Piłkarze ekstraklasy wrócili na boiska po 2-tygodniowej przerwie na mecze reprezentacji. W tym czasie zatrzęsło się w Warszawie i w Poznaniu, gdzie zmieniono trenerów. Stanisław Czerczesow zaliczył udany debiut, pokonując Cracovię (3:1), tego samego nie można powiedzieć o Janie Urbanie, którego Lech wyszarpał punkt w meczu z Ruchem (2:2). Niekwestionowaną gwiazdą ekstraklasy jest jednak Nemanja Nikolić. Napastnik Legii strzelił kolejne trzy gole, ma ich już 15 i pewnie zmierza po koronę króla strzelców.

KAŁASZ(NIKO)W I KWITNĄCY JODŁA

Odmieni drużynę czy nie? To pytanie zadawali sobie kibice Legii przed debiutem Stanisława Czerczesowa. 52-letni szkoleniowiec z Rosji stał się największą gwiazdą legionistów jeszcze przed oficjalnym komunikatem o jego zatrudnieniu. Jak to się dziś mówi, wygrał internety. Setki memów, żartów, zdjęć. - Jak je zobaczyłem, to myślałem, że polska straż graniczna nie wpuści mnie do kraju - mówił. Tak źle nie było, a i w pierwszym meczu Legia zaprezentowała się korzystnie. Miała trudnego rywala, grającego dobrą piłkę, bo Cracovia zbierała sporo pochwał. Pasy zostały rozbite przez duet Nemanja Nikolić - Tomasz Jodłowiec. Reprezentant Polski zaliczył trzy asysty przy bramkach zdobywanych przez Węgra serbskiego pochodzenia. - Nikolić robi różnicę w tej lidze - trafnie zauważył Jacek Zieliński, trener Cracovii. Goście odpowiedzieli tylko honorowym golem strzelonym przez Erika Jendriska i stracili trzecie miejsce w tabeli właśnie na rzecz legionistów.

LECH WCIĄŻ NA DNIE

Kolejorz padł szybciej niż Andrzej Gołota - żartowano zaledwie po 44 sekundach debiutu Jana Urbana w spotkaniu z Ruchem Chorzów. Wtedy Patryk Lipski dośrodkował, a Mariusz Stępiński pokonał Jasmina Buricia. Lech miał się odradzać, a pogrążał się w coraz większy marazm. Paulus Arajuuri drugi raz nie upilnował Stępińskiego i przy Bułgarskiej było już 0:2.  Na szczęście dla Lecha, Szymonowi Pawłowskiemu wyszedł tzw. centro-strzał. Chciał dośrodkować, a w efekcie pięknie przelobował Matusa Putnockiego i Kolejorz złapał kontakt z rywalem. Gol rozpędził lokomotywę, lechici zagrali przyzwoitą drugą połowę, zdołali wyrównać po ogromnym zamieszaniu w polu karnym i strzale Marcina Kamińskiego. Wyszarpali ten  jeden punkt. - Chwała zawodnikom, że potrafili podnieść się ze stanu 0:2 - powiedział Urban. - Jeśli pytacie mnie po meczu, czy jestem zadowolony z punktu, to nie - dodał Waldemar Fornalik. Lech wciąż na ostatnim miejscu w tabeli, z 6-punktową stratą do Podbeskidzia. W 13. kolejce Kolejorz przyjeżdża na Łazienkowską w Warszawie.

WYJAZDOWA KORONA NIE ZWALNIA TEMPA

Wszyscy skazywali ich na spadek, latem odeszło wielu ważnych zawodników, a Korona robi na złość i regularnie punktuje. Szczególnie jej postawa w meczach wyjazdowych budzi szacunek. Bez porażki, trzy remisy i trzy wygrane. Jeśli kielczanie poprawią się u siebie, gdzie tylko raz zwyciężyli, mogą powalczyć nawet o miejsce w grupie mistrzowskiej.

Czwartą wygraną w sezonie odnieśli na stadionie Śląska Wrocław. Zapewnił ją Airam Cabrera, skutecznie egzekwując rzut karny za zagranie ręką przez Flavio Paixao. Było wiele głosów, że Paweł Gil postąpił pochopnie, ale złocisto-krwiści na komplet punktów zwyczajnie zasłużyli. Byli lepsi od Śląska, ale pozostałych okazji do strzelenia gola nie zdołali wykorzystać.

Wrocławianie mają problem. Nie widać w tym zespole radości z gry. Swoje dokłada trener Tadeusz Pawłowski mówiąc publicznie: „Gramy jak gramy, bo mamy zawodników, jakich mamy”. Jeszcze jedno czy drugie niepowodzenie i trener może pożegnać się z posadą. Na razie przegrał drugie kolejne spotkanie na własnym boisku.

POTKNIĘCIE PIASTA

Do ostatniej kolejki lider grał bezkompromisowo, albo wygrywał (9 razy), albo remisował (2 razy). Teraz po raz pierwszy w sezonie podzielił się punktami z przeciwnikiem (2:2 z Podbeskidziem Bielsko - Biała). - Zasłużyliśmy na więcej - mówił Patrik Mraz. - Cieszymy się z tego punktu - dodał Radoslav Latal. Jego drużyna przegrywała dwukrotnie, ale zdołała wyrównać. Za sprawą Kamila Vacka, który wykorzystał dwa rzuty karne, udanie zastępując pauzującego za kartki Martina Nespora.

