Legia wygrała piąte spotkanie z rzędu i utrzymała 5-punktową przewagę nad Lechem Poznań, który pokonał Wisłę Kraków (3:0). Po 7 miesiącach walki z kontuzją na boisko wrócił Marek Saganowski i niespełna półtorej minuty po wejściu na murawę strzelił gola. Najwięcej emocji (i bramek) było w Białymstoku, gdzie Jagiellonia wygrała z Piastem (4:3).

BOHATERÓW DWÓCH
Legii nie było łatwo w meczu z Zawiszą, który bardzo umiejętnie się bronił. W końcu bydgoski mur padł za sprawą Michała Żyro, który wykorzystał bardzo dobre podanie Tomasza Jodłowca i pokonał Wojciecha Kaczmarka. 22-letni pomocnik po raz kolejny był najlepszym zawodnikiem w swoim zespole, ale jego dobry występ przyćmiło wejście Marka Saganowskiego. 35-latek stracił 7 miesięcy, leczył zerwane więzadła krzyżowe w kolanie. Kontuzji doznał 25 września 2013 roku, w meczu z Jagiellonią (3:2). Teraz wrócił na boisko, dokładnie po 212 dniach. Dostał od Henninga Berga kilka minut, a już po 84 sekundach zdobył bramkę i ustalił wynik spotkania (2:0). Trybuny oszalały, oszalał też Saganowski, zdjął koszulkę, zaczął nią machać, utonął w objęciach kolegów. Tak fetował swojego 97. gola w ekstraklasie. Wyściskał nawet sędziego Tomasza Wajdę, który z uśmiechem na ustach pokazał legioniście żółtą kartkę. - Ten okres był najcięższy w moim życiu piłkarskim, i teraz ta bramka i ciężka praca mi to oddała - stwierdził zawodnik.

LECH NIE ODPUSZCZA LEGII
Rozbijając osłabioną Wisłę (3:0), Kolejorz wysłał jasny sygnał, że nie ma zamiaru odpuszczać Legii w walce o mistrzostwo Polski. Poznaniacy szybko załatwili sprawę. W pierwszym kwadransie strzelili dwa gole, po przerwie dołożyli trzeciego, bez problemu kontrolowali to spotkanie. Swoją 19. bramkę w sezonie zdobył Łukasz Teodorczyk, ale głównym architektem zwycięstwa był Kasper Hamalainen. Fin ustalił wynik spotkania, miał asystował przy dwóch poprzednich bramkach dla Kolejorza.
Natomiast Wisła przegrała piąty kolejny mecz i chyba rezygnuje z walki o miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach. Wiele problemów z kontuzjami, praktycznie rezerwowy zestaw obrońców, brak wartościowych zmienników. Po świetnej rundzie jesiennej, w 10 wiosennych spotkaniach zdobyła 8 punktów, 2 mecze wygrała, 2 zremisowała, aż 6 przegrała.

RUCH I LECHIA ZNOWU NA REMIS
Trzeci mecz Ruchu z Lechią w tym sezonie i trzeci remis (0:0). Nie znaczy, że drużyny stworzyły słabe widowisko. Dobrze prezentowali się bramkarze, Michał Buchalik i Mateusz Bąk. Jeszcze niedawno rywalizowali o miejsce w bramce drużyny z Gdańska, teraz stanęli po dwóch stronach barykady. Podtekstów było więcej, choćby z Markiem Zieńczukiem, pomocnikiem Ruchu, który w przeszłości grał w drużynie biało-zielonych. 35-latek był najaktywniejszym graczem Niebieskich, oddał kilka naprawdę groźnych strzałów.
Zawodnicy Lechii deklarowali przed spotkaniem, że walczą o europejskie puchary, ale ten remis niczego im nie daje, oprócz utrzymania dystansu do Ruchu.

