Legia nie pozwala odskoczyć Piastowi, który w Niecieczy wrócił do czesko-słowackich korzeni. U naszych południowych sąsiadów najpopularniejszy jest hokej, więc zespół Radoslava Latala osiągnął wynik częściej zdarzający się w tym sporcie (5:3). Strefę spadkową opuścił Lech, który wygrał drugie kolejne spotkanie. Przełamała się Jagiellonia, kończąc świetną serię Korony w meczach wyjazdowych.

IM STRZELAĆ KAZANO

Osiem goli, drugie tyle sytuacji do strzelenia kolejnych, niewykorzystany rzut karny, a w wszyscy niezadowoleni (oprócz bezstronnych kibiców). I słusznie, bo tak radosnego futbolu w ekstraklasie dawno nie oglądaliśmy. Termalica rozgrywała pierwsze spotkanie w Niecieczy i zostanie ono na długo zapamiętane. 0:1, nagle 2:1, po kilku minutach 2:3. Pomiędzy drugim, a piątym gole w tym meczu, minęło ledwie 338 sekund. Po przerwie zawodnicy nieco się uspokoili, ale emocji nie brakowało. Wojciech Kędziora nie wykorzystał rzutu karnego, a oba zespoły beztrosko prezentowały się w formacjach obronnych.

- Przebieg spotkania był dziwny... Co Piast kopnął, to wpadło. Chciałem by rzut karny wykonywał Sołdecki, a nie Kędziora... - żałował Piotr Mandrysz.

- Gratuluję Termalice dobrego meczu, mieliśmy problemy z jej grą, nie prezentowaliśmy się dobrze. Dziękujemy Kubie Szmatule, bo wybronił kilka sytuacji. Nie byłem spokojny o wynik... Niestety, ten mecz z naszej strony był katastrofalny od względem gry w obronie. Byliśmy niespokojni, ale takie spotkania też trzeba umieć wygrywać - przyznał Radoslav Latal, trener Piasta.

TRAŁKA CZEKAŁ DWA LATA

Od 11 sierpnia 2013 roku, ponad dwa lata, 883 dni, 72 spotkania z jego udziałem, 6300 minut na boisku: tyle czekał Łukasz Trałka na swojego gola w ekstraklasie. I się doczekał. W Szczecinie, w prestiżowym dla Kolejorza spotkaniu, dodatkowo między innymi dzięki jego strzałowi Kolejorz wygrzebał się ze strefy spadkowej, w której przebywał od 12 września. - Dla mnie ten gol to wydarzenie. Nie ciążyło mi specjalnie to, że dawno nie trafiłem do bramki rywali - przyznał kapitan Lecha. Drużyna z Poznania pod wodzą Jana Urbana zdobyła 10 punktów w czterech spotkaniach.

- Kiedy właśnie wydawało się, że za chwilę wyrównamy, Lech zdobył drugą bramkę – żałował Czesław Michniewicz. Tak było, bardzo dobrej okazji nie wykorzystał Patryk Małecki, Portowcy szturmowali bramkę Jasmina Buricia, a ich zapędy ostudził dopiero Trałka. Dla Pogoni była to pierwsza porażka na własnym boisku w tym sezonie, jedyną niepokonaną drużyną przy własnej publiczności jest Wisła Kraków.

PAWŁOWSKI NIE PRZEŁAMAŁ FATUM LEGII

Kiedy słyszy Legia, musi reagować nerwowo. Bo ile razy można mierzyć się z przeciwnikiem i nie zdołać go pokonać? W przypadku Tadeusza Pawłowskiego licznik wskazuje cyfrę osiem. Tyle razy jako trener Śląska stawał w szranki z legionistami i nigdy nie udało się zwyciężyć (sześć razy w lidze i dwukrotnie w Pucharze Polski).

Podobnie było w ostatniej kolejce, choć Pawłowski bardzo dobrze przygotował drużynę do meczu. Zmienił taktykę, nakazał zawodnikom grać odpowiedzialnie i oni to robili. Jak ktoś zaspał, to Mariusz Pawełek był na posterunku. Mimo tego Legii udało się skruszyć wrocławski mur. Wystarczyła jedna akcja i przebywający od dwóch minut na boisku Aleksandar Prijović zdobył bramkę na wagę trzech punktów.

O ile w defensywie wrocławianie spisywali się dobrze, to z przodu zdecydowanie gorzej. W ciągu 90 minut oddali jeden celny strzał, a jedyną dobrą okazję do strzelenia gola wypracował im ... Łukasz Broź, za lekko podając do Arkadiusza Malarza. Jednak Jacek Kiełb przegrał próbę nerwów.

