Połowa sezonu zasadniczego za nami. Na szczycie tabeli ekstraklasy sensacyjny lider Piast Gliwice, z ośmioma punktami przewagi nad Legią Warszawa, która po 16 kolejnych meczach (licząc wszystkie rozgrywki) z przynajmniej jedną straconą bramką, w końcu zagrała na zero z tyłu. Odradza się Lech, który poradził sobie z Górnikiem Łęczna (1:0), ale wciąż pozostaje w strefie spadkowej.

EMOCJE W  CHORZOWIE, PREZENT NA JUBILEUSZ FORNALIKA

Waldemar Fornalik po raz 250. prowadził drużynę w ekstraklasie. Jubileusz przypadł na mecz jego Ruchu z Lechią. Piłkarze Niebieskich bardzo chcieli by ich trener zbytnio się nie denerwował, więc szybko zabrali się do roboty. Mariusz Stępiński, Marek Zieńczuk i Michał Koj – minęło zaledwie 26 minut, a Ruch prowadził 3:0. Uśmiechnięty szkoleniowiec z radością na twarzy siedział na ławce rezerwowych.

Niestety dla niego, piłkarze nie oszczędzili mu nerwów. Po przerwie Ruch przestał grać w piłkę, a Lechia przypomniała sobie, że jednak potrafi. Dwa razy trafił Michał Mak, sytuacji do wyrównania też nie brakowało, ale ostatecznie Niebieskim udało się dowieźć wygraną do końca spotkania. - Zagraliśmy najlepszą połowę meczu od lat - mówił Zieńczuk. - Jednak w drugiej połowie już nie graliśmy w piłkę, tylko staraliśmy się przeszkadzać przeciwnikowi - dodał. 

WYJAZDOWY FENOMEN KORONY

Pierwszą część sezonu zasadniczego Korona Kielce kończy na 5. miejscu, jest jedyną niepokonaną drużyną w meczach wyjazdowych. To właśnie fenomen kieleckiego zespołu prowadzonego przez Marcina Brosza. U siebie kompletnie sobie nie radzą (jedna wygrana, dwa remisy, cztery porażki), ale na wyjazdach są fantastyczni. w ośmiu spotkaniach stracili jedną bramkę (z rzutu karnego w spotkaniu z Legią), zdobyli 18 punktów.

Kolejne trzy przywieźli z Zabrza, po golu strzelonym na początku spotkania przez Airama Cabrerę. Radosław Janukiewicz, który po raz pierwszy stanął w bramce Górnika, mecz rozpoczął od wyciągnięcia piłki z siatki. - Nie tak miał wyglądać mój debiut. Popełniliśmy błąd w kryciu, jeden stały fragment gry pozbawił nas punktów - komentował zawodnik.

W Zabrzu robi się gorąco. Górnik zamyka tabelę mając pięć punktów straty do bezpiecznego miejsca w tabeli. Drużyna obecnie prowadzona przez Leszka Ojrzyńskiego jest najgorszym zespołem w 2015 roku. Wygrała tylko pięć meczów z 33 rozegranych, średnio zdobywa 0,9 punktu. Jeśli nic się nie zmieni, kolejny sezon może spędzić w pierwszej lidze.

LEGIA W KOŃCU NA ZERO Z TYŁU

- Na Legii jak się ma jedną sytuację, to trzeba ją wykorzystać - żałował trener Czesław Michniewicz. Jego Pogoń przegrała drugie spotkanie w sezonie. Wspomnianej okazji do strzelenia gola nie wykorzystał Wladimer Dwaliszwili, który sprawiał wrażenie zaskoczonego, że znalazł się sam przed Arkadiuszem Malarzem i fatalnie przestrzelił. Była to jedna z dwóch sytuacji do zdobycia bramki przez Portowców. Mało, jak na 90 minut.

Legia była o wiele groźniejsza, ale dobrze w bramce spisywał się Jakub Słowik, który nieoczekiwanie zastąpił Dawida Kudłę. Skapitulował raz, po centrze Tomasza Brzyskiego i strzale Tomasza Jodłowca. Duży błąd w tym przypadku popełnił Jarosław Fojut, który nie upilnował legionisty, a ten z bliska kopnął piłkę do siatki.

Stołeczny zespół, licząc wszystkie oficjalne spotkania, przerwał serię 16 kolejnych meczów z przynajmniej jedną straconą bramką. Po raz pierwszy w tym sezonie na ławce rezerwowych usiadł Jakub Rzeźniczak, który ostatnio miał obniżkę formy. Na środek obrony wrócił Michał Pazdan, który stworzył duet stoperów z Igorem Lewczukiem. Obaj zaprezentowali się bardzo dobrze. Pazdan, wobec nieobecności Jakuba Rzeźniczaka, Ivicy Vrdoljaka i Dusana Kuciaka, pełnił rolę kapitana.

