Festiwal T-Mobile Nowe Horyzonty przyzwyczaił nas już do tego, że w swojej misji otwierania przed widzami nieznanych przestrzeni kina nie wartościuje dzieł, które nam proponuje. W nowohoryzontowym słowniku nie znajdziemy definicji dobrego czy złego filmu, zaś programerzy równą estymą darzą twórców uznanych, jak i tych dopiero wkraczających w świat kina. Nic dziwnego więc, że wśród setek tytułów znaleźć można także sporo produkcji, które mogą nie spełniać naszych osobistych kryteriów jakości.

Bo kto powiedział, że film musi być 'dobry'? Kto pokusi się o definicję 'dobrego filmu'? Nieodżałowany Zygmunt Kałużyński, piewca kina ludycznego i bezpretensjonalnego, twierdził, że w każdym, nawet tym uznawanym za najgorszy filmie znajdzie się pierwiastek, który wart jest uwagi. Jeśli przyznamy słuszność słynnemu krytykowi, musimy zgodzić się też z twierdzeniem, że coś takiego jak 'zły film' po prostu nie istnieje. Nawet jeśli uznamy dzieło za wyjątkowo nieudane, zawsze będziemy w stanie odnaleźć w nim wyróżniający się element – wspaniały kadr, świetnie dobrany utwór muzyczny czy po prostu piękną (niekoniecznie zdolną) aktorkę.

Taka właśnie idea wydaje się przyświecać organizatorom T-Mobile Nowych Horyzontów. W festiwalu uczestniczę od lat i nie zdarzyło się jeszcze, bym wybrał wyłącznie znakomite filmy. Często zmuszałem się do kontynuowania seansu, walcząc z instynktownymi reakcjami, które nakazywały uciec czym prędzej z sali projekcyjnej. Potem jednak, analizując obejrzany właśnie tytuł, przypominałem sobie interesujące ujęcia czy ciekawy dialog, które nie pozwalały mi jednoznacznie przekreślić kiepskiego wyboru. To chyba wpływ wrocławskiego festiwalu – właśnie dzięki poszerzaniu horyzontów, otwieraniu widzów na nowe, często zupełnie egzotyczne kinowe doznania udaje mu się obudzić w nich tolerancję wobec niedoskonałości. Wszak nie ma, nie było i nie będzie na świecie filmowca, który wszystkie pomysły przekuwa w dzieła sztuki, a błędy i potknięcia wykorzystać może do tego, by w kolejnej edycji festiwalu zachwycić nas nowym, ocierającym się o absolut dziełem.

Dlatego gdy oglądacie jedną z niskobudżetowych produkcji z krańców świata albo eksploatacyjny eksperyment klasy D, otwórzcie głowy. Nie odsądzajcie autora od czci i wiary tylko dlatego, że nie udało mu się wstrzelić w wasze kryteria jakości. Zamiast tego zabawcie się w poszukiwaczy skarbów i odnajdzie coś pięknego w każdym z waszych nowohoryzontowych seansów.

Fot. Fotolia

Kto powiedział, że film musi być dobry - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W filmie braci Tavianich pewne jest tylko jedno: Cezar musi umrzeć. Zanim jednak do tego dojdzie, widzowie staną się świadkami fascynującego spektaklu.

Aktorzy występujący na scenie to grupa więźniów, reżyserem sztuki jest zaś Fabio Cavalli, włoski twórca teatralny. Ich wzajemny wpływ obrodzi w jedną z najciekawszych adaptacji Juliusza Cezara, jaką oglądaliśmy w kinie. Tu już sama scena castingu mogłaby funkcjonować jako osobne arcydzieło. A to dopiero początek. Przestrzeń więzienia ulega metamorfozie w teatralną scenę, z której płyną Szekspirowskie wersety, dowodząc po raz kolejny, że tworzący w okresie elżbietańskim dramaturg był ponadczasowym profetą. Trzeba tylko, by jego twórczość została właściwie odczytana. Na przykład tak jak zrobili to bracia Taviani. 