Ozdobą meczu było trafienie Mateusza Możdżenia, na 2:1. Pomocnik uderzył zza pola karnego, a piłka wpadła pod poprzeczkę. Kilka lat temu w podobny sposób zdobył bramkę dla Lecha Poznań w spotkaniu z Manchesterem City. - Mateusz uwierzył w siebie - chwalił zawodnika trener Robert Podoliński. - To był mój najlepszy mecz w Podbeskidziu - przyznał piłkarz. Górale są jedynym zespołem w ekstraklasie, który nie wygrał jeszcze spotkania na własnym boisku.

Jagiellonia w coraz większym kryzysie / AGENCJA WSCHOD / REPORTER

CORAZ GORĘCEJ WOKÓŁ PROBIERZA, MECZ GRZEGORZÓW

Moi piłkarze cierpią, nie widać radości z grania - przyznaje Michał Probierz. Bo w Białymstoku nie jest ciekawie. Jagiellonia przegrała szósty mecz w sezonie, nie dała rady Górnikowi w Łęcznej (2:3). - Mówiłem, że europejskie puchary będą pocałunkiem śmierci dla naszych drużyn - dodaje. I rzeczywiście. Jagiellonia i Śląsk tuż nad strefą spadkową, Lech na ostatnim miejscu, a Legia dopiero trzecia z ośmioma punktami straty do lidera.

Bohaterami Łęcznej zostali Grzegorzowie: Piesio i Bonin. Pierwszy strzelił gola i asystował przy trafieniu Bartosza Śpiączki. Drugi zdobył zwycięską bramkę, ładnym, przytomnym strzałem. Łęcznianie wygrali piąty mecz w tym sezonie i awansowali na 7. miejsce w tabeli. 

NIE WYSZLI Z MARAZMU

Mieli zacząć się odbudowywać, wychodzić z marazmu, powalczyć o coś więcej, a skończyło się remisem. Ani Lechia, ani Górnik nie zrobiły kroku do przodu. Zabrzanie wciąż są w strefie spadkowej mając dwa punkty przewagi nad Lechem i cztery straty do Podbeskidzia. Lechia, choć nieco wyżej, bo 10., to wciąż nie gra choćby trochę na miarę oczekiwań.

A mogło być gorzej, bo Górnik miał piłkę meczową w ostatniej minucie pierwszej połowy. Mariusz Magiera nie wykorzystał jednak rzutu karnego, uderzył wysoko nad bramką. Magiera po raz pierwszy w czasie swojej gry na poziomie ekstraklasy nie wykorzystał jedenastki. - Niedosyt na pewno pozostał, bo mogliśmy wygrać, ale zapominamy o tym meczu, myślimy o Podbeskidziu. Trzeba punktować by odbić się od dna tabeli - stwierdził Łukasz Madej.

W Gdańsku zrobiło się gorąco. Thomas von Heesen, trener Lechii, publicznie skrytykował Sławomira Peszkę. - Spodziewałem się po jego wejściu dużo więcej - powiedział. Obrazowo skomentował także drugą połowę spotkania, która po prostu była nudna. - Wyglądała jak guma do żucia. Jestem rozczarowany - powiedział.

MYŚLISZ WISŁA, MÓWISZ REMIS

Trzy mecze bez zdobytej bramki, siódmy remis w sezonie - tak wygląda bilans Białej Gwiazdy w obecnych rozgrywkach. Kolejnym zespołem, któremu nie potrafili strzelić gola, była Termalica Bruk-Bet. Nie dzięki świetnej grze obrońców beniaminka ekstraklasy, a przez swoją niefrasobliwość. Paweł Brożek i Maciej Jankowski marnowali kolejne okazje do zdobycia bramki. - Najgorsze jest to, że zawiodłem w sytuacjach, kiedy po prostu trzeba dobrze przymierzyć - denerwował się Jankowski, którego dwukrotnie powstrzymał najlepszy zawodnik meczu, Sebastian Nowak, bramkarz zespołu Piotra Mandrysza.

Termalica głównie się broniła, ale potrafiła pokazać pazury. Tuż przed przerwą w ostatniej chwili Arkadiusz Głowacki powstrzymał Bartłomieja Babiarza, który szykował się do kopnięcia piłki do pustej bramki. W drugiej połowie groźnie uderzał Emil Drozdowicz, a Jakub Biskup trafił w słupek. W efekcie drużyna z Niecieczy przedłużyła serię meczów bez porażki do sześciu. I ulokowała się w środkowej strefie tabeli. 

ZAWÓD W SZCZECINIE

12 serię gier kończył mecz czołowych drużyn, wicelidera, czyli Pogoni Szczecin i Zagłębia Lubin, 5. zespołu w tabeli. Ci, którzy ostrzyli sobie zęby na dobre spotkanie, rozczarowali się i to bardzo. Już sam fakt, że część kibiców Portowców opuszczało stadion przed zakończeniem meczu, mówi sam za siebie.

Oba zespoły stworzyły zaledwie po jednej dobrej okazji do strzelenia gola, ale Łukasz Zwoliński i Arkadiusz Woźniak przegrali pojedynki z Konradem Forencem i Dawidem Kudłą. Na pocieszenie dla bramkarza Zagłębia pozostał fakt, że po raz pierwszy w tym sezonie kończył mecz bez straconej bramki. A Portowcy wciąż są jedyną niepokonaną drużyną w obecnych rozgrywkach ekstraklasy.

