Cztery gole Arkadiusza Piecha i PGE GKS zostaje w grze o utrzymanie. Presję bycia liderem wytrzymuje Lech Poznań, tym razem pokonał Lechię (2:1) na jej terenie i utrzymał punkt przewagi nad Legią (1:0 w Szczecinie z Pogonią). Podium uzupełnia Jagiellonia, która wygrała wydawałoby się przegrany mecz z Wisłą (2:1). Na ostatnim miejscu znowu Zawisza.

BRAMKARZE RATUJĄ KOLEJORZA
Konia z rzędem temu, kto oglądając mecz Lechii z Lechem wierzył w emocjonującą końcówkę. Kolejorz kontrolował spotkanie, strzelił jednego, potem drugiego gola i wydawało się, że nic złego nie może mu się przytrafić. Lechia atakowała, ale świetnie bronił Jasmin Burić. Problem w tym, że znowu doznał kontuzji, a zastąpić go musiał Maciej Gostomski. Ten, którego w Poznaniu okrzyknięto winowajcą przegranego Pucharu Polski (1:2 z Legią). Na dodatek w rolę sabotażysty wcielił się Dariusz Formella, który ręką zatrzymał piłkę lecącą do bramki i dostał czerwoną kartkę. Rzut karny wykorzystał Stojan Vranjes, a gospodarze (choć był już doliczony czas), rzucili się gościom do gardeł. Gostomski tym razem został bohaterem. To, w jaki sposób obronił strzał Antonio Colaka, pozostanie jego tajemnicą. Ta piłka była już w bramce, a bramkarz Lecha zdołał ją sięgnąć i zbić na słupek. – Był taki kocioł, że za dużo nie pamiętam. Odbiłem ją i patrzyłem jak się kręci. Na szczęście nie wpadła do bramki. Tylko nie mówcie, że jestem bohaterem, bo od razu ładuję w czapę – zapowiedział Gostomski.

Najładniejsze bramki oglądaj na swoim smartfonie!
Gdziekolwiek jesteś i kiedy chcesz! Najładniejsze bramki z T-Mobile Ekstraklasy możesz obejrzeć na ekranie swojego telefonu. Co polecamy? 

ORLANDO SA UTRZYMUJE LEGIĘ W GRZE
Pogoń długo stawiała się Legii, do przerwy była nawet może odrobinę lepsza, ale w końcu padła pod naporem piłkarzy walczących o trzecie mistrzostwo Polski z rzędu. Świetny mecz rozgrywał Dawid Kudła, bramkarz Portowców. Dwa razy, po strzałach Tomasza Brzyskiego i Tomasza Jodłowca, pomagała mu poprzeczka. Potem trzykrotnie powstrzymał Orlando Sa. W końcu skapitulował, choć zawalili koledzy. Najpierw nie powstrzymali Ondreja Dudy, który wykonał slalom pomiędzy obrońcami ze Szczecina. Przy ostatnim zwodzie za daleko wypuścił sobie piłkę, do której wystartował Kudła. Zawalił jednak Mateusz Matras, niepotrzebnie wykonując wślizg. Kopnął futbolówkę tak niefortunnie, że trafiła pod nogi Orlando Sa. Portugalczyk bez większych problemów strzelił swojego 13. gola w obecnym sezonie T-Mobile Ekstraklasy. Gola, który na 22 godziny pozwolił Legii wrócić na pozycję lidera.

PIORUNUJĄCA KOŃCÓWKA JAGIELLONII
Po pechowej porażce z Legią (0:1, po rzucie karnym w ostatniej minucie), los oddał Jagiellonii to, co zabrał w stolicy. Drużyna Michała Probierza przeciwko Wiśle grała źle. Niewiele jej się udawało, a na dodatek straciła bramkę po uderzeniu Macieja Jankowskiego. Biała Gwiazda miała okazję na podwyższenie rezultatu, ale jej nie wykorzystała. I nagle wszystko się odmieniło. Drużynę gospodarzy, wspieraną przez 16,5 tys. kibiców świętujących 95-lecie powstania klubu, rozruszał rezerwowy Nika Dzalamidze. Najpierw zaliczył asystę przy trafieniu Patryka Tuszyńskiego, a w 90. minucie po akcji Gruzina, Jagiellonia strzeliła zwycięskiego gola. Jan Pawłowski, w ogromnym zamieszaniu, przewrotką trafił do bramki Michała Miśkiewicza.

