Nawet Alfred Hitchcock by tego nie wymyślił. W dwóch wiosennych seriach gier Legia zdobywa punkt, Lech po rozgromieniu Ruchu (4:0), przegrywa u siebie z Polonią, Górnik jest bezradny w starciu z Jagiellonią (1:2), która tydzień wcześniej przegrywa (0:4) z Podbeskidziem. Faworyci śpią, skazywani na porażkę, walczą. Jedynymi drużynami, które nie dały sobie strzelić bramki, są Wisła, Podbeskidzie i Bełchatów. Zajmujące odpowiednio: 13., 15., i 16. pozycję w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

NAJPIĘKNIEJSZY GOL

Łukasz Piątek. Takie bramki pamięta się długo. Raz, że po prostu są ładne. Dwa, bo jeszcze dają trzy punkty. Trzy, bo zdobywa się je na ciężkim terenie. Wychowanek Czarnych Koszul przed rundą podpadł właścicielowi opuszczając wraz z innymi zawodnikami zgrupowanie zespołu w Turcji. Kosztowało go to utratę opaski kapitana. W składzie jednak pozostał i w Poznaniu pokazał, że była to dobra decyzja. Uderzył bez zastanowienia, a dobrze kopnięta piłka wpadła do bramki nad ręką Jasmina Buricia. Zobacz bramkę! Kliknij tutaj.

NAJWIĘKSZA NIESPODZIANKA

Remis PGE GKS Bełchatów przy Łazienkowskiej. Nie chodzi tylko o wynik, bo czasem zdarzają się mecze, w których za nic piłka nie chce wpaść do bramki. W przypadku sobotniego spotkania najdziwniejsze było to, że gracze ostatniej drużyny T-Mobile Ekstraklasy nie byli gorsi od lidera. Przewyższali Legię wolą walki, zaangażowaniem i determinacją. Legioniści biegali po boisku w jednostajnym tempie nie mając za bardzo pomysłu, jak zaskoczyć przeciwnika. Dwa mecze, jeden punkt, Jan Urban musi szybko wyciągnąć wnioski.

Legia traci punkty. Bezbramkowy remis z Bełchatowem - zobacz film!


NAJWIĘKSZE ZASKOCZENIE

Daniel Gołębiewski na lewej obronie. Trenerzy różnie starają się zaskoczyć rywala, czasem zmieniają pozycje zawodnikom, ale żeby napastnika ustawiać na lewej obronie, tak z dnia na dzień, to już olbrzymie zaskoczenie. Gołębiewski miał trzy dni, by nauczyć się gry na nowej pozycji. Trener Piotr Stokowiec ćwiczył ten wariant na środowym i czwartkowym treningu. Piłkarz zdał egzamin, nawet jeśli bez fajerwerków, ale podołał, bo drużyna nie straciła bramki, a on harował jak wół. - Debiut na tej pozycji był w porządku - podsumował swoją grę Gołębiewski. - Ja mam duże wymagania. Nie było źle, ale Daniel na lewej obronie może grać lepiej - stwierdził Stokowiec.

NAJWIĘKSZE WZRUSZENIE

Dariusz Dźwigała. Siedzieć na ławce trenerskiej zespołu, w którym występuje syn, bezcenne. Zobaczyć strzelanego przez niego gola - bezcenne razy 1000. Drugi trener Jagiellonii Białystok nie mógł opanować wzruszenia, kiedy jego niespełna 18-letni syn Adam zdobył bramkę (zobacz ją) w meczu z Górnikiem Zabrze (2:1). Gdyby nie to, że pozostali członkowie sztabu szkoleniowego od razu zaczęli na niego skakać, pewnie płakałby jak bóbr. - Mówiłem, mówiłem! - wykrzykiwał do wszystkich. Ponoć zarzekał się przed meczem, że syn wykorzysta jeden ze stałych fragmentów gry. I tak zrobił kierując piłkę do bramki po dośrodkowaniu Dawida Plizgi. Dźwigała junior był bohaterem tego spotkania. Później zaliczył kluczową interwencję w defensywie, kiedy wybił piłkę z linii bramkowej po strzale Sergeja Mosznikowa.

Niespodzianka w Zabrzu. Jagiellonia wywozi komplet punktów - zobacz film!



