlosa Reygadasa na czele z najnowszym „Post Tenebras Lux”; melancholijne eposy Lava Diaza, bezlitosne opowieści Ulricha Seidla (na czele z „Raj. Miłość”), kipiące pomysłami, rozpędzone „Holy Motors” Leo Cravaxa; prowokacyjne, bezpruderyjne produkcje Duśana Makavejeva, które niegdyś skazały jugosłowiańskiego reżysera na banicję; szalone mockumenty i niezapomniane kinowe przeboje z gwiazdami rocka w głównych rolach – to tylko niektóre z wydarzeń Nowych Horyzontów, do których dorzucić trzeba przecież także koncerty Peaches czy CocoRosie.

Taki festiwal to jak otwarcie na oścież okna w pokoju, w którym brakuje świeżego powietrza. Od lat żyjemy rytmem wyznaczanym przez Hollywood, który w wakacje każe nam zaliczać kolejne obowiązkowe blockustery: „Spidermana”, „Batmana”, „Prometeusza”, „Bourne’a” i zapominać, że istnieje, żyje i ma się naprawdę dobrze zupełnie inne kino, którego nieograniczona fantazja nie potrzebuje wcale nieograniczonych budżetów. Przykład nowohoryzontowych mistrzów uczy zresztą, że jak idziesz własną drogą, wcześniej czy później doprowadzi cię ona na jakiś czerwony dywan. Ważne, by nie robić filmów z myślą o tym, czy pasują do czerwonych dywanów.

Tegoroczny zwycięzca nowohoryzontowego konkursu głównego, „Od czwartku do niedzieli” Domingi Sotomayor Castillo, jest poniekąd przykładem„festiwalowego” filmu, w którym przepiękne sceny, momenty, ujęcia sąsiadują z kliszami arthouse’owego kina. To bardzo prosta opowieść – o rodzinie, która wyrusza w ostatnią być może wspólną podróż. Z tylnego siedzenia auta dwójka dzieci obserwuje rozstanie rodziców, ledwie przeczuwając, co kryje się za gestami, półsłówkami, spojrzeniami, jakimi obdarzają się nawzajem dorośli. Z wnętrza namiotu rozbitego na biwaku, nastoletnia dziewczynka obserwuje cienie, widzi przesuwające się po materiale zniekształcone sylwetki. Łapie westchnienia i urywki rozmów – to świetnie wymyślona i wyreżyserowana scena, całości filmu jednak zabrakło prawdziwego napięcia. „Od czwartku do niedzieli” jest debiutem, może dlatego głos Sotomayor Castillo nie brzmi dostatecznie mocno. Film trafi zresztą do dystrybucji i każdy będzie się mógł przekonać czy chce się zabrać w tę podróż.

Do kin wkrótce trafią również i „Holy Motors” i „Post Tenebras Lux” i „Raj: Miłość” – no chyba, że wcześniej skończy się świat. Po takim festiwalu w zasadzie mógłby.

Pobierz aplikację T-Mobile Nowe Horyzonty wprost do Twojego telefonu z Google Play, App Store lub Marketplace. Aplikacja pozwoli Ci śledzić wiadomości w trakcie i po festiwalu, śledezić opisy i oglądać trailery filmów festiwalowych.

<p><em>Zapraszamy Was do obejrzenia trailera filmu "Od czwartku do niedzieli".</em></p>

Wakacje bez Batmana - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Na początku 2012 r. w 22 polskich miastach wyświetlane będzie 8 najlepszych filmów z 11 edycji MFF Nowych Horyzontów, których T-Mobile był głównym partnerem. Nie przegapcie okazji! Ruszajcie do kin!

Osiem najlepszych filmów 11. edycji MFF Nowe Horyzonty zwiedzi na początku przyszłego roku 22 polskie miasta. Będziecie więc mieli okazję obejrzeć tak wspaniałe filmy jak "Arirang", "Code Blue", "Grabarz", "Koń turyński", "Pewnego razu w Anatolii", "Nagroda", "Poza szatanem", "Z daleka widok jest piękny".

Tournee rozpocznie się 6 stycznia i trwać będzie do 22 marca 2012 r. Jaki pierwsi wyżej wymienione filmy obejrzeć będą mogli mieszkańcy Warszawy (w Kine Muranów) i Krakowa (w Kinie pod Baranami).