STRZELANINA CRACOVII, ŚLĄSK NAD PRZEPAŚCIĄ

W piątkowy wieczór w Krakowie prawie wszystko wyglądało niewyraźnie. Przez smog, w którym królewskie miasto dusiło się od kilku dni. Zanieczyszczenie jest tak duże, że specjaliści apelowali o zaniechanie jakiegokolwiek wysiłku na zewnątrz. Piłkarze Cracovii tym się nie przejęli. Zagrali świetne spotkanie przeciwko Śląskowi Wrocław. Już do przerwy wbili rywalom cztery bramki, a w drugiej połowie pilnowali wyniku.

Wrocławian było stać tylko na honorowego gola, choć stworzyli kilka groźnych sytuacji pod bramką Grzegorza Sandomierskiego. Nie zmieniło to jednak obrazu spotkania, na drużynę i Tadeusza Pawłowskiego spadła lawina krytyki. - To co zobaczyłem było żenujące - nie przebierał w słowach szef rady nadzorczej Śląska, Włodzimierz Patalas. Podobno posada trenera wisi na włosku, choć z drugiej strony Pawłowski ma poparcie prezesa klubu.

GAJOS DOWÓDCĄ LECHA

Po 106 dniach bez wygranej w lidze na własnym boisku Kolejorz w końcu sięgnął po całą pulę. Zespół prowadzony przez Jana Urbana pokonał Górnika Łęczna (3:1), ale myli się ten, kto myśli, że zwycięstwo przyszło Lechowi łatwo.

Koniem pociągowym Kolejorza jest ostatnio Maciej Gajos. W ciągu dwóch tygodni strzelił cztery gole, w tym dwa Górnikowi. - Jestem coraz dłużej z drużyną, lepiej się rozumiemy - powiedział pomocnik. Trzecią bramkę dołożył inny piłkarz środka pola, Karol Linetty.

Górnik, choć przegrał, mógł wracać z podniesioną głową. Przez godzinę był drużyną lepszą od Lecha, stwarzał więcej okazji do strzelenia gola, ale zawodziła skuteczność. Bezsensownie zachował się Radosław Pruchnik, który mając już na koncie żółtą kartkę, popełnił faul taktyczny w środku pola i wyleciał z boiska. Od tej pory to Kolejorz przejął inicjatywę i strzelił dwa gole. W ostatniej minucie honorową bramkę dla przyjezdnych zdobył Leandro.

Mimo wygranej lechici pozostali w strefie spadkowej, choć do 14. Śląska mają tylko punkt straty. Celem jest oczywiście miejsce w pierwszej ósemce, ale by to osiągnąć muszą odrobić jeszcze osiem punktów.

BIG MAK SZALAŁ W BIAŁYMSTOKU

Miniona kolejka ekstraklasy stała pod znakiem Maków. Bliźniacy, jeden w Lechii, drugi w Piaście, zdobyli trzy bramki. Mateusz dwie, Michał jedną. - O golach strzelonych przez brata dowiedziałem się na rozgrzewce przed meczem z Jagiellonią. Pomyślałem: bracie, nie będę gorszy od ciebie - śmiał się pomocnik lidera ekstraklasy.

Piast wypunktował pogrążoną w kryzysie drużynę z Białegostoku (tylko jeden punkt w ostatnich siedmiu meczach). - Cieszę się, że cały czas możemy liczyć na wsparcie kibiców. Obiecuję, że za dwa tygodnie, po przerwie na mecze reprezentacji, to będzie zupełnie inny zespół - stwierdził  trener Michał Probierz.

TRENER MOSKAL CHCE ZAPOMNIEĆ

Wisła pewnie wygrała w Lubinie (3:1), ale jej trener szybko sprowadził na ziemię rozradowanych zawodników. - To był bardzo słaby mecz w naszym wykonaniu. Dopisujemy trzy punkty, ale tylko z tego można się cieszyć. Mimo wszystko chciałbym o tym spotkaniu szybko zapomnieć - stwierdził Kazimierz Moskal.

Szczerość godna podziwu, ale trener Białej Gwiazdy jest z tego znany. - Nie interesuje mnie kurczowa defensywa i kontrataki - mówi. Jego Wisła ma grać ofensywną, efektowną piłkę, jak najdłużej się przy niej utrzymywać.

