Ligowcy nas nie rozpieścili, w ośmiu meczach strzelili tylko 14 goli, ale emocji nie brakowało. Najwięcej było w Gdańsku, gdzie Lechia podejmowała Legię. Stołeczna ekipa potwierdziła, że pod wodzą Stanisława Czerczesowa robi systematyczne postępy i pewnie wygrała (3:1). Na zwycięski szlak wrócił Piast Gliwice, pokonując Zagłębie (2:0). Lech tylko zremisował we Wrocławiu (1:1) i nadal ma 4 punkty straty do Podbeskidzia zajmującego bezpieczne, 14. miejsce.

AKCJA MARZENIE W GDAŃSKU

Obie drużyny pobudzone, walczące, grające wysokim pressingiem - tak wyglądało starcie Lechii z Legią. Warszawski zespół pojechał nad morze odgonić tamtejsze demony, bo w ostatnich latach dwukrotnie tracił tam szansę na mistrzostwo Polski. Udało się. Stołeczna drużyna wygrała szósty mecz w sezonie, a Nemanja Nikolić zdobył 16 bramkę w obecnych rozgrywkach.

Najpiękniejsza była jednak akcja poprzedzająca pierwszego gola dla legionistów. Igor Lewczuk do Łukasza Brozia, ten od razu do Tomasza Jodłowca. Pomocnik piętą do Guilherme, ten zgrywa do Nikolicia, napastnik oddaje piłkę Brazylijczykowi, który bardzo mocnym strzałem pokonuje Marko Maricia. Akcja rodem z gier komputerowych.

Druga bramka dla legionistów była kuriozalna. Marić chciał przyjąć piłkę, którą dostał od Gersona, zamiast 'zgasić' ją udem, odbił kolanem wprost pod nogi Nikolicia. Najlepszy snajper ekstraklasy skorzystał z prezentu i kopnął ją do bramki. - Nie ma łatwych goli. Gdybym nie pobiegł za akcją, bramki by nie było - skomentował.

Lechia, choć walczyła, zawiodła. - Legia postawiła nam trudne warunki, praktycznie nie pozwoliła przedostać się nam pod jej pole karne. Coraz bardziej widać rękę trenera Czerczesowa, będzie coraz groźniejsza - stwierdził Ariel Borysiuk.

LECH URBANA ZACZYNA PUNKTOWAĆ

- Niby gramy nieźle, ale my mamy 10 punkcików. Dziesięć! - mówi trener Lecha Jan Urban, który wprawdzie zbiera pochwały za swoją dotychczasową pracę w Poznaniu, ale tabela jest brutalna. Celem Lecha w tym sezonie jest pierwsza ósemka, żeby go zrealizować, Kolejorz musi odrobić dziewięć punktów straty.

- Przed przerwą zagraliśmy zbyt bojaźliwie - stwierdził  trener poznaniaków. Po błędzie Tamasa Kadara wrocławianie strzelili gola, ale Kolejorz w drugiej części zareagował pozytywnie. Zdołał jedynie wyrównać, po bramce zdobytej przez Macieja Gajosa, ale stworzył jeszcze kilka dobrych okazji do strzelenia gola.

W Śląsku było nerwowo. Wrocławianie w pięciu meczach zdobyli zaledwie punkt, w klubie doszło do przetasowań. Tadeusz Pawłowski ocalił posadę, ale dokonano zmian w jego sztabie. Te ruchy miały podziałać na zespół mobilizująco i do pewnego momentu tak było. Flavio Paixao zdobył bramkę, ale drużyna popełniła błąd. Sprawiała wrażenie usatysfakcjonowanej skromnym prowadzeniem, cofnęła się i próbowała kontrataków. Została ukarana za taką postawę, a gdyby nie dobra postawa Mariusza Pawełka, wynik mógł być zdecydowanie gorszy.

PIAST WRACA NA ODPOWIEDNIE TORY

Po dwóch meczach bez wygranej Piasta (remis i porażka) zaczęto mówić, że rewelacja tego sezonu spuszcza z tonu. Pokonał (2:0) solidne Zagłębie Lubin i umocnił się na prowadzeniu. Ma osiem punktów przewagi nad Legią i Pogonią.

Ojcem wygranej był Josip Barisić, chorwacki napastnik, zdobywca obu bramek. Wykorzystał dobre podania Marcina Pietrowskiego i Kamila Vacka. Co ciekawe, istniało niebezpieczeństwo, że w tym meczu nie wystąpi. Radoslav Latal nie był ostatnio zadowolony z jego postawy i chciał posadzić go na ławce.  - Miałem takie myśli - przyznał Czech, ale ostatecznie postanowił dać Chorwatowi jeszcze jedną szansę. - I pokazał na co go stać. Wiem, że mogę na niego liczyć - dodał.

Dla Zagłębia był to trzeci kolejny ligowy mecz bez zdobytej bramki (z Pucharem Polski - czwarty). Po dwóch bezbramkowych remisach przyszła porażka w Gliwicach. - Nic złego się nie dzieje. Każdemu może przydarzyć się zadyszka. Szybko się pozbieramy i zaczniemy strzelać - zapowiedział Krzysztof Piątek, napastnik Zagłębia.

