Drugi rok z rzędu Legia Warszawa została mistrzem Polski siedząc przed telewizorem. W sobotnie popołudnie Lech Poznań zremisował z Pogonią Szczecin (0:0) i pozbawił się matematycznych szans na zdobycie tytułu. Z T-Mobile Ekstraklasą żegnają się Widzew Łódź i Zagłębie Lubin.

PSIKUS NIEBIESKICH
Ruch postanowił popsuć nieco świętowanie legionistom, nie przyjechał do Warszawy po najniższy wymiar kary i wygrał przy Łazienkowskiej (2:1). Po sobotnim remisie Lecha Poznań z piłkarzy Legii jakby zeszło powietrze. Nie było widać w ich grze zaangażowania, cechy wolicjonalne były po stronie przyjezdnych. Niebiescy dzięki wygranej umocnili się na 3. pozycji w tabeli ekstraklasy. Odrobili dwa punkty do Kolejorza, mają już pięć punktów przewagi nad Górnikiem i Lechią. Wprawdzie nie otrzymali licencji na gę w europejskich pucharach, ale odwołali się od tej decyzji. Jeśli Komisja Licencyjna przychyli się do ich wniosku, to właśnie Ruch, obok Legii, Lecha i Zawiszy, będzie reprezentował Polskę na scenie międzynarodowej.

NIEUDANY REWANŻ LECHA
Kolejorzowi nie udał się rewanż za porażkę w Szczecinie (1:5). Drużyna Mariusza Rumaka tylko zremisowała z Portowcami (0:0) i pozbawiła się szans na zdobycie mistrzostwa Polski. Drugi rok z rzędu zespół z Poznania zakończy ligę na drugim miejscu. Wprawdzie może jeszcze wyprzedzić go Ruch, ale na dwie kolejki przed końcem ma 4 punkty straty.
Do przerwy spotkania Lecha z Pogonią zdecydowanie lepsi byli gospodarze. W drugiej połowie do głosu doszli goście i to oni byli bliżsi wygranej. Portowcy są jedną z czterech drużyn, które dostały licencję na grę w europejskich pucharach, ale w rundzie finałowej spuścili z tonu (tylko 2 punkty w 5 meczach).

SERIA PIASTA
Pod wodzą Angela Pereza Garcii drużyna z Gliwic przeszła metamorfozę. Kiedy widmo spadku zajrzało jej głęboko w oczy, zespół Piasta wziął się do roboty. Wygrał trzy ostatnie spotkania i pewnie utrzymał się w T-Mobile Ekstraklasie. Skuteczność odzyskał Ruben Jurado, który w minionej kolejce zdobył swoją 6. bramkę w rundzie wiosennej. Hiszpan ma w tym sezonie już 13 trafień.

WISŁA MÓWI PAS
Jesienią zapowiadali, że powalczą o mistrzostwo, wiosnę mają bardzo słabą. Wisła po kolejnej porażce (2:3 z Górnikiem) spadła już na 6. miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Dodatkowo doznała bardzo dużego osłabienia, bo murawę musiał opuścić najlepszy strzelec drużyny, Paweł Brożek. Zawodnik doznał urazu mięśnia dwugłowego i w kończącym się w niedzielę sezonie już nie zobaczymy go na murawie.
Fantastycznie swój 200. mecz w ekstraklasie uczcił Adam Danch. Stoper Górnika dwukrotnie pokonał Michała Miśkiewicza i jego drużyna mogła cieszyć się z trzech punktów. Zabrzanie zajmują 4. miejsce w tabeli.

SMUTEK W ŁODZI I W LUBINIE
Jedni się cieszą, a w Łodzi i w Lubinie wielki smutek. Po porażkach w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy (Widzew 0:3 z Podbeskidziem, Zagłębie 0:2 z Piastem), zostało przesądzone, że Widzew i Zagłębie w przyszłym sezonie zagrają w pierwszej lidze. O ile w przypadku widzewiaków taki scenariusz można było zakładać, to spadek Miedziowych jest sensacją. Duże pieniądze, dobrzy piłkarze, pensje na czas, w założeniu walka o czołowe miejsca, a na boisku tego nie widać. Teraz w Lubinie ma zostać wprowadzony program oszczędnościowy, wielu zawodników odejdzie, ale Zagłębie za rok chce wrócić do elity.

LECHIA DALEJ OD PUCHARÓW
Po wygranych z Pogonią (2:0) i Lechem (2:1) w Gdańsku głośno zaczęto mówić, że celem na ten sezon jest zajęcie miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach. Rozpędzona Lechia została jednak zatrzymana w Bydgoszczy. Wprawdzie miała przewagę, jej zawodnicy oddali aż 23 strzały na bramkę Wojciecha Kaczmarka, ale nie byli za pan brat ze skutecznością. Z kolei Zawisza tym remisem trochę podreperował swój bilans w rundzie finałowej (zdobył czwarty punkt).