ŚLĄSK CORAZ DALEJ PUCHARÓW
Teoretycznie Śląsk Wrocław walczy o 4. miejsce, które daje możliwość gry o europejskie puchary. Po raz kolejny wrocławianie nie wykorzystali szansy i  dali sobie wyrwać wygraną w końcówce spotkania. Gola dla Górnika na wagę remisu strzelił rezerwowy, wracający po kontuzji, Bartosz Iwan. I zwariował ze szczęścia, zdjął koszulkę i wiwatował razem ze swoimi kibicami. Wcześniej bramkę dla Śląska zdobył Marco Paixao, wykorzystując zagranie swojego brata bliźniaka, Flavio. - Kiedy wychodzi się z kontami czterech na dwóch, to trzeba strzelić gola. To jest ekstraklasa, tu nie ma wytłumaczenia – denerwował się Tadeusz Pawłowski. - Remis jest sprawiedliwy - stwierdził Józef Dankowski. 

AREK PIECH SUPERSTAR, ŚWIETNY POWRÓT KIERESIA
A mówią, że poniedziałkowe mecze T-Mobile Ekstraklasy są nudne... No nie są, a pod względem liczby bramek i poziomu emocji, to właśnie spotkanie kończące 34. serię gier było najlepsze. PGE GKS jechał do Chorzowa jak na ścięcie. Musiał wygrać by pozostać w grze o utrzymanie. Tyle, że on ostatnio wygrał 28 lutego (3:1 z Wisłą u siebie), a na wyjeździe 3 listopada (1:0 z Jagiellonią). 

Po ostatniej porażce (3:6 z Piastem) władze Brunatnych postanowiły zmienić trenera. Odszedł Marek Zub, wrócił Kamil Kiereś i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odmienił drużynę. Cztery gole strzelił Arkadiusz Piech, który na wiosnę ma ich już 11. i pod tym względem lideruje wspólnie z Kamilem Wilczkiem z Piasta. Plan Niebieskich posypał się po kontuzji Filipa Starzyńskiego, ich lidera, który musiał opuścić boisko, prawdopodobnie ze złamanym żebrem, co wykluczy go z gry do końca sezonu. Ruch, gdyby wygrał, byłby praktycznie pewny utrzymania. Porażka nie oznacza niczego złego, ale Waldemar Fornalik i spółka powodów do zadowolenia też nie mogą mieć.

NIEWYKORZYSTANA SZANSA ZAWISZY
Wystarczyło wygrać i Zawisza miałby zaledwie punkt straty do Górnika Łęczna. I na to się w Bydgoszczy zanosiło. Nie minął kwadrans, a Alvarinho pokonał Sergiusza Prusaka, a jego drużyna ze szczęściem broniła korzystnego rezultatu. Do czasu, bo w końcu fart się skończył. Łęcznianie wiedzieli, że jeden punkt wywalczony na terenie Zawiszy pozwoli zachować im 4-punktową przewagę i dopięli swego. Za sprawą kapitana i najbardziej doświadczonego z zawodników Górnika, Veljko Nikitovicia. 34-letni Serb od 12 lat gra dla klubu z Łęcznej (z przerwą na epizod  w rumuńskim Vaslui). Tym razem wykorzystał błąd i niezdecydowanie Grzegorza Sandomierskiego, wepchnął z bliska piłkę do bramki Zawiszy. 

CRACOVIA I PIAST BLISKIE UTRZYMANIA
Cracovia i Piast - dwie zdecydowanie najlepsze drużyny w grupie spadkowej mogą już powoli rozpoczynać świętowanie. Tylko kataklizm mógłby sprawić, że któryś z tych zespołów opuściłby szeregi T-Mobile Ekstraklasy. Mają po 7 punktów przewagi nad PGE GKS i Zawiszą, a biorąc pod uwagę fakt, że te dwie drużyny zmierzą się ze sobą w 35. kolejce, utrzymanie mają właściwie pewne.

Cracovia tylko zremisowała u siebie z Koroną (w przypadku wygranej już na 100 procent byłaby utrzymana). Ten punkt był ważniejszy dla przyjezdnych, bo sprawił, że mają właśnie jedno oczko przewagi nad strefą spadkową. 