DOMOWE FATUM KORONY TRWA

Pół żartem pół serio, ale gdyby Korona Kielce rozgrywała wszystkie mecze na wyjazdach, to byłaby poważnym kandydatem do walki o mistrzostwo Polski. Niestety, regulaminu nie da się zmienić, a Korona u siebie gra bardzo źle. W siedmiu meczach przy własnej publiczności zdobyła zaledwie 5 punktów (na wyjazdach 15). I choć zajmuje wysokie miejsce w tabeli, bo 6., to nikt nie jest zadowolony.

Przede wszystkim kibice, którzy mają dosyć oglądania porażek swojej drużyny. Część z nich wyszła ze stadionu przed końcem ostatniego meczu z Termalicą (0:1), a ci, który pozostali, gwizdami pożegnali zawodników.

Niecieczanie mieli dużo szczęścia. Przede wszystkim zdobyli przypadkową bramkę. Dariusz Jarecki uderzał z rzutu wolnego, strzelił źle, ale piłka trafiła w jednego z zawodników stojących w murze i kompletnie zmyliła Zbigniewa Małkowskiego. - Mieliśmy tyle sytuacji, nic nie chciało wpaść - żałował bramkarz Korony. Świetnie spisywał się jego vis a vis, Sebastian Nowak. - Dobrze rozegraliśmy to spotkanie pod względem taktycznym - cieszył się zawodnik, który obronił aż 11 celnych uderzeń gospodarzy.

BRUTAL BURLIGA

Wisła Kraków zremisowała 8 mecz w sezonie, tym razem na własnym boisku z Ruchem Chorzów. Była drużyną lepszą, ale miała problem ze skutecznością. Niebiescy mieli trochę szczęścia i Matusa Putnockiego w bramce, który nie dał się pokonać. Biała Gwiazda w trzecim kolejnym meczu u siebie nie zdołała strzelić gola. Punkt zdobyty przez Ruch to było maksimum, co chorzowianie mogli przywieźć z Krakowa. Oddali tylko jeden celny strzał.

Po meczu najwięcej mówiło się o Łukaszu Burlidze. Obrońca Wisły już na początku spotkania brzydko sfaulował Kamila Mazka, ale zobaczył tylko żółtą kartkę, a powinien czerwoną. Sam dolał oliwy do ognia wypowiedzią po zakończeniu spotkania. - Mazek niedawno mówił, że łatwo mija się obrońców Wisły, to musiałem go utemperować - powiedział Burliga sugerując, że faulował specjalnie skrzydłowego Ruchu. W Chorzowie zapanowało oburzenie na słowa zawodnika Wisły. Działacze wystosowali pismo do Komisji Ligi z wnioskiem o ukaranie piłkarza Białej Gwiazdy. Niewiele mogą wskórać, bo przepisy są w tej kwestii jasne: jeśli dostał żółtą kartkę, to oznacza, że na tyle sędzia ocenił faul i nie można zwiększyć kary.

PRZERWANA SERIA CRACOVII

Każda seria ma swój koniec, ta śrubowana przez drużynę Pasów, zakończyła się w Łęcznej. Zespół Cracovii strzelał przynajmniej jednego gola w poprzednich 25 spotkaniach. Na Lubelszczyźnie mu się to nie udało. Choć miał przewagę w posiadaniu piłki, oddał minimalnie więcej strzałów (14 przy 13 Górnika), Silvio Rodić zachował czyste konto.

A jego drużyna zdobyła cenne trzy punkty. Grała pod batutą Grzegorza Bonina, który wrócił do formy ze swoich najlepszych czasów. To jego strzał i świetne podanie Tomasza Nowaka zadecydowały o zwycięstwie Górnika. - Trudno było z tego podania nie skorzystać. Nasz plan był prosty: nie dać rozwinąć skrzydeł Cracovii. Wiedzieliśmy, że są mocni z przodu, dlatego jak najwyżej chcieliśmy odebrać im piłkę - mówił bohater spotkania.

POGOŃ JAK WISŁA - KRÓLOWĄ REMISÓW

Dziwny to był mecz. Z jednej strony Górnik przyjechał do Szczecina z defensywnym nastawieniem, z drugiej, to on stworzył więcej okazji do strzelenia gola. Skończyło się, jak w takich przypadkach zwykle bywa, podziałem punktów, z którego nikt nie mógł być zadowolony.

- Zapłaciliśmy karę za nonszalancję. Po zdobytej bramce nie potrafiliśmy zagrać mądrze. Gdy prowadzisz nie możesz dać sobie strzelić gola z kontry. Dlatego mamy tylko jeden punkt i jesteśmy smutni - mówił Czesław Michniewicz, którego drużyna zremisowała już 8 mecz w tym sezonie, wspólnie z Wisłą Kraków prowadzi w tej klasyfikacji.

Bramkę dla Portowców zdobył Mateusz Matras po dośrodkowaniu Takafumiego Akahoshiego. Na trzy minuty przed końcem wyrównał Aleksander Kwiek. - Pogoń strzela sporo goli po stałych fragmentach i to samo zrobiła w spotkaniu z nami. Walczyliśmy do końca, udało się wyrównać, ale mamy tylko jeden punkt - stwierdził Leszek Ojrzyński, szkoleniowiec Górnika.