ŚLĄSK ROZBIŁ JAGIELLONIĘ
Po porażce Legii z Ruchem, Śląsk został jedyną niepokonaną drużyną w rundzie finałowej T-Mobile Ekstraklasy. Wrocławianie tym razem odprawili z kwitkiem Jagiellonią, bijąc ją na jej stadionie aż 3:0. Śląsk z łatwością utrzymał się w ekstraklasie, w pięciu spotkaniach rundy finałowej nie stracił bramki, a Marian Kelemen jest niepokonany od 6 spotkań. Po raz ostatni tak dobra seria przytrafiła się drużynie z Dolnego Śląska aż 32 lata temu. W sezonie 1981/82 zanotowali 7 spotkań z rzędu bez straconego gola.

Mistrz i spadkowicze już znani - podsumowanie 35. kolejki - opinie i komentarze (1)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

MarysiaH
14-12-2015 - 20:57:14
Kto chce zarobic nie wychodzac z domu parenascie dolarow dziennie??? Metoda jest prosta i dziala, wpiszcie sobie w google: room23a adfly
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

7 lat. 2207 dni. Tyle czekała Legia Warszawa na zdobycie mistrzostwa Polski. Wszystko stało się jasne w sobotę, 25 maja, kilkanaście minut przed godziną 18. Lech Poznań przegrał z Podbeskidziem Bielsko - Biała (0:2). Przewaga drużyny Jana Urbana wzrosła do 6 punktów. Jako, że zespół z Łazienkowskiej ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań (3:1 i 1:0), mógł rozpocząć przyjmowanie gratulacji. Zasłużonych, bo legioniści byli najlepszą i najrówniej grającą ekipą T-Mobile Ekstraklasy. Zdominowali sezon 2012/13. Zdobyli mistrzostwo Polski, krajowy puchar, wygrali także rozgrywki Młodej Ekstraklasy. I zapewnili miejsce w europejskich pucharach Śląskowi Wrocław, który zagra w eliminacjach Ligi Europy jako finalista Pucharu Polski.

BOHATER KOLEJKI
Fabian Pawela. Dwa gole strzelone przez napastnika Podbeskidzia przy Bułgarskiej w Poznaniu, rozstrzygnęły sprawę mistrzostwa Polski. Pawelę pewnie to mało obchodziło, bo ważniejsze były trzy punkty dla Podbeskidzia. Gdyby nie one, poznalibyśmy już pierwszego spadkowicza, bo w przypadku porażki z Lechem, strata Górali do 14. w tabeli Ruchu Chorzów wynosiłaby już 7 punktów.

Mariusz Rumak: To nie było bardzo słabe spotkanie z naszej strony. Gratuluję Legii mistrzostwa - zobacz film!


NAJWAŻNIEJSZY GOL
Marek Saganowski. W końcówce meczu Legii z Widzewem (1:1) rodowity łodzianin nie trafił do pustej bramki. Oj, dostało mu się za to pudło po meczu. Wychowanek ŁKS-u uwielbia mecze z Widzewem, strzelił mu już 11 goli. Właśnie ta 11. bramka, zdobyta w 55. minucie piątkowego spotkania, dała legionistom mistrzostwo Polski. Saganowski w tym sezonie był tym rozstrzygającym losy w najważniejszych meczach. Dwa razy pokonał Rafała Gikiewicza w pierwszym spotkaniu finału Pucharu Polski, dzięki czemu Legia po raz 16. w swojej historii sięgnęła po to trofeum.

BRODA PROROKA
Michał Kucharczyk zmarnował większość kończącego się sezonu. W końcówce się obudził, zaczął grać regularnie, zdobył nawet bramkę w poprzedniej kolejce (3:0 z Jagiellonią). Zapuścił brodę i obiecał, że nie zgoli jej dopóki Legia nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Na swoje szczęście, mógł zrobić to już w ostatnią sobotę. Tego dnia okazał się prorokiem. Legioniści mieli rano trening, a po jego zakończeniu, Kucharczyk ogłosił w szatni: Podbeskidzie wygra z Lechem 2:0. Sprawdziło się.

Piłkarze Legii po zdobyciu mistrzostwa - zobacz film!