 

Podsumowanie 12. kolejki - Liga w cieniu Nikolicia - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Zatrzęsła się ziemia w Warszawie i w Poznaniu. Stołeczny zespół znowu nie wygrał spotkania, jedynie zremisował (2:2) z Górnikiem Zabrze, ma już 10 punktów straty do Piasta. Cierpliwość właścicieli się skończyła, Henning Berg zapłacił posadą za słabe wyniki w tym sezonie. Podobny los mógł spotkać Macieja Skorżę, ale dostanie jeszcze jedną szansę.

MISJA BERGA ZAKOŃCZONA

Stało się to, co zapowiadano od dwóch tygodni. Henning Berg stracił pracę w Legii i wynik w meczu z Górnikiem (2:2) nie miał żadnego znaczenia. Norweg pożegnał się z Warszawą, teraz stołeczną drużynę poprowadzi Stanisław Czerczesow, ostatnio pracujący z Dinamem Moskwa. - Dotychczasowa formuła współpracy z trenerem wyczerpała się i nie gwarantowała pełnej realizacji celów założonych na bieżący sezon w obszarze wyniku sportowego oraz rozwoju Legii - tłumaczył prezes i współwłaściciel klubu, Bogusław Leśnodorski.

W Legii szwankowała przede wszystkim gra w defensywie. Drużyna zapomniała jak się broni przy stałych fragmentach gry. Zabrzanie strzelili dwa gole właśnie w taki sposób. Szczęściem legionistów jest posiadanie w kadrze Nemanji Nikolicia. Reprezentant Węgier strzela gola za golem. W Zabrzu trafił dwa razy, najpierw z rzutu karnego, następnie po podaniu Jakuba Rzeźniczaka. Z 12 bramkami na koncie jest zdecydowanym liderem klasyfikacji strzelców. Drugi, czyli Martin Nespor, ma 6 trafień.

 

Nowy trener Legii Warszawa, Stanislaw Czerczesow. Fot. Bartosz Krupa/East News.

KLĘSKA LECHA W KRAKOWIE

To była słodka zemsta Jacka Zielińskiego, choć sam zapowiadał, że czas leczy rany i nie ma już żalu o zwolnienie z Lecha w 2010 roku. Jego zawodnicy rozstrzelali mistrzów Polski, wygrywając aż 5:2. Bartosz Kapustka strzelił najszybszego gola w tym sezonie, trafił w 31. sekundzie. Po 3 minutach było już 2:0, za sprawą Denissa Rakelsa. Kolejorz próbował się odgryźć, ale po bezmyślnym faulu Macieja Gostomskiego, rzut karny wykorzystał Mateusz Cetnarski. Lech odpowiedział golem Kaspera Hamalainena, ale Pasy dołożyły jeszcze dwa trafienia. Na otarcie łez drugiego gola strzelił Fin.

Po meczu Maciej Skorża był załamany, zaczęły się spekulacje, że zastąpi go Jan Urban. Wszystko jednak wskazuje na to, że szkoleniowiec z Radomia dostanie jeszcze jedną szansę wyprowadzenia drużyny z kryzysu. Choć w sumie to już nie kryzys, a tsunami, bo inaczej bilansu Kolejorza w lidze nie da się nazwać. Osiem porażek w 11 spotkaniach, ostatnie miejsce w lidze, 22 punkty straty do lidera. 

PIAST NIE ZWALNIA TEMPA, BIJATYKA Z WISŁĄ

Dobre spotkanie, zacięta walka o punkty, z której obronną ręką wyszedł lider ekstraklasy, Piast Gliwice. Drużyna Radoslava Latala wygrała już po raz 9 w tym sezonie. Martin Nespor wykorzystał dobrą centrę Patrika Mraza i pokonał Radosława Cierzniaka. 

Obraz meczu nieco psują obrazki z końcówki pierwszej połowy, kiedy doszło do bijatyki piłkarzy obu drużyn. Zaczęło się od faulu Denisa Popovicia na Martinie Nesporze. Słoweniec przy okazji uderzył Czecha, a ten zareagował nerwowo. Do przepychanek dołączyli kolejni zawodnicy, Josip Barisić chwycił za gardło i uderzył Pawła Brożka, napastnik Wisły odpłacił tym samym. Sędzia Jarosław Przybył był łaskawy dla awanturników. Nie wyrzucił ich z boiska, choć powinien, pokazał im jedynie żółte kartki. 

JAPOŃCZYK ZAŁATWIŁ RUCH 

Takafumi Akahoshi nie zwalnia tempa. Japończyk w poprzedniej kolejce strzelił pierwszego gola w sezonie, przy Cichej w Chorzowie dołożył dwa następne i Pogoń umocniła się na drugiej pozycji w tabeli ekstraklasy. Zaskoczył Czesław Michniewicz, który zostawił na ławce rezerwowych Łukasza Zwolińskiego, a dał szansę 17-letniemu Marcinowi Listkowskiemu. Nastolatek nie zawiódł, zaliczył asystę przy pierwszej bramce zdobytej przez Akahoshiego.

Po meczu wściekłości nie krył Waldemar Fornalik, który zwykle powstrzymuje się od kontrowersyjnych komentarzy. Tym razem nie wytrzymał. - Jestem zmasakrowany postawą sędziego - mówił o postawie Sebastiana Krasnego z Krakowa. Arbiter popełnił błąd przy pierwszej bramce zdobytej przez Akahoshiego, który był na pozycji spalonej. Potem ukarał dwóch zawodników Niebieskich czerwonymi kartkami, najpierw Rafała Grodzickiego, a już w doliczonym czasie Marka Szyndrowskiego.