Z kolei Piast pokonał u siebie Podbeskidzie (2:1), choć łatwo nie było. Tym razem Kamil Wilczek nie trafił do bramki rywali, a orkiestrą dyrygował Konstantin Vassiljev. Po akcji Estończyka gola strzelił Hebert, potem Vassiljev wykorzystał dobrą centrę Adriana Klepczyńskiego. Piast miał mecz pod kontrolą, ale w doliczonym czasie o mało nie wypuścił wygranej z rąk. Najpierw do bramki gospodarzy trafił rezerwowy Idrissa Cisse (3. minuta doliczonego czasu), po kilkudziesięciu sekundach znowu Senegalczyk mógł pokonać Jakuba Szmatułę, ale szczęście było po stronie Gliwiczan.

Fot. PRZEMYSLAW SZYSZKA / SE / EAST NEWS

Podsumowanie 34. kolejki - popis Piecha, Lech wytrzymał presję - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Lech rozbił Jagiellonię (6:1) i zapewnił sobie 2. miejsce w tabeli T­Mobile Ekstraklasy przed rundą finałową. Oddech złapał Widzew, który sensacyjnie ograł Wisłę Kraków (2:1). Wciąż trwa walka o 8. miejsce, gwarantujące w fazie finałowej grę w grupie mistrzowskiej. W grze pozostały Lechia, Cracovia i Jagiellonia Białystok.

TEO NAPRAWIŁ CELOWNIK

Kolejorz zagrał najlepsze spotkanie w tym sezonie, rozbił Jagiellonię, a 6:1 było najmniejszym wymiarem kary. Drużyna Mariusza Rumaka mocno zasygnalizowała, że nie składa broni i będzie naciskać Legię. Świetne spotkanie rozegrał Łukasz Teodorczyk, który trzykrotnie pokonał Krzysztofa Barana. Napastnik Lecha został wiceliderem klasyfikacji strzelców. Po wysokiej porażce doszło do trzęsienia ziemi w Białymstoku. Rozwiązano umowę z Piotrem Stokowcem, a nowym trenerem Jagiellonii został Michał Probierz, niedawno zwolniony z Lechii Gdańsk.

RADOVIĆ CIĄGLE SZALEJE

Miroslav Radović zalicza najlepszy sezon w swojej karierze. Strzelił dwa gole Zawiszy Bydgoszcz (3:0), zdobył 6. i 7. bramkę na wiosnę. Na dziś ciężko wyobrazić sobie stołeczny zespół bez Serba z polskim paszportem, choć Henning Berg będzie musiał to zrobić, bo Radović w najbliższym meczu nie zagra. Otrzymał 4. żółtą kartkę i musi pauzować. Legia zagrała niezłe spotkanie, choć przewagę udokumentowała dopiero po przerwie. Do formy wraca Michał Żyro, który strzelił swojego pierwszego gola od półtora roku. Zawisza był tylko tłem dla legionistów, ale mimo porażki w stolicy zapewnił sobie miejsce w grupie mistrzowskiej.

ŚWIETNY MECZ W GDAŃSKU

Są takie mecze, w których trakcie człowiek chce, aby trwały jak najdłużej. Tak było w sobotę w Gdańsku, gdzie gracze Lechii i Zagłębia stworzyli bardzo dobre widowisko. Gdyby nie dobra postawa bramkarzy, a w szczególności Mateusza Bąka, na trzech zdobytych bramkach by się nie skończyło. Lechia wygrała zasłużenie, dodatkowo po dwóch pięknych bramkach. Zagłębie ambitnie walczyło, ale gospodarzy ratował Bąk. Oby  więcej takich spotkań.

WISŁA PADŁA W ŁODZI

Czy to początek pościgu za peletonem – zastanawiają się kibice w Łodzi. Widzew był już praktycznie pogrzebany, ale w końcówce sezonu obudził się. Przed tygodniem zdobył pierwszy punkt na wyjeździe (1:1 z Cracovią), a w 29. kolejce T­Mobile Ekstraklasy wygrał pierwszy mecz od 2 listopada poprzedniego roku. Odrobił dwa punkty do Podbeskidzia, gdyby dzisiaj dzielić punkty, do bezpiecznego miejsca w tabeli miałby 4  punkty straty. Z kolei Wisła po bardzo dobrej jesieni, wiosną obniżyła loty. Po rundzie jesiennej miała 7 punktów straty do liderującej Legii, teraz jest ich 15. W słabszej formie jest Paweł Brożek, który w tej rundzie nie zdobył jeszcze bramki. W ośmiu kolejkach ligowych oddał zaledwie 8 strzałów na bramkę rywali, z których tylko jeden był celny.