Przełomowym momentem spotkania z Zagłębiem była czerwona kartka Konrada Forenca. Bramkarz Miedziowych zdecydował się na interwencję poza polem karnym, chciał wyprzedzić szarżującego Łukasza Burligę. Zamiast skutecznej interwencji, wyszedł cios rodem z MMA, którego Forenc jest fajem. Obrońca Wisły po ciosie zrobił fikołka w powietrzu. Na początku drugiej połowy zgłosił niedyspozycję i został zmieniony.

Zagłębie nie wygrało już szóstego kolejnego spotkania, w klubie robi się coraz bardziej nerowo. Posada Piotra Stokowca na razie nie jest zagrożona, ale by mieć spokój, musi zacząć punktować. Przed drużyną z Lubina teraz dwa mecze wyjazdowe, z Podbeskidziem i Koroną.

KRYZYS BENIAMINKA

Obiekt w Mielcu, gdzie Termalica Bruk-Bet Nieciecza rozgrywa swoje spotkania, długo był twierdzą nie do zdobycia. Najpierw wygrała tam Lechia, a w ostatniej kolejce Podbeskidzie (2:0). Górale początkowo skupili się na obronie, a gospodarzom udało się stworzyć kilka dobrych okazji do strzelenia gola. Emilijus Zubas spisywał się jednak bez zarzutu.

Podbeskidzie obudziło się po przerwie, głównie za sprawą Mateusza Możdżenia, który strzelił pierwszego gola. Drugiego dołożył Robert Demjan i Górale zainkasowali trzy punkty. W tym sezonie bardzo dobrze radzą sobie na wyjazdach, przegrali tylko raz, przy Łazienkowskiej z Legią (0:5). – Super, że udało się nie przegrać siódmego meczu na wyjeździe. Jeśli chodzi o mnie, to w ostatnim czasie poczułem się dużo pewniej. W takiej sytuacji wszystko przychodzi łatwiej - stwierdził Możdżeń.

Fot. Natalia Dobryszycka/East News

Piast najlepszy na półmetku - podsumowanie 15. kolejki Ekstraklasy - opinie i komentarze (1)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

ryś
09-11-2015 - 16:57:01
To Lech z Górnikiem dwa mecze wczoraj grał? Oglądałem ten pierwszy, w którym Lech wygrał 3:1
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Jeszcze w doliczonym czasie spotkania Bełchatowa z Jagiellonią niepewne ligowego bytu były Ruch Chorzów i Pogoń Szczecin. Wtedy, na minutę przed końcem, Euzebiusz Smolarek sprawił, że można otwierać szampany. Jeden błąd Emilijusa Zubasa zepchnął Brunatnych na ostatnie miejsce w tabeli, a Ruch i Pogoń po kolejnych słabych meczach, mogą się cieszyć i planować budżet na poziomie ekstraklasy. Przed 30. kolejką zostało nam równanie z jedną niewiadomą: spadnie Bełchatów czy Podbeskidzie. Od zeszłego tygodnia drugiego spadkowicza znamy, 5. w tabeli Polonię Warszawa, która nie otrzyma licencji na kolejny sezon.

SCENARIUSZ W GRZE O UTRZYMANIE

W tej chwili zagrożone spadkiem są Podbeskidzie i PGE GKS. W 30. serii gier T-Mobile Ekstraklasy czekają ich mecze wyjazdowe, drużyna Czesława Michniewicza powalczy na Widzewie, a zespół Kamila Kieresia jedzie do Gliwic. Teoretycznie dużo łatwiejsze zadanie ma Podbeskidzie. GKS musi osiągnąć lepszy wynik od bezpośredniego rywala (ma punkt straty, ale lepszy bilans meczów bezpośrednich). Drużyna z Bełchatowa może jeszcze dogonić Ruch Chorzów, ale nie wyprzedzi Niebieskich, właśnie przez gorszy bilans dwumeczu (3:0 i 2:0 dla Ruchu).

Podbeskidzie pokonuje Pogoń i opuszcza ostatnie miejsce w tabeli

TO NIE SĄ CZARY, PIAST MA PUCHARY

Beniaminek z Gliwic będzie w przyszłym sezonie reprezentował Polskę w eliminacjach Ligi Europy. To ogromny sukces Marcina Brosza i jego asystenta Dariusza Dudka. Gliwiczanie zremisowali w 29. kolejce przy Konwiktorskiej w Warszawie, a wobec porażki Górnika z Wisłą (0:1), zapewnili sobie co najmniej 4. pozycję w T-Mobile Ekstraklasie. Dzięki temu, że mistrzostwo i Puchar Polski zdobyła Legia, Śląsk zagra w el. Ligi Europy jako finalista krajowego pucharu i zwolni tym samym miejsce w ekstraklasie (o ile znajdzie się nad Piastem, na razie ma 1 punkt przewagi).