DEBIUT KOLEJKI

Maciej Krakowiak. 20-letni bramkarz Widzewa musiał w trybie awaryjnym wejść na boisko w meczu z Ruchem Chorzów. Milosz Dragojević zagrał ręką poza polem karnym i został ukarany czerwoną kartką. Łodzianie przegrywali 0:1, choć wcale nie byli gorsi od Niebieskich. Skończyło się 0:3, ale zero w tym winy Krakowiaka. Grał pewnie, zaliczył kilka udanych interwencji, uchronił drużynę od wyższej porażki. Dał się pokonać Markowi Zieńczukowi z rzutu karnego i Mindaugasowi Pance (strzał z bliska w ostatniej minucie spotkania).

FATALNA PASSA LECHA

Porażka Kolejorza z Polonią Warszawa (0:1) była czwartą z rzędu w meczu ligowym na własnym stadionie. Tak fatalnej passy lechici nie mieli nigdy w historii. Kibice przy Bułgarskiej ostatni raz zobaczyli wygraną swojej drużyny 6 października 2012 roku, kiedy Kolejorz ograł Piasta Gliwice (4:0). Ptem był przegrane z Jagiellonią (0:2), Legią (1:3), Śląskiem (0:3) i Polonią (0:1). Mecze na swoim stadionie to zmora drużyny z Wielkopolski. Zagrali ich w tym sezonie 8 (2 wygrali, 2 zremisowali, 4 przegrali). Zdobyli 10 bramek, tyle samo stracili. To, że są na 2. pozycji w T-Mobile Ekstraklasie zawdzięczają fantastycznej postawie na wyjazdach. Na 9 spotkań, 8 wygrali, 1 przegrali.

ŚLĄSK POCIESZENIEM LEGII

Głowny faworyt do zdobycia mistrzostwa Polski zaczął rundę wiosenną od porażki i remisu. Patrząc na ostatnie 10 sezonów i analizując wiosenne początki poprzednich mistrzów kraju, tak słabo wystartował jedynie rok temu Śląsk, wcześniejsi mistrzowie w dwóch wiosennych kolejkach zdobywali przynajmniej 4 punkty.

Początek rundy wiosennej w wykonaniu przyszłego mistrza Polski:

  • 2011/12    Śląsk Wrocław    (Ruch 1:1, Legia 0:4)    1 pkt
  • 2010/11    Wisła Kraków    (Arka 1:0, Ruch 3:1)    6 pkt.
  • 2009/10    Lech Poznań    (Polonia W. 3:0, Cracovia 3:1)    6 pkt.
  • 2008/09    Wisła Kraków    (Polonia B. 1:1, Polonia W. 2:1)    4 pkt.
  • 2007/08    Wisła Kraków    (Korona 1:1, Widzew 1:0)    4 pkt.
  • 2006/07    Zagłębie Lubin    (Odra 1:0, Lech 2:0)    6 pkt.
  • 2005/06    Legia Warszawa    (PGE GKS 1:0, Groclin 4:0)    6 pkt.
  • 2004/05    Wisła Kraków    (Górnik Ł. 2:2, Polonia W. 3:1)    4 pkt.
  • 2003/04    Wisła Kraków    (Polkowice 2:1, Świt NDM 2:1)    6 pkt.
  • 2002/03    Wisła Kraków    (Ruch 3:0, Szczkowianka 2:2)    4 pkt.

CYTATY KOLEJKI

"Gdyby mierzyć głupotę mojej drużyny, to byłaby poza skalą" - stwierdził trener Bogusław Kaczmarek po meczu jego Lechii Gdańsk z Pogonią Szczecin (1:1). Lechia prowadziła 1:0, już w doliczonym czasie gry Rafał Janicki sfaulował w polu karnym Ediego Andradinę, sędzia podyktował rzut karny (wykorzystany przez Brazylijczyka)) i wyrzucił z boiska defensora biało-zielonych.

"Patrząc na naszą grę kibice mogli czuć się jakby czekali w kolejce do dentysty" - powiedział Jan Urban, trener Legii, po remisie na własnym boisku z PGE GKS Bełchatów (0:0).

Pogoń uratowała remis z Lechią w 95 minucie! - zobacz film!

