18.05.2010

W rytmie Natalii

W najnowszym "Rytmie" nie przegapcie wyjątkowej rozmowy z Natalią Kukulską. Specjalnie dla Czytelników T-Mobile-Trendy prezentujemy go tutaj w całości!

Znalazła już swój właściwy rytm!  O tym i o nowej płycie „CoMix” opowiedziała nam Natalia Kukulska. Jakiej muzyki słucha? Czy można nagrać popowy album tylko we dwoje?

Właśnie dobiegają końca prace nad Twoją nową płytą CoMix. Jaki będzie ten album?


Natalia: To album, który jest wspólną produkcją mojego męża Michała i moją, dlatego jest sygnowany naszymi nazwiskami Kukulska&Dąbrówka. Cały materiał na płytę też jest stworzony przez nas – kompozycje, moje teksty. Wszystkie partie klawiszowe, programowanie i perkusja są zagrane przez Michała. Nawet sami rejestrowaliśmy dźwięk. To było duże wyzwanie, ale myślę, że ta płyta mocno odsłania nasze „widzenie muzyki” i jest dość spójna. To płyta z piosenkami – płyta pop. Ale w naszym przypadku ta szuflada jest dość ciasna, bo słuchamy bardzo różnej muzyki i przez lata rozwijały nas różne gatunki: jazz, soul, R&B, funk, elektro, akustyczne brzmienia… Słowo „mix” w tytule odnosi się do połączenia naszych doświadczeń, wrażliwości, gatunków, emocji.

 

Jak przebiegały prace nad płytą?


Natalia: Płytę nagrywaliśmy w naszym domowym studiu. Początkowo była to praca dość nieregularna. Rejestrowaliśmy pomysły w różnych momentach naszego życia. Byliśmy aktywni domowo i zawodowo, koncertowaliśmy, braliśmy udział w różnych projektach, więc to też pochłaniało nasz czas. Ale ostatnie pół roku spędziliśmy w dużej mierze w piwnicy ;-), bo tam mieści się studio. Użyliśmy wielu instrumentów analogowych. Eksperymentowaliśmy z nagrywaniem perkusji. To bardzo kręci, zwłaszcza mojego męża. Gdy on robił kolejne ustawienia, ja pisałam teksty. Powiem szczerze – wbrew pozorom praca w domu jest bardziej wymagająca. Trzeba być niezwykle zdyscyplinowanym. Mając dwoje dzieci i dom, naprawdę jest co robić. Trudno się od tych spraw wyłączyć.

 

Jakie emocje towarzyszyły Ci przy nagrywaniu tej płyty?


Natalia: Przez cały rok przewinęły się różne emocje. Mieliśmy bardzo twórczy moment, kiedy pełni entuzjazmu sypaliśmy pomysłami jak z rękawa. Przyszedł też czas, gdy musieliśmy „odsiedzieć swoje”, by coś ciekawego wyszło. Mobilizowały nas mixy, które na całą płytę zrobił Maruś Piotrowski z planu B. Ponieważ robił je systematycznie, dawało to poczucie satysfakcji, że nasza domowa dłubanina w końcu jest zgrana i brzmi całkiem nieźle. Cieszyliśmy się każdą gotową, nową piosenką.

 

Czy zaprosiłaś do współpracy gości specjalnych?


Natalia: Choć nasz dom jest bardzo gościnny i otwarty, na albumie CoMix wielu gości nie ma;-). Ale tych kilku jest niezwykłych. Adam Sztaba zaaranżował piękne smyczki do trzech utworów, a zagrała je Orkiestra Polskiego Radia. W piosence „Funk with U” usłyszeć będzie można charyzmatycznego Nicka Sinklera. W utworze „Coś więcej” Grzegorz „Jabco” Jabłoński zagrał nietuzinkową solówkę na kultowym, analogowym syntezatorze Moog.

 

Czy jest już zaplanowana trasa promująca Co-Mix?


