Kiedyś kolejkami cudów nazywano te, w który tylko dobrze poinformowani mogli trafić trzynastkę w zakładach piłkarskich. Dziś takowych nie ma, ale wyniki ostatniej serii gier można nazwać cudami. Lech przegrywa u siebie z Piastem (0:1), tym samym drużyna Radoslava Latala umacnia się na pozycji lidera i będzie nim też i po następnej kolejce. Legia sensacyjnie ulega Koronie (1:2) przy własnej publiczności i spada na 3. miejsce. Działo się...

HISTORYCZNY WYCZYN KORONY

Kielczanie gościli w Warszawie po raz 10. w swojej ekstraklasowej historii. Do minionej niedzieli nie zdobyli przy Łazienkowskiej nawet jednego punktu, mieli komplet porażek. Jednak każda seria kiedyś się kończy. Legia skupiona na walce o Ligę Europy nie doceniła gości. Henning Berg w porównaniu z meczem pucharowym dokonał sześciu zmian w składzie, mimo tego ma na tyle silną drużynę, że nikt nie brał pod uwagę innej możliwości, niż wygrana wicemistrzów kraju. Stało się inaczej. Złocisto-krwiści szybko zaskoczyli gospodarzy, bo Przemysław Trytko już w 2. minucie strzelił gola. Legioniści musieli radzić sobie z nieoczekiwanym problemem. Korona ani myślała się poddać, skupiła na defensywie i radziła sobie przynajmniej dobrze. Legia wyrównała po przerwie, za sprawą Nemanji Nikolicia, który najpierw wywalczył rzut karny, a następnie go wykorzystał. Wydawało się, że wszystko wraca do normy, bo legioniści stwarzali kolejne okazje do strzelenia gola. Korona obudziła się w doliczonym czasie. Michał Przybyła przepchnął Jakuba Rzeźniczaka, zabrał mu piłkę i pokonał Dusana Kuciaka. Była trzecia minuta doliczonego czasu, już ostatnia, a słabo sędziujący ten mecz Piotr Lasyk, gwizdnął po raz ostatni. - Dawid pokonał Goliata - triumfował Marcin Brosz. - Nie zasłużyliśmy na wygraną - kajał się Berg. Wicemistrz Polski po dobrym początku (trzy wygrane z rzędu), w kolejnych trzech grach ugrał zaledwie punkt.

SZMATUŁA ZATRZYMAŁ LECHA

Po pokonaniu Legii u siebie (2:1), wyjazd do Poznania był dla Piasta chwilą prawdy. Egzamin został zdany celująco. Gliwiczanie mieli w bramce Jakuba Szmatułę, który fantastycznie interweniował w dwóch sytuacjach, następnie sami wyprowadzili decydujący cios. Zagranie Adriana Pietrowskiego wzdłuż bramki Lecha wykorzystał Kamil Vacek i szykowała się kolejna niespodzianka. Po przerwie Piast grał mądrze i rozsądnie, nie pozwalał Kolejorzowi na zbyt wiele. Kiedy była taka potrzeba, dobrze interweniował Szmatuła. Kolejna niespodzianka stała się faktem, wygrana przy Bułgarskiej potwierdziła, że drużyna Radoslava Latala świetnie przepracowała okres przygotowawczy i przynajmniej w tym momencie jest groźna dla najlepszych.

Z kolei w Poznaniu stypa. Sześć kolejek, ledwie cztery punkty, już cztery porażki, w tym dwie przy własnej publiczności. - Trzeba ratować ligę - apelował trener Maciej Skorża. Kolejorz ma już praktycznie pewny awans do fazy grupowej Ligi Europy, teraz będzie mógł skupić się na ekstraklasie, bo zajmuje dopiero 14. miejsce. Nawet w najczarniejszych snach nie można było przewidzieć takiego scenariusza.

MŁODZIEŻ NAPĘDZA RUCH

Dwie kolejne wygrane Termaliki pozwalały myśleć, że zespół spod Tarnowa okrzepł już nieco w ekstraklasie i zacznie punktować też na wyjazdach. Marzenia o tym wybili mu z głowy gracze Niebieskich. Co najbardziej może cieszyć, prym w grze chorzowian wiedli ci najmłodsi zawodnicy, przede wszystkim Kamil Mazek i Patryk Lipski. Pierwszy, to skrzydłowy, wychowanek Legii, sprowadzony przed sezonem. Drugi nauczył się grać w piłkę w Salosie Szczecin, a ostatnio grał w rezerwach Ruchu. Teraz dostał szansę i od początku sezonu rządzi w ofensywie niebieskich.

Mazek najpierw wypracował gola Eduardsowi Visnakovsowi (grał ostatni mecz, będzie piłkarzem belgijskiego Westerlo). Wyrównał Wojciech Kędziora, ale reakcja gospodarzy była szybka. Cudownie uderzył Lipski, tak, że Sebastian Nowak mógł tylko popatrzeć, jak piłka wpada do jego bramki.