WALKA O NAJNIŻSZY STOPIEŃ PODIUM

Piast może jeszcze odebrać brązowe medale mistrzostw Polski. W ostatniej kolejce gra u siebie z PGE GKS, a ustępujący mistrzowie Polski, czyli Śląsk Wrocław, jedzie na Łazienkowską w Warszawie, czyli do nowego mistrza. W tabeli Piast maa 46, a Śląsk 47 punktów. Lepszy bilans spotkań bezpośrednich ma zespół z Górnego Śląska (3:2 i 3:1 dla Piasta). Czyli w przypadku porażki wrocławian, Piastowi wystarczy remis. Jeśli Śląsk zremisuje na Legii, Piast musi wygrać. W przypadku wygranej zespołu Stanislava Levy'ego, to jego zespół znajdzie się na najniższym stopniu podium.

POLONIA SIĘ ŻEGNA

Ponad 6 tys. kibiców stawiło się na stadionie Czarnych Koszul by pożegnać Polonię. Warszawska drużyna żegna się z T-Mobile Ekstraklasą i to na długo. Po decyzji Komisji Licencyjnej, zespół z Konwiktorskiej, o ile przystąpi do rozgrywek, będzie musiał zacząć zacząć od co najwyżej 3. ligi, a być może dopiero od czwartej. Wszystko przez ogromne problemy finansowe stołecznej drużyny, kilkumilionowe zaległości wobec piłkarzy, ZUS-u i Urzędu Skarbowego.

Remis Polonii z Piastem. Beniaminek w europejskich pucharach

CHORZOWSKI SZPALER

Od obecnego sezonu w regulaminie rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy zawarty jest artykuł 29.5:

"W sytuacji, gdy przed zakończeniem rozgrywek zespół uczestniczący w zawodach zapewnił już sobie tytuł mistrza Polski, zespół przeciwny przed rozpoczęciem procedury ustawiania zespołów wychodzi na boisko pierwszy i ustawia się w szpaler, witając zespół mistrza Polski".

Zawodnicy Ruchu Chorzów dostosowali się do regulaminu i w ten sposób uhonorowali nowego mistrza Polski, Legię Warszawa. W ostatniej kolejce ligowej dojdzie do symbolicznego przekazania berła i korony. Przy Łazienkowskiej w szpaler ustawią się gracze i trenerzy Śląska Wrocław, ustępującego mistrza Polski.

Od lat taka tradycja obowiązuje w Hiszpanii, ale tam nie jest wpisana w regulamin. W Polsce zapoczątkował ją obecny trener Legii, Jan Urban, który w sezonie 2010/11, prowadząc Zagłębie Lubin, nakazał swoim piłkarzom ustawienie się w szpaler przed meczem z ówczesnym mistrzem, Wisłą Kraków. W poprzednich rozgrywkach nie mieliśmy takich zachowań, bo losy tytułu rozstrzygnęły się w ostatniej kolejce ligowej.

PIERWSZY WYJAZDOWY REMIS LECHA

Dopiero w ostatnim spotkaniu wyjazdowym zespół Mariusza Rumaka podzielił się punktami z przeciwnikiem (1:1 we Wrocławiu ze Śląskiem). W dotychczasowych 14, aż 12 razy wygrywał Lech, zanotował jedynie 2 porażki (0:2 z Lechią i 0:1 z Legią). Lechici byli bliscy 13. wygranej i wyrównania ligowego rekordu. Prowadził od 39. minuty po golu Rafała Murawskiego. Wyrównał na 7 minut przed końcem Eric Mouloungui. Dla Kolejorza był to trzeci z rzędu mecz bez wygranej (0:1 z Legią, 0:2 z Podbeskidziem, 1:1 ze Śląskiem).

Waldemar Sobota: Szkoda, że nie wygraliśmy, bo mielibyśmy już pewne 3. miejsce

DESZCZ PRÓBOWAŁ PRZESZKODZIĆ

Wszystkie mecze 29. kolejki T-Mobile Ekstraklasy miały rozpocząć się o tej samej porze (godz. 18). Niestety, w dwóch przypadkach zawiodła ... pogoda. Nad dwoma stadionami przeszły ulewy i przez długi czas istniało realne zagrożenie, że mecze się nie odbędą. W Bełchatowie (GKS-Jagiellonia 1:1) rozpoczęto z 50-minutowym opóźnieniem, w Kielcach (Korona-Widzew 0:0), z 45-minutowym. Boiska były w bardzo złym stanie, co nie pozostało bez wpływu na jakość widowisk.