JESTEM MÓJTA, MNIE SIĘ BÓJTA

Michał Probierz zagrał va banque. W tygodniu poprzedzającym mecz z Podbeskidziem dał niektórym z zawodników, tym najbardziej przemęczonym, aż sześć dni wolnego. Dokonał pięciu zmian w podstawowym składzie, wszystko po to, by po 4 kolejnych porażkach w końcu zapunktować. Udało się, ale połowicznie. Jagiellonia zdominowała Podbeskidzie, ale tylko do przerwy, w drugiej odsłonie meczu Górale byli zespołem lepszym. Dlatego remis jest sprawiedliwym rezultatem. Dla gości trafił Karol Świderski, a wyrównał Adam Mójta.

- Do 60. minuty byliśmy zdecydowanie lepsi, mieliśmy pomysł na grę, ale niestety, jak się nie wykorzystuje kilku okazji do strzelenia gola, to trudno o korzystny wynik. Widziałem, że zespół odzyskał wigor, radość, chęć grania. Przełamaliśmy serię porażek, powoli naprawiamy zespół. Krok po kroku się odbudowujemy, musimy odzyskać skuteczność - stwierdził Probierz.

- W drugiej połowie widziałem Podbeskidzie takie, jakie je sobie wyobrażam. Agresywne i pazerne. Jagiellonia długo nie mogła odebrać nam piłki. Szacunek za ten punkt, doceniamy go, bo wiemy, w którym momencie jesteśmy - dodał Robert Podoliński, trener Górali.

Najlepszym ostatnio zawodnikiem Podbeskidzia jest lewy obrońca Adam Mójta. Przed tygodniem strzelił fantastycznego gola Górnikowi Zabrze, w spotkaniu z Jagiellonią pokonał Bartłomieja Drągowskiego wcale nie z łatwej pozycji, zachował się jak rasowy napastnik.

fot. Wojciech Strozyk/REPORTER

Podsumowanie 14. kolejki Ekstraklasy - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Idąca jak burza stołeczna Legia zapewniła sobie miano najlepszego zespołu rundy jesiennej. Wygrana z Ruchem Chorzów (3:0) umocniła ją na pozycji lidera. Co więcej, porażka Lecha Poznań i remis Polonii Warszawa sprawiły, że po 14. kolejkach drużyna Jana Urbana ma już siedem punktów przewagi nad drugim zespołem. To stawia legionistów w roli absolutnego faworyta rozgrywek.

W 14. kolejce T-Mobile Ekstraklasy na pewno nie można było narzekać na nudę. W ośmiu meczach strzelono 23 gole, a całym sezonie jest ich już 280, a więc w ostatniej serii gier, przy niezłej skuteczności, powinniśmy sieę doczekać 300. trafienia w tym sezonie.

Gwiazda kolejki
Jakub Kosecki. 22-letni skrzydłowy Legii nie przestaje zadziwiać. Wszędzie go pełno, bierze udział w każdej akcji ofensywnej, pomaga w defensywie. To zawodnik, który zrobił największy postęp ze wszystkich w grających w lidze. Przede wszystkim pod względem mentalnym. Znowu wygrał legionistom mecz, tym razem z Ruchem. Słabym Ruchem, ale to nie umniejsza jego zasług. Dwie bramki, asysta, ale mogło być jeszcze lepiej. Zmarnował dwie idealne okazje do strzelenia gola, w kolejnych dwóch zaczął dryblować, zamiast zagrać do lepiej ustawionego kolegi. - Nie byłem skuteczny - stwierdził po zakończeniu spotkania. Żeby każdy zawodnik notował taką "nieskuteczność", to mielibyśmy najbardziej atrakcyjną ligę w Europie.

Legia mistrzem jesieni po wysokim zwycięstwie z Ruchem

Bramka kolejki
Waldemar Sobota i Deleu. Tak naprawdę połowa zdobywanych bramek, to w dużej mierze przypadek. Zawodnik zamknie oczy, kopnie, raz wpadnie, innym razem nie. Sztuką jest, aby piłka poleciała dokładnie tam, gdzie chce piłkarz. W 14. kolejce T-Mobile Ekstraklasy mieliśmy dwa takie gole, strzelone z niełatwych pozycji. Sobota przymierzył z 15 metrów, wewnętrzną częścią stopy, nadał piłce odpowiednią rotację. Strzelił tak, że była ona kompletnie poza zasięgiem rąk Krzysztofa Kotorowskiego i wpadła idealnie obok słupka.
Z kolei Deleu przede wszystkim pokazał, że boi się o swoją lewą nogę. Dostał podanie od Abdou Razacka Traore, wystarczyło uderzyć właśnie lewą stopą. Brazylijczyk jednak strzelił prawą, tzw. fałszem, tak, że Michał Gliwa tylko mógł popatrzeć, jak futbolówka wpada do siatki.

Parada kolejki
Łukasz Skorupski. Gdyby reprezentacja Polski w siatkówce potrzebowała skocznego atakującego, trzeba polecić bramkarza Górnika Zabrze. To się nazywa umiejętność reakcji na to, co dzieje się na boisku. Strzał Daniela Sikorskiego, Skorupski praktycznie leży na murawie, rykoszet, piłka dobre dwa metry nad murawą, a golkiper 14-krotnych mistrzów Polski wstaje, wyskakuje i sięga spadającą mu "za kołnierz" piłkę. Refleks, to u bramkarzy podstawa, ale to było naprawdę coś wielkiego. Sami zobaczcie tą paradę: klik.