TO NIE SĄ CZARY, GLIWICE MOGĄ MIEĆ PUCHARY
W sezonie 1988/89 Ruch Chorzów jako beniaminek zdobył mistrzostwo Polski. Piast Gliwice nie powtórzy tego jedynego w historii przypadku, ale już dziś można przyznać mu tytuł rewelacji rozgrywek. Bo wszystko wskazuje na to, że drużyna Marcina Brosza będzie reprezentowała Polskę w europejskich pucharach. Piast zgromadził 45 punktów, cztery mniej ma Polonia (wątpliwe, by otrzymała licencję), 5 traci Górnik Zabrze (i ma lepszy blilans meczów bezpośrednich, 1:0 i 1:1). To sprawia, że Gliwiczanom wystarczą dwa remisy, by zapewnić sobie udział w eliminacjach Ligi Europy. Dzięki mistrzostwu Legii, Śląsk ma zapewnione miejsce w europejskich pucharach jako finalista Pucharu Polski. To oznacza, że jeśli znajdzie się na najniższym stopniu podium (ma punkt przewagi nad Piastem i gorszy bilans meczów bezspośrednich, 1:3 i 2:3), prawo gry w pucharach przypadnie kolejnemu zespołowi z T-Mobile Ekstraklasy.

ZACIĘTA WALKA O UTRZYMANIE
Mistrza znamy, wicemistrza też, ale do ostatniej kolejki T-Mobile Ekstraklasy będziemy emocjonować się walką o utrzymanie. Wygrywając z Górnikiem (1:0), ogromny krok w kierunku zapewnienia sobie ligowego bytu, zrobiła Pogoń. Po remisie z Legią, w niebezpieczne rejony dostał się Widzew, ale ma 5 punktów przewagi nad GKS-em Bełchatów. W trudnej sytuacji znalazł się Ruch Chorzów, który ma 3 punkty więcej od Bełchatowa i lepszy bilans meczów bezpośrednich. W najbliższej kolejce Niebiescy podejmują świeżo upieczonych mistrzów Polski. Broni nie składa Podbeskidzie, które było ostatnio zdecydowanie lepsze od Lecha (2:0), ale jest w bardzo trudnej sytuacji.

12.     Pogoń Szczecin     32
13.     Widzew Łódź         32
14.     Ruch Chorzów         30
15.     GKS Bełchatów     27
16.     Podbeskidzie        26

0:15 ZGŁOŚ SIĘ
3 bramki na mecz - tyle w ostatnich pięciu kolejkach średnio traci Jagiellonia. Tylko Ruch ma gorsza defensywę w T-Mobile Ekstraklasie. 0:1 z Lechem, 0:3 z Widzewem, Legią i Śląskiem, 0:5 z Koroną. To bilans ostatnich spotkań drużyny prowadzonej przez Tomasza Hajto. W pięciu spotkaniach Jaga straciła 15 bramek, nie zdobyła żadnej. W poprzednich 23 kolejkach dała sobie strzelić 29 goli.

Tomasz Kupisz: Nie można w taki sposób tracić bramek - zobacz film!

LIDERÓW CZTERECH
Po zdobyciu mistrzostwa Polski przez Legię już wiadomo, że tylko 4 drużyny będą mogły pochwalić się, iż w tym sezonie przewodziły T-Mobile Ekstraklasie. Po 1. kolejce były to Legia, Lech i Pogoń, które swoje mecze wygrały po 4:0. w kolejkach 2-3 liderowała ekipa ze stolicy. Od 4., do 6. kolejki, tabeli przewodził Widzew Łódź. Po 7. serii gier i wygranej 2:1 z Wisłą Kraków, liderem została Legia. I nie oddała prowadzenia do końca sezonu.

GOŚCINNA KOLEJKA
5 remisów, 2 wygrane gości i zaledwie jedno zwycięstwo gospodarzy. Tylko Pogoń Szczecin pokonując 1:0 Górnika Zabrze uratowała honor drużyn, które rozgrywały mecze 28. kolejki T-Mobile Ekstraklasy na własnym stadionie. Generalnie w sezonie 2012/13 pojecie "atutu własnego boiska" traci znaczenie. Do tej pory na 216 rozegranych spotkań, tylko 91 wygrali gospodarze (42 procent), 72 zakończyło się zwycięstwami gości (33 procent), a co czwarte (25 procent) kończy się remisem.

NAJSZCZEŚLIWSZY PIŁKARZ
Miroslav Radović. W sobotę zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski, choć Legia kupiła go z Partizana Belgrad już 7 lat temu. W niedzielę, świętował. W poniedziałek jego żona urodziła w Serbii bliźniaki. Dwóch synów (jednego już ma). - W ciągu dwóch dni ustrzeliłem podwójny dublet - śmiał się najlepszy asystent spośród piłkarzy mistrza Polski.