Faworyci zawodzą - podsumowanie 17. kolejki T-Mobile Ekstraklasy - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

T-Mobile Ekstraklasa wróciła po 2-tygodniowej przerwie na mecze reprezentacji. Kanonadę urządzili sobie gracze Mariusza Rumaka, bo Kolejorz rozbił Cracovię na jej terenie aż 6:1, to najwyższe wyjazdowe zwycięstwo w obecnych rozgrywkach. Dużo dobrego futbolu zaprezentowały także Legia i Pogoń, które zmierzyły się przy Łazienkowskiej. Znowu błysnął Dani Quintana, który praktycznie w pojedynkę ograł Śląsk. Szkoda tylko, że Hiszpan tak rzadko wznosi się na ten wyższy poziom.

NAJLEPSZY MECZ
Mówią, że ostatni będą pierwszymi. Prawda, bo najlepszym spotkaniem 17. kolejki T-Mobile Ekstraklasy było to zamykające ją, czyli mecz przyjaźni Cracovii z Lechem. Wynik 6:1 dla Kolejorza jak najbardziej zasłużony (mógł być wyższy), ale mylący. Pasy, szczególnie w pierwszej połowie, potrafiły grać naprawdę dobrze i efektownie, wyłączając z tej wyliczanki stoperów i bramkarza. W czterech sytuacjach Lecha ratował słupek (w niego też trafił Łukasz Teodorczyk), za każdym razem po strzałach Vladimira Boljevicia. Czarnogórzec miał wyjątkowego pecha.
Lech w Krakowie wyrównał klubowy rekord najwyższego wyjazdowego zwycięstwa w ekstraklasie. Wcześniej cztery razy Kolejorz wygrywał różnicą pięciu goli na boiskach rywali. Wynik 6:1 osiągnął tylko raz - we wrześniu 1990 roku rozbił Zagłębie w Sosnowcu 6:1. Poza tym były trzy triumfy 5:0 (z Jagiellonią w 1993, Koroną w 2009 oraz ŁKS w 2011 r.).

NAJWIĘCEJ EMOCJI NA SALI SAMOBÓJCÓW ZE ZŁOTOWA
Strzela Wojciech Lisowski, odbija Jakub Wawrzyniak: gol samobójczy, 1:0 dla Pogoni. Dośrodkowuje Tomasz Brzyski, piłkę trąca Wojciech Golla, gol samobójczy, Legia wyrównuje. To wszystko w kwadrans. Co łączy obu nieszczęśników? Klub w którym się wychowali, czyli Sparta Złotów, dziś grający w lidze okręgowej.
Emocji przy Łazienkowskiej nie brakowało. Po raz pierwszy od 19 lat nie było meczu przyjaźni, bo kilka tygodni temu kibice obu klubów ogłosili zakończenie tzw. zgody. Skupili się na dopingu dla swoich drużyn i wychodziło im to fantastycznie. Żadnych przekleństw, głośny śpiew, piękna oprawa warszawiaków, którzy z kartonów ułożyli podobiznę Kazimierza Deyny.
Na boisku była walka, kontrowersje, kłótnie z sędzią, za które wyleciał na trybuny Dariusz Wdowczyk. Trzy słupki (Dwaliszwili i Radović), a ozdobą piękne uderzenie Patryka Mikity w poprzeczkę z 30 metrów. I zasłużone 12. zwycięstwo Legii w obecnym sezonie.

NIGDY WIĘCEJ
Niestety, nie każdym meczem można było się zachwycać tak, jak tymi powyższymi. Sporo było przeciętniactwa, ale najmniej futbolu oglądaliśmy w Gdańsku. Są mecze na 0:0, które potrafią porwać, ten z ostatniej soboty, nie miał żadnych argumentów. Dwie drużyny, łącznie 4 celne strzały, emocji przez kilka minut.

PRZEKLEŃSTWO LAFRANCEA
Kevin Lafrance, Haitańczyk urodzony we Francji, obrońca Widzewa Łódź. W ostatniej serii gier strzelił już trzeciego gola samobójczego, a wystąpił dopiero w 10. spotkaniu T-Mobile Ekstraklasy. Ostatni raz taka "sztuka" udała się Thiago Cionkowi z Jagiellonii, w sezonie 2011/12. Brazylijczyk polskiego pochodzenia na zdobycie trzech bramek samobójczych potrzebował 14 meczów.
Fakt, ten ostatni "swojak" Lafrancea, to był przypadek (a swoje dołożył też Maciej Mielcarz), ale chyba inaczej myśleli trenerzy i działacze Widzewa, bo po spotkaniu w z Zawiszą w Bydgoszczy (0:2) przesunęli do drużyny rezerw.

