Pięć porażek z rzędu, siedem na 9 meczów – tak wygląda bilans Lecha Poznań. W Kolejorzu panika, kibice przestają chodzić na mecze, nie pomogło zamrożenie premii i pensji. Po porażce w Białymstoku (0:1), drużyna Macieja Skorży spadła na ostatnie miejsce w tabeli. Przełamała się za to Legia, która po pięciu kolejnych spotkaniach bez wygranej rozbiła Ruch w Chorzowie (4:1). Niebywałym wyczynem popisała się Wisła Kraków, która wygrała w Bielsku-Białej aż 6:0.

12 MINUT KTÓRE POPSUŁO CHORZOWSKI JUBILEUSZ

Przez tydzień w Chorzowie pompowano balon. Przyjeżdżała pogrążona w kryzysie Legia, a Niebiescy mieli prestiżowym zwycięstwem uczcić jubileusz 80-lecia stadionu przy Cichej. Wystąpili - po raz pierwszy w historii - w żółtych koszulkach i niebieskich spodenkach, czyli w barwach Górnego Śląska. Ledwie rozpoczęto świętowanie, a przerodziło się w stypę.

To, co zrobiła Legia w 12 minut, zdarza się rzadko. 45 sekunda, Nemanja Nikolić i 0:1. 10 minuta, Stojan Vranjes i 0:2. 80 sekund później Michał Kucharczyk i 0:3. Dzielił i rządził lider klasyfikacji strzelców, który oprócz najszybszego gola strzelonego w tym sezonie, asystował przy dwóch kolejnych. Niebiescy runęli na deski, ale starali się z nich podnieść. Strzelili gola. Po akcji wychowanka Legii, Kamila Mazka, do siatki przyjezdnych trafił Mariusz Stępiński. 

Legia jednak miała mecz pod kontrolą. Wprawdzie Ruch mógł zbliżyć się do legionistów, choćby po strzale innego byłego gracza warszawskiej drużyny, Łukasza Surmy, ale świetnie spisał się Dusan Kuciak. Po przerwie goście dobili gospodarzy, po najładniejszej akcji meczu pierwszego ligowego gola dla Legii strzelił Aleksandar Prijović. Ta wygrana jest dla stołecznych jak dopływ tlenu. Da będącemu na cenzurowanym Henningowi Bergowi trochę czasu, choć niewiele, bo warunek zachowania przez niego posady jest jeden: Legia musi na stałe wrócić na zwycięską ścieżkę.

 KOSZMARNY SEN MISTRZA NIE MA KOŃCA

Jakby prezesi nie zaklinali rzeczywistości. Jakby Maciej Skorża się nie tłumaczył, Lech już przeszedł do historii. W XXI wieku żaden z mistrzów Polski nie wystartował tak źle, jak teraz Kolejorz. Najmniej zdobytych bramek w lidze, 7 porażek, ostatnie miejsce w tabeli i marne widoki na przyszłość, bo nie ma kiedy odpocząć, trzeba rywalizować na trzech frontach.

Siódma w sezonie, a piąta porażka z rzędu, przyszła w Białymstoku. Na Podlasiu nawet żartowano, że jego stolica nie jest już najzimniejszym miastem w Polsce, a właśnie Poznań, po tam zamarzły pensje i premie. To efekt decyzji władz Lecha, które wstrzymały wypłaty zawodnikom przed starciem z Jagą. Niewiele pomogło.

Jagiellonia nastawiła się przede wszystkim na defensywę. – Przez cały tydzień trener Probierz wkładał nam do głów, że nie mamy prawa stracić bramki, a będzie dobrze – opowiadał najlepszy zawodnik na boisku, Jacek Góralski. Plan szkoleniowca Jagi wypalił, bo Bartłomiej Drągowski nie dał się pokonać, a Przemysław Frankowski strzelił gola na wagę trzech punktów. 

KANONADA WISŁY STRĄCIŁA KUBICKIEGO ZE STOŁKA

Obrona Podbeskidzia w meczu z Wisłą istniała tylko teoretycznie. To co wyprawiali gracze Białej Gwiazdy pod bramką Emilijusa Zubasa było nie do pomyślenia na poziomie ekstraklasy. Porażka 0:6 była najniższym wymiarem kary.

Działo się pod Klimczokiem. Dwa gole strzelił Paweł Brożek. Boczny obrońca Łukasz Burliga trafił do bramki przewrotką. Wiślacy oddali aż 12 celnych strzałów na bramkę Podbeskidzia, które drugi raz w historii swoich gier w ekstraklasie doznało tak wysokie porażki. Poprzednio miało to miejsce w Bełchatowie, w 2011 roku.

Mimo wygranej przed tygodniem w Poznaniu (1:0 z Lechem), kompromitacji z Wisłą nie przetrwał Dariusz Kubicki. Trener został zwolniony jeszcze tego samego dnia. Zastąpił go Robert Podoliński, z którym w końcówce poprzedniego sezonu rozstała się Cracovia.