HISTORYCZNY WYCZYN KOLEJORZA
Lech Poznań 6 razy zdobywał mistrzostwo Polski, ale nigdy nie był wicemistrzem kraju. Sobotnia porażka z Podbeskidziem (0:2) sprawiła, że po raz pierwszy w swojej historii gracze Kolejorza założą srebrne medale.

Mistrzem Polski jest Legia - podsumowanie 28. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Szaleństwo w T-Mobile Ekstraklasie trwa w najlepsze. Jagiellonia Białystok wygrała w Poznaniu z Lechem (3:1) i zbliżyła się do lidera na jeden punkt. Szansy odzyskania prowadzenia nie wykorzystała Legia, która tylko zremisowała we Wrocławiu ze Śląskiem (1:1). Od dna odbił się Zawisza, który awansował na 15. miejsce.

JAGIELLONIA, CZYLI KARTA WYCIĄGNIĘTA SPOD STOŁU
- Wszyscy uznali, że karty są już rozdane. Kto wie, może jednak jedna została jeszcze pod stołem i zostanie dla nas - stwierdził po meczu w Poznaniu trener Jagiellonii, Michał Probierz. Jego drużyna zdecydowanie pokonała Lecha na jego boisku (3:1) i włączyła się tym samym do walki o mistrzostwo Polski. Swój akces może potwierdzić już w środę, kiedy przyjeżdża do Warszawy i zmierzy się z Legią. Wiosną pokonała mistrzów Polski 3:1. - Gramy o mistrzostwo! - zadeklarował szczęśliwy Bartłomiej Drągowski. Zawodnicy Kolejorza znaleźli na niego sposób tylko raz, choć bramka nie powinna zostać uznana, bo jej zdobywca, Dawid Kownacki, był na wyraźnej pozycji spalonej. Jagiellonia się jednak otrząsnęła i na gola strzelonego przez Lecha, odpowiedziała trzema. Dwukrotnie trafił Patryk Tuszyński, a wisienką na torcie było uderzenie Macieja Gajosa z rzutu wolnego. 

CZERWONA LEGIA, NIEMOC ŚLĄSKA TRWA
Mistrzowie Polski dostali od losu (i Jagiellonii) szansę na powrót na pozycję lidera. Warunek był jeden - wygrana we Wrocławiu. Nie udało się jednak przywieźć do Warszawy trzech punktów, na które Legia po prostu nie zasłużyła. W ciągu 90 minut oddała jeden celny strzał, po którym Tomasz Jodłowiec pokonał Mariusza Pawełka. Była to 100. bramka zdobyta przez legionistów w tym sezonie, licząc wszystkie rozgrywki. Gol strzelony nieprawidłowo, bo Orlando Sa faulował próbującego interweniować Piotra Celebana, dzięki nieczystemu zagraniu obrońca Śląska nie dotknął piłki, a ta trafiła do Jodłowca.

Wyniki na żywo i najładniejsze bramki z T-Mobile Ekstraklasy!
Chcecie śledzić na żywo wyniki meczów z T-Mobile Ekstraklasy i oglądać najładniejsze bramki? Na tych smartfonach możecie to zrobić:

Bliżsi wygranej byli gospodarze. Gola strzelili już w 6. minucie, kiedy Flavio Paixao pokonał Duszana Kuciaka. Po czerwonej kartce dla Tomasza Brzyskiego powinni jednak zaatakować odważniej. Nie zrobili tego, a Kuciakowi zagrozili dopiero w końcówce. Słowak pewnie obronił trzy strzały z dystansu.

Remis oznacza, że Tadeusz Pawłowski wciąż nie pokonał Henninga Berga, a w tym sezonie próbował już pięć razy, trzykrotnie w lidze, dwukrotnie w Pucharze Polski. Bilans: trzy remisy (wszystkie 1:1) i dwie przegrane (3:4 i 1:3).

WIELKI POWRÓT CENTARSKIEGO
Z kontuzją walczył od początku sezonu, stracił pół roku, ale w końcu wrócił na boisko, od razu z przytupem. Trener Jacek Zieliński odważnie postawił na Mateusza Cetnarskiego w meczu z Górnikiem Łęczna (3:0). Pomocnik wystąpił w podstawowym składzie po raz pierwszy od ośmiu miesięcy. Odpłacił się szkoleniowcowi w najlepszy z możliwych sposobów - strzelił dwa gole. Pasy oddaliły się od strefy spadkowej, odzyskały spokój. Cetnarski mógł triumfować.

Bilans Zielińskiego na ławce trenerskiej Cracovii jest imponujący: cztery mecze, trzy wygrane i remis, 10 zdobytych bramek, dwie stracone. - Coś w nas się zapaliło wraz z przyjściem nowego trenera - stwierdził Cetnarski. - Niech nadal płonie - dodał zawodnik. Krakowska drużyna totalnie zdominowała Górnika. Gracze Jurija Szatałowa byli bezradni, dostali najmniejszy wymiar kary z możliwych, bo Cracovia powinna wygrać to spotkanie dużo wyżej. Górnik Łęczna coraz poważniej musi obawiać się o swój ligowy byt.