Seans

  • 28 lipca, godz. 10:15, Kino NH 7

Obsada: Cosimo Rega, Salvatore Striano, Giovanni Arcuri, Antonio Frasca, Juan Dario Bonetti

Nagrody: Berlin IFF 2012 – Golden Berlin Bear, Prize of the Ecumenical Jury; Palm Springs IFF 2013 – FIPRESCI Prize; Philadelphia FF 2012 – Audience Award, Honorable Mention

Reżyser: Paolo Taviani, Vittorio Taviani
Paolo (ur. 1931) i Vittorio Taviani (ur. 1929) – włoscy bracia-filmowcy pracujący razem. Początkowo zajmowali się dziennikarstwem, w końcu wraz z Jorisem Ivensem zrealizowali dokument Włochy nie są biednym krajem (L’Italia non è un paese povero). Wychodząc z pozycji marksistowskiego materializmu historycznego, ukazują w swych filmach wydarzenia z przeszłości, nadając im symboliczny wymiar. Inspirację czerpią z literatury, wykorzystują twórczość Pirandella, Tołstoja czy Szekspira. Ważną rolę w ich estetyce odgrywa pieczołowicie komponowany obraz w zestawieniu ze starannie dobranymi cytatami muzycznymi.

Wybrana filmografia

  • 1960 L’Italia non è un paese povero/ Italy Is Not a Poor Country (co-dir., doc.)
  • 1977 We władzy ojca / Padre padrone / Father and Master
  • 1982 Noc świętego Wawrzyńca / La notte di San Lorenzo / The Night of the Shooting Stars
  • 1998 Śmiejesz się / Tu ridi / You Laugh
  • 2012 Cezar musi umrzeć / Cesare deve morire / Caesar Must Die

"Cezar musi umrzeć" Paolo Taviani, Vittorio Taviani - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Filmową adaptację sztuki Doroty Masłowskiej wystawianej na scenie TR Warszawa, możecie obejrzeć dziś w Kinie Nowe Horyzonty. Początek seansu o godzinie 19:15.

"Miedzy nami dobrze jest" to opowieść o polskim społeczeństwie czasu transformacji - pełna groteskowych dialogów złożonych z przewrotnie potraktowanych cytatów z popkultury, szyderstw z języka reklam, kolorowych czasopism, tabloidów i stereotypów narodowych. Głównymi bohaterkami są żyjące poniżej minimum socjalnego, zamieszkujące ciasną warszawską kawalerkę przedstawicielki trzech pokoleń kobiet: osowiała Staruszka na wózku inwalidzkim, jej córka Halina i wnuczka - Mała Metalowa Dziewczynka.

Panoramę postaci uzupełniają ich sąsiedzi - roznosicielka ulotek Bożena i reżyser filmu Koń, który jeździł konno, a także dwójka aktorów, prezenterka telewizyjna oraz pragnąca ratować różnego rodzaju „biednych ludzi" Edyta. Na ekranie zobaczymy m.in. Romę Gąsiorowską, Agnieszkę Podsiadlik, Danutę Szaflarską, Katarzynę Warnkei Adama Woronowicza. Po seansie spotkanie z twórcami.

"Między nami dobrze jest" zostanie pokazane raz jeszcze, 2 sierpnia o 16.15 w KNH 7. Tego samego dnia o 13.00 organizatorzy zapraszają też na dziedziniec Hotelu Puro. W ramach Gazeta Cafe odbędzie się spotkanie z Grzegorzem Jarzyną oraz Anką i Wilhelmem Sasnal. Spotkanie poprowadzi Paweł T. Felis, dziennikarz „Gazety Wyborczej".