Jedna niewiadoma - podsumowanie 29. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Radość napastników, koszmar dla obrońców i bramkarzy. Piłkarze T-Mobile Ekstraklasy zafundowali sobie i kibicom ostre strzelanie. W ośmiu meczach zdobyli aż 36 bramek, co jest najlepszym wynikiem od 50 lat! Do wyrównania rekordu z 5. kolejki sezonu 1963/64 zabrakło jednego gola. Na szczycie tabeli pozostała Legia Warszawa. Nie ma już w lidze niepokonanej drużyny, bo swojego pogromcę znalazła Wisła Kraków. Biała Gwiazda przegrała w Bydgoszczy z Zawiszą (1:3).

PIĘĆ MINUT MISTRZA
Legia długo męczyła się z Piastem Gliwice. Strzeliła gola, ale nie przekonywała. Kiedy goście wyrównali (Łukasz Hanzel), a trener Jan Urban wpuścił na boisko Michała Żyro i Jakuba Koseckiego, mistrzowie Polski w końcu zaczęli prezentować się na miarę możliwości. W pięć minut rozbili zespół Marcina Brosza. Pomiędzy 60. a 65. minutą zdobyli trzy bramki. Najpierw Helio Pinto dobił uderzenie w słupek Wladimera Dwaliszwilego. Potem Gruzin sam pokonał Dariusza Trelę, a wynik ustalił Jakub Rzeźniczak. Obrońca legionistów rozgrywa najlepszy sezon w karierze. Strzelił już 3 gole w lidze (i jednego w eliminacjach Ligi Mistrzów), czyli tyle, ile w swoich poprzednich 10 sezonach w T-Mobile Ekstraklasie.

HORROR KOLEJKI
Kiedy zegar na stadionie Górnika Zabrze wskazywał 90 minutę, gospodarze modlili się o remis w spotkaniu ze Śląskiem Wrocław. Przegrywali 1:2 i nic nie wskazywało, że to się zmieni. A jednak... W 1. minucie doliczonego czasu wyrównał Bartosz Iwan, a 120 sekund później Prejuce Nakoulma sprawił, że Adam Nawałka mógł zapisać kolejne trzy punkty. Piłkarze z Wrocławia długo nie mogli dojść do siebie. Byli w szoku. - Nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło - komentował Marco Paixao, który zdobył dwie bramki dla gości. Nigdy nie mów nigdy...

GOL KOLEJKI
Było z czego wybierać, bo przecież w 12. kolejce T-Mobile Ekstraklasy bramkarze kapitulowali aż 36 razy. Najładniejszą bramkę zdobył Deleu, brazylijski obrońca Lechii Gdańsk. Strzelił lewą nogą z 20 metrów, potężnie, tor lotu piłki zupełnie nie wskazywał, że to uderzenie da Lechii prowadzenie. A jednak, piłka odbiła się od poprzeczki, spadła za linię bramkową, a następnie wyszła w pole. Były to miłe złego początki, bo Lech Poznań na gola Deleu odpowiedział czterema trafieniami. Co ciekawe, wspomniana bramka była pierwszą puszczoną w Ekstraklasie (w 3. meczu) przez Macieja Gostomskiego, który kilka tygodni temu zastąpił Krzysztofa Kotorowskiego.


PRZEBUDZENIE BYŁYCH POLONISTÓW
Łukasz Teodorczyk i Wladimer Dwaliszwili rok temu wspólnie występowali w ataku Polonii Warszawa. Klub z Konwiktorskiej się rozpadł, a oni zmienili pracodawcę, jeden poszedł do Lecha Poznań, drugi do Legii. W obecnym sezonie nie mieli łatwo, często byli krytykowani. Skuteczność powróciła w najlepszym momencie, tuż przed hitem nad hitami, czyli spotkaniem wicemistrza z mistrzem Polski (27.10, godz. 18). Teodorczyk rozłożył na łopatki Lechię Gdańsk (4:1), strzelił dwa gole i zaliczył asystę. Taki sam bilans miał Dwaliszwili w meczu z Piastem Gliwice (4:1).

WEJŚCIE SMOKA
Po powrocie na ławkę trenerską Orest Lenczyk mógł w końcu unieść ręce w geście triumfu. 71-letni szkoleniowiec na inaugurację pracy w Zagłębiu Lubin przegrał dolnośląskie derby ze Śląskiem (0:2), ale w drugim swoim spotkaniu zdobył trzy punkty. Lubinianie pokonali Widzew Łódź (3:1), a kluczowym momentem spotkania było wpuszczenie na boisko Adriana Błąda (71. minuta). Wychowanek Zagłębia strzelił dwa gole i zdecydowanie rozruszał ofensywę. - Przegrywaliśmy, trzeba było podnieść zespół na duchu, pomóc, udało się - skomentował bohater spotkania.