HISZPAŃSKA STRZELANINA W BIAŁYMSTOKU
Do ostatniej kolejki T-Mobile Ekstraklasy na stadionie w Białymstoku drużyny strzelały ponad 3 gole na mecz. W spotkaniu z Piastem Gliwice było ich aż 7. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Najpierw prowadzili goście, potem trzy gole strzelili gospodarze. Piast odpowiedział, to Jagiellonia podwyższyła prowadzenie. Na 7 minut przed końcem Ruben Jurado zdobył bramkę na 4:3, ale ambitni zawodnicy Marcina Brosza nie zdołali doprowadzić do wyrównania.
Bohaterami spotkania byli Hiszpanie, Dani Quintana i wspomniany Jurado, którzy strzelili po dwa gole. Dzięki temu zwycięstwu Jagiellonia umocniła się na 1. miejscu w grupie spadkowej, ma 8 punktów przewagi nad Zagłębiem i może być spokojna o ligowy byt. Natomiast Piast ma problem, jest coraz niżej w tabeli i staje się jednym z kandydatów do spadku.

POGOŃ KORONY ZA WIDZEWEM
Najpierw Mateusz Cetnarski z rzutu karnego, potem Eduards Visnakovs i Widzew prowadził w Kielcach 2:0. Co bardziej złośliwi komentatorzy  internetowi pisali: prosimy nie regulować odbiorników. Łodzianie grali lepiej, a Korona prezentowała tragiczną formę. Nic jej nie wychodziło.
Po przerwie role się odwróciły. Jose Rojo Martin wstrząsnął zespołem i gospodarze zdołali uratować remis po bramkach zdobytych przez Piotra Malarczyka i Macieja Korzyma. Widzew wypuścił z rąk bardzo ważne dwa punkty. Gdyby wygrał z Koroną, miałby tylko trzy punkty straty do bezpiecznego miejsca w tabeli.

NIEZAWODNY PAIXAO, ZAGŁĘBIE MA PROBLEM
Strach pomyśleć gdzie byłby dziś Śląsk, jeśli nie zakontraktowałby Marco Paixao. Znowu dzięki Portugalczykowi udało się zdobyć trzy punkty. Na zwycięskiego gola kibicom przyszło czekać do 88. minuty, kiedy kapitan wrocławskiej drużyny w końcu pokonał Silvio Rodicia. W tym spotkaniu Paixao oddał 8 strzałów na bramkę Zagłębia, a cała drużna Śląska miała ich 16.
Sytuacja Zagłębia Lubin staje się coraz trudniejsza. Trzy kolejne porażki i przedostatnie miejsce w tabeli. Wprawdzie udało się awansować do finału Pucharu Polski (mecz 2  maja), ale priorytetem staje się walka o uniknięcie spadku.

PODBESKIDZIE IDZIE JAK BURZA
Drużyna Leszka Ojrzyńskiego rządzi w Krakowie. To właśnie pod Wawelem przyszło jej rozegrać dwa ostatnie spotkania T-Mobile Ekstraklasy, najpierw na Wiśle, ostatnio na Cracovii. Bramki nie straciła, w każdym z meczów po jednej zdobyła i powiększyła przewagę nad strefą spadkową do 4 punktów. Podbeskidzie na wiosnę idzie jak burza, gromadzi punkty, jeśli utworzyć tabelę ligową tego roku, to Górale są na 5. miejscu, z zaledwie jedną porażką. I coraz bardziej realne staje się to, że zespół się utrzyma.
Z kolei Cracovia tkwi w marazmie. Coś pękło w tej drużynie odkąd właściciel publicznie skrytykował trenera. Zespół chce jakoś dograć ten sezon, ale jeszcze jedna-dwie porażki i może się okazać, że trzeba walczyć o ligowy byt.

Wielki powrót Saganowskiego - podsumowanie 31. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Lider nie ucieka, grupa pościgowa nie goni. Legia przegrała w Gdańsku z Lechią, Górnik poległ w derbach Górnego Śląska z Ruchem, Wisła Kraków musiała uznać wyższość Lecha Poznań. W 20. kolejce piłkarze T-Mobile Ekstraklasy nie rozpieszczali kibiców. W 8 spotkaniach strzelono zaledwie 13 goli, połowę meczów wygrali gospodarze, reszta zakończyła się remisami. Do rozegrania została jeszcze tylko jedna seria gier, w najbliższy weekend, a następnie zawodnicy rozjadą się na urlopy.

