Dziś startuje konkurs dla klientów biznesowych T-Mobile pt. WYGRAJ KARNET VIP NA FESTIWAL T-MOBILE NOWE HORYZONTY. Sprawdź zasady.

Rozpoczynamy konkurs, przeznaczony dla nowych i przedłużających umowę klientów biznesowych T-Mobile. Karnety VIP, które są do wygrania, upoważniają do wcześniejszej, niż w przypadku innych uczestników Festiwalu, rezerwacji miejsc na seanse. Przypominamy, że 14. Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty startuje już 24 lipca.

Zasady konkursu:

1. Udział w konkursie mogą wziąć tylko firmy.
2. Aby wziąć udział w konkursie należy:
- kupić dowolną aktywację lub podpisać aneks w taryfie JUMP proFirma lub bc biznes w okresie od 8 do 20 lipca w dowolnym punkcie sprzedaży sieci T-Mobile u Przedstawicieli Handlowych, Doradców Biznesowych, Autoryzowanych Doradców Biznesowych lub za pośrednictwem strony internetowej T-Mobile.pl,
- wypełnić formularz zgłoszeniowy na stronie www.wygrajkarnetvip.pl,
3.W formularzu zgłaszający musi podać następujące informacje: nazwę firmy, NIP i REGON firmy, adres, e-mail, numer podpisanej umowy,
- wypełnić zadanie konkursowe, czyli dokończyć zdanie: Dobre kino jest dla mnie jak… (max. 160 znaków)

Nagrody:

- 3 podwójne karnety VIP (upoważniają do robienia rezerwacji na seanse za pomocą dedykowanej aplikacji lub poprzez stronę www na 8 godzin przed udostępnieniem ich standardowym użytkownikom),
- 5 podwójnych karnetów 10+ (Upoważnia do odbioru 10 biletów na wybrane projekcje),
- 50 podwójnych voucherów na jeden seans,

Laureaci zostaną wyłonieni przez jury składające się z osób ze strony organizatora i osób z T-Mobile.

Miejsce odbioru nagrody:
Sklep T-Mobile
Galeria Dominikańska
Pl. Dominikański 3
Wrocław, 50-159

Szczegóły i regulamin konkursu na www.wygrajkarnetvip.pl

Wybierz taryfę JUMP proFirma i rozkoszuj się dobrym kinem - opinie i komentarze (2)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

mexican
11-07-2014 - 13:59:55
I jeszcze jedno... Po co przesłano mi ulotkę promocyjną z taryfami JUMP dla firm skoro nie mogę zmienić obecnej taryfy? Chyba nie próbujecie mnie namówić na nowy abonament...??
  (0)
Odpowiedz
mexican
08-07-2014 - 18:33:26
Chętnie bym wybrał Jump. Ale.. do konca umowy został 1 rok, wiec obecnie nie moge nic zmienic. I co z tego, ze rok temu zakupilem na firmę urządzenie LTE skoro do dzis nie moge z korzystac z tej transmisji, bo nie mam odpowiedniej taryfy. Jestem głeboko rozczarowany taką polityką... chyba czas na zmiany po 16 latach związku...
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Pokazy filmów Mistrzów Kina stały się nieodzownym elementem festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty. W tym roku w repertuarze znalazły się filmy m.in. Kena Russela i Dereka Jarmana.

Bohaterem retrospektywy tegorocznej edycji T-Mobile Nowe Horyzonty jest legendarny brytyjski twórca Ken Russell. W programie znalazły się rzadkie dokumenty kręcone dla BBC, kultowe filmy muzyczne (Mahler, Lisztomania, Tommy) oraz najsłynniejsze dzieła reżysera – Diabły, Zakochane kobiety i Odmienne stany świadomości.
W 20. rocznicę śmierci Dereka Jarmana – jednej z najwybitniejszych postaci brytyjskiego kina niezależnego – Festiwal przypomina trzy ważne filmy reżysera w nowych, cyfrowej jakości kopiach (Jubileusz, Carravagio, Blue).

O nowohoryzontowych mistrzach rozmawiamy z Romanem Gutkiem oraz młodymi krytykami Kają Klimek, Piotrem Czerkawskim, Błażejem Hrapkowiczem i Janem Topolskim.