WYJAZDOWY DRAMAT WIDZEWA
W każdym sezonie są drużyny, które mają wyjazdowy kompleks. Nie wygrywają miesiącami na obcych boiskach, ale raz na jakiś czas przywiozą jakiś remis. Z 17 spotkań obecnego sezonu, Widzew na wyjeździe zagrał tylko siedem razy. I zanotował komplet porażek. Bilans bramkowy jest porażający: 3-20. Do końca sezonu zasadniczego zostało mu 8 spotkań wyjazdowych i tylko 5 u siebie. Jak nie przerwie tej złej passy, z utrzymaniem będzie problem.

TWIERDZA PRZY REYMONTA
Jedno trzeba trenerowi Franciszkowi Smudzie oddać: sprawił, że stadion Wisły przy Reymonta znowu jest twierdzą bardzo trudną do zdobycia. W tym sezonie nie udało się to nikomu, a przyjeżdżały tam mistrz (Legia) i wicemistrz (Lech) Polski. Obie przegrały do zera (odpowiednio 0:1 i 0:2). Biała Gwiazda w dziewięciu spotkaniach u siebie straciła zaledwie jedną bramkę, zdobyła ich aż 15. Siedem razy wygrała, dwukrotnie zremisowała. Porażki nie zanotowano.

UDANY DEBIUT WIECZORKA
Powierzenie prowadzenia Górnika Zabrze trenerowi Ryszardowi Wieczorkowi, zapomnianemu już szkoleniowcowi, było sporym ryzykiem ze strony działaczy Górnika Zabrze. Oczywiście nikt nie zamierza go oceniać po pierwszym meczu, na dodatek u siebie z najsłabszym w lidze Podbeskidziem, ale ten "powtórny debiut" wypadł pozytywnie. Niezła gra, trafione zmiany, zwycięstwo, utrzymanie 3-punktowego dystansu do liderującej Legii. Obecny na spotkaniu Adam Nawałka mógł się uśmiechnąć, że nikt jego roboty nie rozmienia na drobne.

W LUBINIE NADAL BEZNADZIEJNIE
Jest taki żart. "Dobrze, że trener Lenczyk wyłysiał, bo nie przybędzie mu siwych włosów". 5 ostatnich meczów Zagłębia, tylko jeden punkt (1:1 w Szczecinie z Pogonią), tyle samo punktów (13), co biedne jak mysz pod miotłą Podbeskidzie. Gra Zagłębia w ostatnich latach to temat na pracę doktorską. Kto wskaże, dlaczego mając wszystko, notorycznie broni się przed spadkiem, zasłuży na habilitację. Na razie zimą zanosi się na kolejną czystkę w drużynie.

CYTAT KOLEJKI
"Jak widać, żeby zobaczyć Ligę Mistrzów nie trzeba jechać do Madrytu czy w inne miejsca, można przyjść na stadion w Białymstoku, bo to co dzisiaj zrobił Dani, to po to warto było przyjść" - powiedział trener Jagiellonii Piotr Stokowiec opowiadając o golu strzelonym przez Daniego Quintanę, który wbiegł z piłką do bramki. Efektowne to było fakt, ale Liga Mistrzów? Lodu, panie trenerze, lodu.

Lech rozstrzelał piękną Cracovię - podsumowanie 17. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Liga zagrała dla Legii - tak można najkrócej podsumować 14 serię gier. Porażka Jagiellonii i remis Śląska sprawiły, że mistrzowie Polski zostali samodzielnym liderem T-Mobile Ekstraklasy. Niesamowite emocje przeżyli kibice we Wrocławiu, gdzie drużyny Śląska i Lecha stworzyły jeśli nie najlepsze, to jedno z najlepszych widowisk w tym sezonie. W coraz gorszej sytuacji są Ruch i Zawisza, które zamykają tabelę z marnym dorobkiem, odpowiednio 8 i 7 punktów. Przecież to zespoły, które kilka tygodni temu reprezentowały Polskę w europejskich pucharach...