MATSUI JAK KSAWERY, ZMIÓTŁ LEGIĘ
Anormalne warunki, zimno, wiatr, śnieg, garstka kibiców na trybunach. Zawodnicy najpierw walczyli sami ze sobą, znaczy z warunkami do gry, uczyli się, jak utrzymać się na nogach. Jak już opanowali tę sztukę, to następnie starali się podawać. Potem na szczęście zaczęli strzelać. Lechia po 4 miesiącach bez wygranej na PGE Arenie w końcu zdobyła trzy punkty. I to z mistrzem Polski, Legią. Do wygranej poprowadził ją Japończyk Daisuke Matsui, który pewnie wykorzystał dwa rzuty karne. Zrehabilitował się tym samym, bo przed pierwszą "jedenastką" zmarnował dwie bardzo dobre okazje do zdobycia bramki. Legia zawiodła, zagrała katastrofalnie w pierwszej połowie. Przez większość spotkania grała w dziesiątkę, po czerwonej kartce Jakuba Wawrzyniaka. Kończyła mecz w dziewięciu, bo wyleciał jeszcze Bartosz Bereszyński. - W pierwszej połowie wyglądaliśmy jak drużyna z Ameryki Południowej, która przyjechała i po raz pierwszy widziała śnieg - podsumował trener Jan Urban.

Piłkarze Lechii: To był nasz mecz o życie! - zobacz film!



LECH LEPSZY NA ŚNIEGU
Murawa w Poznaniu od tygodni jest w bardzo złym stanie. Opady śniegu przyjęto tam z zadowoleniem. Jak mówili złośliwi, śnieg zakryje dziury i w końcu będzie można grać. Te słowa się sprawdziły, bo Wisła Kraków na tle Lecha wyglądała mizernie. Kolejorz szybko dostosował się do warunków i przejął inicjatywę. Gole strzelał w 2. połowie, najpierw Luis Henriquez, a następnie Gergo Lovrencsics. Biała Gwiazda pokazała po raz kolejny, że poza Krakowem radzi sobie słabo. W dwóch ostatnich spotkaniach wyjazdowych straciła 7 bramek (2:5 z Jagiellonią i 0:2 z Lechem).

STARZYŃSKI SHOW W DERBACH
Kiedy Radosław Sobolewski pokonał Michała Buchalika i Górnik prowadził przy Cichej wydawało się, że to zabrzanie wyjdą zwycięsko z derbowej rywalizacji. Do czasu, kiedy dowodzenie przejął Filip Starzyński, nazywany przez kolegów "Figo". Zagrał świetne spotkanie. Każda centra, każde uderzenie, każde zagranie: wszystko było przemyślane, w tempo, miał chłopak wizję. Strzelił wyrównującego gola, pięknym uderzeniem z rzutu wolnego. W końcówce jedno z jego dośrodkowań spadło na głowę Piotra Stawarczyka, który dał Niebieskim panowanie na Górnym Śląsku.

Piłkarze Ruchu: To wreszcie były derby godne naszej Ekstraklasy! - zobacz film!

ŚLĄSK CHCIAŁ GRAĆ W PIŁKĘ
Przynajmniej tak mówił po meczu z Widzewem (0:0) trener Stanislav Levy. Że jego drużyna chciała, próbowała, stwarzała okazje do strzelenia gola, ale nic nie chciało wpaść. To normalne, że jak jedzie się do jednego z najsłabszych zespołów T-Mobile Ekstraklasy, w roli faworyta, to przeciwnik będzie czekał na kontry. Tak robił Widzew. Ciężko oglądało się ten mecz, łodzianie sprawiali wrażenie takich, którzy czekają na ten jeden punkt. Miał być pojedynek snajperów, Marco Paixao (10 bramek) i Eduardsa Visnakovsa (8 bramek), ale z dużej chmury mały deszcz. Portugalczyk oddał jeden celny strzał, Łotysz żadnego. Visnakovs nie strzelił gola już w pięciu kolejnych meczach, Paixao w czterech.

ZAGŁĘBIE ZNOWU PRZEGRANE
Wygrana z Podbeskidziem (3:2) miała natchnąć Zagłębie Lubin przed wyjazdem do Krakowa. Nie natchnęła. Gole strzelane w poprzedniej kolejce przez Arkadiusza Piecha i Miłosza Przybeckiego okazały się jednorazowym wyskokiem. Wprawdzie przy Kałuży przeprowadzili akcję, po której ten pierwszy pokonał Krzysztofa Pilarza, ale był na spalonym. W Lubinie zanosi się zimą na ostre wietrzenie szatni. Cracovia, tak chwalona przez wszystkich, zagrała niezłe spotkanie. Długo nie mogła pokonać Michała Gliwy, dopiero po rzucie rożnym uczynił to Adam Marciniak. Tym razem goli nie strzelał Milosz Kosanović, a wynik meczu na 2:0 ustalił 20-letni Przemysław Kita. Pasy z podniesioną głową mogą szykować się do meczu z Legią przy Łazienkowskiej.