Ruch był zdecydowanie lepszy, ale swoją przewagę potwierdził dopiero w końcówce meczu. Rezerwowy Roland Gigołajew strzelił trzeciego gola, ale ten mecz będzie wspominał jak najgorszy koszmar. Przebywał na boisku tylko cztery minuty, bo wdał się w bijatykę z Sebastianem Ziajką i obaj dostali po czerwonej kartce. Najgorsze było jeszcze przed nim. Nad ranem jadąc samochodem po pijanemu (1,3 promila) spowodował wypadek. Czeka go proces karny, odebrano mu prawo jazdy i został zawieszony. Wracając na boisko, wynik meczu ustalił kolejny rezerwowy, Artur Lenartowski.

GÓRNIK RATUJE REMIS, NOWI NA PLUS

Fatalny początek Górnika Zabrze sprawił, że w ostatnim tygodniu to zabrzanie byli najaktywniejsi na rynku transferowym. Sprowadzono Aleksandra Kwieka, Macieja Korzyma i Michała Janotę, ale oni usiedli na ławce rezerwowych. W meczu z Zagłębiem zanosiło się na kolejny kataklizm w drużynie Leszka Ojrzyńskiego. Nie pomogła zmiana bramkarza, bo Grzegorz Kasprzik, który zastąpił Sebastiana Przyrowskiego, źle interweniował przy mocnym uderzeniu Jakuba Tosika w środek jego bramki. Kiedy Djordje Czotra podwyższył na 2:0, a Górnik wciąż grał beznadziejnie, wynik wydawał się być przesądzony.

Można to nazwać minimalizmem Miedziowych, można charakterem Górnika. Jeszcze przed przerwą Ojrzyński dokonał dwóch zmian, na murawie pojawili się Korzym i Kwiek. Drugą część gry zabrzanie rozpoczęli zupełnie inaczej. Ich bohaterem (po raz kolejny) został Erik Grendel. Najpierw asystował przy golu Radosława Sobolewskiego, następnie wykorzystał rzut karny. Górnik uratował więc punkt, który praktycznie nic mu nie daje, ale z psychologicznego punktu widzenia, może być bardzo istotny.

MECZ POMYŁEK W SZCZECINIE, DUET NIEPOKONANYCH

W Szczecinie spotkały się niepokonane dotychczas w ekstraklasie drużyny Pogoni i Wisły Kraków. I zachowały ten status, choć to marne pocieszenie, bo remisami w lidze daleko się nie zajedzie. Podzieliły się punktami, Portowcy już po raz 4. w tym sezonie, Biała Gwiazda po raz 5. O wyniku meczu zadecydowały dwa rzuty karne, w opinii ekspertów podyktowane niesłusznie. Prowadzenie Wiśle dał Rafael Crivellaro już w 18 minucie, wyrównał w ten sam sposób Adam Frączczak na 10 minut przed końcem. Brak zwycięstw uderza w trenera Białej Gwiazdy, Kazimierza Moskala, którego posada jest coraz bardziej zagrożona.

PAZERNY PAIXAO I PARSZYWA POPRZECZKA

Często jeśli za bardzo się chce, drużyna więcej na tym traci, niż zyskuje. Flavio Paixao dobrze zaczął mecz Śląska z Podbeskidziem. Asystował przy golu strzelonym przez Roberta Picha i wydawało się, że Portugalczyk poprowadzi ekipę z Dolnego Śląska do trzeciej wygranej w tym sezonie. Opinii tej nie zmieniła bramka wyrównująca, zdobyta przez Marka Sokołowskiego z rzutu karnego, podyktowanego za faul Adama Kokoszki na Robercie Demjanie.

Bo to wrocławianie nacierali, ale Emilijus Zubas bronił dobrze, ale przede wszystkim szczęśliwie. Trzykrotnie ratowała go poprzeczka, po strzałach Krzysztofa Danielewicza, Kamila Bilińskiego i Dudu Paraiby. Jak powszechnie wiadomo, szczęściu trzeba dopomóc i tak zrobił Litwin. Choć gromy spadły właśnie na Paixao. Miał wymarzoną okazję do zdobycia zwycięskiej bramki, kiedy Frank Adu Kwame sfaulował go w polu karnym. Portugalczyk nikomu nie chciał oddać piłki, sam wymierzał sprawiedliwość. Problem w tym, że nieudolnie i Zubas obronił jego uderzenie.

LECHIA NA PRZEŁAMANIE, ANONIMOWY BOHATER

W pierwszych czterech kolejkach ligowych był poza kadrą gdańskiej drużyny. Szansę dostał dopiero w meczu z Wisłą (3:3) i zdobył bramkę. W nagrodę trener Jerzy Brzęczek dał mu zagrać w podstawowym składzie przeciwko Górnikowi Łęczna i to był strzał w dziesiątkę. Lukas Haraslin, Słowak, który do Lechii trafił po bankructwie FC Parma, został bohaterem starcia z drużyną z Lubelszczyzny. Dwukrotnie umieścił piłkę w bramce rywali, a po meczu triumfował: - Strzelanie goli to moja robota - powiedział 19-latek.