WIELKA GRA WE WROCŁAWIU
To był prawdziwy hit 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bohaterem Śląska w meczu z Lechem (1:1) został Mariusz Pawełek, który kilkoma fantastycznymi interwencjami uratował drużynie punkt. Słowa "fantastyczny" trzeba użyć jeszcze kilka razy. Taki był gol strzelony przez Darko Jevticia, który już w 2. minucie ograł Krzysztofa Danielewicza i Toma Hateleya, inteligentnym strzałem dał Kolejorzowi prowadzenie. Fantastyczne okazje do zdobycia bramki marnował też Flavio Paixao, który przed spotkaniem otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza T-Mobile Ekstraklasy w październiku. Dwukrotnie był sam przed Maciejem Gostomskim po świetnych podaniach Dudu Paraiby i pudłował w sytuacjach, w których wydawało się to niemożliwe. Fantastycznie poczuł się też Mateusz Machaj, który grając jako fałszywy napastnik, w tym sezonie miał na zero na koncie trafień w lidze. W końcu strzelił tego piewszego gola, na dodatek w meczu z Lechem, w barwach którego debiutował w ekstraklasie (sezon 2008/09, zagrał minutę w spotkaniu z ŁKS-em).

REZERWY WYSTARCZYŁY NA RUCH
Henning Berg garściami czerpie z tego, że ma szeroką i wyrównaną kadrę. Na spotkanie Ruchem Chorzów większość podstawowych graczy odesłał na trybuny by mogli odpocząć przez meczem w Lidze Europy z Metalistem Charków. Szansę dostało kilku graczy z rezerw, w tym 17-letni Adam Ryczkowski i o rok starszy Robert Bartczak. Na pogrążonych w kryzysie Niebieskich absolutnie to wystarczyło. Legia przez całe spotkanie była zdecydowanie lepszym zespołem, choć nigdy w takim zestawieniu nie grała i nie zagra. Bo historia z wystawieniem na lewej obronie rozgrywającego Helio Pinto, raczej się nie powtórzy.

Pierwszego gola strzelił Orlando Sa, wykorzystując rzut karny o faulu Marka Szyndrowskiego na Mateuszu Szwochu. Na 2:0 podwyższył wspomniany Ryczkowski, strzelając do pustej bramki po świetnym zagraniu Marka Saganowskiego. W końcówce, po błędzie Jakuba Rzeźniczaka, gola dla Ruchu strzelił Grzegorz Kuświk. Ta bramka jednak tylko zamazała prawdziwy obraz bardzo źle grających Niebieskich.


HAT TRICK RYKOSZETA I BOISKO SAMOBÓJCÓW
To był szalony mecz, którego scenariusza nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. 33. minuta - Kyryło Petrow strzela, rykoszet od Arkadiusza Głowackiego - gol. 55. minuta - główka Burligi, rykoszet od Petrowa, gol. 61. minuta - Nabil Aankour zagrywa wzdłuż bramki, Richard Guzmics interweniuje tak niefortunnie, że wbija piłkę do własnej bramki. 78. minuta - kontra Wisły, dośrodkowanie Macieja Sadloka, nieporozumienie bramkarza Korony z Radkiem Dejmkiem i gol samobójczy dla Białej Gwiazdy. Prawie 80 minut gry i cztery przypadkowe gole! Ten na 3:2 dla Korony na szczęście już taki nie był. Kielczanie przeprowadzili składną akcję, którą wykończył Olivier Kapo i mogli świętować ze swoimi kibicami. Wisła natomiast przegrała wszystkie jesienne prestiżowe spotkania: derby z Cracovią (0:1), u siebie z Legią (0:3) i teraz małe derby z Koroną (2:3).

KONIEC SERII JAGIELLONII
Bartosz Ślusarski zakończył imponującą serię Jagiellonii Białystok (7 spotkań bez porażki), która była niepokonana w T-Mobile Ekstraklasie od 23 sierpnia i porażki ze Śląskiem Wrocław (1:3). Najbliżej uratowania choćby punktu był Mateusz Piątkowski. Lider klasyfikacji strzelców (11 goli) trafił jednak w słupek.

Goście z Bełchatowa przyjechali do Białegostoku podrażnieni blamażem w Pucharze Polski (0:5 z Piastem Gliwice). Rehabilitacja się udała, a dzięki ten wygranej GKS traci już tylko punkt do ostatniego miejsca podium (właśnie do Jagiellonii) i tylko cztery do lidera, Legii Warszawa.