WIELKI ODDECH JAGIELLONII

- Nieważne jak, byle wygrać, nisko, wysoko, ładnie, brzydko, byle jak - mówił przed meczem z Koroną trener Jagiellonii, Michał Probierz. Udało się, pierwszy raz od 20 września, kiedy Jaga pokonała rozbitego Lecha Poznań (1:0). Teraz przerwała serię siedmiu spotkań bez wygranej, w której zdobyła zaledwie punkt.

I to z nie byle kim, bo z Koroną, która fantastycznie spisywała się w tym sezonie na wyjazdach. Nie przegrała meczu, straciła tylko jedną bramkę, z rzutu karnego na Legii. Każda seria się kiedyś kończy, ta kielczan w Białymstoku. Choć wcale nie byli drużyną gorszą, ale nie potrafili wykorzystać tej jednej sytuacji. Zrobił to Fiodor Cernych, sprytnie i precyzyjnie kopiąc piłkę między nogami interweniującego Zbigniewa Małkowskiego. To wystarczyło

PIĘKNE UCZCZENIE JUBILEUSZU ZIEŃCZUKA

- Widać było zaangażowanie i mądrość piłkarską - triumfował po wygranej w Łęcznej (3:0) trener Ruchu, Waldemar Fornalik. Najszczęśliwszym człowiekiem był jednak Marek Zieńczuk, który rozegrał 400. mecz w ekstraklasie, a jubileusz uczcił strzelonym golem. Na dwie minuty przed końcem wykorzystał podanie Michała Efira. W drugim meczu z bramkę zdobył środkowy obrońca Michał Koj, po raz 9. w tym sezonie trafił Mariusz Stępiński, a Niebiescy awansowali na 4. miejsce w tabeli. Jedynym zmartwieniem Fornalika jest fakt, że w 17. kolejce będzie musiał radzić sobie bez Patryka Lipskiego, który zobaczył czwartą żółtą kartkę w sezonie i odpocznie w spotkaniu z Piastem Gliwice.

- Nie wiem co się z nami stało. Dawno nie byliśmy tak ślamazarni, jak dzieci we mgle - podsumował opiekun gospodarzy Jurij Szatałow.

CRACOVIA WYKORZYSTAŁA PRZEWAGĘ

Głupota nie zna granic  – to stare powiedzenie sprawdziło się w przypadku Michała Maka. W poprzedniej kolejce był chwalony (mimo porażki 2:3 z Ruchem) za dwie zdobyte bramki. Teraz zachował się skrajnie nieodpowiedzialnie.

Już w 6. minucie starł się z Deleu. Brazylijczyk upadł na niego, a skrzydłowy Lechii chciał go kopnąć w twarz. Nie sięgnął, obrońca Cracovii upadł jak rażony piorunem, ale w futbolu nie skutek się liczy, a nawet zamiar. Po chwili słusznie zobaczył czerwoną kartkę.

Lechia prawie cały mecz grała w osłabieniu, broniła się do 59. minuty. Wtedy Deniss Rakels dobił strzał Bartosza Kapustki, a potem swoje gole dołożyli Mateusz Cetnarski i Erik Jendrisek. Drużyna Jacka Zielińskiego umocniła się na trzeciej pozycji w tabeli, a biało-zieloni przegrali trzecie kolejne spotkanie i mają już tylko 4 punkty przewagi nad strefą spadkową. Nie pomogły powroty do składu reprezentantów, Sebastiana Mili i Sławomira Peszki.

PRZERWANA SERIA ZAGŁĘBIA

Jedyna drużyna w lidze, która jeszcze nie wygrała u siebie, spotykała się z chwalonym beniaminkiem, ale ostatnio grającym mizernie, czekającym na zwycięstwo od sześciu kolejek. Wracając do Podbeskidzia, to statystyki tej drużyny w meczach pod Klimczokiem są straszne: zaledwie 2 wygrane w 2015 roku, ostatnia w czerwcu.

Każda seria się kiedyś kończy i tak było. Na nieszczęście Górali, swoją niemoc przerwali gracze z Lubina. Wprawdzie przegrywali (gol Roberta Demjana), ale szybko wyrównali (Jarosław Jach), a tuż po przerwie zdobyli zwycięską bramkę (Łukasz Janoszka).

Trzy punkty w dużej mierze zawdzięczają grającemu drugi mecz w ekstraklasie (wobec zawieszenia za czerwoną kartkę Konrada Forenca) Martinowi Polaczkowi. - W kilku sytuacjach nas ratował, potwierdził, że jest dobrym fachowcem. Mam nadzieję, że dzięki temu trochę szczęśliwemu zwycięstwu zaczniemy passę wygranych. Jesteśmy w czołowej ósemce, chcemy rozpocząć marsz w górę tabeli - przyznał Jarosław Kubicki, pomocnik Miedziowych.