Górnikowi mecz położył bramkarz, Sergiusz Prusak. Już w 7. minucie bezsensownie wybiegł poza pole karne, a kiedy Grzegorz Kuświk próbował go minąć, zagrał ręką. Czerwona kartka, jednego mniej i poprzeczka wisiała bardzo wysoko.  Wprawdzie po pierwszej bramce zdobytej przez Haraslina, drużynie Jurija Szatałowa udało się odpowiedzieć trafieniem Grzegorza Piesia, ale po przerwie Słowak dołożył drugie trafienie, a w doliczonym czasie Stojan Vranjes ustalił wynik meczu wykorzystując rzut karny. Tym samym Lechia odbiła się nieco od dna, wygrała pierwsze spotkanie w tym sezonie.

W KRAKOWIE MECZ PIĘKNYCH GOLI

Przy Kałuży w Krakowie obejrzeliśmy kawał dobrego futbolu. Wisienkami na torcie były bramki zdobywane przez Konstantina Vassilijewa i Marcina Budzińskiego. Najpierw przymierzył Estończyk, idealnie, mocno, w okienko bramki Krzysztofa Pilarza, golkiper gospodarzy nie zdążył nawet zareagować, a piłka wpadła do jego bramki.

Minęły cztery minuty i mieliśmy remis. Tym razem huknął Budziński, podobnie, jak Vassiliev, nie do obrony. Bartłomiej Drągowski wprawdzie rzucił się w kierunku piłki, ale nie miał szans jej sięgnąć. To był mecz przepięknych goli, ale z wynikiem rozczarowujących obie drużyny. Każda z nich chciała sięgnąć po pełną pulę, a więc w obliczu remisu, schodziła z boiska niezadowolona.

Wszystko wskazuje na to, że mecz w Krakowie był ostatnim w barwach Jagiellonii w wykonaniu Macieja Gajosa. Rozgrywający wkrótce ma zostać piłkarzem Lecha. Jeśli dojdzie do finalizacji transferu, będzie czwartym podstawowym graczem, który opuszcza Podlasie. Najpierw do Legii poszedł Michał Pazdan, potem Nika Dzalamidze i Patryk Tuszyński trafili do Turcji, a teraz Gajos obiera kierunek Poznań.

Fot. Przemysław Szyszka / SE / EAST NEWS

Piast umacnia się na pozycji lidera - podsumowanie 6. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Górnik rozprawił się z Widzewem na jego terenie (3:0), mistrzowie Polski sensacyjnie przegrali w Chorzowie (1:2) i mamy zmianę lidera. Na dwa tygodnie, a może dłużej, 1. miejsce w tabeli zajęli podopieczni trenera Adama Nawałki, wyprzedzając o jeden punkt drużynę prowadzoną przez Jana Urbana. Teraz czas na mecz reprezentacji Polski z Danią i spotkania 1/16 finału Pucharu Polski. T-Mobile Ekstraklasa wraca 23 sierpnia.

SURMA JAK WINO
Przez pięć lat Łukasz Surma był piłkarzem Legii, do której trafił w 2002 roku z Ruchu Chorzów. Szybko został kapitanem, w 2006 roku świętował mistrzostwo Polski, a rok później rozstano się z nim bez żalu. U schyłku kariery 36-letni obecnie pomocnik wrócił na Cichą i rozegrał jedno z najlepszych spotkań w ostatnich latach. Najpierw zacentrował do Grzegorza Kuświka, który pokonał Duszana Kuciaka. Następnie już sam, pięknym, choć sytuacyjnym i przypadkowym strzałem, podwyższył prowadzenie Niebieskich w meczu z mistrzami Polski. Oczywiście, nie byłoby pochwał i trzech punktów, gdyby nie świetna postawa w bramce Krzysztofa Kamińskiego, ale kto o tym będzie pamiętał choćby za tydzień. Surma spotkał się na boisku ze swoim przyjacielem, Markiem Saganowskim. Kiedyś wspólnie trzymali szatnię w Legii, teraz byli po dwóch stronach barykady. - Markowi życzę z całego serca awansu do Ligi Mistrzów - powiedział Surma.

Piłkarze Ruchu: To wyjątkowe zwycięstwo i jedna z lepszych chwil dla tego klubu - zobacz film!



NIESKUTECZNA LEGIA
Mistrzowie Polski w Chorzowie oddali 10 celnych strzałów na bramkę Krzysztofa Kamińskiego. W poprzednich trzech spotkaniach zdobyli komplet punktów strzelając rywalom 12 goli. Potrzebowali do tego odpowiednio: 7 celnych strzałów (5:1 z Widzewem), 9 (3:0 z Pogonią) i również 9 (4:0 z Podbeskidziem). W 4. kolejce T-Mobile Ekstraklasy pudłowali na potęgę, a prym wiódł Jakub Kosecki. Do siatki Ruchu trafił jedynie Marek Saganowski, dla którego była to 95. bramka w najwyższej klasie rozgrywkowej.