Asysta kolejki
Prejuce Nakoulma. Reprezentant Burkina Faso pokazał, co to znaczy iść do końca, a gracze Wisły, że nigdy, ale to nigdy nie można lekceważyć przeciwnika. Miał piłkę w narożniku boisku, zdecydował się na akcję wzdłuż linii końcowej. Minął Rafała Boguskiego i Łukasza Gargułę, jeden z nich go odepchnął, tak, że Nakoulma wypadł dwa metry za boisko. Widząc bierność zawodników Białej Gwiazdy, wrócił wziął piłkę, wycofał do Krzysztofa Mączyńskiego, który strzelił drugiego gola dla Górnika.

Drybling kolejki
Jakub Wawrzyniak. Pamiętacie slalom Jakuba Koseckiego z meczu z Widzewem? Jakub Wawrzyniak mu pozazdrościł. Wyższy 20 cm, cięższy 20 kg, ale pokazał, że też umie. Lewy obrońca(!), zabawił się z trójką zawodników Ruchu. Na przestrzeni kilku metrów minął Filipa Starzyńskiego, ograł Mindaugasa Pankę, oszukał Marcina Kikuta, zagrał do Koseckiego, ten do Danijela Ljuboi i Legia prowadziła 3:0. Wawrzyniak, który wciąż mówi o sobie, że w reprezentacji Polski jest zmiennikiem zawodnika, który nie istnieje, w niedzielę pokazał, co to znaczy pewność siebie. Zobaczcie to!

Skuteczność kolejki
Zagłębie Lubin i Górnik Zabrze. Jak uderzać na bramkę przeciwnika, to konkretnie. Taki wniosek można wysnuć po meczach Zagłębia z Lechią (2:2) i Wisły z Górnikiem (1:3). Gracze z Dolnego Śląska oddali dwa celne strzały na PGE Arenie i strzelili dwa gole (Szymon Pawłowski i Costa). Jeszcze lepiej pod tym względem wypadli zawodnicy z Górnego Śląska. Sergei Pareiko rzadko miewa takie mecze, w których nie uda mu się obronić ani jednego uderzenia. Teraz miał, bo piłkarze Adama Nawałki trzy razy uderzali celnie, a Estończyk kapitulował.

Zmiana kolejki
Tomasz Frankowski. Około 30 sekund potrzebował 38-letni łowca bramek, aby strzelić swojego kolejnego gola w lidze. Trener Tomasz Hajto posadził go na ławce rezerwowych w spotkaniu z PGE GKS (2:2), ale w obliczu wyniku (0:2 do przerwy) musiał zareagować. Jak trwoga, to do Franka. I Franek znowu pokazał klasę, zawstydził młodszych kolegów. Bo nie dość, że zdobył kontaktową bramkę, to jeszcze asystował przy trafieniu Niki Dzalamidze, które dało Jagiellonii punkt.

Jagiellonia uratowała remis z GKS-em Bełchatów - obejrzyj film!

Największy szczęściarz
Tomasz Kiełbowicz. Kończyła się rozgrzewka, do meczu Legii z Ruchem pozostawało kilka minut. Trener Jacek Magiera podbiegł do Kiełbowicza i poinformował go, że "odeszły wody, zaraz będziesz ojcem". 36-latek pod koniec pierwszej połowy doczekał się syna, a pod koniec drugiej, trener Jan Urban wpuścił go na boisko. - To dla Tomka wyjątkowy dzień, musiał zagrać - powiedział szkoleniowiec. Szczęśliwy Kiełbowicz wystąpił po raz pierwszy w T-Mobile Ekstraklasie od 30. kolejki poprzedniego sezonu, a więc od 210 dni. Przeciwko Ruchowi Chorzów zagrał swój 383. mecz w najwyższej klasie rozgrywkowej.

I co ja robię tu?
Co ty tutaj robisz? - przebój Elektrycznych Gitar
powinien być hitem w szatni Ruchu Chorzów. Takim hitem przez łzy, bo to, co wyprawiali defensorzy Niebieskich w niedzielę przy Łazienkowskiej, jak stwierdził ich trener, w ekstraklasie jest niedopuszczalne. Jeden wskakiwał na drugiego, trzeci się przewracał, podcinając czwartego, a Jakub Kosecki brał piłkę i strzelał gole. Obie bramki zdobyte przez 22-letniego skrzydłowego Legii były właśnie po dziecinnych pomyłkach obrońców Ruchu.

Bruce Lee kolejki
Adam Kokoszka. Działo się w doliczonym czasie spotkania w Gliwicach. Piłkarze już tak mają, że lubią skoczyć sobie do oczu. Jedni z bezsilności, inni, bo chcą pobudzić drużynę. Co chciał zrobić Kokoszka kopiąc w głowę Tomasza Doczekala? Trudno stwierdzić. Wyleciał z boiska, sprowokował awanturę i jakoś nie poczuwał się do winy. Całe szczęście, że nikomu nic się nie stał.

Piast uratował remis z Polonią Warszawa w końcówce - obejrzyj film!

Kiks kolejki
Paweł Oleksy. W takich przypadkach, przynajmniej na podwórku, zwykło się mówić do delikwenta: stary, leć szukaj nogi. W spotkaniu Piasta z Polonią (1:1) "nogę zgubił" właśnie lewy obrońca gliwickiej drużyny. Dośrodkowanie z rzutu rożnego, wybita piłka znajduje się tuż przed polem karnym Czarnych Koszul, Oleksy nabiega, zaciska zęby, pochyla się żeby jak najmocniej uderzyć, kopie z całych sił, ale nie w futbolówkę, a w powietrze. Na szczęście Oleksy nie myśli o kiksie, wraca do równowagi i dogania piłkę zapobiegając kontrze rywali.

