Na widzów 15. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty czekają dwie znakomite wystawy w ramach sceny artystycznej. Warto przyjrzeć im się bliżej.

Już po raz trzeci we wrocławskiej galerii Dizajn BWA przy ul. Świdnickiej 2-4, odbywać się będzie wystawa Midnight Show (podtytuł Porwani). W wydarzeniu można wziąć w udział w trakcie dziewięciu festiwalowych nocy. Pierwszy seans odbywa się o północy z 24 na 25 lipca, zaś ostatni z 1 na 2 sierpnia. Każdy z pokazów trwa tylko 60 minut i za każdym razem przybiera inną formę.

Trzecia część Midnight Show rozgrywa się w całkowitej ciemności. Na seansie wzrok posłuży widzom do wpatrywania się w mrok. Siedmioro artystów i jedna grupa artystyczna (Igor Krenz, Wojciech Kucharczyk, Honorata Martin, Witek Orski, Karol Radziszewski, Anna i Adam Witkowscy, Zorka Wollny, ze specjalnym udziałem Olafa Brzeskiego) przygotowuje indywidualny pokaz w ramach niewidzialnej scenografii zaprojektowanej przez Aleksandrę Wasilkowską.

Liczba miejsc na Midnight Show III jest ograniczona. Po odbiór bezpłatnych wejściówek zapraszamy do kas Kina Nowe Horyzonty od 24 lipca. Bilety są ważne tylko w dniu wybranego pokazu.

Z kolei w galerii Awangarda BWA Wrocław przy ul. Wita Stwosza 32, już w piątek 24 lipca o godzinie 20:00 czeka wernisaż Ruchome obrazy. Ekspozycja związana jest z filmem Performer Macieja Sobieszczańskiego i Łukasza Rondudy poświęconemu Oskarowi Dawickiemu - polskiemu artyście zajmującym się sztuką performance, wideo, fotografią i dokumentacją oraz tworzeniem instalacji i rozmaitych obiektów. Na zwiedzanie wystawy można wybrać się w dniach 17 lipca - 23 sierpnia.

Scena artystyczna T-Mobile Nowe Horyzonty. Co się będzie działo? - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W czwartej już relacji z 12. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty pokażemy wam to co dzieje się podczas tegorocznej Sceny Artystycznej. Myślą przewodnią jest "eksperyment". Próbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie jak w przestrzeni przygotowanej przez artystów odnajdują oraz jak ją postrzegają uczestnicy Festiwalu. Nie ważne, czy wybierzecie się na wystawę "Przerwany filmy", czy weźmiecie udział w Grze Miejskiej. T-Mobile Nowe Horyzonty to miejsce, w którym każdy znajdzie coś dla siebie.

"Scena Artystyczna wyróżnia się w tym roku tym przede wszystkim, że wszystkie nasze działania są ze sobą zintegrowane. Niejako opakowane wspólną oprawą graficzną, którą przygotował dla nas Tomasz Płonka. Wysokiej klasy ilustrator z Wrocławia, który na potrzeby tego projektu snuje taką senną, potworną wizję końca świata. I ten koniec świata też jest pewnym takim stemplem, który charakteryzuje wszystkie nasze działania". Katarzyna Roj/kuratorka sztuki

Scena artystyczna na 12. MFF T-Mobile Nowe Horyzonty - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Wielkie gwiazdy, premiery koncertowe, wyjątkowe projekty rosyjskie, muzyka filmowa na żywo, DJ Nights, pierwsza parada uliczna oraz dwa koncerty mistrzów instrumentaliów - oto atrakcje tegorocznej odsłony Sceny Muzycznej festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty, która wystartowała we Wrocławiu.

Jak co roku Scena Muzyczna obfitować będzie w wielkich artystów i wyjątkowe projekty. Podczas tegorocznej edycji usłyszymy m.in. obdarzoną rozciągającym się na trzy i pół oktawy głosem Diamandę Galás – będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii sceny muzycznej festiwalu. W Arsenale zagra także genialny Mike Patton z projektem Tomahawk oraz król drum’n’bass Roni Size w duecie z MC Dynamite. W specjalnym projekcie zobaczymy damę amerykańskiego gotyku - Rykardę Parasol w towarzystwie Meli Koteluk i Misi Furtak. Usłyszmy też Semantik Punk – wymykające się wszelkim kategoriom muzycznym i językowym odkrycie tego roku w Polsce oraz live act w wykonaniu Mirror Code.

Ruszyła Scena Muzyczna T-Mobile Nowe Horyzonty 2013 - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Na tegorocznym Festiwalu nie brakuje filmów poruszających trudne tematy. Widzowie znajdą pozycje ukazujące zarówno zmaganie się z nieuleczalną chorobą (Co teraz? Przypomnij mi) jak i przemocą domową, której ofiarą jest tytułowa „Żona policjanta“. W „Lonely Man – Brad Pitt“ szerszej publiczności zaprezentował się jako zwykły człowiek.