MISTRZOWIE REMISÓW NA... REMIS

Kroku dotrzymuje im tylko Pogoń Szczecin, ale w Zabrzu spotkały się dwie drużyny, które są w czubie klasyfikacji najczęściej remisujących. Wisła (wspólnie z Portowcami) przewodziła tej klasyfikacji (8 remisów), Górnik był tuż za nimi (7). Skończyło się, jak w takich przypadkach bywa, kolejnym podziałem punktów.

Całe Zabrze było w żałobie po nieoczekiwanej śmierci dyrektora wykonawczego Górnika, Krzysztofa Maja. Kibice żądali wygranej właśnie dla niego, a gracze Górnika wyszli na boisko z czarnymi opaskami symbolizującymi żałobę.

Na murawie rządziła Wisła. Już w pierwszej akcji strzeliła gola (Paweł Brożek), po kilku minutach powinna prowadzić 2:0, ale spudłował Maciej Jankowski. - Szkoda tej sytuacji, bo wyższe prowadzenie dałoby nam komfort spokojnej gry. Mieliśmy wiele okazji, ale brakowało ostatniego podania - żałował Brożek. Miał rację, bo do przerwy to Biała Gwiazda  była drużyną zdecydowanie lepszą.

Po zmianie stron role się odwróciły. Co z tego, że Wisła grała efektownie, skoro straciła bramkę, po strzale Bartosza Kopacza. Mogła jedną czy dwie kolejne, ale klasę pokazał Radosław Cierzniak. I w taki sposób krakowianie zanotowali 9., a zabrzanie 8. remis w tym sezonie.

Tyle, że Wisła jest górnej połówce tabeli, a Górnik zamyka stawkę. Dodatkowo stracił Michała Janotę i Macieja Korzyma, którzy z powodu kontuzji w tym roku już nie zagrają.

fot. Tadeusz Koniarz/REPORTER

Hokejowa premiera w Niecieczy - podsumowanie 16. kolejki Ekstraklasy - opinie i komentarze (1)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

KassiaR
14-12-2015 - 21:25:02
Kto chce zarobic w necie parenascie dolarow dziennie? Sposob jest prosty i dziala, wpiszcie sobie w gogle: room23a adfly
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Mistrz wykorzystał potknięcie Górnika i zimę spędzi z 5­-punktową przewagą nad wiceliderem. Legia pewnie ograła Cracovię (4:1), w jednym z najlepszych meczów tego sezonu T­Mobile Ekstraklasy. Świetne spotkanie rozegrali Michał Kucharczyk (3 gole) i Henrik Ojamaa (3 asysty). Dzięki remisowi Lecha z Zawiszą (2:2), na podium wskoczyła Wisła Kraków (2:1 z Pogonią). Wyklarowała się też grupa drużyn, które będą walczyć o utrzymanie. Zagłębie i Podbeskidzie mają po 17 pkt, Widzew o dwa mniej. Teraz czas na zimowy odpoczynek. Do zobaczenia za dwa miesiące. Liga wraca w piątek, 14 lutego. W Walentynki.

KUCHARCZYK JAK Z PLAYSTATION
"Popykaliśmy trochę z Rado (Miroslavem Radoviciem­ przyp.red.) na konsoli dzień przed meczem. Może to pomogło?" - zastanawiał się po meczu z Cracovią (4:1) skrzydłowy Legii Michał Kucharczyk. Rozegrał swój najlepszy mecz ligowy (grał po raz 90.), zdobył dla mistrzów Polski trzy bramki, zaliczył także asystę przy trafieniu Helio Pinto. Był nie do zatrzymania, obrzydził życie grającemu na lewej stronie Adamowi Marciniakowi. Przekombinował tylko raz, kiedy był sam przed Krzysztofem Pilarzem i chciał go lobować tzw. podcinką. Bramkarz Pasów przewidział jego zamiary i złapał piłkę. Kucharczyk stworzył świetny duet z Henrikiem Ojamą. Estończyk asystował przy każdej z bramek zdobywanych przez 22-­latka, we wspomnianej sytuacji wybronionej przez Pilarza, także piłkę zagrywał Ojama.

CRACOVIA GINIE OD WŁASNEJ BRONI
Cracovię chwali się od morza do Tatr za ofensywny futbol. Za to, że chce grać w piłkę, to, co robi na boisku, jest efektowne, kibic się nie nudzi. Na większość drużyn w Polsce, wystarczy, ale w spotkaniach z faworytami, ginie od własnej broni. Nie potrafi oddać inicjatywy przeciwnikowi, ponosi ją fantazja. I kończy się wynikami 1:6 (z Lechem) czy 1:4 (z Legią). Dla T-­Mobile Ekstraklasy to dobre, dla fanów Pasów raczej nie.