Natalia: Chciałabym bardzo zagrać koncerty w klubach jesienią. Poprzednia trasa Sexi Flexi dała mi mnóstwo radości. Spotkanie z nieprzypadkową publicznością, która zna płytę, teksty, to największa frajda. Wtedy można pozwolić sobie na scenie na więcej niż na plenerowych koncertach, na które w okresie wiosenno-letnim jest sezon.

Co sprawia Ci większą frajdę – nagrywanie i praca w studiu czy koncertowanie?


Natalia: Obydwa zajęcia się świetnie uzupełniają i mogą być dla siebie inspiracją. Studio wymaga skupienia i precyzji, więc doświadczenia z niego warto przenieść na scenę. Scena mnie za to bardzo otwiera i energetyzuje – te emocje często odtwarzam sobie w wyobraźni, gdy nagrywam. Nie ukrywam, że po skończeniu płyty mam trochę dosyć przebywania w studiu i bardzo cieszy mnie myśl, że już wkrótce usłyszę te piosenki w wersji live. Chyba jednak koncertowanie jest tym, co mnie najbardziej nakręca.

 

Czy masz jakieś marzenie koncertowe, scenę, na której chciałabyś wystąpić?


Natalia: Każdy koncert jest inny. Zresztą nawet konwencje, w których występuję, są różne i wymagają ode mnie czegoś innego. Gram z moim zespołem w pełnym składzie, są sety didżejskie, występy kameralne – akustyczne. Jest jeszcze tak wiele innych, okazjonalnych. Ostatnio śpiewałam adaptacje utworów Chopina z Classic Jazz Quartet, śpiewałam  gościnnie z Orkiestrą Adama Sztaby, występowałam z orkiestrą symfoniczną w repertuarze pięknych arii z filmów Disneya, śpiewałam z kilkusetosobowym chórem na finałowym koncercie warsztatów gospel. To wszystko mnie bardzo rozwija i chętnie przyjmuję propozycje, które są dla mnie wyzwaniem. Nie wiem, w jakiej sali chciałabym wystąpić, ale jest mnóstwo artystów, z którymi chciałabym się spotkać na scenie. Marzy mi się też koncertowe DVD, może akustyczne wersje moich ulubionych piosenek?

 

Jaka muzyka „nadaje rytm” Twojemu codziennemu życiu? Czy ulubieni wykonawcy mają wpływ na Twoją twórczość?


Natalia: Na pewno, bo muzykę, która mnie interesuje chłonę jak gąbka. Nią się odżywiam, bardzo dużo słucham i nie potrafię bez niej funkcjonować. Kupuję mnóstwo płyt, poszukuję nowych wykonawców i brzmień. A na style i konwencje jestem bardzo otwarta. Wyszłam z kręgu muzyki R&B, która fascynowała mnie kiedyś najbardziej. Rozszerzyłam horyzonty, choć nadal uwielbiam takich artystów jak: India Arie, Faith Evans, Mary J. Blige, Jazmine Sullivan i zawsze Stevie Wonder.

 

Przed Tobą gorący okres promocji CoMixu. Jak odpoczywasz po tak dużych wydarzeniach jak wydanie płyty czy trasa koncertowa?

 

Natalia: W zasadzie zaraz po tym jak oddaliśmy skończoną płytę do produkcji, życie nas wszystkich zatrzymało się i nawet trudno było się cieszyć tym, że ukończyliśmy pracę. Takie tragedie jak katastrofa w Smoleńsku uświadamiają nam wartość każdego dnia i osób nam bliskich. Oczywiście, promocja pochłania sporo czasu, ale zawsze umiem wybrać w tym, co dla mnie ważne. W piosence „Będzie, jak ma być” śpiewam, że „już odnalazłam właściwy rytm”. Warto go nie zgubić.

 

Dziękuję bardzo za rozmowę.

W rytmie Natalii - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
12.05.2010

W rytmie sportu

Aktywność fizyczna wraz z dopasowaną do niej muzyką może być o wiele przyjemniejsza i dać więcej radości oraz energii.