Historyczny wyczyn
Christian Omar Diaz. Argentyńczyk w końcu strzelił gola w T-Mobile Ekstraklasie nie z rzutu karnego, ale z akcji. W piątek, 30 listopada 2012, pokonał Krzysztofa Kotorowskiego po składnej akcji zespołu. Wcześniej taka sztuka udała mu się 6 listopada 2011 roku, w spotkaniu z Zagłębiem Lubin (5:1), a więc minęło prawie 13 miesięcy. W tym czasie Diaz zdobył w lidze 3 bramki, wszystkie z "jedenastek".

Legia mistrzem jesieni - podsumowanie 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Pędząca T-Mobile Ekstraklasa dobrnęła do połowy sezonu zasadniczego. Zgodnie z przewidywaniami, tytuł tzw. mistrza jesieni zdobyła Legia, choć w ostatnich tygodniach złapała zadyszkę, w październiku wygrała tylko jedno spotkanie (4:1 z Piastem Gliwice). Tradycyjnie największy zawód swoim kibicom sprawia Zagłębie Lubin, które jest w strefie spadkowej. Rzutem na taśmę do górnej połowy tabeli wskoczył Śląsk. Od dna odbił się Widzew, dzięki pokonaniu rewelacyjnej Pogoni Szczecin (2:1). Już w piątek rozpoczynamy drugą część sezonu, do grudnia zaplanowano jeszcze sześć kolejek.

MISTRZ NA OPARACH
Nikt nie czeka z takim utęsknieniem na przerwę w rozgrywkach, jak Legia. Jan Urban ma 11 kontuzjowanych zawodników, szeroka kadra, o której trąbiło się przed sezonem, jest tylko wspomnieniem. Dlatego przy Łazienkowskiej czekają na 2-tygodniową pauzę T-Mobile Ekstraklasy, kiedy reprezentacja Polski zagra ze Słowacją i Irlandią. Wtedy do zdrowia wróci kilku graczy mistrza Polski, w tym gwiazdy, Duszan Kuciak i Miroslav Radović. Jeszcze bez nich legioniści zebrali baty od Zawiszy (1:3), a następnie ograli Zagłębie (2:0). Strzelają najwięcej goli (34), ale też bardzo dużo tracą. W 15 kolejkach aż 17, czyli tyle, ile choćby w całym sezonie 2007/08 i 2008/09, kiedy prowadził ich Urban.

ZAGŁĘBIE JAK ZWYLKE
Stabilny budżet, zero opóźnień w wypłatach, godne (bardzo godne) pensje, komfort pracy, spokój. To generalnie obraz Zagłębia Lubin. Problem w tym, że rok w rok Zagłębie Lubin plącze się w ogonie ligowej tabeli. Po pierwszej rundzie sezonu zasadniczego ma zaledwie dwa punkty więcej niż biedne Podbeskidzie Bielsko - Biała. Zatrudniono nawet nestora polskiej myśli szkoleniowej, Oresta Lenczyka, ale i on na razie nie podołał. 6 meczów, 1 wygrana, 1 remis, 4 porażki. 15 miejsce. W ostatnich dwóch kolejkach 1:3 z Cracovią i 0:2 z Legią, która nawet się nie zmęczyła. Specyfika Zagłębia, to temat na poważną pracę naukową.

Adam Banaś ostro po meczu z Legią - zobacz film!



POKONASZ LEGIĘ, POTEM NIE WYGRASZ
Od lat przekonani o swojej wielkości piłkarze Legii powtarzają, że drużyna, która pokona ich w lidze, potem ma problemy. W obecnym sezonie tak jest. Najpierw legioniści przegrali z Ruchem (1:2, 4. kolejka), następnie nie wygrali 4 meczów z rzędu. Potem Lechia ograła Legię (1:0, 5. kolejka) i przyszło siedem spotkań bez wygranej. Potem mistrzowie Polski ulegli Wisle (0:1, 11. kolejka), w następnej Biała Gwiazda poległa w Bydgoszczy (1:3) i odpadła z Pucharu Polski (0:1 z Lechią). Teraz przyszła kolej na Zawiszę, który rozprawił się z Legią (3:1, 14. kolejka), a następnie przegrał w Chorzowie (0:1).

POGONI ZEJŚCIE NA ZIEMIĘ
Gdyby w 15. kolejce Pogoń poradziła sobie z Widzewem w Łodzi, to choć na kilkanaście godzin objęłaby prowadzenie w T-Mobile Ekstraklasie. Ochów i achów nad grą Portowców po wygranej z Piastem (4:0) było wiele, ale biedny Widzew sprowadził ich na ziemię. Pogoń zagrała najgorszy mecz w rundzie, trener Dariusz Wdowczyk ledwo opanował nerwy i efekcie zamiast liderowania, jest 4. miejsce i 5 punktów straty. Choć to i tak więcej niż przyzwoity wynik.

SZCZĘŚCIE WISŁY
Drużyna Franciszka Smudy kończyła pierwszą fazę sezonu wyjazdem do najsłabszej drużyny w lidze. W przypadku wygranej, zostałaby wiceliderem z jednym punktem straty do Legii. Przypominając sobie przedsezonowe zapowiedzi, że Wisła będzie walczyć o utrzymanie, były selekcjoner byłby wielkim wygranym. W Bielsku jednak zawiódł on i zespół. Gdyby nie świetne interwencje Michała Miśkiewcza (najskuteczniejszy bramkarz T-Mobile Ekstraklasy), Podbeskidzie wygrałoby kilkoma bramkami.