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Między nami dobrze jest - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

T-Mobile Nowe Horyzonty to 11 dni intensywnych doznań filmowych. Bardzo dobry program i świetna organizacja pozwoliły na radość z obcowania z najlepszym kinem pełnym emocji. Z niecierpliwością czekamy już na kolejną edycję.

Najważniejsza sekcja na festiwalu - Międzynarodowy Konkurs Nowe Horyzonty - jest oczywiście najczęściej dyskutowana i wzbudza najwięcej emocji, bo mająca prezentować filmy, zdaniem organizatorów, obiecujących twórców. Kto choć raz był na festiwalu wie, jaką te emocje mogą osiągać amplitudę. Obok filmów bezdyskusyjnie dobrych, jak wspomniany "Biały cień", znajdują się takie, jak "Historia strachu" czy "Spadająca gwiazda", które dzielą widzów na tych, którzy opuszczają salę w trakcie seansu oraz tych, którzy zachwycają się nudą na ekranie.
 
Ale to chyba największy urok Konkursu: nikogo nie pozostawia obojętnym. W tym roku zresztą Konkurs był wyjątkowy, bo po raz pierwszy znalazły się w nim aż trzy polskie filmy: "Huba" Anny Sasnal i Wilhelma Sasnala, "Jak całkowicie zniknąć" Przemysława Wojcieszka oraz "Wołanie" Marcina Dudziaka. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się zwłaszcza nowy film Wojcieszka, który choć nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje (przynajmniej w moim mniemaniu), to jest kolejnym punktem na niezależnej drodze artystycznej reżysera.

Sobowtór

W Konkursie pojawiła się nowość: sekcja Powiększenie, skierowana do wrocławskiego środowiska filmowego i artystów sztuk wizualnych, mająca umożliwić im pokazanie filmów publiczności oraz nawiązanie kontaktów z branżą filmową. Nie można też zapomnieć o bardzo prężnie działających sekcjach filmów krótkometrażowych - polskich i europejskich. W Międzynarodowym Konkursie Filmy o Sztuce natomiast po raz pierwszy zaprezentowano filmową adaptację sztuki Doroty Masłowskiej "Między nami dobrze jest" w reżyserii Grzegorza Jarzyny. Jednak zwycięstwo filmu Anny Odell "Zjazd absolwentów" spotkało się z entuzjastyczną reakcją publiczności na gali zamknięcia - taki aplauz zebrało tylko ogłoszenie Grand Prix dla "Białego cienia", który zdobył również Nagrodę Publiczności. Werdykt jury w obu sekcjach konkursowych pokrywał się ewidentnie z sympatiami festiwalowiczów.
 
Festiwal z pompą otworzyły trzy filmy, które znalazły się w chyba najciekawszej sekcji festiwalu, prezentującej dzieła uznanych twórców - Panoramie. Najważniejszym był oczywiście "Zimowy sen", laureat Złotej Palmy z Cannes, ale z francuskiego festiwalu przyjechały do Wrocławia również świetne "Dzikie historie" i bardzo dobra "Sils Maria" z Juliette Binoche i Kristen Stewart. Moim prywatnym ulubieńcem z tej sekcji był dla mnie "Boyhood" Richarda Linklatera, niezwykły projektrealizowany przez 12 lat z tymi samymi aktorami, w którym udało się stworzyć uniwersalną opowieść o dojrzewaniu.
W sekcji znalazły się dwa filmy, w którym motywem przewodnim było drugie "ja": "Wróg" Denisa Villeneuve'a z Jakiem Gyllenhaalem oraz "Sobowtór" Richarda Ayoade z Jessiem Eisenbergiem i Mią Wasikowską. Wasikowską zobaczyliśmy również w udanych "Ścieżkach". W programie znalazły się też nowe filmy Lukasa Moodyssona ("Jesteśmy najlepsze!"), Andrieja Zwiagincewa ("Lewiatan"), Jeana-Luca Godarda ("Pożegnanie z językiem") czy Alejandro Jodorowskiego ("Taniec rzeczywistości").
 