POD KLIMCZOKIEM CIĘŻKO O BRAMKI
Po 6:0 z Piastem w poprzedniej kolejce T-Mobile Ekstraklasy, od piłkarzy Zawiszy z Michałem Masłowskim na czele, zaczęliśmy wymagać więcej. Tym większe rozczarowanie ich postawą w Bielsku-Białej. To Podbeskidzie było bliższe wygranej, Błażej Telichowski po dośrodkowaniu Aleksandra Jagiełło trafił w słupek. Po drugiej stronie Richard Zajac obronną ręką wyszedł z pojedynku z Luisem Carlosem i właściwie to by było na tyle. Jeden z piłkarzy Podbeskidzia powiedział ostatnio, że najlepszy sposób na jego drużynę, to oddać jej piłkę, żeby prowadziła grę, bo nie umie tego robić. Racja. A kibicom chodzącym na stadion pod Klimczokiem można tylko współczuć. 11 meczów, tylko 11 goli, 6 dla gospodarzy, 5 dla gości. Na żadnym innym boisku w lidze tak mało nie strzelają.

Piłkarze Zawiszy: Przyjechaliśmy po trzy punkty, a straciliśmy dwa. Liczymy na miejsce w ósemce - zobacz film!

SZYBKIE CIOSY W SZCZECINIE
Często właśnie tak jest. Dobry mecz od początku. Gol na 1:0, zaraz wyrównanie, człowiek zaciera ręce, że drużyny będą ścigać się na bramki, a tu klops, więcej ich nie ma. W Szczecinie Pogoń podzieliła się punkami z Jagiellonią. Najpierw Mateusz Lewandowski wykorzystał dobrą centrę Takafumiego Akahoshiego, a dwie minuty później Ugo Ukah wyrównał po dośrodkowaniu Daniego Quintany. 1:1 to wynik zasłużony, choć wolelibyśmy, aby było na przykład 3:3. Dariusz Wdowczyk, trener Portowców przyznał nawet, że jego drużyna zagrała jeden z lepszych meczów w tym sezonie.

STRZELAŁ TYLKO SYLWESTRZAK
Kamil Sylwestrzak nieźle wprowadził się do drużyny z Kielc. Gra regularnie, strzela gole, asystuje. Tym razem przyszło mu grać przeciwko Piastowi, rozbitemu w Bydgoszczy (0:6). 25-latkowi zrobiło się nieco żal rywali, bo niechcący pomógł im w strzeleniu gola. Kuriozalnego. Centrował Pavol Cicman, Sylwestrzak chciał zablokować, rykoszet, a piłka idealnie wpadła do bramki zdezorientowanego Zbigniewa Małkowskiego. Sylwestrzak wziął się do roboty i wyrównał. Włączył się do akcji ofensywnej, dostał kapitalną piłkę od Macieja Korzyma i pokonał Jakuba Szumskiego.

Zima po japońsku - podsumowanie 20. kolejki ekstraklasy - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Choć przy pustych trybunach, to w Warszawie emocji nie zabrakło. Mecz kolejki dwóch odwiecznych rywali, Legii z Wisłą, tym razem na remis. Tyle, że te niedzielne 2:2 jest dla gości jak wygrana, a dla mistrzów Polski powód do wstydu. Legioniści prowadzili 2:0, grali z przewagą jednego zawodnika, a mimo tego dali sobie wydrzeć dwa punkty. W Chorzowie dobiegła świetna passa Ruchu, który po 6 kolejnych wygranych, przegrał u siebie z Piastem (0:2).