STRZELASZ PIERWSZY? PRZEGRYWASZ
Pierwsze pięć meczów 12. kolejki T-Mobile Ekstraklasy rozegrano według klucza: kto pierwszy strzelał gola, schodził z boiska pokonany. Jagiellonia prowadziła 1:0 z Koroną, skończyło się 1:4. Śląsk wygrywał już 2:0 z Górnikiem, wynik końcowy - 2:3. Wisła prowadziła w Bydgoszczy 1:0, przegrała 1:3. Widzew prowadził w Lubinie 1:0, ale przegrał 1:3. Lechia wbiła bramkę Lechowi, ale z boiska schodziła z wynikiem 1:4. Całą zabawę popsuli piłkarze Cracovii, którzy jako pierwsi zdobyli gola i wygrali z Podbeskidziem (4:2). Podobnie było w Warszawie, gdzie Legia pokonała Piasta (4:1).


WIELKI JAK GOULON
- To jakaś masakra - śmiał się pomocnik Białej Gwiazdy Łukasz Garguła w przerwie meczu Zawiszy z Wisłą, kiedy pytano go o pojedynki ze 100-kilogramowym Heroldem Goulonem. W 2. połowie wiślakowi nie było już do śmiechu. To właśnie Francuz wyrównał stan meczu, a potem poprowadził drużynę do wygranej, a jednocześnie sprawił, że Wisła po raz pierwszy w tym sezonie schodziła z boiska pokonana (1:3). Goulon imponuje. Mimo potężnej budowy ciała jest zwrotny, nie ma problemów z koordynacją. To jasne, że potrafi się przepchnąć, ale o niezły wyskok trudno było go podejrzewać. W meczu z Wisłą pokazał, że to także potrafi.

DOMOWA NIEMOC RUCHU
Niebiescy, grając u siebie,unktować, ale jeśli chce skutecznie walczyć o utrzymanie, musi wygrywać u siebie. Po jednej wygranej na własnym boisku mają także Jagiellonia (4 mecze) i Podbeskidzie (6 meczów).

KARUZELA Z TRENERAMI SIĘ KRĘCI
Prezesi znowu nie wytrzymują ciśnienia i kolejny trener pożegnał się z pracą. Tym razem padło na Czesława Michniewicza, którego Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało w ostatniej kolejce z Cracovią (2:4). Michniewicz pracował w Bielsku od 22 marca, uratował Podbeskidzie przed spadkiem. Po 12 kolejkach obecnych rozgrywek zespół ten zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, zaledwie z 8 punktami na koncie. Nowym szkoleniowcem Górali zostanie Leszek Ojrzyński, zwolniony w sierpniu z Korony Kielce.

Rozstrzelana ekstraklasa - podsumowanie 12. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Pędząca T-Mobile Ekstraklasa dobrnęła do połowy sezonu zasadniczego. Zgodnie z przewidywaniami, tytuł tzw. mistrza jesieni zdobyła Legia, choć w ostatnich tygodniach złapała zadyszkę, w październiku wygrała tylko jedno spotkanie (4:1 z Piastem Gliwice). Tradycyjnie największy zawód swoim kibicom sprawia Zagłębie Lubin, które jest w strefie spadkowej. Rzutem na taśmę do górnej połowy tabeli wskoczył Śląsk. Od dna odbił się Widzew, dzięki pokonaniu rewelacyjnej Pogoni Szczecin (2:1). Już w piątek rozpoczynamy drugą część sezonu, do grudnia zaplanowano jeszcze sześć kolejek.

MISTRZ NA OPARACH
Nikt nie czeka z takim utęsknieniem na przerwę w rozgrywkach, jak Legia. Jan Urban ma 11 kontuzjowanych zawodników, szeroka kadra, o której trąbiło się przed sezonem, jest tylko wspomnieniem. Dlatego przy Łazienkowskiej czekają na 2-tygodniową pauzę T-Mobile Ekstraklasy, kiedy reprezentacja Polski zagra ze Słowacją i Irlandią. Wtedy do zdrowia wróci kilku graczy mistrza Polski, w tym gwiazdy, Duszan Kuciak i Miroslav Radović. Jeszcze bez nich legioniści zebrali baty od Zawiszy (1:3), a następnie ograli Zagłębie (2:0). Strzelają najwięcej goli (34), ale też bardzo dużo tracą. W 15 kolejkach aż 17, czyli tyle, ile choćby w całym sezonie 2007/08 i 2008/09, kiedy prowadził ich Urban.