Szczęśliwy remis Wisły z Podbeskidziem. Miśkiewicz obronił "Białą Gwiazdę" - zobacz film!



SĘDZIOWSKIE POMYŁKI
W ostatnim tygodniu sypnęło nam błędami arbitrów. Co najgorsze, wypaczały one wyniki meczów. Sędziowie trzymali formę dość długo. Owszem, mylili się, ale nie tak ewidentnie, jak ostatnio. Najbardziej żal Jagiellonii, która prowadziła 1:0 w Gliwicach, następnie Ukah dotknął ręką piłki poza polem karnym, dostał czerwoną kartkę (dyskusyjne, czy słusznie), a rywale rzut karny z kapelusza (wykorzystany przez Rubena Jurado). Warto podkreślić, że sędzia Daniel Stefański najpierw podyktował rzut wolny, ale na wniosek swojego asystenta, Radosława Siejki, zmienił decyzję. Na złą.
Tych pomyłek było oczywiście więcej. Śląsk przegrał z Zawiszą (1:2, 14. kolejka) po golu strzelonym ze spalonego przez Wahana Geworgiana. Jagiellonia podwyższyła prowadzenie na 2:0 z Lechem po bramce zdobytej ze spalonego przez Dawida Plizgę. Za dużo tego, za dużo.

POBUDKA ŚLĄSKA
Ambicje były z pewnością większe, ale Śląsk Wrocław, 3. zespół poprzedniego sezonu i mistrz Polski z 2012 roku, udanym finiszem znalazł się w pierwszej ósemce. Złośliwi mogą powiedzieć, że to drużyna grająca na piątkę, bo w 15 meczach zanotowała 5 wygranych, 5 remisów i 5 porażek. W ostatnich dwóch kolejkach T-Mobile Ekstraklasy zespół Stanislava Levego zgarnął komplet punktów. Rozbicie Podbeskidzia (4:0) nie było wielką sztuką, ale wygrana z Lechią w Gdańsku (2:1), już tak. Na tym spotkaniu był nowy selekcjoner, Adam Nawałka. Pojechał oglądać stoperów, to Adam Kokoszka i Rafał Grodzicki strzelili po golu. Jak się okazało, na powołanie to było za mało, dostał je defensywny pomocnik, Tomasz Hołota.

SERIA KOCIANA
W przypadku Ruchu Chorzów, efekt nowej miotły zadziałał. Zwolniono Jacka Zielińskiego, zatrudniono Jana Kociana (dla nas, anonimowego Słowaka) i Niebiescy od tej pory nie przegrali spotkania w T-Mobile Ekstraklasie. Gdyby stworzyć tabelę od 18 września, obejmującą 8 kolejek, w których Kocian prowadził Ruch, to Niebiescy wspólnie z Pogonią, Legią i Cracovią, byliby liderem z 16 punktami. Jako jedyny zespół w tym czasie nie przegrali spotkania, ich bilans to 4 wygrane i 4 remisy. A Ruch, pogrążony w żałobie po nieodżałowanym Gerardzie Cieśliku, niepostrzeżenie wskoczył na 7. miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

STAGNACJA LECHA
Wiosną 2012 roku nikomu nieznany trener Mariusz Rumak został trenerem Lecha Poznań. Kibiców ujął tym, że wygrał z Legią przy Łazienkowskiej (1:0), kochali go, śpiewali "na Rumaku do Europy". Minęło kilkanaście miesięcy i podejście jest zdecydowanie inne. Raz, że Rumak z Legią nie wygrywa (2 porażki, 1 remis), a dwa, że Lech się męczy. Zamiast śpiewów o Europie, są inne piosenki. "Ta wygrana nic nie zmienia, Rumakowi do widzenia" niosło się po trybunach przy Bułgarskiej w Poznaniu po ... wygranej z Górnikiem Zabrze (3:1). Kompletnie niezasłużonej, bo zabrzanie powinni po 1. połowie prowadzić 2-3 do zera (przynajmniej), a Lech błysnął po przerwie skutecznością. Trener Kolejorza był kłębkiem nerwów, przyszedł na konferencję prasową, wypowiedział kilka zdań i wyszedł, bo jak potem mówił, "w tym stanie nie mógł odpowiadać na pytania".

Mariusz Rumak wychodzi z konferencji prasowej po meczu z Górnikiem - zobacz film!



DRAMAT PO GLIWICKU
Jeszcze w czerwcu był bohaterem, najlepszym trenerem na świecie. Mowa o Marcinie Broszu, który wprowadził beniaminka do europejskich pucharów. Teraz Piast dołuje w lidze, gdyby nie ewidentna pomyłka sędziów, z Jagiellonią by nie wygrał. Jednak nic nie usprawiedliwia zachowania kibiców Piasta, którzy ubliżali Broszowi w czasie meczu 15. kolejki, wyzywając od najgorszych kiedy przegrywali, a następnie ciesząc się z bramek zdobywanych przez Rubena Jurado i Csabę Horvatha.