BARRIENTOS, CZYLI STADIONY ŚWIATA
Warto było poczekać na drugą połowę meczu Lechia - Wisła, bo to była naprawdę wielka gra, a bramki zdobywane przez Wiślaków, przedniej urody. Strzelanie zaczęli jednak gospodarze, a konkretnie Maciej Makuszewski, który pokonał Michała Buchalika. Potem do roboty wziął się Rafał Boguski, przeżywający ostatnio drugą młodość. Napastnik Białej Gwiazdy wykorzystał dobre dośrodkowanie Bobana Jovicia, główkował, a piłka idealnie wpadła do bramki, Łukasz Budziłek był bez szans na skuteczną interwencję. 30-letni zawodnik Wisły miał też udział przy fantastycznym trafieniu Jeana Barrientosa. Urugwajczyk dostał podanie od Boguskiego, zrobił zwód i piętą posłał piłkę do bramki Lechii. Zaskoczył tym siebie, rywali, a trener Kazimierz Moskal aż złapał się za głowę.

Lechia nie odpuściła i zdołała wyrównać (Kevin Friesenbichler), ale w końcówce bliżej wygranej byli goście. Biała Gwiazda utrzymała 4. pozycję w tabeli T-Mobile Ekstraklasy, która przy obecnym układzie, daje prawo gry o europejskie puchary.

ZAWISZA WRACA DO GRY
Była świetna seria 8 meczów bez porażki, potem Zawisza się zaciął i nie wygrał czterech kolejnych gier. W 32. kolejce T-Mobile Ekstraklasy przyszło przełamanie. Bydgoszczanie pokonali Koronę Kielce (3:1) i po 242 dniach przebywania na ostatnim miejscu w tabeli, w końcu je opuścili. Do Korony i Górnika Łęczna tracą tylko jeden punkt.

Zawisza rozprawił się z kielczanami bardzo szybko. Błysnął Alvarinho, który w ciągu 10 minut strzelił dwa gole. Drugiego z rzutu karnego, co było epokowym wydarzeniem, bo była to pierwsza "jedenastka" podyktowana na korzyść Zawiszy w tym sezonie. Jeszcze przed przerwą trzecią bramkę dołożył Josip Barisić i było po meczu. W drugiej połowie Korona zaatakowała, ale tylko raz pokonała Grzegorza Sandomierskiego. 

BEŁCHATÓW TONIE
Trudno dziś znaleźć jeden racjonalny argument, który pozwoliłby wierzyć, że PGE GKS Bełchatów utrzyma się w T-Mobile Ekstraklasie. Brunatni czekają na wygraną od 10 meczów, jedyne trzy punkty na wiosnę zgarnęli w 22. kolejce, wygrywając z Wisłą Kraków (3:1). W 32. kolejce po raz kolejny zawiedli. Podbeskidzie nie miało problemów z wygraniem spotkania. Już na początku do bramki Dariusza Treli trafił Bartosz Śpiączka, a na niespełna kwadrans przed końcem wynik spotkania ustalił Dariusz Kołodziej. Górale po raz pierwszy w tym sezonie nie stracili bramki w meczu wyjazdowym. - Zrobiliśmy drugi krok w walce o utrzymanie, w końcu zagraliśmy na zero z tyłu. Szybko się pozbieraliśmy po niepowodzeniu, jakim był brak miejsca w grupie mistrzowskiej. Nasza drużyna ma charakter - podsumował Bartłomiej Konieczny.

GÓRNIK ZNOWU SILNY U SIEBIE
Górnik Zabrze znowu punktuje na własnym boisku. Wciąż w pamięci jest niechlubna seria graczy z Górnego Śląska, którzy przez pół roku nie potrafili wygrać przy własnej publiczności. Powoli jednak odchodzi w zapomnienie, bo ostatnie trzy spotkania przy Roosevelta zakończyły się zwycięstwami Górnika. To ostatnie, z Pogonią (2:0), będzie zapamiętane głównie dzięki urodzie goli strzelanych przez Romana Gergela i Łukasza Madeja.

Słowak swoją bramkę zdobył po 60-metrowym rajdzie, choć trzeba przyznać, że nikt specjalnie mu nie przeszkadzał. - Miałem przed sobą tylko jednego obrońcę Pogoni, a więc ruszyłem na bramkę. Będąc w polu  karnym szukałem kolegów, ale nikogo nie było, to strzeliłem. Wpadło. To chyba mój najładniejszy gol w karierze - powiedział zawodnik.