CRACOVIA WYGRYWA TYLKO JEDNĄ BRAMKĄ
Drużyna Roberta Podolińskiego jest ewenementem. Zaczęła sezon od trzech porażek, w końcu wróciła do równowagi, ale charakteryzuje ją pewna prawidłowość. Otóż jak już wygrywa, a zdarzyło się jej to w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy po raz piąty w tym sezonie, to różnicą jednej bramki. Na dodatek, potrafi sięgnąć po komplet punktów tylko u siebie, na wyjazdach jej bilans jest tragiczny, dwa remisy i pięć porażek. Gorszy jest tylko Zawisza, z kompletem porażek (6).

Trzy razy po 1:0, dwukrotnie 2:1, dzięki domowym wygranym (i dwóm wyjazdowym remisom) Pasy mają 17 punktów. Te ostatnie trzy oczka dał im Deniss Rakels, wykorzystując zagranie Marcina Budzińskiego. Pomocnik Cracovii, który zaliczył asystę, po meczu wylądował w szpitalu. Okazało się, że nie widział na jedno oko. Nie przeszkodziło mu to w świetnym zagraniu do Łotysza.

Zawisza zostaje dyżurnym dostarczycielem punktów. Po niezłym meczu przeciwko Legii (1:2), znowu wrócił na swój poziom i zasłużenie przegrał.

KUNG FU AUGUSTYN
Po otrzymaniu zgody z PZPN, Jan Kocian po raz pierwszy w T-Mobile Ekstraklasie poprowadził Pogoń Szczecin jako pierwszy szkoleniowiec. Przy odrobinie szczęścia, mógł wywieźć z Zabrza trzy punkty. Portowcy nie potrafili wykorzystać faktu, że ostatni kwadrans meczu grali z przewagą jednego zawodnika. Skrajnie nieodpowiedzialnie zachował się Błażej Augustyn, który próbując ratować się po swoim błędzie, brutalnie sfaulował Rafała Murawskiego i zasłużenie wyleciał z boiska.

Pogoń zakończy rundę jesienną spotkaniem u siebie z Legią, z którą w lidze nie wygrała od 1998 roku, przegrała ostatnie 10 oficjalnych meczów (8 w lidze, 2 w Pucharze Polski). Przeciwko mistrzom Polski zagra zapewne bez napastnika. Marcin Robak jest kontuzjowany, Patryk Małecki zerwał więzadła krzyżowe i czego go 6-miesięczne leczenie, a Łukasz Zwoliński będzie pauzował za kartki.


TWIERDZA W ŁĘCZNEJ WCIĄŻ NIEZDOBYTA
Mimo, że za nami już 14 kolejek T-Mobile Ekstraklasy, stadion Górnika Łęczna jest jednym z trzech jeszcze niezdobytych w tym sezonie (obok Śląska i Bełchatowa). W ostatniej serii gier próbowała Lechia, ale jedyne, co udało jej się ugrać, to remis. Gola na wagę jednego punktu strzelił Antonio Colak, po bardzo ładnej, indywidualnej akcji. Goście z Gdańska mieli wyjątkowego pecha. Dwukrotnie po ich strzałach piłka trafiała w słupek bramki Sergiusza Prusaka.

Bohaterem, pozytywnym i negatywnym gospodarzy był Patrik Mraz. Słowak najpierw strzelił gola dla Górnika bezpośrednio z rzutu wolnego. W końcówce natomiast bardzo ostro zaatakował Macieja Makuszewskiego. Za faul został ukarany czerwoną kartką, a skrzydłowy Lechii doznał urazu stawu skokowego i prawdopodobnie w tym roku już nie zagra.

PIAST PUKA DO GRUPY MISTRZOWSKIEJ
Już po poprzedniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy wiadomo było, że przed Podbeskidziem trudne zadanie. Drużna prowadzona przez Leszka Ojrzyńskiego straciła dwóch liderów środka pola, Macieja Iwańskiego i Antona Slobodę. Obaj musieli pauzować za cztery żółte kartki. Piast idealnie wykorzystał słabość rywala, wypracował wiele okazji do strzelenia gola, wykorzystując aż cztery. Do wygranej gości walnie przyczynił się Michal Peskovic. Bramkarz Podbeskidzia zlekceważył mocne uderzenie Konstantina Vassilijeva. Gracz Piasta strzelił z ponad 30 metrów, Pesković był pewny, że złapie piłkę, a ta przełamała mu palce i wpadła do bramki. Był go gol na 2:0 dla gości, od tego momentu ich wygrana nie była już zagrożona. Ozdobą spotkania była bramka zdobyta w ostatniej minucie przez Marka Sokołowskiego. Kapitan Górali pięknie uderzył wewnętrzną częścią stopy, pod poprzeczkę. Było to jednak trafienie jedynie na otarcie łez.