Rok niebezpiecznego życia

Konkursowy "Co teraz? Przypomnij mi" to niemal trzygodzinny dokumentalny zapis przeżyć portugalskiego filmowca Joaquima Pinto z rocznej terapii eksperymentalnej, której się poddał w nadziei na wyleczenie. Pinto od dwudziestu lat żyje z żółtaczką typu C i wirusem HIV. Leki, które przyjmuje, osłabiają jego pamięć i koncentrację, powodują depresję i bezsenność oraz bóle mięśni i stawów, są przyczyną zmęczenia i osłabienia. Dla Pinto jest to czas na porządkowanie swoich spraw i powroty do przeszłości. Twórca wspomina m.in. swoje wcześniejsze terapie czy współpracę ze znanymi reżyserami. Stara się zrozumieć sens swojego położenia, ale za każdym razem wraca do punktu wyjścia. Jego mąż czyta mu Biblię, a on poszukuje książki o początkach czasu.

Pinto widzi, że przez terapię cierpi jego związek, bo bywa niezdatny do zwykłych życiowych czynności. Jednak dostrzega miłość, która go spotkała, bo dom, który zbudował z partnerem (i czterema psami), byłby spełnieniem marzeń o szczęściu niejednej osoby. Czasem dopada go poczucie beznadziei i stwierdza, że walka z wirusami jest skazana na przegraną; mówi, że "życie odetchnie z ulgą, jak zamienimy się w proch". W przypadku takich filmów jak "Co teraz? Przypomnij mi" zawsze towarzyszy mi lekki dyskomfort, bo zaglądam w najintymniejsze zakamarki życia bohatera - w filmie pojawia się nawet scena, w której Pinto uprawia seks ze swoim mężem. Zastanawiają mnie również przesłanki kierujące twórcą, który odsłania się w filmie całkowicie. "Co teraz? Przypomnij mi" ostatecznie jednak traktuję jako szczerą próbę zmierzenia się z cierpieniem i pogodzenia z tym, co od nas niezależne.

"Co teraz? Przypomnij mi"

Trywializując zbrodnię

Bartosz Sadulski obejrzał "Żonę policjanta", która bardzo mu się nie podobała: Nagrodzony w Wenecji nowy film reżysera "Wielkiej ciszy" jest oburzający. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek ze złości na seansie dostał dreszczy. Bynajmniej nie ze względu na żenującą jakoś rzemiosła filmowego, chociaż i co do umiejętności czysto filmowych reżysera można w przypadku Gröninga mieć poważne wątpliwości, skoro trzygodzinny film o przemocy domowej musiał podzielić na ponad pięćdziesiąt części, często niezbyt ze sobą związanych, opartych na jakiejś estetycznej zawiesinie. Każda część byłą starannie ponumerowana, informowano nas też o rozpoczęciu i zakończeniu rozdziału.

Zdaniem reżysera, który spotkał się z widzami po projekcji, może to służyć pewnej dowolności przy odbieraniu "Żony policjanta", lecz jako że narracja była jak najbardziej linearna, zamiast filmowej "Gry w klasy", powstała smutna opera mydlana, powielająca najgorsze społeczne i kulturowe schematy i stereotypy słabej kobiety i zakompleksionego mężczyzny. Uwe i Christine naturalnie początkowo wydają się zwykłą parą, lecz gdzieś w okolicach 28. rozdziału widzimy siniak na jej placach, nieco później nie ma wątpliwości, że Uwe, mimo bycia policjantem, jest zwykłym zwyrodnialcem. Motywację niemiecki reżyser podaje jak na talerzu: Uwe nie jest gościem, który rozpracowuje potrójne morderstwa i niemieckie kartele narkotykowe, lecz zamiata drogę po wypadku, więc w ramach odreagowania tłucze żonę. Proste.

Gröning twierdzi, że przez kilka lat zbierał materiały, jednak jego film jest płaski jak naleśnik i gdybyśmy żyli w czasach taśmy celuloidowej, powinien zostać rozstrzelany za jej zmarnotrawienie na trywializację trudnego tematu. Reżyser twierdzi też, że niektóre ze scen są odtworzeniem tego, co usłyszał w rozmowach z ludźmi, którzy byli w związkach, gdzie pojawiła się przemoc. Nie jest w takim razie twórcą, lecz co najwyżej odtwórcą, znajdującym przyjemność w estetyzacji i usprawiedliwieniu zbrodni, i nie zmienia tego nawet wybranie na głównego bohatera człowieka przytłaczająco normalnego. "Żona policjanta" nie szokuje, nie stawia pytań, chce zyskać akceptację jako nieco tajemnicze, humanistyczne dzieło, a jest pozbawionym scenariusza zlepkiem scenek, jakie często widujemy w serialach, amerykańskich filmach czy reportażach. Z "Żony policjanta" wychodzi się z niczym, jak po artykule z cyklu "mąż ją bije, a ona nie chce tego zgłosić". Nie ma alibi dla Gröninga.