STEVANOVIĆ CZARUJE

Kiedy środkowy pomocnik strzela trzy gole w jednym meczu, trzeba docenić ten wyczyn. Dzięki Daliborowi Stevanoviciowi Śląsk zachował jeszcze nadzieję na to, że zajmie 12. miejsce i w rundzie finałowej rozegra cztery mecze na własnym boisku. Słoweniec w poprzednich 26 spotkaniach tego sezonu zdobył zaledwie jedną bramkę. Teraz wykonał 300 procent normy. W ogóle na stadionie Podbeskidzia byliśmy świadkami cudu. W poprzednich 14 meczach piłkarze zdobyli tam łącznie zaledwie 14 bramek. Tylko w tym jednym aż 6. Wprawdzie nadal pada tam najmniej goli, ale progres jest widoczny. Górale mają już tylko punkt straty do Zagłębia Lubin.

WIELKI POWRÓT PIASTA

Kamil Wilczek uratował prawdopodobnie posadę Marcinowi Broszowi. W doliczonym czasie gry uratował Piastowi remis i punkt w spotkaniu z Pogonią Szczecin (2:2). Pomocnik śląskiego zespołu trafił do siatki w tym sezonie po raz 5. i 6. Remis z Pogonią i tak ma bardziej psychologiczne znaczenie, bo sytuacja Piasta i tak nie jest najciekawsza. Po podziale punktów będą bardzo blisko strefy spadkowej. W Pogoni z bardzo dobrej strony pokazał się 19-­letni Sebastian Rudol. Prawy obrońca strzelił gola, asystował także przy bramce zdobytej przez Marcina Robaka. Wyróżnia się już nie tylko długimi rękami, ale coraz więcej daje zespołowi Dariusza Wdowczyka. Portowcy są królami remisów w T­Mobile Ekstraklasie, podzielili się punktami już po raz 14 w tym sezonie.

WEGETACJA GÓRNIKA

Górnik Zabrze jest najsłabszą drużyną na wiosnę. Po wspaniałej jesieni, w drugiej rundzie jako jedyny zespół nie wygrał spotkania, zdobył zaledwie 4 punkty. Tym razem padł w Krakowie (0:2 z Cracovią), prawie przez godzinę musiał grać w osłabieniu po czerwonej kartce Przemysława Oziębały. Wydawało się, że po zatrudnieniu Roberta Warzychy coś drgnęło, ale jednak nie. Istnieje matematyczna szansa, że zabrzanie nie zakwalifikują się do grupy mistrzowskiej, a jesień kończył z przewagą 9 punktów nad 9. zespołem.

Strzelanina w Poznaniu ­- podsumowanie 29. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W Warszawie już mrożą szampany. Legia wykorzystała potknięcie Lecha Poznań (1:2 w Gdańsku z Lechią), powiększyła do ośmiu punktów przewagę nad jedynym rywalem w drodze do mistrzostwa. Wystarczy, że w niedzielę zremisuje z Ruchem Chorzów, a będzie pewna tytułu. Na dole tabeli też właściwie wszystko jasne. Na 99 procent z T-Mobile Ekstraklasą żegnają się Widzew Łódź i Zagłębie Lubin.

WOJNA NERWÓW i FESTIWAL POPRZECZEK W ZABRZU
To było dziwne spotkanie. Gdyby padł remis, nikt nie powinien się dziwić. Podobnie w przypadku, jeśli Legia wygrałaby pięcioma bramkami. Ci, którzy przyszli na stadion w Zabrzu, na pewno nie żałowali. Emocje były do końca. Dwa gole dla gospodarzy strzelił Paweł Olkowski, identyczne, zza pola karnego, tuż obok ręki Dusana Kuciaka. Pierwszy dał prowadzenie, drugi nadzieję, że uda się jeszcze zremisować. Pomiędzy trafieniami Olkowskiego na boisku panowała Legia. Momentami tłamsiła rywala, stworzyła kilkanaście okazji do zdobycia bramki. Wykorzystała trzy, trzykrotnie trafiała w poprzeczkę (Michał Kucharczyk dwa razy i Tomasz Brzyski), raz w słupek (Ondrej Duda). Mimo tego wcale nie musiała wygrać, bo Górnik w końcówce rzucił się do szaleńczych ataków. Gdyby nie interwencje Kuciaka, legioniści wcale nie byliby krok od obrony tytułu mistrza Polski.
Na wyróżnienie, oprócz Olkowskiego, z pewnością zasłużyli Michał Żyro i Tomasz Jodłowiec. Obaj zaliczyli po golu i asyście. Skrzydłowy Legii ma rewelacyjną wiosnę, w 10 spotkaniach zdobył 4 bramki i zanotował 8 asyst.