 SZCZĘŚCIE PIASTA, PECH BORYSIUKA

Szczęście sprzyja lepszym, tak mówią, a czasami to powiedzenie się sprawdza. Przynajmniej ostatnio w Gliwcach. Lepiej zaczęła Lechia, przede wszystkim za sprawą najlepszego na boisku Ariela Borysiuka. Defensywny pomocni sprytnie wykonał rzut wolny i pokonał Jakuba Szmatułę. Mógł zrobić to po raz drugi, ale jego atomowy strzał zatrzymał się na słupku. „Drżał jeszcze 10 sekund” – żartowano przy Okrzei.

Piast wziął się do roboty i wyrównał za sprawą swojego najlepszego napastnika, Marina Nespora, który strzelił piątego gola w sezonie. Czech miał udział przy drugiej zdobytej bramce, trącił piłkę po centrze Patrika Mraza, a tę do swojej bramki skierował Rafał Janicki. Nespor nie dotrwał do końca spotkania, bo wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę. Uderzył, jak potem mówił, przypadkowo Janickiego.

Gliwiczanie przez 11 minut musieli bronić wygranej i przy odrobinie szczęścia im się to udało. - Jestem dumny z drużyny. Tym bardziej, że musieliśmy grać w dziesiątkę. Za nami ciężki mecz, z trudnym przeciwnikiem, ale najważniejsze, że zwycięski - mówił trener lidera ekstraklasy, Radoslav Latal. Piast ma 6 punktów przewagi nad Legią, Pogonią i Zagłębiem.

 

Termalica vs Pogoń. fot.Tadeusz Koniarz/REPORTER/East News

PIERWSZA WYGRANA GÓRNIKA

Fatalna passa trwała od 17 maja. W tym czasie Górnik nie wygrał 13 kolejnych meczów w ekstraklasie, ale każda seria kiedyś się kończy. – Tworzymy fajną kapelę, czas by w końcu zagrała – mówił Maciej Korzym i tak się stało. Zabrzanie pokonali Śląsk Wrocław (2:0) i opuścili ostatnie miejsce w tabeli ekstraklasy.

Pierwszego gola strzelił Aleksander Kwiek, drugiego Maciej Korzym i trener Leszek Ojrzyński mógł się w końcu ucieszyć. Gorzej czuła się jego żona, bo mąż opuścił ich 16. rocznicę ślubu. – W domu pojawię się dopiero jutro, mam nadzieję, że mi wybaczy, bo mecz kosztował mnie wiele nerwów – zapowiedział i dał swoim zawodnikom dwa dni wolnego.

W zupełnie innym nastroju był Tadeusz Pawłowski. – Zabrakło nam determinacji, gospodarze przebili nas walką i mądrością. Górnik wygrał zasłużenie, a ja jestem wkurzony. Nie na zawodników, a na wynik – powiedział trener Śląska.

 MŁODE WILKI Z ZAGŁEBIA POKAZAŁY PAZURY

Przez lata akademia szkoląca młodych piłkarzy Zagłębia była bardziej PR-owym tworem, niż dostarczała zawodników do pierwszego zespołu. Teraz to się zmienia. Praca przynosi efekty, jak w przypadku 20-letnie Jarosława Kubickiego, obok Krzysztofa Janusa głównego architekta wygranej z Cracovią (4:2). – Szykujemy jeszcze paru młodzieżowców. Nie są gotowi do gry teraz, ale będą za chwilę – zapowiada trener Piotr Stokowiec.

Świetny występ zanotował wiekowy już, bo 29-letni Krzysztof Janus, w przeszłości gracz Cracovii. W drużynie Pasów uparcie twierdzono, że jest bocznym obrońcą, tam go wystawiano. W Zagłębiu gra na skrzydle i prezentuje się bardzo dobrze. W ostatniej kolejce strzelił gola, przy kolejnym asystował, a przy dwóch pozostałych miał swój udział.

Tak chwalona Cracovia nie wygrała czwartego kolejnego meczu w ekstraklasie, a przegrała drugi z rzędu. W tryby dobrze funkcjonującej maszyny Jacka Zielińskiego dostało się trochę piachu. W Lubinie została przerwana seria 8 meczów bez porażki. – Musimy zareagować, bo niektóre bramki straciliśmy w sposób, w jaki nie powinien nam się przytrafić – stwierdził trener Pasów.

POGOŃ WCIĄŻ NIEPOKONANA

Dwa dni - tyle zajęła Portowcom podróż ze Szczecina do Mielca, bo tam swoje mecze rozgrywa na razie Termalica. Drużyna Czesława Michniewicza prowadziła, a w końcówce straciła dwa punkty. Na siedem minut przed końcem wyrównującą bramkę zdobył Martin Juhar. Kilkanaście minut wcześniej gola dla gości strzelił Adam Frączczak.

– Przejechaliśmy szmat drogi i chcieliśmy wygrać. Po zdobyciu bramki wydawało się, że mamy ten mecz pod kontrolą. Termalica jednak wyrównała i dzielimy się punktami. To sprawiedliwy wynik – powiedział Michniewicz. – Ja wolę trzy razy zremisować, niż raz wygrać i dwa razy przegrać – stwierdził Jarosław Fojut. Portowcy zanotowali 6 remis w tym sezonie, ale nadal są jedynym niepokonanym zespołem w ekstraklasie.