BROŻEK SUPERSTAR
Ponoć Franciszek Smuda wcale nie był przekonany, czy powrót Pawła Brożka do Wisły ma sens. Nie miał jednak napastnika, postawił więc na 30­-latka. I proszę. Po 21 kolejkach T­-Mobile Ekstraklasy Brożek jest na czele strzelców z 11 golami. Wygrywa też w klasyfikacji kanadyjskiej, bo ma jeszcze 6 asyst. Jednym słowem najbardziej efektywny piłkarz ligi. I przykład, że czasem warto schować dumę do kieszeni, popracować za mniejsze pieniądze (choć i tak gigantyczne dla przeciętnego Polaka), ale grać w piłkę, być idolem trybun. Brożek i Wisła przezimują na podium, z 7­-punktową stratą do Legii. Nawet najbardziej optymistycznie nastawieni fani Białej Gwiazdy nie przypuszczali, że w ich klubie znowu będzie tak dobrze.

PRZERWANA SERIA ZAWISZY
Udali się nam w tym roku beniaminkowie T-­Mobile Ekstraklasy. Wszyscy zachwycają się Cracovią, ale przecież Zawisza zdobył tylko jeden punkt mniej. Niewiele brakowało, aby, po wygranych z Legią, Wisłą i Śląskiem, miał na rozkładzie kolejnego z możnych ligi, Lecha Poznań. Wprawdzie drużyna Ryszarda Tarasiewicza dwukrotnie przegrywała, ale odrabiała straty. W II połowie była zespołem dużo dojrzalszym, po prostu lepszym. Zabrakło trochę jakości pod bramką. Remisem (2:2) Ryszard Tarasiewicz i spółka przerwali serię czterech kolejnych wygranych na własnym boisku. W Kolejorzu błysnął za to Łukasz Teodorczyk. Minął rok od jego transferu z Polonii Warszawa i wygląda na to, że 21-latek się zaadoptował w Wielkopolsce. W Bydgoszczy zdobył dwie bramki, 9. i 10. w T­-Mobile Ekstraklasie i jest wiceliderem klasyfikacji strzelców.

ZBAWCA KOCIAN
Kiedy Jan Kocian był zatrudniany przy Cichej w Chorzowie, Ruch wyglądał na jednego z kandydatów do spadku z T-Mobile Ekstraklasy. Słowaka u nas nikt nie znał, więc nie traktowano go zbyt poważnie. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki: odmienił drużynę Niebieskich. Poprowadził ją w 14 spotkaniach, zdobył 26 punktów. W tym czasie więcej ugrała tylko Legia, 28 pkt. Kocia wyprzedził Mariusza Rumaka, Franciszka Smudę i innych. Jeśli podtrzyma skuteczność, drużyna mu się nie rozpadnie, to Ruch ma pewne miejsce w grupie mistrzowskiej, a może powalczy o coś więcej?

TRZYMINUTOWY KAŁASZNIKOW
Są takie mecze, które pamięta się mimo tego, że (ładnie ujmując) nie stały na zbyt wysokim poziomie. Spotkanie Korony z Podbeskidziem do takich z pewnością zaliczymy. Nie było emocji, nie oglądało się tego za dobrze, za wyjątkiem kilku wysokiej klasy interwencji Richarda Zajaca. Aż tu nagle wystrzelił kałasznikow. 3­minutowy huk. 54. minuta, Maciej Korzym na 1:0. 55. minuta, Fabian Pawela na 1:1. 56. minuta. Znowu Pawela, tym razem do swojej bramki po centrze z rzutu rożnego. Kibice w szoku, trenerzy w szoku, Leszek Ojrzyński zrezygnowany, bo przegrywa na boisku klubu, w którym długo pracował, a na dodatek jego napastnik strzela gola samobójczego.

MĘKI JAGIELLONII
Miało być lekko, łatwo i przyjemnie, a była walka na całego i drżenie o wynik. Mowa o graczach Jagiellonii Białystok, na stadion której przyjechał najsłabszy zespół T­-Mobile Ekstraklasy na wyjazdach - Widzew Łódź. I przegrał po raz 10. w tym sezonie (na 10 podejść), ale wcale tak nie musiało być. Jagiellonia nieco zlekceważyła przeciwnika, dzięki czemu zespół Rafała Pawlaka stwarzał sobie kolejne okazje do strzelenia gola. Problem w tym, że jak już Eduards Visnakovs rozregulował sobie celownik, to nic nie chce wpaść mu do siatki (6 meczów z rzędu bez strzelonego gola). W końcu, jak to zwykle bywa, zdecydował stały fragment gry, konkretnie rzut rożny, po którym Maciej Gajos dał Jadze trzy punkty i zimę spędzi ona na 8. miejscu.