Muzyka towarzyszy nam niemal w każdej dziedzinie życia. Coraz mniej czasu spędzamy w ciszy i skupieniu. Oprócz pracy, gdzie wielu umila sobie czas słuchając ulubionych dźwięków, tańca czy życia towarzyskiego, muzyka wkracza w sferę coraz popularniejszą w naszym polskim życiu - sport.

By zachęcić do ćwiczeń tych nie do końca przekonanych, umilić trening pasjonatom i profesjonalistom oraz poprawić efektywność, użyto w klubach fitness motywujących, zagrzewających do wzmożonego wysiłku rytmicznych dźwięków. Muzyka podczas joggingu, jazdy na rowerze czy gimnastyki jest doskonałym bodźcem zwiększającym wydzielanie się endorfin. Przy aerobiku czy tańcu w sportowym wydaniu stanowi wręcz nieodłączny element, bez którego te dyscypliny nie miałyby racji bytu.

Dlatego, decydując się na wiosenną rekreację, oprócz osobistych preferencji warto zwrócić uwagę na dopasowanie ścieżki dźwiękowej do aktywności.

Muzyczny doradca

Jeżeli nie jesteś pewien, jaka muzyka da Ci największego "kopa" podczas aerobiku, joggingu lub wycieczki rowerowej, zdaj się na naszego doradcę.

<p><strong>Aerobik</strong></p> <p> </p> <p> </p> <p><strong><br /></strong></p>

<p><strong>Siłownia</strong></p> <p> </p> <p> </p> <p><strong><br /></strong></p>

<p><strong>Jogging</strong></p> <p> </p> <p> </p> <p><strong><br /></strong></p>

<p style="text-align: left;"><strong>Cycling</strong></p> <table border="0"> <tbody> <tr> <td><img style="vertical-align: baseline;" src="files/article/ecdd20707505c27eab4b172f3507473a/ikona_zarowka.jpg" alt="" width="50" height="50" /></td> <td>Muzyka towarzyszy nam wszędzie, słuchamy jej coraz częściej i ciężko wyobrazić nam sobie niektóre aktywności bez jej inspirującego działania. W parkach i na deptakach trudno nie zauważyć biegaczy i rowerzystów ze słuchawkami w uszach, którzy do odtwarzania muzyki używają telefonów komórkowych. Nie ma się czemu dziwić, to najlepszy sposób, aby jednocześnie być w zasięgu innych osób. <br /></td> </tr> </tbody> </table>

W rytmie sportu - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
01.09.2010

W drogę!

Wiatr we włosach, samochód pędzący w stronę horyzontu. Bez oglądania się za siebie... Za co kochamy filmy drogi?

Czy nie marzyliście kiedyś, by ruszyć przed siebie i jechać, jechać, jechać... bez patrzenia wstecz? Być może to właśnie dlatego tak kochamy filmy drogi. Jest w nich coś kuszącego, a czasem po prostu przypominającego nam o nie zawsze możliwych do zrealizowania pragnieniach. Mają w sobie pociągającą nas dynamikę. Przygotowaliśmy dla Was krótki przegląd tych najbardziej kultowych filmów drogi

Ucieczka od społeczeństwa

Co mają ze sobą wspólnego filmy drogi? Choć ich czołowe postaci nie zawsze są ścigani, to jednak praktycznie wszystkie posiadają motyw ucieczki. Przed czym więc uciekają nasi ulubieni bohaterowie, nawet jeśli nie podąża za nimi fizycznie ktoś, kto chciałby ich schwytać?