Pogoń po świetnym początku pracy Czesława Michniewicza (3 wygrane), przegrała trzeci kolejny mecz.

EFIR RATUJE RUCH
Futbol często nie jest sprawiedliwy, o czym na własnej skórze przekonali się piłkarze Ruchu Chorzów. W meczu z Piastem Gliwice byli drużyną lepszą, a zaledwie zremisowali (1:1). Gola, który uratował Niebieskich przed porażką, strzelił Michał Efir. Wcześniej sposób na Matusa Putnockiego znalazł Konstantin Vassiljev, pokonując Słowaka bezpośrednio z rzutu wolnego.

Drużyna prowadzona przez Waldemara Fornalika oddała w tym spotkaniu aż 18 strzałów (przy 5 ze strony Piasta). Dwukrotnie piłka trafiała w poprzeczkę. Raz, po uderzeniu Marka Zieńczuka i fantastycznej interwencji Jakuba Szmatuły, który musnął futbolówkę na tyle, by zbić ją na poprzeczkę. Drugi raz w ostatniej minucie doliczonego czasu, po uderzeniu Michała Helika. 

- Nie możemy biadolić, że nie wygraliśmy tylko musimy zakasać rękawy i grać dalej, bo wyniki są zaskakujące. Tabela naszej grupy przewraca się z kolejki na kolejkę - zauważył kapitan Ruchu, Łukasz Surma.

MICHAL KOSC/REPORTER/East News

Podsumowanie 32. kolejki: Jagiellonia wchodzi do gry o mistrza - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Pięć porażek z rzędu, siedem na 9 meczów – tak wygląda bilans Lecha Poznań. W Kolejorzu panika, kibice przestają chodzić na mecze, nie pomogło zamrożenie premii i pensji. Po porażce w Białymstoku (0:1), drużyna Macieja Skorży spadła na ostatnie miejsce w tabeli. Przełamała się za to Legia, która po pięciu kolejnych spotkaniach bez wygranej rozbiła Ruch w Chorzowie (4:1). Niebywałym wyczynem popisała się Wisła Kraków, która wygrała w Bielsku-Białej aż 6:0.

12 MINUT KTÓRE POPSUŁO CHORZOWSKI JUBILEUSZ

Przez tydzień w Chorzowie pompowano balon. Przyjeżdżała pogrążona w kryzysie Legia, a Niebiescy mieli prestiżowym zwycięstwem uczcić jubileusz 80-lecia stadionu przy Cichej. Wystąpili - po raz pierwszy w historii - w żółtych koszulkach i niebieskich spodenkach, czyli w barwach Górnego Śląska. Ledwie rozpoczęto świętowanie, a przerodziło się w stypę.

To, co zrobiła Legia w 12 minut, zdarza się rzadko. 45 sekunda, Nemanja Nikolić i 0:1. 10 minuta, Stojan Vranjes i 0:2. 80 sekund później Michał Kucharczyk i 0:3. Dzielił i rządził lider klasyfikacji strzelców, który oprócz najszybszego gola strzelonego w tym sezonie, asystował przy dwóch kolejnych. Niebiescy runęli na deski, ale starali się z nich podnieść. Strzelili gola. Po akcji wychowanka Legii, Kamila Mazka, do siatki przyjezdnych trafił Mariusz Stępiński. 

Legia jednak miała mecz pod kontrolą. Wprawdzie Ruch mógł zbliżyć się do legionistów, choćby po strzale innego byłego gracza warszawskiej drużyny, Łukasza Surmy, ale świetnie spisał się Dusan Kuciak. Po przerwie goście dobili gospodarzy, po najładniejszej akcji meczu pierwszego ligowego gola dla Legii strzelił Aleksandar Prijović. Ta wygrana jest dla stołecznych jak dopływ tlenu. Da będącemu na cenzurowanym Henningowi Bergowi trochę czasu, choć niewiele, bo warunek zachowania przez niego posady jest jeden: Legia musi na stałe wrócić na zwycięską ścieżkę.

 KOSZMARNY SEN MISTRZA NIE MA KOŃCA

Jakby prezesi nie zaklinali rzeczywistości. Jakby Maciej Skorża się nie tłumaczył, Lech już przeszedł do historii. W XXI wieku żaden z mistrzów Polski nie wystartował tak źle, jak teraz Kolejorz. Najmniej zdobytych bramek w lidze, 7 porażek, ostatnie miejsce w tabeli i marne widoki na przyszłość, bo nie ma kiedy odpocząć, trzeba rywalizować na trzech frontach.