ZMĘCZENI ŻYCIEM
Byli bohaterowie ostatniej tegorocznej kolejki T­Mobile Ekstraklasy, czas na tych, którzy zawiedli. Dwa mecze zakończyły się wynikami bezbramkowymi. Spotkania Śląska z Piastem nie dało się oglądać, tylko nieco lepiej wypadli piłkarze Górnika i Lechii. Kolejny kamyczek do ogródka sędziów, którzy znowu mylili się zbyt często. Asystent Pawła Gila nie widział dwóch pozycji spalonych przy bramce Łukasza Teodorczyka w spotkaniu z Zawiszą (2:2), już sam główny arbiter nie podyktował rzutu karnego za ewidentny faul Manuela Arboledy na Bernardo Vasconcelosie. Kompletnie nie radził sobie Sebastian Jarzębak, rozjemca w meczu Wisły z Pogonią (2:1), doprowadził do wściekłości Dariusza Wdowczyka, szkoleniowca Portowców. Za dużo ostatnio było tych błędów, choć są one częścią futbolu.

Legia w końcu odskoczyła ­- podsumowanie 21. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Lech rozbił Jagiellonię (6:1) i zapewnił sobie 2. miejsce w tabeli T­Mobile Ekstraklasy przed rundą finałową. Oddech złapał Widzew, który sensacyjnie ograł Wisłę Kraków (2:1). Wciąż trwa walka o 8. miejsce, gwarantujące w fazie finałowej grę w grupie mistrzowskiej. W grze pozostały Lechia, Cracovia i Jagiellonia Białystok.

TEO NAPRAWIŁ CELOWNIK

Kolejorz zagrał najlepsze spotkanie w tym sezonie, rozbił Jagiellonię, a 6:1 było najmniejszym wymiarem kary. Drużyna Mariusza Rumaka mocno zasygnalizowała, że nie składa broni i będzie naciskać Legię. Świetne spotkanie rozegrał Łukasz Teodorczyk, który trzykrotnie pokonał Krzysztofa Barana. Napastnik Lecha został wiceliderem klasyfikacji strzelców. Po wysokiej porażce doszło do trzęsienia ziemi w Białymstoku. Rozwiązano umowę z Piotrem Stokowcem, a nowym trenerem Jagiellonii został Michał Probierz, niedawno zwolniony z Lechii Gdańsk.

RADOVIĆ CIĄGLE SZALEJE

Miroslav Radović zalicza najlepszy sezon w swojej karierze. Strzelił dwa gole Zawiszy Bydgoszcz (3:0), zdobył 6. i 7. bramkę na wiosnę. Na dziś ciężko wyobrazić sobie stołeczny zespół bez Serba z polskim paszportem, choć Henning Berg będzie musiał to zrobić, bo Radović w najbliższym meczu nie zagra. Otrzymał 4. żółtą kartkę i musi pauzować. Legia zagrała niezłe spotkanie, choć przewagę udokumentowała dopiero po przerwie. Do formy wraca Michał Żyro, który strzelił swojego pierwszego gola od półtora roku. Zawisza był tylko tłem dla legionistów, ale mimo porażki w stolicy zapewnił sobie miejsce w grupie mistrzowskiej.

ŚWIETNY MECZ W GDAŃSKU

Są takie mecze, w których trakcie człowiek chce, aby trwały jak najdłużej. Tak było w sobotę w Gdańsku, gdzie gracze Lechii i Zagłębia stworzyli bardzo dobre widowisko. Gdyby nie dobra postawa bramkarzy, a w szczególności Mateusza Bąka, na trzech zdobytych bramkach by się nie skończyło. Lechia wygrała zasłużenie, dodatkowo po dwóch pięknych bramkach. Zagłębie ambitnie walczyło, ale gospodarzy ratował Bąk. Oby  więcej takich spotkań.

WISŁA PADŁA W ŁODZI

Czy to początek pościgu za peletonem – zastanawiają się kibice w Łodzi. Widzew był już praktycznie pogrzebany, ale w końcówce sezonu obudził się. Przed tygodniem zdobył pierwszy punkt na wyjeździe (1:1 z Cracovią), a w 29. kolejce T­Mobile Ekstraklasy wygrał pierwszy mecz od 2 listopada poprzedniego roku. Odrobił dwa punkty do Podbeskidzia, gdyby dzisiaj dzielić punkty, do bezpiecznego miejsca w tabeli miałby 4  punkty straty. Z kolei Wisła po bardzo dobrej jesieni, wiosną obniżyła loty. Po rundzie jesiennej miała 7 punktów straty do liderującej Legii, teraz jest ich 15. W słabszej formie jest Paweł Brożek, który w tej rundzie nie zdobył jeszcze bramki. W ośmiu kolejkach ligowych oddał zaledwie 8 strzałów na bramkę rywali, z których tylko jeden był celny.