Termalica wygrała poprzednie trzy spotkania w Mielcu. Teraz seria się skończyła, beniaminek po raz pierwszy w podzielił się punktami, z wcześniejszych ośmiu meczów połowę wygrał, a połowę przegrał. – Pogoń to otrzaskany w boju zespół, dlatego szanujemy ten punkt – dodał Piotr Mandrysz, szkoleniowiec Termaliki, w przeszłości wieloletni gracz Portowców.

KORONA BEZRADNA U SIEBIE

Od 49 dni Korona nie potrafi wygrać na własnym boisku. Zaczęła sezon od wygranej z Jagiellonią (3:2), a w kolejnych czterech meczach ugrała ledwie punkt (remis i trzy porażki). – Nie wiem dlaczego nie potrafimy grać na własnych śmieciach – denerwował się bramkarz Zbigniew Małkowski. Przez pierwszy fragment meczu był bezrobotny, bo to gospodarze dłużej byli przy piłce, starali się atakować.

- Taki mieliśmy plan, dać się im wyszumieć, a następnie zaatakować – zdradził pomocnik przyjezdnych Tomasz Nowak. Udało się i to dwa razy. Najpierw Grzegorzowi Boninowi, a następnie Grzegorzowi Piesio. Goście oddali trzy celne strzały i zdobyli dwie bramki. Gospodarze uderzali często, ale zaledwie raz celnie. Przy takiej skuteczności nie da się choćby zremisować spotkania.  – Nie jesteśmy jeszcze zespołem, który może grać otwartą piłkę, lepiej prezentujemy się schowani za podwójną gardą. Do utraty bramki graliśmy przyzwoicie – stwierdził trener Korony, Marcin Brosz.

- Pokazaliśmy, że przy mądrej taktyce możemy z wyjazdów przywozić komplet punktów. Zagraliśmy dobrze, szczególnie w drugiej połowy, mieliśmy wiele okazji do zdobycia bramki. Mogliśmy wygrać wyżej – dodał Jurij Szatałow, szkoleniowiec Górnika.

Podsumowanie 9. kolejki Ekstraklasy - Mistrz na samym dnie - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

7 lat. 2207 dni. Tyle czekała Legia Warszawa na zdobycie mistrzostwa Polski. Wszystko stało się jasne w sobotę, 25 maja, kilkanaście minut przed godziną 18. Lech Poznań przegrał z Podbeskidziem Bielsko - Biała (0:2). Przewaga drużyny Jana Urbana wzrosła do 6 punktów. Jako, że zespół z Łazienkowskiej ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań (3:1 i 1:0), mógł rozpocząć przyjmowanie gratulacji. Zasłużonych, bo legioniści byli najlepszą i najrówniej grającą ekipą T-Mobile Ekstraklasy. Zdominowali sezon 2012/13. Zdobyli mistrzostwo Polski, krajowy puchar, wygrali także rozgrywki Młodej Ekstraklasy. I zapewnili miejsce w europejskich pucharach Śląskowi Wrocław, który zagra w eliminacjach Ligi Europy jako finalista Pucharu Polski.

BOHATER KOLEJKI
Fabian Pawela. Dwa gole strzelone przez napastnika Podbeskidzia przy Bułgarskiej w Poznaniu, rozstrzygnęły sprawę mistrzostwa Polski. Pawelę pewnie to mało obchodziło, bo ważniejsze były trzy punkty dla Podbeskidzia. Gdyby nie one, poznalibyśmy już pierwszego spadkowicza, bo w przypadku porażki z Lechem, strata Górali do 14. w tabeli Ruchu Chorzów wynosiłaby już 7 punktów.

Mariusz Rumak: To nie było bardzo słabe spotkanie z naszej strony. Gratuluję Legii mistrzostwa - zobacz film!


NAJWAŻNIEJSZY GOL
Marek Saganowski. W końcówce meczu Legii z Widzewem (1:1) rodowity łodzianin nie trafił do pustej bramki. Oj, dostało mu się za to pudło po meczu. Wychowanek ŁKS-u uwielbia mecze z Widzewem, strzelił mu już 11 goli. Właśnie ta 11. bramka, zdobyta w 55. minucie piątkowego spotkania, dała legionistom mistrzostwo Polski. Saganowski w tym sezonie był tym rozstrzygającym losy w najważniejszych meczach. Dwa razy pokonał Rafała Gikiewicza w pierwszym spotkaniu finału Pucharu Polski, dzięki czemu Legia po raz 16. w swojej historii sięgnęła po to trofeum.

BRODA PROROKA
Michał Kucharczyk zmarnował większość kończącego się sezonu. W końcówce się obudził, zaczął grać regularnie, zdobył nawet bramkę w poprzedniej kolejce (3:0 z Jagiellonią). Zapuścił brodę i obiecał, że nie zgoli jej dopóki Legia nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Na swoje szczęście, mógł zrobić to już w ostatnią sobotę. Tego dnia okazał się prorokiem. Legioniści mieli rano trening, a po jego zakończeniu, Kucharczyk ogłosił w szatni: Podbeskidzie wygra z Lechem 2:0. Sprawdziło się.