SADAJEW ROZSTRZELAŁ KOLEJORZA
Przed 34. kolejką T-Mobile Ekstraklasy wiele osób, z piłkarzami na czele, twierdziło, że może być to decydująca seria gier. Przynajmniej jeśli chodzi o mistrzostwo Polski. Legia grała ciężki mecz w Zabrzu, a Lech jechał na PGE Arenę. Po ogłoszeniu decyzji dot. licencji, w grze o trzecie miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach pozostały już tylko Lechia Gdańsk i Pogoń Szczecin. To była niesamowita motywacja dla zespołu prowadzonego przez Ricardo Moniza.
Mecz w Gdańsku oglądało się bardzo dobrze. Obie drużyny grały ofensywnie, skuteczniejsi byli gospodarze. Za sprawą wypożyczonego z Tereka Grozny Zaura Sadajewa. Rosjanin dwa razy pokonał Krzysztofa Kotorowskiego, Kolejorz odpowiedział tylko jednym golem autorstwa Mateusza Możdżenia. Świetnej okazji do wyrównania nie wykorzystał Łukasz Teodorczyk, po strzale którego piłka odbiła się od obu słupków bramki Mateusza Bąka. - Przy tym uderzeniu postarzałem się o kilka lat - stwierdził szkoleniowiec Lechii.

PIORUNUJĄCA KOŃCÓWKA ZAWISZY
Jeszcze niedawno wszyscy ich chwalili, piłkarze Pogoni snuli marzenia o europejskich pucharach, ale pociąg z napisem Europa zdaje się im odjeżdżać. Portowcy są najgorszą drużyną rundy finałowej. W czterech meczach ugrali zaledwie punkt, zdobyli trzy bramki, a stracili aż 11. W minioną sobotę wszystko wskazywało na to, że nastąpi przełamanie. Pogoń prowadziła po golu Adama Frączczaka, kontrolowała grę. Plan runął po czerwonej kartce dla Mateusza Lewandowskiego (71 minuta). Wtedy go głosu doszli goście, choć bramki zdobywali w samej końcówce spotkania. Najpierw Piotr Petasz pięknie uderzył lewą nogą, w samo okienko bramki Radosława Janukiewicza. Następnie w 2. minucie doliczonego czasu do bramki Portowców trafił Jorge Kadu. Zawodnik pochodzący z Republiki Zielonego przylądka strzelił swojego 4. gola w sezonie. Poprzednie trzy bramki zdobywał wchodząc z ławki rezerwowych. Tym razem Ryszard Tarasiewicz wystawił go w podstawowym składzie i na pewno nie żałował.

GARCIA ODMIENIŁ PIASTA, POGOŃ NAJGORSZA
Dwa tygodnie temu, po szóstym meczu bez wygranej, pod Piastem Gliwice zaczął zapadać się grunt. Zespół niebezpiecznie zbliżył się do strefy spadkowej, a czekały go dwa trudne spotkania wyjazdowe, z Cracovią i Koroną Kielce. Wtedy działacze zdecydowali się na podziękowanie za pracę Marcinowi Broszowi i zatrudnienie Angela Preza Garcii. Trenera anonimowego, znanego z pracy na Malediwach i 15 meczów w Realu Madryt jako zawodnik (w latach 1979-1982). Efekt nowej miotły zadziałał. Gliwiczanie wygrali oba spotkania (5:1 w Krakowie i 1:0 w Kielcach), wypracowali sobie 8-punktową przewagę nad Zagłębiem i Widzewem, czyli na trzy kolejki przed końcem T-Mobile Ekstraklasy mogą być właściwie pewni ligowego bytu na przyszły sezon.