ZAGŁĘBIE JAK ZWYLKE
Stabilny budżet, zero opóźnień w wypłatach, godne (bardzo godne) pensje, komfort pracy, spokój. To generalnie obraz Zagłębia Lubin. Problem w tym, że rok w rok Zagłębie Lubin plącze się w ogonie ligowej tabeli. Po pierwszej rundzie sezonu zasadniczego ma zaledwie dwa punkty więcej niż biedne Podbeskidzie Bielsko - Biała. Zatrudniono nawet nestora polskiej myśli szkoleniowej, Oresta Lenczyka, ale i on na razie nie podołał. 6 meczów, 1 wygrana, 1 remis, 4 porażki. 15 miejsce. W ostatnich dwóch kolejkach 1:3 z Cracovią i 0:2 z Legią, która nawet się nie zmęczyła. Specyfika Zagłębia, to temat na poważną pracę naukową.

Adam Banaś ostro po meczu z Legią - zobacz film!



POKONASZ LEGIĘ, POTEM NIE WYGRASZ
Od lat przekonani o swojej wielkości piłkarze Legii powtarzają, że drużyna, która pokona ich w lidze, potem ma problemy. W obecnym sezonie tak jest. Najpierw legioniści przegrali z Ruchem (1:2, 4. kolejka), następnie nie wygrali 4 meczów z rzędu. Potem Lechia ograła Legię (1:0, 5. kolejka) i przyszło siedem spotkań bez wygranej. Potem mistrzowie Polski ulegli Wisle (0:1, 11. kolejka), w następnej Biała Gwiazda poległa w Bydgoszczy (1:3) i odpadła z Pucharu Polski (0:1 z Lechią). Teraz przyszła kolej na Zawiszę, który rozprawił się z Legią (3:1, 14. kolejka), a następnie przegrał w Chorzowie (0:1).

POGONI ZEJŚCIE NA ZIEMIĘ
Gdyby w 15. kolejce Pogoń poradziła sobie z Widzewem w Łodzi, to choć na kilkanaście godzin objęłaby prowadzenie w T-Mobile Ekstraklasie. Ochów i achów nad grą Portowców po wygranej z Piastem (4:0) było wiele, ale biedny Widzew sprowadził ich na ziemię. Pogoń zagrała najgorszy mecz w rundzie, trener Dariusz Wdowczyk ledwo opanował nerwy i efekcie zamiast liderowania, jest 4. miejsce i 5 punktów straty. Choć to i tak więcej niż przyzwoity wynik.

SZCZĘŚCIE WISŁY
Drużyna Franciszka Smudy kończyła pierwszą fazę sezonu wyjazdem do najsłabszej drużyny w lidze. W przypadku wygranej, zostałaby wiceliderem z jednym punktem straty do Legii. Przypominając sobie przedsezonowe zapowiedzi, że Wisła będzie walczyć o utrzymanie, były selekcjoner byłby wielkim wygranym. W Bielsku jednak zawiódł on i zespół. Gdyby nie świetne interwencje Michała Miśkiewcza (najskuteczniejszy bramkarz T-Mobile Ekstraklasy), Podbeskidzie wygrałoby kilkoma bramkami.

Szczęśliwy remis Wisły z Podbeskidziem. Miśkiewicz obronił "Białą Gwiazdę" - zobacz film!



SĘDZIOWSKIE POMYŁKI
W ostatnim tygodniu sypnęło nam błędami arbitrów. Co najgorsze, wypaczały one wyniki meczów. Sędziowie trzymali formę dość długo. Owszem, mylili się, ale nie tak ewidentnie, jak ostatnio. Najbardziej żal Jagiellonii, która prowadziła 1:0 w Gliwicach, następnie Ukah dotknął ręką piłki poza polem karnym, dostał czerwoną kartkę (dyskusyjne, czy słusznie), a rywale rzut karny z kapelusza (wykorzystany przez Rubena Jurado). Warto podkreślić, że sędzia Daniel Stefański najpierw podyktował rzut wolny, ale na wniosek swojego asystenta, Radosława Siejki, zmienił decyzję. Na złą.
Tych pomyłek było oczywiście więcej. Śląsk przegrał z Zawiszą (1:2, 14. kolejka) po golu strzelonym ze spalonego przez Wahana Geworgiana. Jagiellonia podwyższyła prowadzenie na 2:0 z Lechem po bramce zdobytej ze spalonego przez Dawida Plizgę. Za dużo tego, za dużo.