Pełną rozpiskę i daty wyświetlania filmów znajdziecie poniżej:

<div id="watch-description-text"> <p id="eow-description"><em>Zapraszamy do obejrzenia naszego filmu, który podsumowuje 11 MFF Nowe Horyzonty. Zobaczcie co działo się pod koniec lipca 2011 r. we Wrocławiu!</em></p> </div>

Nowe Horyzonty Tournee 2012 nadchodzi! - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

„Jedz, módl się i kochaj”. Pamiętacie ten film z Julią Roberts? Austriak Ulrich Seidl właśnie realizuje podobną trylogię, o miłości, odchudzaniu i religii. Ale nie będzie to z pewnością sympatyczna i lekkostrawna bajeczka dla zmęczonych pracą w korporacji. Dowodem pierwszy film z cyklu „Raj” - „Miłość”, pokazywany właśnie na T-Mobile Nowych Horyzontach. Seidl, jeden z najciekawszych europejskich reżyserów, twórca pokazywanych w Polsce „Upałów” czy „Import/Export” miał zresztą pojawić się we Wrocławiu, gdzie trwa jego retrospektywa, niestety w ostatniej chwili odwołał przyjazd.

Bohaterką „Raj: Miłość” (wkrótce w polskich kinach) jest Sugar Mama, czyli sex-turystka, kobieta z Zachodu szukająca erotycznych rozrywek w kurortach krajów Trzeciego Świata.

Theresa (Margarethe Tiesel) ma około 50., samotnie wychowuje córkę w małym, sterylnie czystym mieszkaniu na wiedeńskim blokowisku. Wakacje w Kenii są dla niej wyprawą do raju, takiego z turystycznych folderów (biały piasek, błękitne morze, słońce, palmy i drinki) i tego, którego sekrety kobiety podobne do niej przekazują sobie po cichu. Bo egzotyczne wakacje to szansa na egzotyczny seks. Wyczekujący pod hotelami na plażach czarnoskórzy Beach Boys maja do zaoferowania znacznie więcej, niż tandetne wisiorki.

Plakat filmu "Raj: Miłość" reż. Ulrich Seidl

Koleżanka Theresy, która zaliczyła niejedną taką wyprawę, przekonuje, że „tu jest Afryka”, więc mężczyźni są „dzicy”, tak naprawdę jednak owa „dzikość” jest projekcją jej własnych fantazji i potrzeb – by wyzwolić się z obyczajowych i kulturowych więzów. Upust tłumionym emocjom i pragnieniom daje też Teresa, tyle, że nad spontanicznością szybko górę bierze desperacja.

Seidl opowiada o więdnących ciałach, o niekochanych, starzejących się kobietach, które nawet we własnych oczach nie zasługują na miłość (i tu właściwie tkwi sedno problemu). Wyprawa do raju, w którym młode męskie ciała są na wyciągnięcie ręki, musi jednak skończyć się w piekle samotności, jeśli do seksu za pieniądze chce się gratis dostać uczucie. Gdy po jednej z kolejnych zakończonych zawodem przygód Theresa wspina się ciężko po hotelowych schodach, jest tą samą Teresą, której wspinaczke do mieszkania, z torbami pełnymi zakupów widzieliśmy na początku filmu. Czy na wiedeńskim osiedlu, czy pod palmami – Theresa wszędzie wlecze za sobą swój los, swój wiek, swoje ciało. Swój smutek.

Oczywiście „Raj: Miłość” jest też filmem o podporządkowaniu, o kolonializmie, który ukształtował stosunek białych kobiet do czarnych mężczyzn – i na odwrót. Jedyną możliwą relacją jest wzajemna eksploatacja, ufundowana na przekonaniu o tym, że wszyscy biali mają pieniądze i na seksualnych mitach dotyczących Afrykanów. Piękne, sprawne ciała to są „naturalne zasoby” po które dziś wyprawiają się ludzie Zachodu. Seidl bezustannie podkreśla też dystans dzielący jednych od drugich - sznur stanowiący granicę miedzy hotelem pełnym białych turystów i plażą pełną miejscowych, jest solidniejszy, niż najwyższy mur; podobnie rzecz ma się z "egzotycznymi" występami w hotelach. Kenijczycy występują dla białych w jakimś przerażającym repertuarze, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą lokalną kulturą. Wszystko po to, by wyprodukować iluzję "raju". 

Niesamowite, jak nieuchronnie blaknie rajska fototapeta, na tle której Theresa to żebrze, to domaga się miłości. Palmy, biały piasek i turkusowa woda w pierwszych sekwencjach z Kenii biją po oczach, z czasem egzotyczna sceneria powszednieje, a odsłania się to, czego nie widać za hotelową fasadą: brudne pokoje tanich hoteli, obskurne mieszkania, prymitywne bary, ciemne zaułki - wszechobecna nędza.

Czar pryska. I to na wiele sposobów.  