STYPA W ŁODZI I W LUBINIE
To już przesądzone. Tylko cud czy kataklizm mógłby sprawić, że Widzew lub Zagłębie zagrają w przyszłym sezonie w T-Mobile Ekstraklasie. O ile w przypadku łódzkiej drużyny taki scenariusz był realny od początku rozgrywek, to spadek Miedziowych będzie sensacją. Widzew borykał się z problemami, wymieniał zawodników, miał problemy finansowe. Mimo tego walczył, szczególnie w tej fazie finałowej, gdzie przy odrobinie szczęścia mógł wywalczyć więcej punktów. W Lubinie nigdy niczego nie brakowało. Pieniądze na czas, dobrzy piłkarze, kraina mlekiem i miodem płynąca. Teoretycznie Zagłębie powinno bić się o europejskie puchary, w praktyce spadnie do I ligi. Jak widać, pieniądze nie grają.
W 34. kolejce oba zespoły jednak rozczarowały. Widzew wprawdzie zremisował z Jagiellonią (1:1), ale na pewno był bliżej porażki niż zwycięstwa. Zagłębie przegrało na własnym stadionie z Cracovią (1:2), nie wyglądało na drużynę, której widmo spadku głęboko zajrzało w oczy. Brakowało nie tylko umiejętności, ale też zaangażowania. Bez tego nie da się zdobywać punktów.

PAIXAO KONTRA PODBESKIDZIE
Śląsk zremisował z Podbeskidziem (0:0), dla obu drużyn był to niezły rezultat, jednym gwarantując utrzymanie, drugich bardzo do niego przybliżając. Jednak stawka tego spotkania była wysoka z innego powodu. Wywiadu udzielonego przez Marco Paixao, napastnika Śląska, który stwierdził, że takie drużyny jak Podbeskidzie nie zasługują na grę w ekstraklasie. Rozwścieczył tym zarówno trenera Leszka Ojrzyńskiego, jak i zawodników. Na swoje nieszczęście, w dwóch ostatnich spotkaniach z Góralami nie zdobył bramki, a Śląsk nie zdołał pokonać Podbeskidzia. Ojrzyński zareagował na słowa gracza drużyny z Wrocławia bardzo ostro. - Jego słowa nie były miłe, ja takich ludzi nie szanuję, bo trzeba mieć w sobie trochę pokory. Dzisiejszy mecz pokazał, ile bramek zdobył wielki Paixao. Należy twardo stąpać po ziemi, szanować innych ludzi. Śląsk nie wygrał dwóch ostatnich meczów z Podbeskidziem, dlatego ten zawodnik powinien zastanowić się nad swoimi słowami, bo ubliża drużynie, której nie potrafi strzelić gola - powiedział szkoleniowiec Górali.

Legia punkt od mistrzostwa - podsumowanie 34. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Liga zagrała dla Legii - tak można najkrócej podsumować 14 serię gier. Porażka Jagiellonii i remis Śląska sprawiły, że mistrzowie Polski zostali samodzielnym liderem T-Mobile Ekstraklasy. Niesamowite emocje przeżyli kibice we Wrocławiu, gdzie drużyny Śląska i Lecha stworzyły jeśli nie najlepsze, to jedno z najlepszych widowisk w tym sezonie. W coraz gorszej sytuacji są Ruch i Zawisza, które zamykają tabelę z marnym dorobkiem, odpowiednio 8 i 7 punktów. Przecież to zespoły, które kilka tygodni temu reprezentowały Polskę w europejskich pucharach...

WIELKA GRA WE WROCŁAWIU
To był prawdziwy hit 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bohaterem Śląska w meczu z Lechem (1:1) został Mariusz Pawełek, który kilkoma fantastycznymi interwencjami uratował drużynie punkt. Słowa "fantastyczny" trzeba użyć jeszcze kilka razy. Taki był gol strzelony przez Darko Jevticia, który już w 2. minucie ograł Krzysztofa Danielewicza i Toma Hateleya, inteligentnym strzałem dał Kolejorzowi prowadzenie. Fantastyczne okazje do zdobycia bramki marnował też Flavio Paixao, który przed spotkaniem otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza T-Mobile Ekstraklasy w październiku. Dwukrotnie był sam przed Maciejem Gostomskim po świetnych podaniach Dudu Paraiby i pudłował w sytuacjach, w których wydawało się to niemożliwe. Fantastycznie poczuł się też Mateusz Machaj, który grając jako fałszywy napastnik, w tym sezonie miał na zero na koncie trafień w lidze. W końcu strzelił tego piewszego gola, na dodatek w meczu z Lechem, w barwach którego debiutował w ekstraklasie (sezon 2008/09, zagrał minutę w spotkaniu z ŁKS-em).