"Lonely Mann - Brad Pitt"  

Walka klas

Kolejny konkursowy film, który tego dnia widziałam, wystawił cierpliwość widzów na ciężką próbę. Rozgrywająca się w Buenos Aires "Historia strachu", zaczyna się od nadawanego z helikoptera komunikatu o nakazie opuszczenia dzielnicy slumsów. Niedługo potem mieszkańcy pobliskiego zamkniętego osiedla zaczynają dostrzegać niepokojące znaki: dym na niebie, smród palonych śmieci i cykliczne przerwy w dostawie prądu. Do tej pory bezpieczni w swoich bogatych domach, przeczuwają zbliżające się zagrożenie dla ich komfortowego życia. Gdy podczas kolacji zgaśnie światło, paranoja osiągnie swój szczyt. Argentyński twórca Benjamín Naishtat buduje swój film z niedopowiedzeń, które w jego zamierzeniu mają wykreować atmosferę zagrożenia, a tymczasem ograbiają go z treści i skazują na oskarżenie o nudę. Niektóre sceny wypadają kuriozalnie, jak ta, gdy nagi mężczyzna ni z tego, ni z owego wyskakuje na ulicę i powoduje popłoch wśród pasażerów samochodu. Inne jednak celnie ukazują hipokryzję zamożnych obywateli, których marzeniem okazuje się praca w organizacji charytatywnej. "Historia strachu" nie przekonuje jednak ani jako obraz społecznych nierówności i zakłamania klas wyższych, ani jako thriller.

Ciekawy przypadek Brada Pitta

A gdyby tak Brad Pitt został jednym z nas? Zwykłym gościem, który zamiast zasiadać gdzieś wysoko na aktorskim Olimpie, zszedł na ziemię i problemy miał podobne do naszych? Trudno to sobie wyobrazić, wszak to chyba największy obecnie gwiazdor Hollywood. Jednak dzięki etiudzie "Lonely Man - Brad Pitt" Piotra Blajerskiego staje się to łatwiejsze. Blajerski wybrał sceny z kilkunastu filmów z aktorem - sceny, w których jest on zupełnie sam - i ułożył je we wciągającą historię. Mamy tu więc "Rzekę życia", "Kalifornię", "Wichry namiętności", "Joe Blacka", "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona", "Zabójstwo Jessego Jamesa...", "Zabić, jak to łatwo powiedzieć", "Drzewo życia" itd. Nie wszystkie jednak pasowały do koncepcji twórcy, więc nie ma np. "Siedem" czy "Podziemnego kręgu". Twórca połączył sceny w tak zgrabny sposób, że - jakby ku własnemu zaskoczeniu - otrzymujemy portret Brada Pitta jako człowieka samotnego, dla którego zmagania z codziennością są wyzwaniem. Fajnie przez chwilę pomyśleć, że Brad Pitt jest nam tak bliski.

Co z tą Polską?

Halina Jasonek obejrzała blok z polskimi krótkimi metrażami: Środowy zestaw filmów krótkometrażowych zainteresował mnie szczególnie ze względu na "Jestem Polakiem" Pawła Hejbudzkiego. Cyrk, który odbywa się na ulicach Warszawy z okazji Święta Niepodległości, z każdym rokiem coraz bardziej szokuje i zniesmacza. Wejście z kamerą w sam środek Marszu Niepodległości wydaje się ciekawym pomysłem i szansą na choć cień zrozumienia dla jego uczestników. Niestety, twórcy filmu traktują temat bardzo powierzchownie. Między narodowców wysyłają aktora i śledzą z kamerą. Taki trochę reportaż wcieleniowy, trochę dokument. Nasz przewodnik po świecie hardkorowych patriotów nie próbuje dowiedzieć się czegoś o ich motywach i marzeniach. Rozmawia z emerytami, nastolatkami, sprzedawcami flag. Pyta, gdzie można bić się z policją, ale już nie docieka, po co to robić. Zamiast tego sprzedaje komunały: "Polacy jak się nie napierdalają, to nie żyją." W efekcie z "Jestem Polakiem" dowiadujemy się o polskości w Święto Niepodległości mniej więcej tyle, co z materiału w wieczornym serwisie informacyjnym.

Ciekawiej wypadł "Telemarketing" Katarzyny Guzowskiej. Utrzymany w estetyce filmiku z YouTube, dokument bada relacje zawiązywane podczas rozmów z telemarketerami. Bo, jak stwierdza autorka filmu, rozmowa telefoniczna to jednak dość intymna sytuacja. Guzowska pyta pracowników call center, którzy do niej dzwonią, czym kierują się w życiu. O dziwo, dostaje odpowiedzi. Potem sama zaczyna zawodowo dzwonić. Film Guzowskiej przypomina dziecięcy eksperyment. Szczery i całkiem zabawny.

Źródło: Onet.pl

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Co teraz? Przypomnij mi - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się