STEVANOVIĆ CZARUJE

Kiedy środkowy pomocnik strzela trzy gole w jednym meczu, trzeba docenić ten wyczyn. Dzięki Daliborowi Stevanoviciowi Śląsk zachował jeszcze nadzieję na to, że zajmie 12. miejsce i w rundzie finałowej rozegra cztery mecze na własnym boisku. Słoweniec w poprzednich 26 spotkaniach tego sezonu zdobył zaledwie jedną bramkę. Teraz wykonał 300 procent normy. W ogóle na stadionie Podbeskidzia byliśmy świadkami cudu. W poprzednich 14 meczach piłkarze zdobyli tam łącznie zaledwie 14 bramek. Tylko w tym jednym aż 6. Wprawdzie nadal pada tam najmniej goli, ale progres jest widoczny. Górale mają już tylko punkt straty do Zagłębia Lubin.

WIELKI POWRÓT PIASTA

Kamil Wilczek uratował prawdopodobnie posadę Marcinowi Broszowi. W doliczonym czasie gry uratował Piastowi remis i punkt w spotkaniu z Pogonią Szczecin (2:2). Pomocnik śląskiego zespołu trafił do siatki w tym sezonie po raz 5. i 6. Remis z Pogonią i tak ma bardziej psychologiczne znaczenie, bo sytuacja Piasta i tak nie jest najciekawsza. Po podziale punktów będą bardzo blisko strefy spadkowej. W Pogoni z bardzo dobrej strony pokazał się 19-­letni Sebastian Rudol. Prawy obrońca strzelił gola, asystował także przy bramce zdobytej przez Marcina Robaka. Wyróżnia się już nie tylko długimi rękami, ale coraz więcej daje zespołowi Dariusza Wdowczyka. Portowcy są królami remisów w T­Mobile Ekstraklasie, podzielili się punktami już po raz 14 w tym sezonie.

WEGETACJA GÓRNIKA

Górnik Zabrze jest najsłabszą drużyną na wiosnę. Po wspaniałej jesieni, w drugiej rundzie jako jedyny zespół nie wygrał spotkania, zdobył zaledwie 4 punkty. Tym razem padł w Krakowie (0:2 z Cracovią), prawie przez godzinę musiał grać w osłabieniu po czerwonej kartce Przemysława Oziębały. Wydawało się, że po zatrudnieniu Roberta Warzychy coś drgnęło, ale jednak nie. Istnieje matematyczna szansa, że zabrzanie nie zakwalifikują się do grupy mistrzowskiej, a jesień kończył z przewagą 9 punktów nad 9. zespołem.

Strzelanina w Poznaniu ­- podsumowanie 29. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Piłkarze ekstraklasy wrócili na boiska po 2-tygodniowej przerwie na mecze reprezentacji. W tym czasie zatrzęsło się w Warszawie i w Poznaniu, gdzie zmieniono trenerów. Stanisław Czerczesow zaliczył udany debiut, pokonując Cracovię (3:1), tego samego nie można powiedzieć o Janie Urbanie, którego Lech wyszarpał punkt w meczu z Ruchem (2:2). Niekwestionowaną gwiazdą ekstraklasy jest jednak Nemanja Nikolić. Napastnik Legii strzelił kolejne trzy gole, ma ich już 15 i pewnie zmierza po koronę króla strzelców.

KAŁASZ(NIKO)W I KWITNĄCY JODŁA

Odmieni drużynę czy nie? To pytanie zadawali sobie kibice Legii przed debiutem Stanisława Czerczesowa. 52-letni szkoleniowiec z Rosji stał się największą gwiazdą legionistów jeszcze przed oficjalnym komunikatem o jego zatrudnieniu. Jak to się dziś mówi, wygrał internety. Setki memów, żartów, zdjęć. - Jak je zobaczyłem, to myślałem, że polska straż graniczna nie wpuści mnie do kraju - mówił. Tak źle nie było, a i w pierwszym meczu Legia zaprezentowała się korzystnie. Miała trudnego rywala, grającego dobrą piłkę, bo Cracovia zbierała sporo pochwał. Pasy zostały rozbite przez duet Nemanja Nikolić - Tomasz Jodłowiec. Reprezentant Polski zaliczył trzy asysty przy bramkach zdobywanych przez Węgra serbskiego pochodzenia. - Nikolić robi różnicę w tej lidze - trafnie zauważył Jacek Zieliński, trener Cracovii. Goście odpowiedzieli tylko honorowym golem strzelonym przez Erika Jendriska i stracili trzecie miejsce w tabeli właśnie na rzecz legionistów.