WISŁA ZNACZY STILIĆ, A LEGIA ZNACZY KOMPROMITACJA
Gdyby w przerwie meczu Legia - Wisła ktoś publicznie powiedział, że mistrzowie Polski nie wygrają tego meczu, zostałby uznany za niepoczytalnego. Legioniści świetnie dowodzeni przez Miroslava Radovicia i Ondreja Dudę prowadzili 2:0, mogli wyżej, a Biała Gwiazda od 27. minuty grała w „10” po czerwonej kartce Arkadiusza Głowackiego. W drugiej części gry sprawę w swoje ręce (a właściwie nogi) wziął Semir Stilić. Bośniak zaczął rządzić na murawie. Najpierw kapitalnie ograł Tomasza Jodłowca, wyłożył piłkę Donaldowi Guerrierowi, a ten pokonał Duszana Kuciaka. Następnie fantastycznie uderzył z rzutu wolnego (30 metrów od bramki Legii), piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. - Pokazaliśmy charakter - cieszył się Stilić. - Brak zwycięstwa to skandal - nie miał wątpliwości Radović.

URODZINOWY PREZENT MOŻDŻENIA
Lech w meczu z Podbeskidziem szedł drogą: niebo, piekło, niebo. Prowadził po rzucie karnym wykorzystanym przez Huberta Wołąkiewicza. Kiedy fantastycznym uderzeniem z ponad 30 metrów wyrównał Przemysław Pietruszka, a Górale stwarzali kolejne okazje do zdobycia bramki, wszystko wskazywało na to, że przy Bułgarskiej dojdzie do sensacji. I wtedy sędzia podyktował rzut wolny tuż przed polem karnym Podbeskidzia. Mateusz Możdżeń sprytnie odsunął piłkę dwa metry, żeby było łatwiej, uderzył idealnie, nad murem. Była 6. minuta doliczonego czasu gry, obchodzący tego dnia 23. urodziny dał Kolejorzowi trzy punkty. Załamany na ławce rezerwowych Mariusz Rumak wyskoczył jak z procy. Pędził do jubilata z taką szybkością, że Usain Bolt miałby problem z wyprzedzeniem go.

MISTRZ I UCZEŃ NA REMIS
Przed laty Orest Lenczyk i Tadeusz Pawłowski stanowili o sile Śląska Wocław. Pawłowski przez 12 lat grał w tym klubie, jest jego legendą i najlepszym strzelcem w historii. W latach 1979-80 prowadził go Lenczyk, uczynił z Pawłowskiego kapitana drużyny. W niedzielę spotkali się jako trenerzy w derbach Dolnego Śląska. Stawka była wysoka. Śląsk musiał wygrać jeśli jeszcze marzył o walce o miejsce w grupie mistrzowskiej. Zagłębie tak samo, ale cel ma inny, wywalczyć sobie jak największą przewagę nad Widzewem i Podbeskidziem. Skończyło się, jak w takich przypadkach najczęściej bywa, remisem, który nikogo nie urządza. Śląsk ma 7 punktów straty do 8. miejsca na 12 możliwych do zdobycia. Zagłębie zaledwie dwa "oczka" przewagi nad Góralami.

KONIEC SERII KOCIANA, PRZEŁAMANIE PIASTA
To właśnie piękno T-Mobile Ekstraklasy. Niby wszystko powinno być proste. Gra Ruch z Piastem, u siebie. Niebiescy - 6 kolejnych wygranych. Piastunki - 7 meczów bez zwycięstwa, na wiosnę tylko dwa punkty. Wynik 2:0 dla gości. Co więcej, w pełni zasłużony. Bohaterem został Wojciech Kędziora, który strzelił gola i asystował przy bramce zdobytej przez Łukasza Hanzela. Zakończył fantastyczną serię Jana Kociana i jego drużyny. Wylał wiadro zimnej wody na rozgrzane głowy kibiców ze stadionu przy ulicy Cichej. Z kolei Marcin Brosz i jego drużyna złapali głębszy oddech. W najbliższy poniedziałek kolejne wyzwanie: przy Okrzei zamelduje się mistrz Polski, Legia Warszawa.

PIERWSZE GOLE VRANJESA, WIDZEW MKNIE DO 1. LIGI
Lechia wygrała pierwszy mecz na swoim stadionie w rundzie wiosennej T-Mobile Ekstraklasy. Zadanie nie było trudne, bo przyjechał fatalny na wyjazdach Widzew. Swoje pierwsze bramki dla Lechii zdobył pozyskany zimą Stojan Vranjes. Bośniak już w pierwszych kolejkach pokazał, że powinien być wzmocnieniem zespołu Michała Probierza.
Natomiast Widzew jest fenomenem na skalę Europy. Nie ma drugiej innej drużyny na Starym Kontynencie, która przegrałaby WSZYSTKIE mecze wyjazdowe w sezonie. Co więcej, widzewiacy po raz ostatni przywieźli wygraną z obcego boiska już półtora roku temu, 20 października 2012 roku (2:1 z Piastem Gliwice). Ostatni punkt zdobyli 30 maja ubiegłego roku, remisując 0:0 w Kielcach. Teraz tylko cud może uratować zasłużony klub przed spadkiem.