Seidl, jak to Seidl – długo nie daje spokoju. Myślę o mężczyznach, których zatrudnił do ról kochanków, a którzy są prawdziwymi „Beach Boys”. Właściwie kupił ich tak samo, jak Theresa i jej koleżanki amantów. Nie ukrywał, że to była tylko kwestia pieniędzy – czyżby więc austriacki reżyser też włączył się w krytykowany przez siebie system?

Myślę też o Teresie, i o sposobie, w jaki Seidl pokazuje kobiety – Diesel podziwiano w Cannes za odwagę, rzadko która kobieta po 50., szczególnie, jeśli nie ma doskonałej figury, ośmiela się obnażyć przed kamerą. Diesel pokazuje fałdy tłuszczu, obwisłe piersi, grube uda. Smutne ciało, które pragnie pieszczoty. Seidl patrzy na Theresę, tak, jak inni mężczyźni: bez miłości. I to zimne spojrzenie jakoś mi przeszkadza.

 

Fot. "Raj: Miłość" reż. Ulrich Seidl

<p><em>Jeżeli jeszcze nie jesteście przekonani do obejrzenia tego filmu, obejrzyjcie jego polski zwiastun.</em></p>

Smutek tropików na T-Mobile Nowe Horyzonty 2012 - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Za sprawą Raju: nadziei w piwnicy Ulricha Seidla zagościła wreszcie odrobina światła. W ostatniej części trylogii (pozostałe dwie prezentowane są w sekcji Sezon) austriacki reżyser przygląda się życiu współczesnej nastolatki.

Tak jak bohaterki wcześniejszych części cyklu, tak i ta dziewczyna stara się uciec od niesatysfakcjonującej codzienności w stronę szkodliwej iluzji. W przypadku Melanie funkcję tę pełni uczucie skierowane pod adresem lekarza przypominającego skrzyżowanie Josefa Fritzla z doktorem Judymem. Jednak zgodnie z Seidlowską przewrotnością mężczyzna z agresora zamienia się w ofiarę próbującą uciec przed szczenięcą miłością adoratorki. To zafunduje bohaterce gorzką lekcję życia. I raczej nie przyniesie nadziei, że Melanie będzie w stanie uniknąć żałosnego losu swych poprzedniczek zWiary i Miłości.

Seanse

  • 23 lipca, godz. 18:45, Kino NH 1
  • 26 lipca, godz. 12:45, Kino NH 1
  • 28 lipca, godz. 09:45, Kino NH 1

Obsada: Melanie Lenz, Verena Lehbauer, Joseph Lorenz,

Reżyser: Ulrich Seidl rocznik 1952. Austriacki reżyser, scenarzysta i producent, laureat wielu festiwali. Na swojej stronie internetowej do listy przymiotników go określających sam dodaje jeszcze kilka:voyeur, mizantrop, cynik, społeczny pornograf, łajdak, prowokator,pesymista, humanista. To jednak bardziej igranie z powszechną opinią na swój temat niż deklaracja autorskiej tożsamości. Od kiedy ponad 30 lat temu zaczął kręcić filmy, nieustannie wzbudza kontrowersje. Główną tego przyczyną zdaje się jego niechęć do określania gatunkowej formuły – reżyser ten nie potrzebuje rozróżnienia na dokument i fikcję, dlatego też jego twórczość bywa nazywana zainscenizowaną rzeczywistością. Ta niejasność konfunduje, czasami irytuje odbiorcę, który lubi przejrzyste kategorie. Twórca najchętniej pracuje z amatorami, realizuje zdjęcia w prawdziwych przestrzeniach. Często kojarzy się go z Fassbinderem, Herzogiem czy Pasolinim. Seidl to stuprocentowe przeciwieństwo fotografa ślubnego – jego obiektyw wyłapuje momenty nieestetyczne, wstydliwe, bolesne. Jednak owo okrutne spojrzenie to tylko pozór. W starannie skomponowanych kadrach filmów Seidla widać głęboko humanistyczne podejście do portretowanej rzeczywistości. Bohater retrospektywy na zeszłorocznych Nowych Horyzontach.

Wybrana filmografia

  • 1980 Metr czterdzieści / Einsvierzig / One Forty (doc., short)
  • 2001 Upały / Hundstage / Dog Days
  • 2007 Import/Export
  • 2012 Raj: miłość / Paradies: Liebe / Paradise: Love
  • 2012 Raj: wiara / Paradies: Glaube / Paradise: Faith
  • 2013 Raj: nadzieja / Paradies: Hoffnung / Paradise: Hope

"Raj: nadzieja" Ulrich Seidl - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się