TROCHĘ STATYSTYKI
Za nami 15. kolejek T-Mobile Ekstraklasy. Kiedyś nazwalibyśmy to rundą jesienną, ale tej jesieni czeka nas jeszcze sześć serii gier. Najskuteczniejszą drużyną pierwszej części sezonu zasadniczego została Legia (34 bramki). Warszawski zespół zanotował też najmniej remisów (1), w meczach z jego udziałem strzelono najwięcej goli (51). Najmniej porażek zanotowała Wisła (1), Biała Gwiazda straciła także najmniej bramek w lidze i jako jedyna nie przegrała na własnym boisku. Najgorszą defensywę ma Widzew (31 straconych bramek), a w ofensywie najbardziej dołuje Podbeskidze (10 strzelonych goli). Górale wygrali najmniej meczów, bo tylko jeden (1:0 z Koroną, 6. kolejka).

Legia najlepsza na półmetku - podsumowanie 14. i 15. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Liga zagrała dla Legii - tak można najkrócej podsumować 14 serię gier. Porażka Jagiellonii i remis Śląska sprawiły, że mistrzowie Polski zostali samodzielnym liderem T-Mobile Ekstraklasy. Niesamowite emocje przeżyli kibice we Wrocławiu, gdzie drużyny Śląska i Lecha stworzyły jeśli nie najlepsze, to jedno z najlepszych widowisk w tym sezonie. W coraz gorszej sytuacji są Ruch i Zawisza, które zamykają tabelę z marnym dorobkiem, odpowiednio 8 i 7 punktów. Przecież to zespoły, które kilka tygodni temu reprezentowały Polskę w europejskich pucharach...

WIELKA GRA WE WROCŁAWIU
To był prawdziwy hit 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bohaterem Śląska w meczu z Lechem (1:1) został Mariusz Pawełek, który kilkoma fantastycznymi interwencjami uratował drużynie punkt. Słowa "fantastyczny" trzeba użyć jeszcze kilka razy. Taki był gol strzelony przez Darko Jevticia, który już w 2. minucie ograł Krzysztofa Danielewicza i Toma Hateleya, inteligentnym strzałem dał Kolejorzowi prowadzenie. Fantastyczne okazje do zdobycia bramki marnował też Flavio Paixao, który przed spotkaniem otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza T-Mobile Ekstraklasy w październiku. Dwukrotnie był sam przed Maciejem Gostomskim po świetnych podaniach Dudu Paraiby i pudłował w sytuacjach, w których wydawało się to niemożliwe. Fantastycznie poczuł się też Mateusz Machaj, który grając jako fałszywy napastnik, w tym sezonie miał na zero na koncie trafień w lidze. W końcu strzelił tego piewszego gola, na dodatek w meczu z Lechem, w barwach którego debiutował w ekstraklasie (sezon 2008/09, zagrał minutę w spotkaniu z ŁKS-em).

REZERWY WYSTARCZYŁY NA RUCH
Henning Berg garściami czerpie z tego, że ma szeroką i wyrównaną kadrę. Na spotkanie Ruchem Chorzów większość podstawowych graczy odesłał na trybuny by mogli odpocząć przez meczem w Lidze Europy z Metalistem Charków. Szansę dostało kilku graczy z rezerw, w tym 17-letni Adam Ryczkowski i o rok starszy Robert Bartczak. Na pogrążonych w kryzysie Niebieskich absolutnie to wystarczyło. Legia przez całe spotkanie była zdecydowanie lepszym zespołem, choć nigdy w takim zestawieniu nie grała i nie zagra. Bo historia z wystawieniem na lewej obronie rozgrywającego Helio Pinto, raczej się nie powtórzy.

Pierwszego gola strzelił Orlando Sa, wykorzystując rzut karny o faulu Marka Szyndrowskiego na Mateuszu Szwochu. Na 2:0 podwyższył wspomniany Ryczkowski, strzelając do pustej bramki po świetnym zagraniu Marka Saganowskiego. W końcówce, po błędzie Jakuba Rzeźniczaka, gola dla Ruchu strzelił Grzegorz Kuświk. Ta bramka jednak tylko zamazała prawdziwy obraz bardzo źle grających Niebieskich.


HAT TRICK RYKOSZETA I BOISKO SAMOBÓJCÓW
To był szalony mecz, którego scenariusza nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. 33. minuta - Kyryło Petrow strzela, rykoszet od Arkadiusza Głowackiego - gol. 55. minuta - główka Burligi, rykoszet od Petrowa, gol. 61. minuta - Nabil Aankour zagrywa wzdłuż bramki, Richard Guzmics interweniuje tak niefortunnie, że wbija piłkę do własnej bramki. 78. minuta - kontra Wisły, dośrodkowanie Macieja Sadloka, nieporozumienie bramkarza Korony z Radkiem Dejmkiem i gol samobójczy dla Białej Gwiazdy. Prawie 80 minut gry i cztery przypadkowe gole! Ten na 3:2 dla Korony na szczęście już taki nie był. Kielczanie przeprowadzili składną akcję, którą wykończył Olivier Kapo i mogli świętować ze swoimi kibicami. Wisła natomiast przegrała wszystkie jesienne prestiżowe spotkania: derby z Cracovią (0:1), u siebie z Legią (0:3) i teraz małe derby z Koroną (2:3).

KONIEC SERII JAGIELLONII
Bartosz Ślusarski zakończył imponującą serię Jagiellonii Białystok (7 spotkań bez porażki), która była niepokonana w T-Mobile Ekstraklasie od 23 sierpnia i porażki ze Śląskiem Wrocław (1:3). Najbliżej uratowania choćby punktu był Mateusz Piątkowski. Lider klasyfikacji strzelców (11 goli) trafił jednak w słupek.