DEBIUT WARZYCHY, ROBAK SIĘ ZACIĄŁ
Czy Górnik zobaczył światełko w tunelu? W pewnym sensie tak, choć świeci ono jeszcze niezbyt mocno. W spotkaniu z Pogonią były już przebłyski przyzwoitej gry, przede wszystkim drugi wiosenny punkt, który wprawdzie sytuacji w tabeli nie ratuje, ale pozwala myśleć w miarę pozytywnie. Robert Warzycha, który debiutował w roli trenera Górnika, mógł być umiarkowanie zadowolony.
W przeciwieństwie do Dariusza Wdowczyka. Pogoń zremisowała trzeci mecz z rzędu, odkąd rozbiła u siebie Lecha Poznań (5:1), nie potrafi wygrać meczu, zdobyła jedną bramkę, a Marcin Robak po strzeleniu pięciu goli Kolejorzowi, przez 180 minut nie trafił do siatki rywali.

MINIMALIŚCI Z KIELC
Oglądanie Korony Kielce w rundzie wiosennej jest sporym wyzwaniem. Pięć spotkań, trzy 3 bramki zdobyte, 2 stracone, wygrana, trzy remisy i porażka. Scyzoryki niby walczą o miejsce w grupie mistrzowskiej, ale robią to bez przekonania. Wygrana z Zawiszą pozwoliłaby zbliżyć się do 8. miejsca na jeden punkt. Do 81. minuty wiele wskazywało, że plan się powiedzie. Wziął w łeb po ładnym strzale Sebastiana Ziajki, który uratował remis dla Zawiszy i pozwolił zachować bezpieczną przewagę w tabeli. Choć Lechia pokonując Widzew (2:0) zmniejszyła dystans do dwóch punktów.

Wiślacki charakter - podsumowanie 26. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Wygrana Lecha Poznań z Lechią (2:1) dała obchodzącemu 92. urodziny Kolejorzowi awans na pozycję wicelidera T-Mobile Ekstraklasy, a w sobotę hit nad hity, Legia - Lech przy Łazienkowskiej. Remis Śląska z Górnikiem (1:1) ogranicza do minimum szanse drużyny Tadeusza Pawłowskiego na awans do grupy mistrzowskiej. Na zakończenie 27. kolejki Legia w doliczonym czasie wyszarpała wygraną na stadionie w Gliwicach i ma 7 punktów przewagi nad Kolejorzem.

DWALISZWILI - REAKTYWACJA A'LA KOZAKIEWICZ
W Gliwicach Piast grał słabo, momentami bardzo słabo. Tym bardziej dziwne, że mistrzowie Polski aż do 5. minuty doliczonego czasu gry nie byli pewni wygranej. Wtedy na indywidualną akcję zdecydował się Jakub Kosecki, ograł Mateusza Matrasa i wyłożył piłkę Wladimerowi Dwaliszwilemu. Gruzin miał metr do pustej bramki, nie miał prawa spudłować. Strzelił pierwszego gola od listopada poprzedniego roku, nie udało mu się to w ostatnich 9 spotkaniach. Postanowił też odpowiedzieć krytykom, bo po kopnięciu piłki do siatki pokazał dobrze znany w Polsce "gest Kozakiewicza". - Nie boję się krytyki, każdy ma do niej prawo. Gest był skierowany do tych, którzy źle życzą Legii - wyjaśnił. Po 4 miesiącach na boisko wrócił wspomniany Kosecki. Zagrał kilka minut, zaliczył pierwszą ligową asystę w tym sezonie.