LECH WCIĄŻ NA DNIE

Kolejorz padł szybciej niż Andrzej Gołota - żartowano zaledwie po 44 sekundach debiutu Jana Urbana w spotkaniu z Ruchem Chorzów. Wtedy Patryk Lipski dośrodkował, a Mariusz Stępiński pokonał Jasmina Buricia. Lech miał się odradzać, a pogrążał się w coraz większy marazm. Paulus Arajuuri drugi raz nie upilnował Stępińskiego i przy Bułgarskiej było już 0:2.  Na szczęście dla Lecha, Szymonowi Pawłowskiemu wyszedł tzw. centro-strzał. Chciał dośrodkować, a w efekcie pięknie przelobował Matusa Putnockiego i Kolejorz złapał kontakt z rywalem. Gol rozpędził lokomotywę, lechici zagrali przyzwoitą drugą połowę, zdołali wyrównać po ogromnym zamieszaniu w polu karnym i strzale Marcina Kamińskiego. Wyszarpali ten  jeden punkt. - Chwała zawodnikom, że potrafili podnieść się ze stanu 0:2 - powiedział Urban. - Jeśli pytacie mnie po meczu, czy jestem zadowolony z punktu, to nie - dodał Waldemar Fornalik. Lech wciąż na ostatnim miejscu w tabeli, z 6-punktową stratą do Podbeskidzia. W 13. kolejce Kolejorz przyjeżdża na Łazienkowską w Warszawie.

WYJAZDOWA KORONA NIE ZWALNIA TEMPA

Wszyscy skazywali ich na spadek, latem odeszło wielu ważnych zawodników, a Korona robi na złość i regularnie punktuje. Szczególnie jej postawa w meczach wyjazdowych budzi szacunek. Bez porażki, trzy remisy i trzy wygrane. Jeśli kielczanie poprawią się u siebie, gdzie tylko raz zwyciężyli, mogą powalczyć nawet o miejsce w grupie mistrzowskiej.

Czwartą wygraną w sezonie odnieśli na stadionie Śląska Wrocław. Zapewnił ją Airam Cabrera, skutecznie egzekwując rzut karny za zagranie ręką przez Flavio Paixao. Było wiele głosów, że Paweł Gil postąpił pochopnie, ale złocisto-krwiści na komplet punktów zwyczajnie zasłużyli. Byli lepsi od Śląska, ale pozostałych okazji do strzelenia gola nie zdołali wykorzystać.

Wrocławianie mają problem. Nie widać w tym zespole radości z gry. Swoje dokłada trener Tadeusz Pawłowski mówiąc publicznie: „Gramy jak gramy, bo mamy zawodników, jakich mamy”. Jeszcze jedno czy drugie niepowodzenie i trener może pożegnać się z posadą. Na razie przegrał drugie kolejne spotkanie na własnym boisku.

POTKNIĘCIE PIASTA

Do ostatniej kolejki lider grał bezkompromisowo, albo wygrywał (9 razy), albo remisował (2 razy). Teraz po raz pierwszy w sezonie podzielił się punktami z przeciwnikiem (2:2 z Podbeskidziem Bielsko - Biała). - Zasłużyliśmy na więcej - mówił Patrik Mraz. - Cieszymy się z tego punktu - dodał Radoslav Latal. Jego drużyna przegrywała dwukrotnie, ale zdołała wyrównać. Za sprawą Kamila Vacka, który wykorzystał dwa rzuty karne, udanie zastępując pauzującego za kartki Martina Nespora.

Ozdobą meczu było trafienie Mateusza Możdżenia, na 2:1. Pomocnik uderzył zza pola karnego, a piłka wpadła pod poprzeczkę. Kilka lat temu w podobny sposób zdobył bramkę dla Lecha Poznań w spotkaniu z Manchesterem City. - Mateusz uwierzył w siebie - chwalił zawodnika trener Robert Podoliński. - To był mój najlepszy mecz w Podbeskidziu - przyznał piłkarz. Górale są jedynym zespołem w ekstraklasie, który nie wygrał jeszcze spotkania na własnym boisku.