Jedną z gwiazd nowej sekcji na festiwalu, ALE KINO+, powstałej ze współpracy z kanałem telewizyjnym, był James Franco, którego "Dziecię boże" mocno podzieliło publiczność. Widzowie mogli zobaczyć także "Małego Quinquina" i tym samym poznać nowe filmowe oblicze Bruno Dumonta. Tsai Ming-liang, ulubieniec nowohoryzontowej publiczności, powrócił z nowym projektem - "Bezpańskimi psami". Zobaczyliśmy również nowe dzieła autorki "Meduz" Shiry Geffen ("Śruba") oraz Kornéla Mundruczó ("Biały bóg").

Zakochane kobiety

Tematem sekcji Trzecie Oko były w tym roku komuny - obejrzeliśmy m.in. znakomite dokumenty "Niech płonie ogień" i "Amerykańską komunę". Wielbiciele kina francuskiego byli w istnym niebie dzięki Drugiej Nowej Fali, w ramach której pokazano rzadko wyświetlane w Polsce dzieła mistrzów francuskiego kina lat 70. i 80. - prawdziwą gratką był zwłaszcza pokaz ponad czterogodzinnej "Mamy i dziwki". Z kolei wielbiciele retro mogli powrócić do przeszłości dzięki Nocnemu szaleństwu, które w tym roku poświęcone było kasecie wideo. Nowe kino Grecji udowodniło natomiast, że kino tego kraju bynajmniej nie jest pogrążone w kryzysie - obok dobrze znanego "Kła" pokazano nową "Xenię", którą zobaczymy w polskich kinach. Ktokolwiek natomiast się zastanawiał, jak wygląda kino baskijskie, mógł się dzięki sekcji mu poświęconej przekonać.
 
Po raz pierwszy na Nowych Horyzontach zorganizowano pokaz nawiązujący do amerykańskiej tradycji "double bill". Zaprosił na niego sam Michał Oleszczyk, nowy dyrektor artystyczny festiwalu w Gdyni. Na wydarzenie nazwane "Gdynia na Horyzoncie" złożyły się pokazy dwóch związanych ze sobą tematycznie filmów, które powstały w dwóch różnych kręgach kulturowych: "Za ścianą" Krzysztofa Zanussiego i "Ponurych chwil" Mike’a Leigh. Jeśli mowa o klasyce kina, to należy również wspomnieć o znakomitych retrospektywach: Kena Russella i Dereka Jarmana.
 

Nowe Horyzonty to oczywiście nie tylko kino, ale również różnego rodzaju wydarzenia artystyczne, jak chociażby projekt "Midnight Show II" czy wystawy poświęcone dawnemu Wrocławiowi oraz "Klątwie Doliny Węży". Festiwal zaprosił do siebie też znakomitych gości: Lou Ye, György'ego Pálfiego i Grzegorza Jarzynę oraz Annę i Wilhelma Sasnali. W klubie festiwalowym Arsenał nie zabrakło wydarzeń muzycznych, w tym roku zdominowanych przez DJ-ów.

Od strony organizacyjnej festiwalowi niewiele właściwie nie można zarzucić. Odkąd wprowadzono internetowy system rezerwacji biletów, zniknęły kolejki, niepewność, czy wejdzie się na seans, czy nie oraz kłótnie z osobami wpuszczającymi na salę. Tłumacze czy osoby prowadzące spotkania z gośćmi po seansach sprawdzali się z reguły dobrze. Największym plusem festiwalu jest jednak to, że nie trzeba biegać na seanse z jednego kina do drugiego, bo wszystko jest pod jednym dachem. Bardzo podobało mi się również to, że główny sponsor festiwalu, T-Mobile, świetnie wpisał się w ideę festiwalu - jego promocyjne filmiki wyświetlane przed każdym seansem były pomysłowe i dowcipne.

Źródło: Onet.pl

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: To już jest koniec - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się