ZEPSUTY JUBILEUSZ PROBIERZA

Piłkarze Jagiellonii popsuli jubileusz Michałowi Probierzowi, który w meczu z Lechią prowadził zespół w ekstraklasie po raz 250. Do przerwy grali niezły mecz, ale w drugiej połowie oddali inicjatywę gościom i dostali trzy bramki, zdobyte przez Michała Maka, Macieja Makuszewskiego i Grzegorza Kuświka. Wszystko mogło potoczyć się inaczej, gdyby przy stanie 0:0 Konstantin Vassilijev wykorzystał rzut karny. Strzelił jednak źle, Marko Marić pewnie złapał piłkę. Lechia wygrała pierwsze spotkanie wyjazdowe od maja, natomiast Jagiellonia przegrała drugi kolejny mecz w lidze. 

Porażkę mocno przeżył młody bramkarz Jagi, Bartłomiej Drągowski. Puściły mu nerwy, pokłócił się z rezerwowym graczem swojej drużyny, Jonatanem Strausem. - Przepraszam Jonatana, drużynę, trenera i kibiców za impulsywne zachowanie. Jest mi przykro, nie zapanowałem nad emocjami. Przegrałem dwa razy, obiecuję wyciągnąć wnioski - napisał w oświadczeniu.

DERBY DOLNEGO ŚLĄSKA NA REMIS

Długo było nudno, ale jak piłkarze wzięli się do roboty, to mecz zrobił się interesujący. Dzięki powrotowi Zagłębia do ekstraklasy, kibice na Dolnym Śląsku znowu mogą emocjonować się derbami regionu. Po ostatnim remisie króla jednak nie ma.

Michal Papadopulos strzelił gola w czwartym kolejnym spotkaniu ligowym, choć z niewielką pomocą Piotra Celebana, bo piłka po strzale Czecha otarła się o obrońcę Śląska i uniemożliwiła interwencję Mariuszowi Pawełkowi. Wrocławianie, głównie dzięki wejściu Jacka Kiełba i Petera Grajciara, zdołali odpowiedzieć trafieniem Flavio Paixao. - Byliśmy lepsi, powinniśmy wygrać - oceniał Portugalczyk, mijając się z prawdą, co zdarza mu się dość często. 

 

Derby Dolnego Śląska znowu w Ekstraklasie! Fot. P.Dziurman/REPORTER/East News

MECZ DZIWNYCH GOLI W MIELCU

Termalica i Górnik Łęczna podzieliły się punktami, ale kibice zapamiętają ten mecz dzięki bramkom zdobywanym przez te zespoły. W rolach głównych wystąpili bramkarze obu drużyn, najpierw Silvio Rodić, następnie Sebastian Nowak. Chorwat miał pecha. Po strzale Dawida Plizgi z rzutu wolnego piłka trafiła w słupek, a następnie w niego i wpadła do bramki. Natomiast Polak ewidentnie zawalił. Mając piłkę we własnym polu karnym, próbował ją wyprowadzić, kopnął nieco za mocno i stracił na rzecz Tomasza Nowaka. Ten szybko zagrał do Jakuba Świerczoka, który skierował piłkę do pustej bramki. Bramkarze więcej błędów nie popełnili, dlatego mecz zakończył się remisem. Termalica w tym sezonie zagrała pięć meczów jako gospodarz w Mielcu, żadnego nie przegrała.

KORONA ZNOWU ZAWODZI U SIEBIE

Na wyjazdach kielczanie radzą sobie nadzwyczaj dobrze, bo jeszcze nie przegrali meczu, ale u siebie zawodzą. Wygrali zaledwie jedno spotkanie, w ostatniej kolejce ligowej także nie zgarnęli kompletu punktów. Choć byli blisko, bo w spotkaniu z Podbeskidziem (0:0) byli lepsi, ale nie przełamali kompleksu własnego boiska. Na drodze stanął Emilijus Zubas, bramkarz gości, który bronił bardzo dobrze. - Walczyliśmy z całych sił. Mieliśmy przewagę, prowadziliśmy grę. Niestety nic nie chciało wpaść do bramki rywala. Niedosyt pozostał … - powiedział Marcin Cebula, pomocnik Korony. - Przyjęliśmy system małych kroków. Dzięki postawie Emilijusa, jeden z nich zrobiliśmy w Kielcach - stwierdził trener Górali, Robert Podoliński.

Podsumowanie 11 kolejki Ekstraklasy: Legia bez Berga, nerwy w Lechu - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Wygrana z Fiorentiną (2:1) w Lidze Europy, teraz wiktoria z Legią (1:0) przy Łazienkowskiej - to były najlepsze trzy dni Lecha w tym sezonie. Jan Urban poukładał drużynę, dotarł do głów zawodników, wzmocnił ich mentalnie i wspólnie rozpoczynają akcję ratowania tego sezonu. Droga długa i kręta, bo po 13 kolejkach lechici mają zaledwie 9 punktów. Za nami kolejka niewykorzystanych rzutów karnych, bo w aż 3 przypadkach na 5, lepsi okazywali się bramkarze. Pudłowali Kamil Vacek, Michal Papadopulos i Patryk Lipski.

DRUGIE ŻYCIE LECHA

- Wygrałem na Legii, a mam 9 punktów - kręcił głową Jan Urban po prestiżowym meczu z drużyną, którą prowadził przez ponad 4 lata. 53-letni trener stracił pracę przy Łazienkowskiej w grudniu 2013 roku, zostawiając drużynę na 1. miejscu w tabeli. W minioną niedzielę wrócił jako trener Lecha i zgarnął całą pulę. Kolejorz do tej pory miał komplet wyjazdowych porażek, dzięki bramce strzelonej przez Kaspera Hamalainena, po raz pierwszy w tym sezonie nie wracał do domu z niczym.