NAJPIĘKNIEJSZA AKCJA
Paweł Buzała piętą do Daisuke Matsuiego. Ten przyjmuje piłkę i odgrywa, także piętą, do Buzały. Napastnik Lechii za długo nie myśli. Uderza prostym podbiciem ile ma sił. Piłka wpada do bramki Cracovii - zobaczcie to!. To bez wątpienia była najpiękniejsza akcja 4. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Wszyscy ją doceniamy, bo rzadko oglądamy takie popisy techniczne w wykonaniu zawodników polskich drużyn. Z miejsca ekipę Michała Probierza obwołano kandydatem do miejsca medalowego w polskiej lidze. Prawdziwy test czeka ją jednak w najbliższej serii gier: Matsui i spółka zawitają na Łazienkowską w Warszawie. Zagrają z Legią, która będzie po 1. meczu, ale przed rewanżem w fazie play-off eliminacji Ligi Mistrzów.

MASZYNA NAWAŁKI
Górnik wdrapał się na szczyt T-Mobile Ekstraklasy. Podobnie, jak przed rokiem, bardzo dobrze rozpoczął piłkarską jesień. 3:0 z Widzewem w Łodzi było bezdyskusyjną wygraną. Maszyna smarowana przez Adama Nawałkę rozkręca się z kolejki na kolejkę. Ma indywidualności, które w zależności od meczu, potrafią przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Górników. Po remisie z Wisłą w Krakowie (0:0), przyszły trzy kolejne wygrane: z Podbeskidziem (2:1), Piastem Gliwice (2:1) i wspomniana z Widzewem.

Trener Nawałka: To nie był mecz lekki, łatwy i przyjemny - zobacz film!


FUTBOLOWE JAJA PHIBELA
W poprzednim sezonie trzymał obronę Widzewa w ryzach. Przed obecnym nie ukrywał, ze chce odejść. Sam zgłaszał się do Legii, potem mówiło się o Crystal Palace, ale ostatecznie został przy Alei Piłsudskiego w Łodzi. W ostatniej kolejce walnie przyczynił się do ... porażki swojego zespołu. Chciał podać do Macieja Mielcarza, ale zrobił to tak źle i mocno, że nie dał swojemu kapitanowi szansy na skuteczną interwencję. Piłka wpadła do bramki Widzewa obok zdezorientowanego golkipera. Francuz machał rękami, nie chciał przyznać się do błędu, ale film z tego nagrania powinien od teraz pełnić rolę instruktażową w temacie: jak nie podawać do własnego bramkarza. A Phibel pojechał z nadzieją na testy do ukraińskiego Metalista Charków.

Phibel: Popełniłem błąd i jest mi smutno, ale w futbolu nie myli się tylko ten, który nic nie robi - zobacz film!

MAXI KAZ
Bohaterowie z Brugge, czyli piłkarze Śląska Wrocław, długo dostawali lekcję futbolu od Pogoni Szczecin. Przegrywali już 0:2, ale obudził się Przemysław Kaźmierczak. Na niespełna kwadrans przed końcem meczu strzelił pięknego gola, przewrotką, po zagraniu Waldemara Soboty. W 87. minucie popisał się mądrą asystą do Tomasza Hołoty, który uratował jeden punkt 3. drużynie poprzedniego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. I jak najbardziej zasłużenie Kaźmierczak dostał zaproszenie od Waldemara Fornalika na zgrupowanie reprezentacji Polski.

REHABILITACJA TRELI
Dariusz Trela wrócił do bramki Piasta Gliwice po kontuzji, wystąpił po raz pierwszy w obecnym sezonie. Potrzebował 25 minut, by zawalić bramkę dla Zawiszy. Tak niefortunnie odbił piłkę, że ta trafiła do Bernardo Vasconcelosa, a były król strzelców ligi cypryjskiej z linii bramowej wepchnął ją do siatki. Trela w pełni zrehabilitował się za to zagranie w końcówce spotkania. Obronił rzut karny egzekwowany przez Pawła Abbotta. - Wcześniej wybrałem sobie róg, w który się rzucę. I udało się odbić piłkę - opowiadał po spotkaniu Piasta z Zawiszą (1:1).

PRZEBUDZENIE LECHA
Pierwsze zwycięstwo w tym sezonie zanotował Lech Poznań. Po samobójczym trafieniu Pavola Stano i bramce zdobytej przez Vojo Ubiparipa, pokonał Koronę Kielce (2:0). Mariusz Rumak głęboko odetchnął, bo jego drużyna skompromitowała się w Lidze Europy odpadając z litewskim Żalgirisem Wilno (0:1 i 2:1).  Kolejorz poprawił grę, a przede wszystkim skuteczność, co daje nadzieję, że niebawem kryzys zostanie zażegnany. Największym wygranym w zespole z Poznania jest bez wątpienia Ubiparip. Serbski napastnik strzelił już 4 gole (3 w TME, 1 w el. Ligi Europy), jest najskuteczniejszym graczem Lecha, a przecież chciano go oddać lub wypożyczyć za darmo.