Piłkarze Legii po zdobyciu mistrzostwa - zobacz film!

TO NIE SĄ CZARY, GLIWICE MOGĄ MIEĆ PUCHARY
W sezonie 1988/89 Ruch Chorzów jako beniaminek zdobył mistrzostwo Polski. Piast Gliwice nie powtórzy tego jedynego w historii przypadku, ale już dziś można przyznać mu tytuł rewelacji rozgrywek. Bo wszystko wskazuje na to, że drużyna Marcina Brosza będzie reprezentowała Polskę w europejskich pucharach. Piast zgromadził 45 punktów, cztery mniej ma Polonia (wątpliwe, by otrzymała licencję), 5 traci Górnik Zabrze (i ma lepszy blilans meczów bezpośrednich, 1:0 i 1:1). To sprawia, że Gliwiczanom wystarczą dwa remisy, by zapewnić sobie udział w eliminacjach Ligi Europy. Dzięki mistrzostwu Legii, Śląsk ma zapewnione miejsce w europejskich pucharach jako finalista Pucharu Polski. To oznacza, że jeśli znajdzie się na najniższym stopniu podium (ma punkt przewagi nad Piastem i gorszy bilans meczów bezspośrednich, 1:3 i 2:3), prawo gry w pucharach przypadnie kolejnemu zespołowi z T-Mobile Ekstraklasy.

ZACIĘTA WALKA O UTRZYMANIE
Mistrza znamy, wicemistrza też, ale do ostatniej kolejki T-Mobile Ekstraklasy będziemy emocjonować się walką o utrzymanie. Wygrywając z Górnikiem (1:0), ogromny krok w kierunku zapewnienia sobie ligowego bytu, zrobiła Pogoń. Po remisie z Legią, w niebezpieczne rejony dostał się Widzew, ale ma 5 punktów przewagi nad GKS-em Bełchatów. W trudnej sytuacji znalazł się Ruch Chorzów, który ma 3 punkty więcej od Bełchatowa i lepszy bilans meczów bezpośrednich. W najbliższej kolejce Niebiescy podejmują świeżo upieczonych mistrzów Polski. Broni nie składa Podbeskidzie, które było ostatnio zdecydowanie lepsze od Lecha (2:0), ale jest w bardzo trudnej sytuacji.

12.     Pogoń Szczecin     32
13.     Widzew Łódź         32
14.     Ruch Chorzów         30
15.     GKS Bełchatów     27
16.     Podbeskidzie        26

0:15 ZGŁOŚ SIĘ
3 bramki na mecz - tyle w ostatnich pięciu kolejkach średnio traci Jagiellonia. Tylko Ruch ma gorsza defensywę w T-Mobile Ekstraklasie. 0:1 z Lechem, 0:3 z Widzewem, Legią i Śląskiem, 0:5 z Koroną. To bilans ostatnich spotkań drużyny prowadzonej przez Tomasza Hajto. W pięciu spotkaniach Jaga straciła 15 bramek, nie zdobyła żadnej. W poprzednich 23 kolejkach dała sobie strzelić 29 goli.

Tomasz Kupisz: Nie można w taki sposób tracić bramek - zobacz film!

LIDERÓW CZTERECH
Po zdobyciu mistrzostwa Polski przez Legię już wiadomo, że tylko 4 drużyny będą mogły pochwalić się, iż w tym sezonie przewodziły T-Mobile Ekstraklasie. Po 1. kolejce były to Legia, Lech i Pogoń, które swoje mecze wygrały po 4:0. w kolejkach 2-3 liderowała ekipa ze stolicy. Od 4., do 6. kolejki, tabeli przewodził Widzew Łódź. Po 7. serii gier i wygranej 2:1 z Wisłą Kraków, liderem została Legia. I nie oddała prowadzenia do końca sezonu.

GOŚCINNA KOLEJKA
5 remisów, 2 wygrane gości i zaledwie jedno zwycięstwo gospodarzy. Tylko Pogoń Szczecin pokonując 1:0 Górnika Zabrze uratowała honor drużyn, które rozgrywały mecze 28. kolejki T-Mobile Ekstraklasy na własnym stadionie. Generalnie w sezonie 2012/13 pojecie "atutu własnego boiska" traci znaczenie. Do tej pory na 216 rozegranych spotkań, tylko 91 wygrali gospodarze (42 procent), 72 zakończyło się zwycięstwami gości (33 procent), a co czwarte (25 procent) kończy się remisem.

NAJSZCZEŚLIWSZY PIŁKARZ
Miroslav Radović. W sobotę zdobył swoje pierwsze mistrzostwo Polski, choć Legia kupiła go z Partizana Belgrad już 7 lat temu. W niedzielę, świętował. W poniedziałek jego żona urodziła w Serbii bliźniaki. Dwóch synów (jednego już ma). - W ciągu dwóch dni ustrzeliłem podwójny dublet - śmiał się najlepszy asystent spośród piłkarzy mistrza Polski.