Legia sama na szczycie - podsumowanie 14. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Legia wykorzystała remisy Wisły i Śląska, powiększyła przewagę do sześciu punktów. Z zespołów, które zajmowały przed 17. kolejką T-Mobile Ekstraklasy miejsce w pierwszej ósemce, wygrali tylko legioniści i zawodnicy Lecha Poznań. Na samym dnie wciąż Zawisza, do strefy spadkowej niebezpiecznie zbliżyły się Lechia i Cracovia.

LECH W KOŃCU WALCZYŁ
Maciej Skorża nareszcie się uśmiechnął. - W końcu mentalnie wyglądaliśmy tak, jak powinniśmy. Walczyli wszyscy - mówił szkoleniowiec Kolejorza. Lech gładko rozprawił się z Górnikiem Zabrze (3:0), a gdyby nie świetna forma Pavelsa Steinborsa, wygrałby jeszcze bardziej zdecydowanie. O sukcesie Lecha zadecydowało trio: Kasper Hamalainen, Darko Jevtić i Gergo Lovrencsics, oni trafiali do bramki Górnika lub asystowali. Kibice Kolejorza mogą cieszyć się ze zwyżki formy ich piłkarzy, ale patrząc na tabelę, nie mają powodów do optymizmu. Legia jest 9 punktów przed Lechem, którego problemem są mecze wyjazdowe i remisy. Poznańska drużyna przegrała w tym sezonie tylko trzy mecze, najmniej w T-Mobile Ekstraklasie, ale aż 8 zremisowała. Wygrała tylko jedno(!) z 9 spotkań na obcych boiskach. Teraz jedzie do Krakowa.

KURIOZALNY GOL MARCINIAKA, WEJŚCIE SMOKA ORLANDO SA
Legia rozgrywała już 31. oficjalny mecz tej jesieni, po zawodnikach mistrza Polski widać lekkie znużenie i zmęczenie. Z Cracovią zagrała przeciętnie, ale bez problemu wygała 11 spotkanie w tym sezonie T-Mobile Ekstraklasy. 12,5 tys. widzów, którzy mroźny poniedziałkowy wieczór postanowiło spędzić na Pepsi Arenie, było świadkami kuriozalnej bramki samobójczej. Adam Marciniak, naciskany przez Michała Żyro, pięknym lobem nad Krzysztofem Pilarzem dał legionistom prowadzenie. - Myślałem, że nikogo za mną nie ma. Nagle zobaczyłem Michała i zbaraniałem - obrazowo opowiedział o tym golu.

Cracovia nie chciała tego meczu wygrać. Bała się zaatakować, z rzadka wychodziły jej kontrataki. Ukarał ją Orlando Sa, który przy pierwszym kontakcie z piłką po wejściu na boisko pokonał Pilarza. Portugalczyk zdobył swoją 8. bramkę w tym sezonie i pokazał Henningowi Bergowi, że jego miejsce jest na boisku, a nie na ławce rezerwowych.

Pasy tragicznie spisują się na obcych boiskach, obok Zawiszy są jedynym zespołem, który na wyjeździe nie wygrał spotkania.

KORONA WCIĄŻ PUNKTUJE
Tomasz Wieszczycki, ekspert nc+, może powoli odkładać pieniądze na dobre francuskie wino dla Ryszarda Tarasiewicza. Obaj panowie założyli się na początku sezonu. Tarasiewiczowi nie spodobały się słowa Wieszczyckiego, że Korona nie znajdzie się w górnej części tabeli. Kielczanie po bardzo słabym początku, seryjnie zdobywają punkty. Widać, że praca nowego trenera przynosi efekty. W ostatnich 6 meczach zdobyli 14 punktów (4 wygrane, 2 remisy) i mozolnie nadrabiają dystans do pierwszej ósemki. Obecnie są na 11. pozycji, do 8. Pogoni tracą trzy punkty.
Tym razem bez większych problemów odprawili GKS Bełchatów (2:0). Bełchatowianie byli rewelacją rundy jesiennej T-Mobile Ekstraklasy, ale ostatnio spuścili z tonu. Trzy mecze bez wygranej, dwie kolejne porażki (oprócz tej w Kielcach, 0:3 u siebie z Legią).