Lech wygrał, bo w końcu fortuna uśmiechała się do niego. Ileż to razy w poprzednich 12 grach zawodnicy z Poznania narzekali na swoją skuteczność. W efekcie byli czerwoną latarnią ekstraklasy, z zaledwie 6 punktami na koncie. Teraz odbili się od dna, bo potrafili wykorzystać okazję i mieli świetnie dysponowanego Jasmina Buricia. Bośniak dwa razy wygrywał pojedynki z Nemanją Nikoliciem, obronił kilka groźnych strzałów, niewątpliwie był bohaterem Kolejorza.

W Legii nie rozdzierali szat po przegranej. - Nie mam do zawodników pretensji jeśli chodzi o zaangażowanie - mówił Stanisław Czerczesow. Stołecznej drużynie w początkowej fazie sezonu często dopisywało szczęście, teraz było ono po stronie Lecha.

REWELACYJNA KORONA, PIAST MÓWI PAS?

To, co wyprawia Korona w meczach wyjazdowych, przechodzi ludzkie pojęcie. Przecież ten zespół budowano w dwa tygodnie, odeszło wielu zawodników, a w ich miejsce przyszli teoretycznie dużo gorsi. Na boisku tego nie widać. Kielczanie walczą i zdobywają punkty. Kolejne trzy przywieźli z boiska lidera ekstraklasy, Piasta Gliwice. Tym razem jedynego gola strzelił Bartłomiej Pawłowski, po ładnej, indywidualnej akcji i bardzo ładnym strzale. Tym samym Korona jest jedyną drużyną w lidze niepokonaną na wyjazdach. Cztery mecze wygrała, trzy zremisowała. A trener Marcin Brosz może triumfować, bo przecież w niedalekiej przeszłości prowadził zespół z Gliwic.

- To nie był dobry mecz, graliśmy źle, bez agresywności. Przegrywaliśmy za dużo pojedynków. U nas jeśli jeden wypada, to mamy problemy - komentował porażkę Radoslav Latal. W decydującym momencie zawiódł Kamil Vacek, jeden z liderów drużyny. Nie wykorzystał rzutu karnego, choć w poprzedniej kolejce dwa razy pewnie strzelał z jedenastu metrów. Tym razem lepszy okazał się Zbigniew Małkowski.

CRACOVIA GROMI, PIERWSZA PORAŻKA POGONI

Nie ma już niepokonanej drużyny w ekstraklasie. Pogoń Szczecin zachowywała taki status przez 12 kolejek, ale w końcu musiała uznać wyższość rywala. Portowcy padli przy Kałuży w Krakowie, przegrywając z Cracovią aż 1:4. Gospodarze byli drużyną zdecydowanie lepszą.

- Pozytywnie zareagowaliśmy na porażkę z Legią, nasza cierpliwość została nagrodzona. Ten mecz pokazał, że warto konsekwentnie grać swoje - mówił strzelec pierwszego gola Mateusz Cetnarski. Zdradził też sekret wygranej z Portowcami. - Wygraliśmy, po przejąłem funkcję DJ-a w szatni już do końca sezonu. Do tej pory Grzesiek Sandomierski puszczał muzykę, słuchaliśmy disco polo. Teraz decyduję ja, a Grzesiek nie będzie miał dostępu do odtwarzacza - powiedział.

Pogoń próbowała nawiązać walkę, przy stanie 2:0 dla Pasów gola strzelił Łukasz Zwoliński, który na bramkę czekał przez półtora miesiąca, od meczu z Piastem (3:1). Niestety dla jego drużyny, szybko odpowiedział Deniss Rakels, a następnie błąd popełnił Dawid Kudła, który nie zatrzymał łatwego strzału Marcina Budzińskiego.

Pogoń przegrała w tym sezonie po raz pierwszy. Fot. PHOTO JACEK KOZIOL /SE/EAST NEWS

SHOW WISŁY W BIAŁYMSTOKU

Co rusz słychać o możliwej dymisji trenera Kazimierza Moskala, a on wciąż pracuje i swoją robotę wykonuje dobrze. Do tej pory przekleństwem Białej Gwiazdy były remisy, których w tym sezonie ma już siedem, ale w Białymstoku pokazała klasę. Rozbiła Jagiellonię aż 4:1, choć przegrywała 0:1. Szybko wyrównał Paweł Brożek (z rzutu karnego), następnie dwa gole strzelił Maciej Jankowski, a wynik ustalił Wilde-Donald Guerrier. - Moim zawodnikom należą się podziękowania i gratulacje, bo zagrali naprawdę dobrze. Ostatnio byliśmy krytykowani, ale pokazaliśmy, że nasza gra może przynosić wymierne efekty - stwierdził trener Wisły.

Mógł być zadowolony, w przeciwieństwie do Michała Probierza. Jagiellonia przegrała piąte kolejne spotkanie w ekstraklasie, niebezpiecznie zbliżyła się do strefy spadkowej. - Są takie momenty, w których trener musi mieć jaja i wiedzieć co zrobić. Może drużynie jest potrzebny wstrząs, a więc oddaję się do dyspozycji zarządu. To moja decyzja, bo Jagiellonia jest w trudnym momencie - powiedział szkoleniowiec. - Zarząd informuje, że nie było i nie ma tematu zmiany na stanowisku trenera, a Michał Probierz cieszy się naszym pełnym zaufaniem. Może liczyć na nasze pełne wsparcie - napisano w oświadczeniu zarządu białostockiego klubu jasno sygnalizując, że nie ma zamiaru pozbywać się Probierza. 