Piłkarze Lecha: Przełamanie złej passy znaczy dla nas bardzo wiele - zobacz film!



ZMIANY, KTÓRE NIC NIE DAŁY
Wydarzenia 4. kolejki T-Mobile Ekstraklasy obnażyły decyzje działaczy Korony Kielce i Zagłębia Lubin. Po ostatniej kolejce pracę w pierwszym z tych zespołów stracił Leszek Ojrzyński. Efekt, nieskuteczna i mizerna gra w Poznaniu oraz porażka. Dwa tygodnie temu osoby decyzyjne w Zagłębiu Lubin pożegnały Pavla Hapala. Efekt? Dwa remisu 0:0 pod wodzą Adama Buczka. O ile ten z poprzedniej serii gier, z Lechem, można uznać za niezły wynik, to ten z 4. kolejki, czyli 0:0 w Bielsku-Białej z Podbeskidziem, już nie. Zresztą mniejsza o wynik, chodzi o grę. Ten mecz był zdecydowanie najgorszym spośród 32 rozegranych w sezonie 2013/14.

Górnik liderem, nieskuteczna Legia - podsumowanie 4. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Choć przy pustych trybunach, to w Warszawie emocji nie zabrakło. Mecz kolejki dwóch odwiecznych rywali, Legii z Wisłą, tym razem na remis. Tyle, że te niedzielne 2:2 jest dla gości jak wygrana, a dla mistrzów Polski powód do wstydu. Legioniści prowadzili 2:0, grali z przewagą jednego zawodnika, a mimo tego dali sobie wydrzeć dwa punkty. W Chorzowie dobiegła świetna passa Ruchu, który po 6 kolejnych wygranych, przegrał u siebie z Piastem (0:2).

WISŁA ZNACZY STILIĆ, A LEGIA ZNACZY KOMPROMITACJA
Gdyby w przerwie meczu Legia - Wisła ktoś publicznie powiedział, że mistrzowie Polski nie wygrają tego meczu, zostałby uznany za niepoczytalnego. Legioniści świetnie dowodzeni przez Miroslava Radovicia i Ondreja Dudę prowadzili 2:0, mogli wyżej, a Biała Gwiazda od 27. minuty grała w „10” po czerwonej kartce Arkadiusza Głowackiego. W drugiej części gry sprawę w swoje ręce (a właściwie nogi) wziął Semir Stilić. Bośniak zaczął rządzić na murawie. Najpierw kapitalnie ograł Tomasza Jodłowca, wyłożył piłkę Donaldowi Guerrierowi, a ten pokonał Duszana Kuciaka. Następnie fantastycznie uderzył z rzutu wolnego (30 metrów od bramki Legii), piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. - Pokazaliśmy charakter - cieszył się Stilić. - Brak zwycięstwa to skandal - nie miał wątpliwości Radović.

URODZINOWY PREZENT MOŻDŻENIA
Lech w meczu z Podbeskidziem szedł drogą: niebo, piekło, niebo. Prowadził po rzucie karnym wykorzystanym przez Huberta Wołąkiewicza. Kiedy fantastycznym uderzeniem z ponad 30 metrów wyrównał Przemysław Pietruszka, a Górale stwarzali kolejne okazje do zdobycia bramki, wszystko wskazywało na to, że przy Bułgarskiej dojdzie do sensacji. I wtedy sędzia podyktował rzut wolny tuż przed polem karnym Podbeskidzia. Mateusz Możdżeń sprytnie odsunął piłkę dwa metry, żeby było łatwiej, uderzył idealnie, nad murem. Była 6. minuta doliczonego czasu gry, obchodzący tego dnia 23. urodziny dał Kolejorzowi trzy punkty. Załamany na ławce rezerwowych Mariusz Rumak wyskoczył jak z procy. Pędził do jubilata z taką szybkością, że Usain Bolt miałby problem z wyprzedzeniem go.

MISTRZ I UCZEŃ NA REMIS
Przed laty Orest Lenczyk i Tadeusz Pawłowski stanowili o sile Śląska Wocław. Pawłowski przez 12 lat grał w tym klubie, jest jego legendą i najlepszym strzelcem w historii. W latach 1979-80 prowadził go Lenczyk, uczynił z Pawłowskiego kapitana drużyny. W niedzielę spotkali się jako trenerzy w derbach Dolnego Śląska. Stawka była wysoka. Śląsk musiał wygrać jeśli jeszcze marzył o walce o miejsce w grupie mistrzowskiej. Zagłębie tak samo, ale cel ma inny, wywalczyć sobie jak największą przewagę nad Widzewem i Podbeskidziem. Skończyło się, jak w takich przypadkach najczęściej bywa, remisem, który nikogo nie urządza. Śląsk ma 7 punktów straty do 8. miejsca na 12 możliwych do zdobycia. Zagłębie zaledwie dwa "oczka" przewagi nad Góralami.