DRAMAT LECHII, CHWILE GROZY IWAŃSKIEGO
Po ponad 20 transferach latem niektórzy wieszczyli narodziny nowej potęgi. Miała nią zostać Lechia Gdańsk. Życie jednak brutalnie zweryfikowało te zapowiedzi. Dziś biało-zieloni są na 4. miejscu od końca w T-Mobile Ekstraklasie, nie pomagają zmiany trenerów, Jerzy Brzęczek w dwóch meczach zdobył jeden punkt.
W Bielsku-Białej Lechia znowu przegrała. Wstydliwie, bo od 33. minuty po drugim bezmyślnym faulu Franka Adu Kwame grała z przewagą jednego zawodnika. Nie tylko nie zdobyła bramki, ale dała sobie strzelić gola. Centrę Macieja Iwańskiego wykorzystał Pavol Stano. Środkowy pomocnik Górali przeżył jednak chwile grozy. Zderzył się głowami z Antonio Colakiem, padł na murawę zamroczony. Lekarze sprzeciwili się powrotowi do gry, a badanie wykazało wstrząśnienie mózgu. Teraz rozgrywający będzie musiał odpocząć od futbolu, nie wystąpi zapewne w najbliższej kolejce.

KOCIAN NIE PRZECHYTRZYŁ ŚLĄSKA
Jeśli nie Jan Kocian, to kto? - zastanawiano się. Mowa o serii meczów Śląska Wrocław bez porażki na własnym boisku. Ostatnim, który pokonał drużynę ze stolicy Dolnego Śląska, był właśnie słowacki trener, jeszcze jako szkoleniowiec Ruchu Chorzów, 24 lutego 2014 roku (3:2 dla Niebieskich).
W minionej serii gier wydawało się, że Śląsk w końcu znajdzie pogromcę. Pogoń prowadziła po tym, jak Takuya Murayama wykorzystał zagranie Łukasza Zwolińskiego. Niewiele wskazywało, że gospodarze zdołają wyrównać. Udało się to Pawłowi Zielińskiemu, który w swoim 33. meczu w T-Mobile Ekstraklasie, zdobył pierwszą bramkę.

TWIERDZA ŁĘCZNA MA SIĘ DOBRZE
Jak ktoś szuka definicji "drużyny własnego boiska", niech wskazuje na Górnika Łęczna. U siebie 8 meczów, 4 remisy, 4 wygrane (16 punktów). Na wyjazdach, 7 porażek, po jednym remisie i zwycięstwie (4 punkty). Zespół Jurija Szatałowa w Łęcznej przechodzi niesamowitą odmianę. Potrafi grać dobrze i skutecznie. Tym razem odprawił z kwitkiem Ruch Chorzów (3:0), a przecież Niebiescy wygrali dwa ostatnie spotkania. Znowu brylował Grzegorz Bonin, przypomniał o sobie Łukasz Mierzejewski, któremu niegdyś wróżono reprezentacyjną karierę. Fiodor Czernych strzelił 6. gola w tym sezonie. W tym roku łęcznianie na swoim boisku zagrają jeszcze jeden mecz, najpoważniejszy test, 14 grudnia z Legią Warszawa.

DWA RAZY 0:0, ALE JAKŻE INNE
W 17. kolejce T-Mobile Ekstraklasy zdobyto tylko 13 bramek, najmniej spośród poprzednich 16 serii gier. Dwa spotkania zakończyły się wynikami bezbramkowymi, ale ich odbiór był zdecydowanie inny. W Białymstoku grała Jagiellonia z Zawiszą, a oglądając to widowisko najczęstszym komentarzem był ten mówiący, że obie drużyny najchętniej już udałyby się na zimowe urlopy. Z kolei w Gliwicach, gdzie Piast wcześniej ograł Legię i Lecha, gospodarzom postawiła się Wisła. Było wiele okazji do strzelenia gola, raz Michała Buchalika uratował słupek, a mecz zakończył się zasłużonym podziałem punktów. Mimo tego, że kibicom nie dane było zobaczyć ani jednej bramki, długo dziękowali autorom tego niezłego widowiska.

Lider ucieka, peleton traci dystans - podsumowanie 17. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się