PIĘKNY REKORD ŁUKASZA SURMY

Koledzy z Ruchu Chorzów zadbali, by Łukasz Surma, ich kapitan, dobrze wspominał swój 500. mecz w ekstraklasie. Niebiescy zasłużenie, choć nie bez nerwów, pokonali Śląsk Wrocław (1:0). Gola na wagę trzech punktów strzelił niezawodny ostatnio Mariusz Stępiński (7. bramka w sezonie). - Jeszcze miesiąc temu śmiano się ze mnie, że wróciłem do Polski, bo nie sprawdziłem się w Niemczech. Ja robię swoje, w Chorzowie chciałem się odbudować, strzelać gole, cieszyć się grą w piłkę. I to robię - powiedział 20-latek, który nie tylko zdobył bramkę, ale wywalczył również rzut karny. Zmarnowany przez Patryka Lipskiego.

Wszyscy byli jednak w cieniu jubilata Surmy. - Denerwowałem się przed spotkaniem, bo wiedziałem, że to coś szczególnego, wyjątkowy mecz. Zagraliśmy bardzo ambitnie i cieszę się, że zakończyliśmy zwycięstwem - powiedział. Jeszcze przed meczem dostał wiele prezentów. Kwiaty, pamiątkowa koszulka, zegarek od sponsora. Najbardziej zaskoczył jednak podarunek od sędziego Szymona Marciniaka. Arbiter podarował Surmie ... żółtą kartkę.

Z kolei Śląsk znowu zawiódł i spadł na 14. miejsce w tabeli, ma już tylko 4 punkty przewagi nad strefą spadkową. - Jesteśmy na równi pochyłem, musimy się podnieść. Już w najbliższym meczu z Lechem - stwierdził trener Tadeusz Pawłowski, którego zespół notuje serię 4 meczów bez wygranej. Szkoleniowiec spotkał się z prezesem Śląska, Pawłem Żelemem. Szef klubu nie chce zwalniać trenera, ale niewykluczone, że w sztabie szkoleniowym dojdzie do pewnych roszad.

PADŁA TWIERDZA MIELEC

Termalica Bruk Bet Nieciecza w końcu znalazła pogromcę na stadionie w Mielcu. Z poprzednich pięciu spotkaniach trzykrotnie wygrywała i dwa razy remisowała. Pechowa okazała się 13. kolejka i spotkanie z Lechią (0:1). Gracze Piotra Mandrysza na pewno nie byli słabsi od drużyny z Gdańska, ale ostatecznie zostali z niczym. O wyniku rozstrzygnął rzut kontrowersyjny rzut karny. Sędzia Tomasz Kwiatkowski uznał, że Dariusz Jarecki faulował Sławomira Peszkę, a Grzegorz Kuświk wykorzystał jedenastkę. W momencie, kiedy piłka wpadała do bramki Sebastiana Nowaka, była już 90. minuta. 

Po czterech kolejnych remisach, przyszła więc porażka beniaminka ekstraklasy. - Takich karnych nie powinno się gwizdać. Szczególnie, że i nam należała się jedenastka. Przegraliśmy na własne życzenie - mówił kapitan Słoników, Jakub Biskup.

PRZEŁAMANIE I ZEMSTA DEMJANA

Każda seria ma swój koniec i tak stało się w przypadku Roberta Dejmana. Napastnik Podbeskidzia strzelił gola po 899 minutach przerwy. Bramkę, która dała jego drużynie prowadzenie w meczu z Górnikiem Zabrze. Dodatkowo uczynił to w swoje 33. urodziny.

Robert Podoliński wiedział co robi. Ostatnio głównie trzymał Słowaka na ławce rezerwowych, ale teraz wykorzystał jego podrażnioną ambicję. Trenerem Górnika jest Leszek Ojrzyński, były szkoleniowiec Górali, którego współpraca z Demjanem układała się, lekko mówiąc, niezbyt dobrze. I udało się. Drugiego gola, pięknego, bo po bardzo mocnym uderzeniu z ostrego kąta, strzelił Adrian Mójta. I nie był to tzw. centrostrzał, zawodnik chciał tak uderzyć i pokonał Grzegorza Kasprzika. Podbeskidzie nie znalazło pogromcy już w szóstym kolejnym spotkaniu, ustanawiając klubowy rekord.

Z kolei sytuacja Górnika robi się coraz gorsza. Wobec wygranej Lecha, spadł na ostatnie miejsce w tabeli. Praca Ojrzyńskiego nie przynosi na razie żadnych efektów. - Najlepiej się popłakać i poddać, ale ja do takich ludzi nie należę. Trzeba walczyć! - stwierdził.

Podsumowanie 13. kolejki Ekstraklasy - Lech w końcu się budzi - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Legia nie pozwala odskoczyć Piastowi, który w Niecieczy wrócił do czesko-słowackich korzeni. U naszych południowych sąsiadów najpopularniejszy jest hokej, więc zespół Radoslava Latala osiągnął wynik częściej zdarzający się w tym sporcie (5:3). Strefę spadkową opuścił Lech, który wygrał drugie kolejne spotkanie. Przełamała się Jagiellonia, kończąc świetną serię Korony w meczach wyjazdowych.