REZERWY WYSTARCZYŁY NA RUCH
Henning Berg garściami czerpie z tego, że ma szeroką i wyrównaną kadrę. Na spotkanie Ruchem Chorzów większość podstawowych graczy odesłał na trybuny by mogli odpocząć przez meczem w Lidze Europy z Metalistem Charków. Szansę dostało kilku graczy z rezerw, w tym 17-letni Adam Ryczkowski i o rok starszy Robert Bartczak. Na pogrążonych w kryzysie Niebieskich absolutnie to wystarczyło. Legia przez całe spotkanie była zdecydowanie lepszym zespołem, choć nigdy w takim zestawieniu nie grała i nie zagra. Bo historia z wystawieniem na lewej obronie rozgrywającego Helio Pinto, raczej się nie powtórzy.

Pierwszego gola strzelił Orlando Sa, wykorzystując rzut karny o faulu Marka Szyndrowskiego na Mateuszu Szwochu. Na 2:0 podwyższył wspomniany Ryczkowski, strzelając do pustej bramki po świetnym zagraniu Marka Saganowskiego. W końcówce, po błędzie Jakuba Rzeźniczaka, gola dla Ruchu strzelił Grzegorz Kuświk. Ta bramka jednak tylko zamazała prawdziwy obraz bardzo źle grających Niebieskich.


HAT TRICK RYKOSZETA I BOISKO SAMOBÓJCÓW
To był szalony mecz, którego scenariusza nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. 33. minuta - Kyryło Petrow strzela, rykoszet od Arkadiusza Głowackiego - gol. 55. minuta - główka Burligi, rykoszet od Petrowa, gol. 61. minuta - Nabil Aankour zagrywa wzdłuż bramki, Richard Guzmics interweniuje tak niefortunnie, że wbija piłkę do własnej bramki. 78. minuta - kontra Wisły, dośrodkowanie Macieja Sadloka, nieporozumienie bramkarza Korony z Radkiem Dejmkiem i gol samobójczy dla Białej Gwiazdy. Prawie 80 minut gry i cztery przypadkowe gole! Ten na 3:2 dla Korony na szczęście już taki nie był. Kielczanie przeprowadzili składną akcję, którą wykończył Olivier Kapo i mogli świętować ze swoimi kibicami. Wisła natomiast przegrała wszystkie jesienne prestiżowe spotkania: derby z Cracovią (0:1), u siebie z Legią (0:3) i teraz małe derby z Koroną (2:3).

KONIEC SERII JAGIELLONII
Bartosz Ślusarski zakończył imponującą serię Jagiellonii Białystok (7 spotkań bez porażki), która była niepokonana w T-Mobile Ekstraklasie od 23 sierpnia i porażki ze Śląskiem Wrocław (1:3). Najbliżej uratowania choćby punktu był Mateusz Piątkowski. Lider klasyfikacji strzelców (11 goli) trafił jednak w słupek.

Goście z Bełchatowa przyjechali do Białegostoku podrażnieni blamażem w Pucharze Polski (0:5 z Piastem Gliwice). Rehabilitacja się udała, a dzięki ten wygranej GKS traci już tylko punkt do ostatniego miejsca podium (właśnie do Jagiellonii) i tylko cztery do lidera, Legii Warszawa.

CRACOVIA WYGRYWA TYLKO JEDNĄ BRAMKĄ
Drużyna Roberta Podolińskiego jest ewenementem. Zaczęła sezon od trzech porażek, w końcu wróciła do równowagi, ale charakteryzuje ją pewna prawidłowość. Otóż jak już wygrywa, a zdarzyło się jej to w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy po raz piąty w tym sezonie, to różnicą jednej bramki. Na dodatek, potrafi sięgnąć po komplet punktów tylko u siebie, na wyjazdach jej bilans jest tragiczny, dwa remisy i pięć porażek. Gorszy jest tylko Zawisza, z kompletem porażek (6).