HISTORYCZNY WYCZYN KOLEJORZA
Lech Poznań 6 razy zdobywał mistrzostwo Polski, ale nigdy nie był wicemistrzem kraju. Sobotnia porażka z Podbeskidziem (0:2) sprawiła, że po raz pierwszy w swojej historii gracze Kolejorza założą srebrne medale.

Mistrzem Polski jest Legia - podsumowanie 28. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Miał być hit, skończyło się na po prostu dobrym meczu. Jedyna niepokonana drużyna w T-Mobile Ekstraklasie, Wisła Kraków, musiała przełknąć gorzką pigułkę. Na własnym stadionie, w obecności ponad 31 tysięcy widzów, dostała lekcję skuteczności od odwiecznego rywala, Legii Warszawa. Orlando Sa, Ondrej Duda i Miroslav Radović pokonywali Michała Buchalika i mistrzowie Polski, dzięki tej wygranej, po raz pierwszy w tym sezonie pojawili się na szczycie tabeli.

MAGIA MISTRZÓW POLSKI
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Legia bawi się w naszej lidze. Potrafi pojechać do Bielska-Białej i przegrać (1:2), by po trzech tygodniach zameldować się w Krakowie, w bardzo podobnym składzie i sięgnąć po trzy punkty (3:0 z Wisłą). Tak łatwo, jakby wskazywał wynik, jednak nie było. Mecz ustawił gol strzelony przez Orladno Sa (4 mecze, 5 goli w tym sezonie), ale Portugalczyk w momencie podania od Helio Pinto był na niewielkim (ale jednak) spalonym. W tym momencie z gospodarzy zeszło powietrze, a Legia mogła zdobyć kilka bramek. Trafiała do siatki dopiero w doliczonym czasie gry, po pięknych, zespołowych akcjach. Wisła była bezradna, jej obrońcy stali i patrzyli, jak Ondrej Duda, Michał Kucharczyk, Miroslav Radović i Marek Saganowski się bawią na boisku.
Biała Gwiazda po raz pierwszy w tym sezonie była pod presją. Pełne trybuny, oczekiwania, ciśnienie: nie podołała. Zawiedli liderzy. Paweł Brożek został wyłączony z gry, Semir Stilić niby raz czy drugi błysnął, zagrał niekonwencjonalnie, ale to wciąż było zbyt mało na Legię.

LECH ROZSTRZELAŁ ZAWISZĘ
Swego czasu furorę w Polsce robił teleturniej "Idź na całość", gdzie wybierało się bramki, można było trafić na "zonka" albo wygrać spore pieniądze. To porównanie idealnie pasuje do spotkania Lecha z Zawiszą (6:2). Znaczy Kolejorz poszedł na całość, Zawisza wybrał "zonka", a Maciej Skorża w końcu zobaczył, że zespół, który prowadzi od tygodnia, jest drużyną. Do momentu, kiedy Andre Micael nie zobaczył czerwonej kartki, wszystko mogło się zdarzyć. 1:0, 1:1, 2:1, 2:2, 3:2 - tak wyglądała pierwsza połowa. Potem zespół z Poznania wykonał wyrok, kiedy Micael sfaulował Zaura Sadajewa, wyleciał z boiska, a Kolejorz wykorzystał rzut karny. Napastnik rodem z Czeczenii zagrał naprawdę dobre zawody, był najlepszym zawodnikiem na boisku. Teraz przed Lechem najpoważniejszy test: mecz z Legią przy Łazienkowskiej.
Zawisza jak na razie, mimo momentami naprawdę efektownej gry, jest największym przegranym sezonu ligowego. Mariusz Rumak, którego wyrzucono z Lecha, miał zacząć zdobywać punkty, a tego nie robi. Prowadząc Kolejorza w 82 meczach stracił 73 bramki, jako trener bydgoskiego zespołu w dwóch spotkaniach rywale strzelili mu 10 goli.
Zawisza zaczął sezon T-Mobile Ekstraklasy od wygranej z Koroną, ale kolejne 8 spotkań przegrał. W 9 kolejkach stracił 27 bramek, to najgorszy wynik od 1961 roku. Wówczas tyle goli dała sobie strzelić Polonia ... Bydgoszcz.

WSTRZĄS W LECHII, POGOŃ WRACA DO ŻYWYCH
Mamy kolejną zmianę trenera w T-Mobile Ekstraklasie. Quim Machado stracił pracę po porażce na własnym boisku z Pogonią Szczecin (0:1). Bilans Portugalczyka idealnie remisowy: po 3 wygrane, remisy i porażki. Ambitni właściciele biało-zielonych nie tego oczekiwali, stąd decyzja o zmianie. W tygodniu przekonamy się, kto przejmie stery w Lechii, która przecież przed sezonem przeprowadziła ponad 20 transferów, ustalając absolutny rekord T-Mobile Ekstraklasy.
Portowcy w końcu wygrali mecz, po sześciu spotkaniach bez zwycięstwa. Na trzy punkty czekali od 26 lipca, kiedy u siebie ograli Śląsk Wrocław (4:1). Potem były cztery porażki i dwa remisy. Co istotne, wygraną zapewnił im Marcin Robak. Król strzelców poprzedniego sezonu. Po raz pierwszy w tych rozgrywkach doszło do sytuacji, kiedy Robak grał, a Pogoń wygrała.