IM STRZELAĆ KAZANO

Osiem goli, drugie tyle sytuacji do strzelenia kolejnych, niewykorzystany rzut karny, a w wszyscy niezadowoleni (oprócz bezstronnych kibiców). I słusznie, bo tak radosnego futbolu w ekstraklasie dawno nie oglądaliśmy. Termalica rozgrywała pierwsze spotkanie w Niecieczy i zostanie ono na długo zapamiętane. 0:1, nagle 2:1, po kilku minutach 2:3. Pomiędzy drugim, a piątym gole w tym meczu, minęło ledwie 338 sekund. Po przerwie zawodnicy nieco się uspokoili, ale emocji nie brakowało. Wojciech Kędziora nie wykorzystał rzutu karnego, a oba zespoły beztrosko prezentowały się w formacjach obronnych.

- Przebieg spotkania był dziwny... Co Piast kopnął, to wpadło. Chciałem by rzut karny wykonywał Sołdecki, a nie Kędziora... - żałował Piotr Mandrysz.

- Gratuluję Termalice dobrego meczu, mieliśmy problemy z jej grą, nie prezentowaliśmy się dobrze. Dziękujemy Kubie Szmatule, bo wybronił kilka sytuacji. Nie byłem spokojny o wynik... Niestety, ten mecz z naszej strony był katastrofalny od względem gry w obronie. Byliśmy niespokojni, ale takie spotkania też trzeba umieć wygrywać - przyznał Radoslav Latal, trener Piasta.

TRAŁKA CZEKAŁ DWA LATA

Od 11 sierpnia 2013 roku, ponad dwa lata, 883 dni, 72 spotkania z jego udziałem, 6300 minut na boisku: tyle czekał Łukasz Trałka na swojego gola w ekstraklasie. I się doczekał. W Szczecinie, w prestiżowym dla Kolejorza spotkaniu, dodatkowo między innymi dzięki jego strzałowi Kolejorz wygrzebał się ze strefy spadkowej, w której przebywał od 12 września. - Dla mnie ten gol to wydarzenie. Nie ciążyło mi specjalnie to, że dawno nie trafiłem do bramki rywali - przyznał kapitan Lecha. Drużyna z Poznania pod wodzą Jana Urbana zdobyła 10 punktów w czterech spotkaniach.

- Kiedy właśnie wydawało się, że za chwilę wyrównamy, Lech zdobył drugą bramkę – żałował Czesław Michniewicz. Tak było, bardzo dobrej okazji nie wykorzystał Patryk Małecki, Portowcy szturmowali bramkę Jasmina Buricia, a ich zapędy ostudził dopiero Trałka. Dla Pogoni była to pierwsza porażka na własnym boisku w tym sezonie, jedyną niepokonaną drużyną przy własnej publiczności jest Wisła Kraków.

PAWŁOWSKI NIE PRZEŁAMAŁ FATUM LEGII

Kiedy słyszy Legia, musi reagować nerwowo. Bo ile razy można mierzyć się z przeciwnikiem i nie zdołać go pokonać? W przypadku Tadeusza Pawłowskiego licznik wskazuje cyfrę osiem. Tyle razy jako trener Śląska stawał w szranki z legionistami i nigdy nie udało się zwyciężyć (sześć razy w lidze i dwukrotnie w Pucharze Polski).

Podobnie było w ostatniej kolejce, choć Pawłowski bardzo dobrze przygotował drużynę do meczu. Zmienił taktykę, nakazał zawodnikom grać odpowiedzialnie i oni to robili. Jak ktoś zaspał, to Mariusz Pawełek był na posterunku. Mimo tego Legii udało się skruszyć wrocławski mur. Wystarczyła jedna akcja i przebywający od dwóch minut na boisku Aleksandar Prijović zdobył bramkę na wagę trzech punktów.

O ile w defensywie wrocławianie spisywali się dobrze, to z przodu zdecydowanie gorzej. W ciągu 90 minut oddali jeden celny strzał, a jedyną dobrą okazję do strzelenia gola wypracował im ... Łukasz Broź, za lekko podając do Arkadiusza Malarza. Jednak Jacek Kiełb przegrał próbę nerwów.

WIELKI ODDECH JAGIELLONII

- Nieważne jak, byle wygrać, nisko, wysoko, ładnie, brzydko, byle jak - mówił przed meczem z Koroną trener Jagiellonii, Michał Probierz. Udało się, pierwszy raz od 20 września, kiedy Jaga pokonała rozbitego Lecha Poznań (1:0). Teraz przerwała serię siedmiu spotkań bez wygranej, w której zdobyła zaledwie punkt.

I to z nie byle kim, bo z Koroną, która fantastycznie spisywała się w tym sezonie na wyjazdach. Nie przegrała meczu, straciła tylko jedną bramkę, z rzutu karnego na Legii. Każda seria się kiedyś kończy, ta kielczan w Białymstoku. Choć wcale nie byli drużyną gorszą, ale nie potrafili wykorzystać tej jednej sytuacji. Zrobił to Fiodor Cernych, sprytnie i precyzyjnie kopiąc piłkę między nogami interweniującego Zbigniewa Małkowskiego. To wystarczyło

PIĘKNE UCZCZENIE JUBILEUSZU ZIEŃCZUKA

- Widać było zaangażowanie i mądrość piłkarską - triumfował po wygranej w Łęcznej (3:0) trener Ruchu, Waldemar Fornalik. Najszczęśliwszym człowiekiem był jednak Marek Zieńczuk, który rozegrał 400. mecz w ekstraklasie, a jubileusz uczcił strzelonym golem. Na dwie minuty przed końcem wykorzystał podanie Michała Efira. W drugim meczu z bramkę zdobył środkowy obrońca Michał Koj, po raz 9. w tym sezonie trafił Mariusz Stępiński, a Niebiescy awansowali na 4. miejsce w tabeli. Jedynym zmartwieniem Fornalika jest fakt, że w 17. kolejce będzie musiał radzić sobie bez Patryka Lipskiego, który zobaczył czwartą żółtą kartkę w sezonie i odpocznie w spotkaniu z Piastem Gliwice.