Trzy razy po 1:0, dwukrotnie 2:1, dzięki domowym wygranym (i dwóm wyjazdowym remisom) Pasy mają 17 punktów. Te ostatnie trzy oczka dał im Deniss Rakels, wykorzystując zagranie Marcina Budzińskiego. Pomocnik Cracovii, który zaliczył asystę, po meczu wylądował w szpitalu. Okazało się, że nie widział na jedno oko. Nie przeszkodziło mu to w świetnym zagraniu do Łotysza.

Zawisza zostaje dyżurnym dostarczycielem punktów. Po niezłym meczu przeciwko Legii (1:2), znowu wrócił na swój poziom i zasłużenie przegrał.

KUNG FU AUGUSTYN
Po otrzymaniu zgody z PZPN, Jan Kocian po raz pierwszy w T-Mobile Ekstraklasie poprowadził Pogoń Szczecin jako pierwszy szkoleniowiec. Przy odrobinie szczęścia, mógł wywieźć z Zabrza trzy punkty. Portowcy nie potrafili wykorzystać faktu, że ostatni kwadrans meczu grali z przewagą jednego zawodnika. Skrajnie nieodpowiedzialnie zachował się Błażej Augustyn, który próbując ratować się po swoim błędzie, brutalnie sfaulował Rafała Murawskiego i zasłużenie wyleciał z boiska.

Pogoń zakończy rundę jesienną spotkaniem u siebie z Legią, z którą w lidze nie wygrała od 1998 roku, przegrała ostatnie 10 oficjalnych meczów (8 w lidze, 2 w Pucharze Polski). Przeciwko mistrzom Polski zagra zapewne bez napastnika. Marcin Robak jest kontuzjowany, Patryk Małecki zerwał więzadła krzyżowe i czego go 6-miesięczne leczenie, a Łukasz Zwoliński będzie pauzował za kartki.


TWIERDZA W ŁĘCZNEJ WCIĄŻ NIEZDOBYTA
Mimo, że za nami już 14 kolejek T-Mobile Ekstraklasy, stadion Górnika Łęczna jest jednym z trzech jeszcze niezdobytych w tym sezonie (obok Śląska i Bełchatowa). W ostatniej serii gier próbowała Lechia, ale jedyne, co udało jej się ugrać, to remis. Gola na wagę jednego punktu strzelił Antonio Colak, po bardzo ładnej, indywidualnej akcji. Goście z Gdańska mieli wyjątkowego pecha. Dwukrotnie po ich strzałach piłka trafiała w słupek bramki Sergiusza Prusaka.

Bohaterem, pozytywnym i negatywnym gospodarzy był Patrik Mraz. Słowak najpierw strzelił gola dla Górnika bezpośrednio z rzutu wolnego. W końcówce natomiast bardzo ostro zaatakował Macieja Makuszewskiego. Za faul został ukarany czerwoną kartką, a skrzydłowy Lechii doznał urazu stawu skokowego i prawdopodobnie w tym roku już nie zagra.

PIAST PUKA DO GRUPY MISTRZOWSKIEJ
Już po poprzedniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy wiadomo było, że przed Podbeskidziem trudne zadanie. Drużna prowadzona przez Leszka Ojrzyńskiego straciła dwóch liderów środka pola, Macieja Iwańskiego i Antona Slobodę. Obaj musieli pauzować za cztery żółte kartki. Piast idealnie wykorzystał słabość rywala, wypracował wiele okazji do strzelenia gola, wykorzystując aż cztery. Do wygranej gości walnie przyczynił się Michal Peskovic. Bramkarz Podbeskidzia zlekceważył mocne uderzenie Konstantina Vassilijeva. Gracz Piasta strzelił z ponad 30 metrów, Pesković był pewny, że złapie piłkę, a ta przełamała mu palce i wpadła do bramki. Był go gol na 2:0 dla gości, od tego momentu ich wygrana nie była już zagrożona. Ozdobą spotkania była bramka zdobyta w ostatniej minucie przez Marka Sokołowskiego. Kapitan Górali pięknie uderzył wewnętrzną częścią stopy, pod poprzeczkę. Było to jednak trafienie jedynie na otarcie łez.

Legia sama na szczycie - podsumowanie 14. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się