KONIEC SERII KOCIANA, PRZEŁAMANIE PIASTA
To właśnie piękno T-Mobile Ekstraklasy. Niby wszystko powinno być proste. Gra Ruch z Piastem, u siebie. Niebiescy - 6 kolejnych wygranych. Piastunki - 7 meczów bez zwycięstwa, na wiosnę tylko dwa punkty. Wynik 2:0 dla gości. Co więcej, w pełni zasłużony. Bohaterem został Wojciech Kędziora, który strzelił gola i asystował przy bramce zdobytej przez Łukasza Hanzela. Zakończył fantastyczną serię Jana Kociana i jego drużyny. Wylał wiadro zimnej wody na rozgrzane głowy kibiców ze stadionu przy ulicy Cichej. Z kolei Marcin Brosz i jego drużyna złapali głębszy oddech. W najbliższy poniedziałek kolejne wyzwanie: przy Okrzei zamelduje się mistrz Polski, Legia Warszawa.

PIERWSZE GOLE VRANJESA, WIDZEW MKNIE DO 1. LIGI
Lechia wygrała pierwszy mecz na swoim stadionie w rundzie wiosennej T-Mobile Ekstraklasy. Zadanie nie było trudne, bo przyjechał fatalny na wyjazdach Widzew. Swoje pierwsze bramki dla Lechii zdobył pozyskany zimą Stojan Vranjes. Bośniak już w pierwszych kolejkach pokazał, że powinien być wzmocnieniem zespołu Michała Probierza.
Natomiast Widzew jest fenomenem na skalę Europy. Nie ma drugiej innej drużyny na Starym Kontynencie, która przegrałaby WSZYSTKIE mecze wyjazdowe w sezonie. Co więcej, widzewiacy po raz ostatni przywieźli wygraną z obcego boiska już półtora roku temu, 20 października 2012 roku (2:1 z Piastem Gliwice). Ostatni punkt zdobyli 30 maja ubiegłego roku, remisując 0:0 w Kielcach. Teraz tylko cud może uratować zasłużony klub przed spadkiem.

DEBIUT WARZYCHY, ROBAK SIĘ ZACIĄŁ
Czy Górnik zobaczył światełko w tunelu? W pewnym sensie tak, choć świeci ono jeszcze niezbyt mocno. W spotkaniu z Pogonią były już przebłyski przyzwoitej gry, przede wszystkim drugi wiosenny punkt, który wprawdzie sytuacji w tabeli nie ratuje, ale pozwala myśleć w miarę pozytywnie. Robert Warzycha, który debiutował w roli trenera Górnika, mógł być umiarkowanie zadowolony.
W przeciwieństwie do Dariusza Wdowczyka. Pogoń zremisowała trzeci mecz z rzędu, odkąd rozbiła u siebie Lecha Poznań (5:1), nie potrafi wygrać meczu, zdobyła jedną bramkę, a Marcin Robak po strzeleniu pięciu goli Kolejorzowi, przez 180 minut nie trafił do siatki rywali.

MINIMALIŚCI Z KIELC
Oglądanie Korony Kielce w rundzie wiosennej jest sporym wyzwaniem. Pięć spotkań, trzy 3 bramki zdobyte, 2 stracone, wygrana, trzy remisy i porażka. Scyzoryki niby walczą o miejsce w grupie mistrzowskiej, ale robią to bez przekonania. Wygrana z Zawiszą pozwoliłaby zbliżyć się do 8. miejsca na jeden punkt. Do 81. minuty wiele wskazywało, że plan się powiedzie. Wziął w łeb po ładnym strzale Sebastiana Ziajki, który uratował remis dla Zawiszy i pozwolił zachować bezpieczną przewagę w tabeli. Choć Lechia pokonując Widzew (2:0) zmniejszyła dystans do dwóch punktów.

Wiślacki charakter - podsumowanie 26. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Legia traci pierwsze punkty w tym sezonie, remisuje po emocjonującym spotkaniu z Wisłą (1:1). Kryzys wciąż trawi Lecha Poznań, który podzielił się punktami z Koroną Kielce (0:0). Cracovia nie zdołała poprawić klubowego rekordu z 1949 roku, kiedy nie przegrała 12 kolejnych meczów. Teraz go wyrównała, a świetną passę przerwał Piast. Lechia cudem wywiozła punkt z Wrocławia.

UPALNY HIT ROZGRZAŁ KIBICÓW

W końcu ktoś postawił się Legii, która po trzech kolejkach miała komplet punktów, 11 zdobytych bramek i ledwie jedną straconą. Hit, klasyk, czy jak inaczej mówiono, na pewno nie zawiódł. 34 stopnie Celsjusza nie wpłynęły na jakość widowiska. Były zmarnowane okazje do strzelenia gola, głównie przez gospodarzy. Michał Kucharczyk z dwóch metrów trafił w słupek, dwa razy przestrzelił Nemanja Nikolić. Rafał Boguski nie wykorzystał rzutu karnego, ale na jego szczęście Donald Guerrier przechytrzył Łukasza Brozia i strzelił wyrównującego gola. Obie drużyny do końca walczyły o wygraną. Obaj trenerzy w pomeczowych wypowiedziach twierdzili, że ich zespoły powinny wygrać. I świetnie, bo to znaczy, że mają ambicję, nie kalkulują. Legia mogła wygrać dwiema bramkami, podobnie Wisła, a skończyło się sprawiedliwym, oddającym przebieg meczu remisem.