ZAŁAMANIE PRZY CICHEJ
- To był najgorszy mecz odkąd prowadzę Ruch - nie owijał w bawełnę Jan Kocian. Sytuacja Niebieskich w lidze do wesołych nie należy. 14 miejsce, zaledwie 7 punktów, tylko jedna wygrana. Chwaleni za walkę w eliminacjach Ligi Europy, teraz w T-Mobile Ekstraklasie za to płacą. Działaczom nie udało się zbudować szerokiej kadry, która mogłaby pogodzić walkę na dwóch frontach.
W Bełchatowie świętują. 9 spotkań, 16 punktów, 4. miejsce w tabeli, zaledwie trzy punkty mniej od Legii. Premierową bramkę w lidze zdobył Adrian Basta, trafił do siatki rywali w 27. występie w najwyższej klasie rozgrywkowej.

FLAVIO ZASTĘPUJE BRATA
Trzy mecze, cztery gole - to bilans Flavio Paixao. Powodujący, że w Śląsku już tak bardzo nie tęsknią za leczącym kontuzję bratem bliźniakiem. - Muszę nastrzelać goli, żeby zdobyć przewagę nad Marco - uśmiecha się Flavio. Trener Tadeusz Pawłowski po urazie Marco ustawił jego brata w ataku. I nie wyglądało to zbyt dobrze. Dlatego zmienił koncepcję, zaczął grać teoretycznie bez napastnika, a Flavio wrócił na skrzydło. I od tamtej pory regularnie zdobywa bramki. Ostatnią w minionej kolejce T-Mobile Ekstraklasy, na wagę trzech punktów w spotkaniu z Koroną Kielce (1:0).

PIAST ZNOWU WYGRYWA, CRACOVIA MA PROBLEM
Na początku sezonu było źle, Piast zaczął nawet rozglądać się za trenerem, który zastąpi Angela Pereza Garcię. Po sześciu kolejkach miał na koncie trzy remisy i trzy porażki. Ostatnie trzy kolejki, to komplet wygranych, 9 strzelonych goli, marsz w górę tabeli, spokój szkoleniowca. Gracze z Gliwic, pytani o tę przemianę, mówią jednym głosem: uwierzyliśmy w siebie.
W przeciwieństwie do Cracovii. Pasy zdołały zremisować na wyjeździe z Lechem (1:1), wygrać z Górnikiem Łęczna (2:1), ale w Gliwicach demony powróciły. Radosna gra w defensywie, szybko stracone trzy bramki, które ustawiły to spotkanie. Robert Podoliński po dobrej pracy wykonywanej w Dolcanie Ząbki, dostał szansę w ekstraklasie. I na razie ma problem, by spełnić oczekiwania Janusza Filipiaka.

GÓRNIK WRACA NA WŁAŚCIWE TORY
Cztery mecze, cztery wygrane, to bilans Górnika Zabrze w spotkaniach z Podbeskidziem na boisku Górali. Zabrzanie mają patent na zespół spod Klimczoka na jego boisku. W ostatniej serii gier odnieśli najokazalsze zwycięstwo (wcześniej 1:0, 3:1 i 2:1), po dwóch porażkach z rzędu, wrócili na właściwe tory.
- Ach, nie mieliśmy prawa tak przegrać, ten Steinbors był niesamowity, wszystko bronił - żałował Maciej Korzym. Rzeczywiście, podobnie jak w przypadku hitu 9. kolejki T-Mobile Ekstraklasy (Wisła - Legia 0:3), w Bielsku wcale nie musiało zakończyć się tak wysokim zwycięstwem gości. Gospodarze zostali pozbawieni swojego głównego atutu, trenera Leszka Ojrzyńskiego, którego zaatakowała rwa kulszowa. Całe spotkanie przesiedział w wygodnym fotelu ustawionym tuż obok ławki rezerwowych.

NIE LUBIĄ PONIEDZIAŁKÓW?
Nasi ligowcy rzadko w obecnym sezonie remisują bezbramkowo. Jednak na cztery takie przypadki, aż trzy zdarzyły się w poniedziałek. W 9. serii gier T-Mobile Ekstraklasy ponownie nie oglądaliśmy bramek w kończącym ją spotkaniu (Górnik Łęczna - Jagiellonia, pierwsze spotkanie tych drużyn w historii występów w ekstraklasie). Trudno oprzeć się wrażeniu, że zawodnicy idą śladami Bohdana Łazuki i jego niechęci do tego dnia. Wystarczy spojrzeć na liczby. W piątkowych grach pada średnio 2,66 gola na mecz, w sobotnich aż 3,73, w niedzielnych 2,78, a w poniedziałkowych zaledwie 1,37.  