Siódma w sezonie, a piąta porażka z rzędu, przyszła w Białymstoku. Na Podlasiu nawet żartowano, że jego stolica nie jest już najzimniejszym miastem w Polsce, a właśnie Poznań, po tam zamarzły pensje i premie. To efekt decyzji władz Lecha, które wstrzymały wypłaty zawodnikom przed starciem z Jagą. Niewiele pomogło.

Jagiellonia nastawiła się przede wszystkim na defensywę. – Przez cały tydzień trener Probierz wkładał nam do głów, że nie mamy prawa stracić bramki, a będzie dobrze – opowiadał najlepszy zawodnik na boisku, Jacek Góralski. Plan szkoleniowca Jagi wypalił, bo Bartłomiej Drągowski nie dał się pokonać, a Przemysław Frankowski strzelił gola na wagę trzech punktów. 

KANONADA WISŁY STRĄCIŁA KUBICKIEGO ZE STOŁKA

Obrona Podbeskidzia w meczu z Wisłą istniała tylko teoretycznie. To co wyprawiali gracze Białej Gwiazdy pod bramką Emilijusa Zubasa było nie do pomyślenia na poziomie ekstraklasy. Porażka 0:6 była najniższym wymiarem kary.

Działo się pod Klimczokiem. Dwa gole strzelił Paweł Brożek. Boczny obrońca Łukasz Burliga trafił do bramki przewrotką. Wiślacy oddali aż 12 celnych strzałów na bramkę Podbeskidzia, które drugi raz w historii swoich gier w ekstraklasie doznało tak wysokie porażki. Poprzednio miało to miejsce w Bełchatowie, w 2011 roku.

Mimo wygranej przed tygodniem w Poznaniu (1:0 z Lechem), kompromitacji z Wisłą nie przetrwał Dariusz Kubicki. Trener został zwolniony jeszcze tego samego dnia. Zastąpił go Robert Podoliński, z którym w końcówce poprzedniego sezonu rozstała się Cracovia.

 SZCZĘŚCIE PIASTA, PECH BORYSIUKA

Szczęście sprzyja lepszym, tak mówią, a czasami to powiedzenie się sprawdza. Przynajmniej ostatnio w Gliwcach. Lepiej zaczęła Lechia, przede wszystkim za sprawą najlepszego na boisku Ariela Borysiuka. Defensywny pomocni sprytnie wykonał rzut wolny i pokonał Jakuba Szmatułę. Mógł zrobić to po raz drugi, ale jego atomowy strzał zatrzymał się na słupku. „Drżał jeszcze 10 sekund” – żartowano przy Okrzei.

Piast wziął się do roboty i wyrównał za sprawą swojego najlepszego napastnika, Marina Nespora, który strzelił piątego gola w sezonie. Czech miał udział przy drugiej zdobytej bramce, trącił piłkę po centrze Patrika Mraza, a tę do swojej bramki skierował Rafał Janicki. Nespor nie dotrwał do końca spotkania, bo wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę. Uderzył, jak potem mówił, przypadkowo Janickiego.

Gliwiczanie przez 11 minut musieli bronić wygranej i przy odrobinie szczęścia im się to udało. - Jestem dumny z drużyny. Tym bardziej, że musieliśmy grać w dziesiątkę. Za nami ciężki mecz, z trudnym przeciwnikiem, ale najważniejsze, że zwycięski - mówił trener lidera ekstraklasy, Radoslav Latal. Piast ma 6 punktów przewagi nad Legią, Pogonią i Zagłębiem.

 

Termalica vs Pogoń. fot.Tadeusz Koniarz/REPORTER/East News

PIERWSZA WYGRANA GÓRNIKA

Fatalna passa trwała od 17 maja. W tym czasie Górnik nie wygrał 13 kolejnych meczów w ekstraklasie, ale każda seria kiedyś się kończy. – Tworzymy fajną kapelę, czas by w końcu zagrała – mówił Maciej Korzym i tak się stało. Zabrzanie pokonali Śląsk Wrocław (2:0) i opuścili ostatnie miejsce w tabeli ekstraklasy.

Pierwszego gola strzelił Aleksander Kwiek, drugiego Maciej Korzym i trener Leszek Ojrzyński mógł się w końcu ucieszyć. Gorzej czuła się jego żona, bo mąż opuścił ich 16. rocznicę ślubu. – W domu pojawię się dopiero jutro, mam nadzieję, że mi wybaczy, bo mecz kosztował mnie wiele nerwów – zapowiedział i dał swoim zawodnikom dwa dni wolnego.

W zupełnie innym nastroju był Tadeusz Pawłowski. – Zabrakło nam determinacji, gospodarze przebili nas walką i mądrością. Górnik wygrał zasłużenie, a ja jestem wkurzony. Nie na zawodników, a na wynik – powiedział trener Śląska.