PIAST KOŃCZY SERIĘ CRACOVII

Jerzy Pilch, świetny pisarz, kibic Pasów, zwykł mawiać: jeśli Cracovia ma pobić jakiś rekord, to przegra. Cytat ten idealnie pasuje do tego, co stało się w minionej kolejce. Cracovia miała szansę poprawić rekord meczów bez porażki. Miała ich 12, podobnie jak w 1949 roku. Wystarczyło ograć u siebie Piasta.

I wszystko zaczęło się zgodnie z planem. Gol strzelony przez Boubacara Dialibę pozwalał zejść na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem. Tyle, że gracze Jacka Zielińskiego spóźnili się na drugą połowę. Znaczy wyszli, ale tak jakby ich nie było. W trzy minuty, po fantastycznych akcjach, Piast prowadził. Najpierw po kilku podaniach z pierwszej piłki, do bramki trafił Patrik Mraz. Następnie dobrą centrę Heberta idealnie wykończył Martin Nespor. Bez przypadku, bo Piast był w tym spotkaniu drużyną lepszą. I jakby to dziwnie nie brzmiało, w sobotę zagra u siebie z Legią o pozycję lidera.

HISTORYCZNY GOL NIECIECZY W MIELCU

Pavol Stano. Słowacja. Lat 38, obrońca, pomocnik, napastnik - jak kto woli. Piłkarz z last minute, który gdzie nie trafi, tam staje się ważnym zawodnikiem. Tym razem wybór padł na Termalikę Bruk-Bet Nieciecza. Beniaminek ekstraklasy wystartował słabo. Trzy mecze, trzy porażki, w każdym o wiele słabszy od rywala. Te spotkania grał na wyjeździe, w końcu przyszedł czas na mecz 'u siebie'. Znaczy w Mielcu, gdzie do czasu zakończenia przebudowy stadionu w Niecieczy będzie grać jako gospodarz.

I beniaminek pokazał pazurki. Wprawdzie strzelił tylko jednego gola, a jakże za sprawą Stano, ale na trzy punkty zasłużył w pełni. Szczególnie w pierwszej połowie, kiedy zdominował Zagłębie Lubin, z którym walczył w poprzednim sezonie o awans. - Będę strzelał do czterdziestki - żartował Stano po meczu. Zakontraktowano go cztery dni przed meczem, nawet nie zdążył zbrać swoich rzeczy, dopiero po ograniu Zagłębia po nie pojechał. Z myślą, że to on strzelił tego historycznego gola w przygodzie Termaliki z ekstraklasą.

TRAGEDIA PO POZNAŃSKU

W Lechu biją na alarm i to ze zdwojoną siłą. Tego, co dzieje się tam w ostatnich tygodniach, nie można inaczej nazwać, jak tragedią. Z dwóch powodów. Pierwszy, ten sportowy, to postawa drużyny. Kolejorz w niczym nie przypomina drużyny, która ledwie dwa miesiące wcześniej kroczyła po mistrzostwo Polski. Za nami cztery kolejki, Lech trzykrotnie grał u siebie, a zgromadził jedynie 4 punkty. Drugi wymiar tragedii, to sytuacja kadrowa. Lech pokazuje, że na razie nie umie pogodzić grania w europejskich pucharach i w lidze. Kontuzje eliminują kolejnych podstawowych piłkarzy: ostatnio Barryego Douglasa, Kaspera Hamalainena i Darko Jevitcia. Pierwszy złamał rękę, drugi ma problem z kolanem, trzeciemu staw skokowy pokiereszował Piotr Malarczyk. Na dodatek czerwoną kartkę dostał Dariusz Duda. Na dziś Lech traci do Legii już 6 punktów, za bardzo nie ma kim grać, a przed nim kluczowe spotkania z Videotonem o fazę grupową Ligi Europy.
Korona? Jechała do Poznania jak na ścięcie, a wywiozła cenny punkt. Nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się tak dobrego startu złocisto-krwistych.

GRZELCZAK SHOW, DRUGA WYGRANA JAGIELLONII

W Zabrzu robi się nieciekawie. Cztery mecze, jeden remis, trzy porażki, zero punktów, bo Górnik zaczynał sezon z ujemnym punktem za niespełnienie wymogów licencyjnych. W starciu z Jagiellonią niewiele miał do powiedzenia. Drużyna z Podlasia szybko ustawiła sobie mecz. Najpierw huknął Konstantin Vassiljev, potem poprawił Piotr Grzelczak. Ta dwójka dobrze współpracowała, bo jeden asystował drugiemu. Wprawdzie Łukasz Madej, wykorzystując niezdecydowanie Bartłomieja Drągowskiego, dał nadzieję miejscowym, ale szybko zareagował Maciej Gajos. Zdobył bramkę bezpośrednio z rzutu wolnego, którą dziś ciężko zobaczyć. Awaria łącz spowodowała, że gol nie został zarejestrowany. Można jedynie obejrzeć amatorskie nagranie z telefonu komórkowego.