Jagiellonia w coraz większym kryzysie / AGENCJA WSCHOD / REPORTER

CORAZ GORĘCEJ WOKÓŁ PROBIERZA, MECZ GRZEGORZÓW

Moi piłkarze cierpią, nie widać radości z grania - przyznaje Michał Probierz. Bo w Białymstoku nie jest ciekawie. Jagiellonia przegrała szósty mecz w sezonie, nie dała rady Górnikowi w Łęcznej (2:3). - Mówiłem, że europejskie puchary będą pocałunkiem śmierci dla naszych drużyn - dodaje. I rzeczywiście. Jagiellonia i Śląsk tuż nad strefą spadkową, Lech na ostatnim miejscu, a Legia dopiero trzecia z ośmioma punktami straty do lidera.

Bohaterami Łęcznej zostali Grzegorzowie: Piesio i Bonin. Pierwszy strzelił gola i asystował przy trafieniu Bartosza Śpiączki. Drugi zdobył zwycięską bramkę, ładnym, przytomnym strzałem. Łęcznianie wygrali piąty mecz w tym sezonie i awansowali na 7. miejsce w tabeli. 

NIE WYSZLI Z MARAZMU

Mieli zacząć się odbudowywać, wychodzić z marazmu, powalczyć o coś więcej, a skończyło się remisem. Ani Lechia, ani Górnik nie zrobiły kroku do przodu. Zabrzanie wciąż są w strefie spadkowej mając dwa punkty przewagi nad Lechem i cztery straty do Podbeskidzia. Lechia, choć nieco wyżej, bo 10., to wciąż nie gra choćby trochę na miarę oczekiwań.

A mogło być gorzej, bo Górnik miał piłkę meczową w ostatniej minucie pierwszej połowy. Mariusz Magiera nie wykorzystał jednak rzutu karnego, uderzył wysoko nad bramką. Magiera po raz pierwszy w czasie swojej gry na poziomie ekstraklasy nie wykorzystał jedenastki. - Niedosyt na pewno pozostał, bo mogliśmy wygrać, ale zapominamy o tym meczu, myślimy o Podbeskidziu. Trzeba punktować by odbić się od dna tabeli - stwierdził Łukasz Madej.

W Gdańsku zrobiło się gorąco. Thomas von Heesen, trener Lechii, publicznie skrytykował Sławomira Peszkę. - Spodziewałem się po jego wejściu dużo więcej - powiedział. Obrazowo skomentował także drugą połowę spotkania, która po prostu była nudna. - Wyglądała jak guma do żucia. Jestem rozczarowany - powiedział.

MYŚLISZ WISŁA, MÓWISZ REMIS

Trzy mecze bez zdobytej bramki, siódmy remis w sezonie - tak wygląda bilans Białej Gwiazdy w obecnych rozgrywkach. Kolejnym zespołem, któremu nie potrafili strzelić gola, była Termalica Bruk-Bet. Nie dzięki świetnej grze obrońców beniaminka ekstraklasy, a przez swoją niefrasobliwość. Paweł Brożek i Maciej Jankowski marnowali kolejne okazje do zdobycia bramki. - Najgorsze jest to, że zawiodłem w sytuacjach, kiedy po prostu trzeba dobrze przymierzyć - denerwował się Jankowski, którego dwukrotnie powstrzymał najlepszy zawodnik meczu, Sebastian Nowak, bramkarz zespołu Piotra Mandrysza.

Termalica głównie się broniła, ale potrafiła pokazać pazury. Tuż przed przerwą w ostatniej chwili Arkadiusz Głowacki powstrzymał Bartłomieja Babiarza, który szykował się do kopnięcia piłki do pustej bramki. W drugiej połowie groźnie uderzał Emil Drozdowicz, a Jakub Biskup trafił w słupek. W efekcie drużyna z Niecieczy przedłużyła serię meczów bez porażki do sześciu. I ulokowała się w środkowej strefie tabeli. 

ZAWÓD W SZCZECINIE

12 serię gier kończył mecz czołowych drużyn, wicelidera, czyli Pogoni Szczecin i Zagłębia Lubin, 5. zespołu w tabeli. Ci, którzy ostrzyli sobie zęby na dobre spotkanie, rozczarowali się i to bardzo. Już sam fakt, że część kibiców Portowców opuszczało stadion przed zakończeniem meczu, mówi sam za siebie.

Oba zespoły stworzyły zaledwie po jednej dobrej okazji do strzelenia gola, ale Łukasz Zwoliński i Arkadiusz Woźniak przegrali pojedynki z Konradem Forencem i Dawidem Kudłą. Na pocieszenie dla bramkarza Zagłębia pozostał fakt, że po raz pierwszy w tym sezonie kończył mecz bez straconej bramki. A Portowcy wciąż są jedyną niepokonaną drużyną w obecnych rozgrywkach ekstraklasy.

 

Podsumowanie 12. kolejki - Liga w cieniu Nikolicia - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się