- Nie wiem co się z nami stało. Dawno nie byliśmy tak ślamazarni, jak dzieci we mgle - podsumował opiekun gospodarzy Jurij Szatałow.

CRACOVIA WYKORZYSTAŁA PRZEWAGĘ

Głupota nie zna granic  – to stare powiedzenie sprawdziło się w przypadku Michała Maka. W poprzedniej kolejce był chwalony (mimo porażki 2:3 z Ruchem) za dwie zdobyte bramki. Teraz zachował się skrajnie nieodpowiedzialnie.

Już w 6. minucie starł się z Deleu. Brazylijczyk upadł na niego, a skrzydłowy Lechii chciał go kopnąć w twarz. Nie sięgnął, obrońca Cracovii upadł jak rażony piorunem, ale w futbolu nie skutek się liczy, a nawet zamiar. Po chwili słusznie zobaczył czerwoną kartkę.

Lechia prawie cały mecz grała w osłabieniu, broniła się do 59. minuty. Wtedy Deniss Rakels dobił strzał Bartosza Kapustki, a potem swoje gole dołożyli Mateusz Cetnarski i Erik Jendrisek. Drużyna Jacka Zielińskiego umocniła się na trzeciej pozycji w tabeli, a biało-zieloni przegrali trzecie kolejne spotkanie i mają już tylko 4 punkty przewagi nad strefą spadkową. Nie pomogły powroty do składu reprezentantów, Sebastiana Mili i Sławomira Peszki.

PRZERWANA SERIA ZAGŁĘBIA

Jedyna drużyna w lidze, która jeszcze nie wygrała u siebie, spotykała się z chwalonym beniaminkiem, ale ostatnio grającym mizernie, czekającym na zwycięstwo od sześciu kolejek. Wracając do Podbeskidzia, to statystyki tej drużyny w meczach pod Klimczokiem są straszne: zaledwie 2 wygrane w 2015 roku, ostatnia w czerwcu.

Każda seria się kiedyś kończy i tak było. Na nieszczęście Górali, swoją niemoc przerwali gracze z Lubina. Wprawdzie przegrywali (gol Roberta Demjana), ale szybko wyrównali (Jarosław Jach), a tuż po przerwie zdobyli zwycięską bramkę (Łukasz Janoszka).

Trzy punkty w dużej mierze zawdzięczają grającemu drugi mecz w ekstraklasie (wobec zawieszenia za czerwoną kartkę Konrada Forenca) Martinowi Polaczkowi. - W kilku sytuacjach nas ratował, potwierdził, że jest dobrym fachowcem. Mam nadzieję, że dzięki temu trochę szczęśliwemu zwycięstwu zaczniemy passę wygranych. Jesteśmy w czołowej ósemce, chcemy rozpocząć marsz w górę tabeli - przyznał Jarosław Kubicki, pomocnik Miedziowych.

MISTRZOWIE REMISÓW NA... REMIS

Kroku dotrzymuje im tylko Pogoń Szczecin, ale w Zabrzu spotkały się dwie drużyny, które są w czubie klasyfikacji najczęściej remisujących. Wisła (wspólnie z Portowcami) przewodziła tej klasyfikacji (8 remisów), Górnik był tuż za nimi (7). Skończyło się, jak w takich przypadkach bywa, kolejnym podziałem punktów.

Całe Zabrze było w żałobie po nieoczekiwanej śmierci dyrektora wykonawczego Górnika, Krzysztofa Maja. Kibice żądali wygranej właśnie dla niego, a gracze Górnika wyszli na boisko z czarnymi opaskami symbolizującymi żałobę.

Na murawie rządziła Wisła. Już w pierwszej akcji strzeliła gola (Paweł Brożek), po kilku minutach powinna prowadzić 2:0, ale spudłował Maciej Jankowski. - Szkoda tej sytuacji, bo wyższe prowadzenie dałoby nam komfort spokojnej gry. Mieliśmy wiele okazji, ale brakowało ostatniego podania - żałował Brożek. Miał rację, bo do przerwy to Biała Gwiazda  była drużyną zdecydowanie lepszą.

Po zmianie stron role się odwróciły. Co z tego, że Wisła grała efektownie, skoro straciła bramkę, po strzale Bartosza Kopacza. Mogła jedną czy dwie kolejne, ale klasę pokazał Radosław Cierzniak. I w taki sposób krakowianie zanotowali 9., a zabrzanie 8. remis w tym sezonie.

Tyle, że Wisła jest górnej połówce tabeli, a Górnik zamyka stawkę. Dodatkowo stracił Michała Janotę i Macieja Korzyma, którzy z powodu kontuzji w tym roku już nie zagrają.

fot. Tadeusz Koniarz/REPORTER

Hokejowa premiera w Niecieczy - podsumowanie 16. kolejki Ekstraklasy - opinie i komentarze (1)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

KassiaR
14-12-2015 - 21:25:02
Kto chce zarobic w necie parenascie dolarow dziennie? Sposob jest prosty i dziala, wpiszcie sobie w gogle: room23a adfly
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się