OSZUST MURAYAMA I SŁUPKI PORTOWCÓW

Działo się w Szczecinie i to dużo. Pogoń, od początku meczu z Górnikiem Łęczna, dyktowała warunki. Była lepsza, atakowała, ale nie umiała znaleźć sposobu na Sergiusza Prusaka. Znaczy raz znalazła, ale skończyło się małym skandalem.

Takuya Murayama postanowił przypomnieć Diego Maradonę i jego rękę Boga, zamiast zgrać sobie piłkę głową, a miał taką możliwość, postanowił zabawić się w kłamczuszka. Sprytnie zagrał ręką, minął bramkarza i strzelił gola. Sędzia Mariusz Złotek go uznał, Japończyk biegał szczęśliwy, ale po konsultacjach, zmienił decyzję. Ukarał zawodnika gospodarzy żółtą kartką.

Murayama swoim zachowaniem raczej nie zyskał sympatyków. Kłócił się, protestował, przekonywał, że zdobył prawidłową bramkę, co telewizyjne powtórki obnażyły. Wściekł się trener Czesław Michniewicz, który obiecał, że "porozmawia z zawodnikiem by takie sytuacje nie miały miejsca". Murayama wydał nawet specjalne oświadczenie, w którym przeprosił za swoje zachowanie, ale brzydki zapach po nim pozostanie jeszcze długo. Pogoń bez jego ręki powinna wygrać, ale Łukasz Zwoliński i Takafumi Akahosi obijali słupek bramki Prusaka. - Nie narzekam na skuteczność, ale wciąż zdarzają mi się słupki i poprzeczki. Brakuje trochę szczęścia - powiedział snajper Portowców, którego kusi Bursaspor z Turcji. W grę wchodzi kwota odstępnego 2 mln euro i 10-krotnie wyższe zarobki. Najbliższe dni rozstrzygną, czy Zwoliński zdecyduje się na wyjazd.

BEZRADNA LECHIA, PECHOWY ŚLĄSK

Za nami kolejka zmarnowanych sytuacji do zdobycia gola i spektakularnych pudeł. Na świeczniku znalazł się Michał Kucharczyk z Legii, który z dwóch metrów trafił w słupek, zamiast do bramki. Podobnej sztuki dokonał Robert Pich, także obijając aluminiowy słupek z bliska w sytuacji, której wydawało się, nie można zmarnować. W meczu Śląska z Lechią gospodarze nie potrafili znaleźć sposobu na świetnie broniącego Marko Maricia. Nie przesadzając, Chorwat wypożyczony z Hoffenheim, będzie śnił się ofensywnym graczom Śląska do następnej kolejki. Naprawiał błędy kolegów z defensywy, bronił w sytuacjach, w których nie miał prawa sięgnąć piłki. Posada Jerzego Brzęczka jest coraz bardziej niepewna, dzięki Mariciowi jeszcze nie stracił pracy. Za to we Wrocławiu ogromny niedosyt. Drużyna, w przypadku wygranej, mogłaby dołączyć do ligowej czołówki, ale nie potrafiła być skuteczna. Na razie wrocławianie są na 10. miejscu.

MŁODZIEŻ Z RUCHU I PODBESKIDZIA ROZDAJE KARTY

Górale od początku sezonu walczą ze swoimi słabościami, a Dariusz Kubicki szuka optymalnego ustawienia składu. Niebiescy, choć znowu skazywani na spadek, bronią się swoją grą. Ruch i Podbeskidzie kończyły 4. kolejkę ekstraklasy. Cieszy to, że skutecznością błysnęli młodzi piłkarze. Patryk Lipski, który przebojem wdarł się do ligi, na dobrą sprawę mógł kończyć mecz z hat-trickiem. W dwóch sytuacjach przestrzelił, jedną wykorzystał. 21-latek rodem ze Szczecina ma coraz większy wpływ na grę drużyny Waldemara Fornalika.

Chwalimy Lipskiego, ale jego starszy kolega, 24-letni Mateusz Szczepaniak też zasługuje na dobre słowo. Szczególnie za akcję, dzięki której jego drużyna uratowała remis, a on ograł rutyniarza Rafała Grodzickiego. Znakomicie wykorzystał to, że obrońca Ruchu go przytrzymuje, idealnie obrócił się uniemożliwiając rywalowi interwencję i pokonał Matusa Putnockiego. Szczepaniak już kilka lat temu był sporym talentem. Jako 17-latek wyjechał do Auxerre, tam grywał jedynie w rezerwach (16 meczów, 2 gole), po powrocie do Polski próbował sił w Zagłębiu, Polkowicach i Miedzi Legnica. Teraz zakotwiczył pod Klimczokiem.

fot. Darek Nowak/REPORTER

Hit na remis, kryzys Lecha trwa ­- podsumowanie 4. kolejki Ekstraklasy - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się