POBUDKA ŚLĄSKA
Ambicje były z pewnością większe, ale Śląsk Wrocław, 3. zespół poprzedniego sezonu i mistrz Polski z 2012 roku, udanym finiszem znalazł się w pierwszej ósemce. Złośliwi mogą powiedzieć, że to drużyna grająca na piątkę, bo w 15 meczach zanotowała 5 wygranych, 5 remisów i 5 porażek. W ostatnich dwóch kolejkach T-Mobile Ekstraklasy zespół Stanislava Levego zgarnął komplet punktów. Rozbicie Podbeskidzia (4:0) nie było wielką sztuką, ale wygrana z Lechią w Gdańsku (2:1), już tak. Na tym spotkaniu był nowy selekcjoner, Adam Nawałka. Pojechał oglądać stoperów, to Adam Kokoszka i Rafał Grodzicki strzelili po golu. Jak się okazało, na powołanie to było za mało, dostał je defensywny pomocnik, Tomasz Hołota.

SERIA KOCIANA
W przypadku Ruchu Chorzów, efekt nowej miotły zadziałał. Zwolniono Jacka Zielińskiego, zatrudniono Jana Kociana (dla nas, anonimowego Słowaka) i Niebiescy od tej pory nie przegrali spotkania w T-Mobile Ekstraklasie. Gdyby stworzyć tabelę od 18 września, obejmującą 8 kolejek, w których Kocian prowadził Ruch, to Niebiescy wspólnie z Pogonią, Legią i Cracovią, byliby liderem z 16 punktami. Jako jedyny zespół w tym czasie nie przegrali spotkania, ich bilans to 4 wygrane i 4 remisy. A Ruch, pogrążony w żałobie po nieodżałowanym Gerardzie Cieśliku, niepostrzeżenie wskoczył na 7. miejsce w tabeli T-Mobile Ekstraklasy.

STAGNACJA LECHA
Wiosną 2012 roku nikomu nieznany trener Mariusz Rumak został trenerem Lecha Poznań. Kibiców ujął tym, że wygrał z Legią przy Łazienkowskiej (1:0), kochali go, śpiewali "na Rumaku do Europy". Minęło kilkanaście miesięcy i podejście jest zdecydowanie inne. Raz, że Rumak z Legią nie wygrywa (2 porażki, 1 remis), a dwa, że Lech się męczy. Zamiast śpiewów o Europie, są inne piosenki. "Ta wygrana nic nie zmienia, Rumakowi do widzenia" niosło się po trybunach przy Bułgarskiej w Poznaniu po ... wygranej z Górnikiem Zabrze (3:1). Kompletnie niezasłużonej, bo zabrzanie powinni po 1. połowie prowadzić 2-3 do zera (przynajmniej), a Lech błysnął po przerwie skutecznością. Trener Kolejorza był kłębkiem nerwów, przyszedł na konferencję prasową, wypowiedział kilka zdań i wyszedł, bo jak potem mówił, "w tym stanie nie mógł odpowiadać na pytania".

Mariusz Rumak wychodzi z konferencji prasowej po meczu z Górnikiem - zobacz film!



DRAMAT PO GLIWICKU
Jeszcze w czerwcu był bohaterem, najlepszym trenerem na świecie. Mowa o Marcinie Broszu, który wprowadził beniaminka do europejskich pucharów. Teraz Piast dołuje w lidze, gdyby nie ewidentna pomyłka sędziów, z Jagiellonią by nie wygrał. Jednak nic nie usprawiedliwia zachowania kibiców Piasta, którzy ubliżali Broszowi w czasie meczu 15. kolejki, wyzywając od najgorszych kiedy przegrywali, a następnie ciesząc się z bramek zdobywanych przez Rubena Jurado i Csabę Horvatha.

TROCHĘ STATYSTYKI
Za nami 15. kolejek T-Mobile Ekstraklasy. Kiedyś nazwalibyśmy to rundą jesienną, ale tej jesieni czeka nas jeszcze sześć serii gier. Najskuteczniejszą drużyną pierwszej części sezonu zasadniczego została Legia (34 bramki). Warszawski zespół zanotował też najmniej remisów (1), w meczach z jego udziałem strzelono najwięcej goli (51). Najmniej porażek zanotowała Wisła (1), Biała Gwiazda straciła także najmniej bramek w lidze i jako jedyna nie przegrała na własnym boisku. Najgorszą defensywę ma Widzew (31 straconych bramek), a w ofensywie najbardziej dołuje Podbeskidze (10 strzelonych goli). Górale wygrali najmniej meczów, bo tylko jeden (1:0 z Koroną, 6. kolejka).

Legia najlepsza na półmetku - podsumowanie 14. i 15. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się