 MŁODE WILKI Z ZAGŁEBIA POKAZAŁY PAZURY

Przez lata akademia szkoląca młodych piłkarzy Zagłębia była bardziej PR-owym tworem, niż dostarczała zawodników do pierwszego zespołu. Teraz to się zmienia. Praca przynosi efekty, jak w przypadku 20-letnie Jarosława Kubickiego, obok Krzysztofa Janusa głównego architekta wygranej z Cracovią (4:2). – Szykujemy jeszcze paru młodzieżowców. Nie są gotowi do gry teraz, ale będą za chwilę – zapowiada trener Piotr Stokowiec.

Świetny występ zanotował wiekowy już, bo 29-letni Krzysztof Janus, w przeszłości gracz Cracovii. W drużynie Pasów uparcie twierdzono, że jest bocznym obrońcą, tam go wystawiano. W Zagłębiu gra na skrzydle i prezentuje się bardzo dobrze. W ostatniej kolejce strzelił gola, przy kolejnym asystował, a przy dwóch pozostałych miał swój udział.

Tak chwalona Cracovia nie wygrała czwartego kolejnego meczu w ekstraklasie, a przegrała drugi z rzędu. W tryby dobrze funkcjonującej maszyny Jacka Zielińskiego dostało się trochę piachu. W Lubinie została przerwana seria 8 meczów bez porażki. – Musimy zareagować, bo niektóre bramki straciliśmy w sposób, w jaki nie powinien nam się przytrafić – stwierdził trener Pasów.

POGOŃ WCIĄŻ NIEPOKONANA

Dwa dni - tyle zajęła Portowcom podróż ze Szczecina do Mielca, bo tam swoje mecze rozgrywa na razie Termalica. Drużyna Czesława Michniewicza prowadziła, a w końcówce straciła dwa punkty. Na siedem minut przed końcem wyrównującą bramkę zdobył Martin Juhar. Kilkanaście minut wcześniej gola dla gości strzelił Adam Frączczak.

– Przejechaliśmy szmat drogi i chcieliśmy wygrać. Po zdobyciu bramki wydawało się, że mamy ten mecz pod kontrolą. Termalica jednak wyrównała i dzielimy się punktami. To sprawiedliwy wynik – powiedział Michniewicz. – Ja wolę trzy razy zremisować, niż raz wygrać i dwa razy przegrać – stwierdził Jarosław Fojut. Portowcy zanotowali 6 remis w tym sezonie, ale nadal są jedynym niepokonanym zespołem w ekstraklasie.

Termalica wygrała poprzednie trzy spotkania w Mielcu. Teraz seria się skończyła, beniaminek po raz pierwszy w podzielił się punktami, z wcześniejszych ośmiu meczów połowę wygrał, a połowę przegrał. – Pogoń to otrzaskany w boju zespół, dlatego szanujemy ten punkt – dodał Piotr Mandrysz, szkoleniowiec Termaliki, w przeszłości wieloletni gracz Portowców.

KORONA BEZRADNA U SIEBIE

Od 49 dni Korona nie potrafi wygrać na własnym boisku. Zaczęła sezon od wygranej z Jagiellonią (3:2), a w kolejnych czterech meczach ugrała ledwie punkt (remis i trzy porażki). – Nie wiem dlaczego nie potrafimy grać na własnych śmieciach – denerwował się bramkarz Zbigniew Małkowski. Przez pierwszy fragment meczu był bezrobotny, bo to gospodarze dłużej byli przy piłce, starali się atakować.

- Taki mieliśmy plan, dać się im wyszumieć, a następnie zaatakować – zdradził pomocnik przyjezdnych Tomasz Nowak. Udało się i to dwa razy. Najpierw Grzegorzowi Boninowi, a następnie Grzegorzowi Piesio. Goście oddali trzy celne strzały i zdobyli dwie bramki. Gospodarze uderzali często, ale zaledwie raz celnie. Przy takiej skuteczności nie da się choćby zremisować spotkania.  – Nie jesteśmy jeszcze zespołem, który może grać otwartą piłkę, lepiej prezentujemy się schowani za podwójną gardą. Do utraty bramki graliśmy przyzwoicie – stwierdził trener Korony, Marcin Brosz.

- Pokazaliśmy, że przy mądrej taktyce możemy z wyjazdów przywozić komplet punktów. Zagraliśmy dobrze, szczególnie w drugiej połowy, mieliśmy wiele okazji do zdobycia bramki. Mogliśmy wygrać wyżej – dodał Jurij Szatałow, szkoleniowiec Górnika.

Podsumowanie 9. kolejki Ekstraklasy - Mistrz na samym dnie - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się