„La Strada” to po włosku wędrówka, jednak słowo to bardziej kojarzy się z arcydziełem Felliniego. W filmie tym cyrkowiec Zampano porywa Gelsominę (która jest lekko upośledzona). To historia tragicznej i brutalnej miłości. Oboje w tej wędrówce uświadamiają sobie potrzebę miłości. David Lynch również poważnie podszedł do problemu życiowej drogi w „Zagubionej autostradzie” – tutaj bohaterem jest utalentowany muzyk, którego kariera i życie osobiste kwitną. W pewnym momencie wszystko załamuje się, gdy początkowo podejrzewa żonę o zdradę, by potem zostać oskarżonym o jej zabójstwo. Tutaj tytułowa autostrada to metafora, bo jej bohater zjechał z drogi szybkiego ruchu i nie wie jak na nią powrócić. Okazuje się, że dla niektórych życie jest drogą, a nasze problemy zaczynają się, gdy zjeżdżając z niej na chwilę nie mamy potem pomysłu, jak na nią wrócić. Reżyser niejednokrotnie odnosił się do tego motywu w następnych produkcjach.

Wyrazem zainteresowania motywem bycia w podróży jest jego kolejne dzieło – „Prosta historia”. 73-letni Alvin Straight, dowiedziawszy się o chorobie brata, postanawia go odwiedzić po dziesięciu latach nieutrzymywania z nim kontaktu. Nie jest to jednak łatwe, ponieważ nie może już prowadzić samochodu i jest zbyt dumny, by poprosić kogoś o podwiezienie, a do miejscowości, w której znajduje się brat, nie kursują autobusy. Wybiera się więc na ciągniku od kosiarki, co niesie za sobą splot mniej lub bardziej zaskakujących wydarzeń. Nie należy też zapominać o najbardziej znanym filmie drogi - „Znikającym punkcie”. Kowalski, który (jak się później okazuje) stracił wszystko, przyjmuje zakład, że przejedzie 2 tys. km w 15 godzin… Rusza w drogę, a my poznajemy retrospekcje z życia rajdowca…

Celem jest utracone, bądź nigdy nie zaznane szczęście. Nie zawsze je osiągają, ale przynajmniej mają odwagę do niego dążyć. Dlatego tak bardzo lubimy ten gatunek kinematografii…

Duety

Klasyka filmów drogi to „Bonnie i Clyde” czy „Thelma i Louise”. Jednak nawet gdy tytuł nie wskazuje tak dosłownie, że bohaterowie filmu to duet, bardzo często okazuje się, że tak właśnie jest. Naszym krajowym dowodem na to jest Poldek i Duduś, bohaterowie „Podróży za jeden uśmiech”. Testują oni wszelkie możliwe formy transportu i poznają wielu ludzi w drodze nad morze. Ten uroczy film pokazuje jak sobie radzić i jak determinacja zostaje nagrodzona. To dość lekkie, stare kino dla młodszych widzów. Nieco poważniej robi się w „Dziennikach motocyklowych”. Młody Ernesto Guevara podróżuje z Argentyny przez Chile, Wenezuelę i Kolumbię ze swoim przyjacielem Albertem Granadą. Zauważa, że mieszkańców tego kontynentu więcej łączy niż dzieli i że rozróżnienie na narody (choć utarte) nie jest wcale takie oczywiste. Co dalej stało się z młodym medykiem wiemy z lekcji historii.

Kolejnym duetem drogi jest Charlie i Raymond w filmie „Rain Man”. To dwie świetne role Toma Cruise'a i Dustina Hoffmana. Ten pierwszy to yuppie, który odkrywa, że jego ojciec cały swój majątek przepisał na ekskluzywny szpital psychiatryczny. Po przyjeździe do domu (Charlie chciał się wykłócać o spadek) odkrywa, że ma starszego brata chorego na autyzm (lekko upośledzony, za to piekielnie zdolny). Porywa go i obaj odbywają pościg za tym, co w życiu najważniejsze

Dokąd więc prowadzą nas bohaterowie filmów drogi? Celem jest utracone, bądź nigdy nie zaznane szczęście. Nie zawsze je osiągają, ale przynajmniej mają odwagę do niego dążyć. Dlatego tak bardzo lubimy ten gatunek kinematografii… Zresztą to tylko puenta, najciekawsze rzeczy dzieją się podczas całego procesu, a nie na końcu. Jak to w życiu.


fot. filmowe: East News

W drogę! - opinie i komentarze (2)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