Legia wraca na szczyt - podsumowanie 9. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Liga zagrała dla Legii - tak można najkrócej podsumować 14 serię gier. Porażka Jagiellonii i remis Śląska sprawiły, że mistrzowie Polski zostali samodzielnym liderem T-Mobile Ekstraklasy. Niesamowite emocje przeżyli kibice we Wrocławiu, gdzie drużyny Śląska i Lecha stworzyły jeśli nie najlepsze, to jedno z najlepszych widowisk w tym sezonie. W coraz gorszej sytuacji są Ruch i Zawisza, które zamykają tabelę z marnym dorobkiem, odpowiednio 8 i 7 punktów. Przecież to zespoły, które kilka tygodni temu reprezentowały Polskę w europejskich pucharach...

WIELKA GRA WE WROCŁAWIU
To był prawdziwy hit 14. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Bohaterem Śląska w meczu z Lechem (1:1) został Mariusz Pawełek, który kilkoma fantastycznymi interwencjami uratował drużynie punkt. Słowa "fantastyczny" trzeba użyć jeszcze kilka razy. Taki był gol strzelony przez Darko Jevticia, który już w 2. minucie ograł Krzysztofa Danielewicza i Toma Hateleya, inteligentnym strzałem dał Kolejorzowi prowadzenie. Fantastyczne okazje do zdobycia bramki marnował też Flavio Paixao, który przed spotkaniem otrzymał nagrodę dla najlepszego piłkarza T-Mobile Ekstraklasy w październiku. Dwukrotnie był sam przed Maciejem Gostomskim po świetnych podaniach Dudu Paraiby i pudłował w sytuacjach, w których wydawało się to niemożliwe. Fantastycznie poczuł się też Mateusz Machaj, który grając jako fałszywy napastnik, w tym sezonie miał na zero na koncie trafień w lidze. W końcu strzelił tego piewszego gola, na dodatek w meczu z Lechem, w barwach którego debiutował w ekstraklasie (sezon 2008/09, zagrał minutę w spotkaniu z ŁKS-em).

REZERWY WYSTARCZYŁY NA RUCH
Henning Berg garściami czerpie z tego, że ma szeroką i wyrównaną kadrę. Na spotkanie Ruchem Chorzów większość podstawowych graczy odesłał na trybuny by mogli odpocząć przez meczem w Lidze Europy z Metalistem Charków. Szansę dostało kilku graczy z rezerw, w tym 17-letni Adam Ryczkowski i o rok starszy Robert Bartczak. Na pogrążonych w kryzysie Niebieskich absolutnie to wystarczyło. Legia przez całe spotkanie była zdecydowanie lepszym zespołem, choć nigdy w takim zestawieniu nie grała i nie zagra. Bo historia z wystawieniem na lewej obronie rozgrywającego Helio Pinto, raczej się nie powtórzy.

Pierwszego gola strzelił Orlando Sa, wykorzystując rzut karny o faulu Marka Szyndrowskiego na Mateuszu Szwochu. Na 2:0 podwyższył wspomniany Ryczkowski, strzelając do pustej bramki po świetnym zagraniu Marka Saganowskiego. W końcówce, po błędzie Jakuba Rzeźniczaka, gola dla Ruchu strzelił Grzegorz Kuświk. Ta bramka jednak tylko zamazała prawdziwy obraz bardzo źle grających Niebieskich.


HAT TRICK RYKOSZETA I BOISKO SAMOBÓJCÓW
To był szalony mecz, którego scenariusza nie powstydziłby się sam Alfred Hitchcock. 33. minuta - Kyryło Petrow strzela, rykoszet od Arkadiusza Głowackiego - gol. 55. minuta - główka Burligi, rykoszet od Petrowa, gol. 61. minuta - Nabil Aankour zagrywa wzdłuż bramki, Richard Guzmics interweniuje tak niefortunnie, że wbija piłkę do własnej bramki. 78. minuta - kontra Wisły, dośrodkowanie Macieja Sadloka, nieporozumienie bramkarza Korony z Radkiem Dejmkiem i gol samobójczy dla Białej Gwiazdy. Prawie 80 minut gry i cztery przypadkowe gole! Ten na 3:2 dla Korony na szczęście już taki nie był. Kielczanie przeprowadzili składną akcję, którą wykończył Olivier Kapo i mogli świętować ze swoimi kibicami. Wisła natomiast przegrała wszystkie jesienne prestiżowe spotkania: derby z Cracovią (0:1), u siebie z Legią (0:3) i teraz małe derby z Koroną (2:3).

KONIEC SERII JAGIELLONII
Bartosz Ślusarski zakończył imponującą serię Jagiellonii Białystok (7 spotkań bez porażki), która była niepokonana w T-Mobile Ekstraklasie od 23 sierpnia i porażki ze Śląskiem Wrocław (1:3). Najbliżej uratowania choćby punktu był Mateusz Piątkowski. Lider klasyfikacji strzelców (11 goli) trafił jednak w słupek.