TEODORCZYK JAK PAŁKA W SOCZI
Kolejorz wygrał piąte spotkanie z rzędu na własnym boisku, wykorzystuje potknięcia rywali i systematycznie pnie się w górę tabeli T-Mobile Ekstraklasy. W piątek Lech pokonał Lechię Gdańsk (2:1), jedynego gola stracił już w doliczonym czasie gry. Kolejorz powinien wcześniej rozstrzygnąć ten mecz, ale Łukasz Teodorczyk miał tak wyregulowany celownik, jak Krysyna Pałka na niedawnych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. Gdyby Teodorczyk wykorzystał połowę okazji do zdobycia bramki, wyprzedziłby Marcina Robaka w klasyfikacji snajperów.

ŚLĄSK PRAKTYCZNIE BEZ SZANS
Śląsk grając u siebie z Górnikiem musiał wygrać, jeśli myślał jeszcze o zajęciu 8. miejsca, dającego grę w grupie mistrzowskiej. Po golu strzelonym przez Marco Paixao wydawało się, że pójdzie zgodnie z planem. Ten runął za sprawą rezerwowego Bartosza Iwana, który wyrównał. Drużyna z Dolnego Śląska ma 7 punktów straty do Jagiellonii, a w rundzie zasadniczej zostało ich do zdobycia zaledwie 9.
Górnik powoli zdaje się podnosić z kolan, choć jego wiosenny bilans ma tragiczny: 3 porażki i 3 remisy. Zabrzanie nie wygrali żadnego z 9 ostatnich meczów ligowych.

ZADYSZKA RUCHU KOCIANA
Jana Kociana okrzyknięto cudotwórcą. Wyciągnął Ruch z dna tabeli, seryjnie wygrywał, ale ostatnio w tryby Niebieskich dostał się piasek. Po 6 wygranych z rzędu przyszły dwie porażki. W poprzedniej kolejce u siebie z Piastem Gliwice (0:2), a w 27. serii gier w Szczecinie z Pogonią (1:3).
Portowcy po trzech remisach z rzędu, w końcu zagrali na miarę oczekiwań. Drużyną dowodził Takafumi Akahoshi (gol i asysta), swojego 16. gola w T-Mobile Ekstraklasie strzelił Marcin Robak.

PODBESKIDZIE I WIDZEW W DRODZE DO I LIGI
Remisami nie uda się uratować ligowego bytu, a piłkarze Widzewa i Podbeskidzia zdają się tego nie rozumieć. W ich sytuacji wprawdzie każdy punkt jest na wagę złota, ale podział punktami na własnych boiskach (0:0 Widzewa z Zagłębiem i 1:1 Podbeskidzia z Cracovią), to w rzeczywistości strata dwóch punktów, a nie zyskanie jednego. Gdyby nie reforma i podział, Widzew już mógłby szykować się do 1-ligowych zmagań, do bezpiecznego miejsca w tabeli T-Mobile Ekstraklasy ma 8 punktów straty. Sytuacja Górali jest lepsza, tracą do Zagłębia 2 punkty.

TWIERDZA KRAKÓW PADA
Wisła przegrała drugi mecz z rzędu na własnym stadionie. Tym razem z Zawiszą (0:1). Bramkę zdobył debiutujący w T-Mobile Ekstraklasie Jorge Kadu, 23-latek z Republiki Zielonego Przylądka. Kadu trafił do drużyny Ryszarda Tarasiewicza zimą, z portugalskiego CDR Quarteirense. Biała Gwiazda miała być podbudowana remisem wywalczonym na Legii, kiedy grając w dziesiątkę zdołała strzelić mistrzom Polski dwa gole. Tym razem Semir Stilić i spółka zdecydowanie zawiedli. Wiślacy spadli na 3. miejsce w tabeli, w trzech ostatnich spotkaniach zdobyli zaledwie punkt.

KORONA REMISUJE W MECZU O WSZYSTKO
- Musimy sprawić niespodziankę i wygrać. To mecz o wszystko, jak przegramy, będzie po awansie do grupy mistrzowskiej - mówił jeden z trenerów Korony Kielce, Aleksandar Vuković. Koroniarze byli bardzo blisko zrealizowania celu. Prowadzili po golu strzelonym przez Przemysława Trytkę, byli drużyną lepszą, ale dwa punkty jednak stracili. W doliczonym czasie meczu z Jagiellonią, za sprawą Adama Dźwigały, który wykorzystał centrę Daniego Quintany z rzutu rożnego. Remis nie przekreśla szans Korony na dogonienie Jagiellonii, ale je redukuje.

Lech wiceliderem - podsumowanie 27. kolejki - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się