MonaSerida
02-09-2010 - 18:00:52
Takich filmów jest masa :) nie sposób wymienić w jednym zestawieniu najlepszych tak, żeby ktoś nie uznał, że są braki. Ja lubię Lolitę - nie dość, że droga i ucieczka, to jeszcze strasznie ciężkie klimaty psychologiczne w tle, no i to adaptacja kawałka fajnej literatury :)
  (0)
Odpowiedz
zygi
02-09-2010 - 14:33:45
Zapomnieliście o jednym z fajnych filmów tego typu "Speed". Tam jest motyw ucieczki autokarem, wiele efektów specjalnych i ogólnie wszystko wygląda niesamowicie. Polecam dodanie tego filmu do waszego zestawienia.
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Koncerty zawsze były mocną stroną Nowych Horyzontów, wczoraj zagrała Peaches, dziś swoje zabawki rozłożą w Arsenale CocoRosie – i to dosłownie, bo używają prawdziwych zabawek w swojej muzyce. I właściwie tak, jak one mogłyby śpiewać lalki z dziecięcego pokoju, ożywające nocą i prowadzące wtedy swoje tajemnicze życie.

Muzyka na festiwalu pojawia się jako temat i bohaterka także w filmach, często z zdumiewający sposób, jak w „Ścieżkach” Jamesa Benninga. Benning jest nowohoryzontowym weteranem, jego „13 jezior” oglądałam jeszcze w czasach, gdy Roman Gutek organizował NH w Cieszynie. W tym roku we Wrocławiu można zobaczyć jego „Zmierzch” i „Ścieżki”, te ostatnie, jak głosi opis w katalogu, są „próbą przeniesienia w przestrzeń obrazu doznań właściwych obcowaniu z muzyką ambient”. Ale nie ma tu muzyki, jest za to 47 statycznych ujęć rzadko uczęszczanych amerykańskich dróg.

Benninga nie interesują dźwięki, tylko sposób, w jaki ambient powstaje – przez modyfikację wciąż tej samej, powtarzanej melodycznej frazy. Tak samo jest ze „Ścieżkami”. W każdym ujęciu widzimy drogę, w każdym kolejnym – inną, przy czym z ujęcia na ujęcie pejzaż zmienia się niemal niezauważalnie.

To czysty minimal, dla jednych pewnie nieznośny (choć z mojego seansu nie wyszła ani jedna osoba, a sala była szczelnie wypełniona widzami), dla innych wciągający. Benning nie po raz pierwszy zresztą stosuje podobną metodę.

W „13 jeziorach” pokazał 13 statycznych ujęć trzynastu różnych jezior. W „21 papierosach” – 21 palących osób, a każde ujęcie trwało tyle, ile wypalenie papierosa przez każdego z nich. „10 skies” to z kolei dziesięć ujęć nieba. Myślicie, że nie może być nic nudniejszego, niż wpatrywanie się przez długi czas w przepływające chmury, albo w puste drogi? Nic podobnego. Kluczem do patrzenia jest uwaga, to ona pozwala dostrzec, jak wiele dramatyzmu kryje się w na pozór banalnych sytuacjach. To, co dzieje się nad naszymi głowami, podczas, gdy pochylamy się nad klawiaturami telefonów, Benning nazywa „malowidłami odnalezionymi”.

Boczne, puste drogi w „Ścieżkach” okazują się fascynującymi pejzażami, pełnymi napięć. Przejazd każdego auta staje się wydarzeniem zakłóceniem zarazem.  Świat ma rytm – przekonuje Benning. Tylko trzeba uważnie popatrzeć. I posłuchać.

Pobierz aplikację T-Mobile Nowe Horyzonty wprost do Twojego telefonu z Google Play, AppStore lub Windows Marketplace. Aplikacja pozwoli Ci śledzić wiadomości w trakcie i po festiwalu, czytać opisy i oglądać trailery filmów festiwalowych.

Fot. CocoRosie

Świat ma rytm - CocoRosie we Wrocławiu - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się