Goście z Bełchatowa przyjechali do Białegostoku podrażnieni blamażem w Pucharze Polski (0:5 z Piastem Gliwice). Rehabilitacja się udała, a dzięki ten wygranej GKS traci już tylko punkt do ostatniego miejsca podium (właśnie do Jagiellonii) i tylko cztery do lidera, Legii Warszawa.

CRACOVIA WYGRYWA TYLKO JEDNĄ BRAMKĄ
Drużyna Roberta Podolińskiego jest ewenementem. Zaczęła sezon od trzech porażek, w końcu wróciła do równowagi, ale charakteryzuje ją pewna prawidłowość. Otóż jak już wygrywa, a zdarzyło się jej to w ostatniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy po raz piąty w tym sezonie, to różnicą jednej bramki. Na dodatek, potrafi sięgnąć po komplet punktów tylko u siebie, na wyjazdach jej bilans jest tragiczny, dwa remisy i pięć porażek. Gorszy jest tylko Zawisza, z kompletem porażek (6).

Trzy razy po 1:0, dwukrotnie 2:1, dzięki domowym wygranym (i dwóm wyjazdowym remisom) Pasy mają 17 punktów. Te ostatnie trzy oczka dał im Deniss Rakels, wykorzystując zagranie Marcina Budzińskiego. Pomocnik Cracovii, który zaliczył asystę, po meczu wylądował w szpitalu. Okazało się, że nie widział na jedno oko. Nie przeszkodziło mu to w świetnym zagraniu do Łotysza.

Zawisza zostaje dyżurnym dostarczycielem punktów. Po niezłym meczu przeciwko Legii (1:2), znowu wrócił na swój poziom i zasłużenie przegrał.

KUNG FU AUGUSTYN
Po otrzymaniu zgody z PZPN, Jan Kocian po raz pierwszy w T-Mobile Ekstraklasie poprowadził Pogoń Szczecin jako pierwszy szkoleniowiec. Przy odrobinie szczęścia, mógł wywieźć z Zabrza trzy punkty. Portowcy nie potrafili wykorzystać faktu, że ostatni kwadrans meczu grali z przewagą jednego zawodnika. Skrajnie nieodpowiedzialnie zachował się Błażej Augustyn, który próbując ratować się po swoim błędzie, brutalnie sfaulował Rafała Murawskiego i zasłużenie wyleciał z boiska.

Pogoń zakończy rundę jesienną spotkaniem u siebie z Legią, z którą w lidze nie wygrała od 1998 roku, przegrała ostatnie 10 oficjalnych meczów (8 w lidze, 2 w Pucharze Polski). Przeciwko mistrzom Polski zagra zapewne bez napastnika. Marcin Robak jest kontuzjowany, Patryk Małecki zerwał więzadła krzyżowe i czego go 6-miesięczne leczenie, a Łukasz Zwoliński będzie pauzował za kartki.


TWIERDZA W ŁĘCZNEJ WCIĄŻ NIEZDOBYTA
Mimo, że za nami już 14 kolejek T-Mobile Ekstraklasy, stadion Górnika Łęczna jest jednym z trzech jeszcze niezdobytych w tym sezonie (obok Śląska i Bełchatowa). W ostatniej serii gier próbowała Lechia, ale jedyne, co udało jej się ugrać, to remis. Gola na wagę jednego punktu strzelił Antonio Colak, po bardzo ładnej, indywidualnej akcji. Goście z Gdańska mieli wyjątkowego pecha. Dwukrotnie po ich strzałach piłka trafiała w słupek bramki Sergiusza Prusaka.

Bohaterem, pozytywnym i negatywnym gospodarzy był Patrik Mraz. Słowak najpierw strzelił gola dla Górnika bezpośrednio z rzutu wolnego. W końcówce natomiast bardzo ostro zaatakował Macieja Makuszewskiego. Za faul został ukarany czerwoną kartką, a skrzydłowy Lechii doznał urazu stawu skokowego i prawdopodobnie w tym roku już nie zagra.

PIAST PUKA DO GRUPY MISTRZOWSKIEJ
Już po poprzedniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy wiadomo było, że przed Podbeskidziem trudne zadanie. Drużna prowadzona przez Leszka Ojrzyńskiego straciła dwóch liderów środka pola, Macieja Iwańskiego i Antona Slobodę. Obaj musieli pauzować za cztery żółte kartki. Piast idealnie wykorzystał słabość rywala, wypracował wiele okazji do strzelenia gola, wykorzystując aż cztery. Do wygranej gości walnie przyczynił się Michal Peskovic. Bramkarz Podbeskidzia zlekceważył mocne uderzenie Konstantina Vassilijeva. Gracz Piasta strzelił z ponad 30 metrów, Pesković był pewny, że złapie piłkę, a ta przełamała mu palce i wpadła do bramki. Był go gol na 2:0 dla gości, od tego momentu ich wygrana nie była już zagrożona. Ozdobą spotkania była bramka zdobyta w ostatniej minucie przez Marka Sokołowskiego. Kapitan Górali pięknie uderzył wewnętrzną częścią stopy, pod poprzeczkę. Było to jednak trafienie jedynie na otarcie łez.

Legia sama na szczycie - podsumowanie 14. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się