Goście z Bełchatowa przyjechali do Białegostoku podrażnieni blamażem w Pucharze Polski (0:5 z Piastem Gliwice). Rehabilitacja się udała, a dzięki ten wygranej GKS traci już tylko punkt do ostatniego miejsca podium (właśnie do Jagiellonii) i tylko cztery do lidera, Legii Warszawa.

CRACOVIA WYGRYWA TYLKO JEDNĄ BRAMKĄ
Drużyna Roberta Podolińskiego jest ewenementem. Zaczęła sezon od trzech porażek, w końcu wróciła do równowagi, ale charakteryzuje ją pewna prawidłowość. Otóż jak już wygrywa, a zdarzyło się jej to w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy po raz piąty w tym sezonie, to różnicą jednej bramki. Na dodatek, potrafi sięgnąć po komplet punktów tylko u siebie, na wyjazdach jej bilans jest tragiczny, dwa remisy i pięć porażek. Gorszy jest tylko Zawisza, z kompletem porażek (6).

Trzy razy po 1:0, dwukrotnie 2:1, dzięki domowym wygranym (i dwóm wyjazdowym remisom) Pasy mają 17 punktów. Te ostatnie trzy oczka dał im Deniss Rakels, wykorzystując zagranie Marcina Budzińskiego. Pomocnik Cracovii, który zaliczył asystę, po meczu wylądował w szpitalu. Okazało się, że nie widział na jedno oko. Nie przeszkodziło mu to w świetnym zagraniu do Łotysza.

Zawisza zostaje dyżurnym dostarczycielem punktów. Po niezłym meczu przeciwko Legii (1:2), znowu wrócił na swój poziom i zasłużenie przegrał.

KUNG FU AUGUSTYN
Po otrzymaniu zgody z PZPN, Jan Kocian po raz pierwszy w T-Mobile Ekstraklasie poprowadził Pogoń Szczecin jako pierwszy szkoleniowiec. Przy odrobinie szczęścia, mógł wywieźć z Zabrza trzy punkty. Portowcy nie potrafili wykorzystać faktu, że ostatni kwadrans meczu grali z przewagą jednego zawodnika. Skrajnie nieodpowiedzialnie zachował się Błażej Augustyn, który próbując ratować się po swoim błędzie, brutalnie sfaulował Rafała Murawskiego i zasłużenie wyleciał z boiska.

Pogoń zakończy rundę jesienną spotkaniem u siebie z Legią, z którą w lidze nie wygrała od 1998 roku, przegrała ostatnie 10 oficjalnych meczów (8 w lidze, 2 w Pucharze Polski). Przeciwko mistrzom Polski zagra zapewne bez napastnika. Marcin Robak jest kontuzjowany, Patryk Małecki zerwał więzadła krzyżowe i czego go 6-miesięczne leczenie, a Łukasz Zwoliński będzie pauzował za kartki.


TWIERDZA W ŁĘCZNEJ WCIĄŻ NIEZDOBYTA
Mimo, że za nami już 14 kolejek T-Mobile Ekstraklasy, stadion Górnika Łęczna jest jednym z trzech jeszcze niezdobytych w tym sezonie (obok Śląska i Bełchatowa). W ostatniej serii gier próbowała Lechia, ale jedyne, co udało jej się ugrać, to remis. Gola na wagę jednego punktu strzelił Antonio Colak, po bardzo ładnej, indywidualnej akcji. Goście z Gdańska mieli wyjątkowego pecha. Dwukrotnie po ich strzałach piłka trafiała w słupek bramki Sergiusza Prusaka.

Bohaterem, pozytywnym i negatywnym gospodarzy był Patrik Mraz. Słowak najpierw strzelił gola dla Górnika bezpośrednio z rzutu wolnego. W końcówce natomiast bardzo ostro zaatakował Macieja Makuszewskiego. Za faul został ukarany czerwoną kartką, a skrzydłowy Lechii doznał urazu stawu skokowego i prawdopodobnie w tym roku już nie zagra.

PIAST PUKA DO GRUPY MISTRZOWSKIEJ
Już po poprzedniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy wiadomo było, że przed Podbeskidziem trudne zadanie. Drużna prowadzona przez Leszka Ojrzyńskiego straciła dwóch liderów środka pola, Macieja Iwańskiego i Antona Slobodę. Obaj musieli pauzować za cztery żółte kartki. Piast idealnie wykorzystał słabość rywala, wypracował wiele okazji do strzelenia gola, wykorzystując aż cztery. Do wygranej gości walnie przyczynił się Michal Peskovic. Bramkarz Podbeskidzia zlekceważył mocne uderzenie Konstantina Vassilijeva. Gracz Piasta strzelił z ponad 30 metrów, Pesković był pewny, że złapie piłkę, a ta przełamała mu palce i wpadła do bramki. Był go gol na 2:0 dla gości, od tego momentu ich wygrana nie była już zagrożona. Ozdobą spotkania była bramka zdobyta w ostatniej minucie przez Marka Sokołowskiego. Kapitan Górali pięknie uderzył wewnętrzną częścią stopy, pod poprzeczkę. Było to jednak trafienie jedynie na otarcie łez.

Legia sama na szczycie - podsumowanie 14. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się