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Mistrzowie kina - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Tegoroczni zwycięzcy Festiwalu zostali już ogłoszeni. Nie znaczy to jednak, że sam Festiwal dobiegł końca. Wczorajszy dzień obfitował w dobre kino, np. "Ścieżki" Johna Currana oparte na bestsellerowej książce pod tym samym tytułem. Widzowie mogli również uczestniczyć w spotkaniu z Nadine Mundo, reżyserką filmu Amerykańska komuna.

Złoto pustyni

"Ścieżki" Johna Currana oparte są na bestsellerowej książce pod tym samym tytułem. Jej autorka, Robyn Davidson wyruszyła samotnie na wyprawę przez australijską pustynię, liczącą 2,7 tys. kilometrów. Robyn towarzyszyły cztery wielbłądy i wierny pies. Jej marzenie o wędrówce całkowicie pozbawionej kontaktu z drugim człowiekiem nie spełniło się jednak do końca, ponieważ w umówionych miejscach spotykał się z nią fotograf z "National Geographic". Na swojej drodze Robyn miała szczęście natknąć się też na Aborygenów, którzy pomogli jej ominąć święte dla nich miejsca.

Mimo jednostajnego, pięknie sfotografowanego krajobrazu wyprawa Robyn ani na chwilę nie staje się dla widza monotonna. Dziewczyna musi się bowiem konfrontować z własnymi słabościami, niebezpieczeństwami i bezwzględnością natury, ale również ze wspomnieniami. Możemy się domyślać, że to właśnie one - rozczarowanie i poczucie straty - były jedną z przyczyn podjęcia się przez nią wyprawy. Robyn czuje także niechęć do dopasowywania się do ciasnych dla niej norm społecznych. Ta długa wędrówka okaże się jednak dla niej przeżyciem duchowym i lekcją wiedzy o samej sobie - o tym, jak bardzo potrzebujemy obecności drugiego człowieka.

Amerykańska komuna

Wolna amerykanka

Na spotkaniu z widzami po projekcji "Amerykańskiej komuny" Nadine Mundo, reżyserka filmu i zarazem osoba, która się urodziła w portretowanej społeczności, zwróciła uwagę na fakt, do jakiego stopnia to, co się tam działo, nie zgadza się z powszechnymi wyobrażeniami o hipisach. Na Farmie, bo tak została nazwana ta największa i najdłużej działająca w historii komuna, założona w stanie Tennessee, panowały dość restrykcyjne zasady, którym należało się podporządkować: należało ślubować ubóstwo, nie wolno było się rozwodzić, pić alkoholu, malować się, jeść mięsa, korzystać z nowoczesnych technologii czy nawet okazywać gniewu. "Wolna miłość" została ograniczona przez typowo amerykański purytanizm (choć pokazano przykład rodziny, składającej się z czterech tradycyjnie pojmowanych małżeństw, których partnerzy się wymieniali). Farma była komuną o silnie religijnym zabarwieniu.

Była też samowystarczalna: była tam szkoła, pralnia czy sala porodowa. Utopia jednak musiała się skończyć: komunę dopadła bieda, a FBI zaczęło ją nękać za hodowanie marihuany. Kryzys w Farmie zbiegł się z kryzysem małżeństwa rodziców reżyserki, którzy się rozwiedli. Nadine Mundo po tym, jak w wieku 13 lat opuściła Farmę, wraca po latach na spotkanie jej byłych mieszkańców. Jej konfrontacja z przeszłością nie jest zabarwiona nostalgią, Nadine dostrzega bowiem wiele negatywnych aspektów życia w komunie. Jednak mimo rozpadu Farmy reżyserka podkreśla, jak silna więź do tej pory łączy jej byłych członków, mimo że wszyscy wiodą dziś osobne życie.

Pieskie życie

Bartosz Sadulski widział "Białego boga": Film węgierskiego reżysera Kornéla Mundruczó to jedno z większych odkryć tegorocznego festiwalu: słyszane były liczne głosy osób twierdzących, że ten film zmienił ich życie. Niewątpliwie po historii psa Hagena, który z troskliwych rąk trzynastoletniej Lili trafia na budapesztańską ulicę, niejeden widz miał ochotę udać się od razu do schroniska i na złość kociarzom adoptować wszystkie psiaki. Głównym bohaterem jest jednak nie dziewczynka, ale pies odkrywający, że nie każdy człowiek jest jego przyjacielem – zmiana, jak się w nim dokonuje, wyznacza jednocześnie granicę między konwencjonalnym kinem familijnym, jakim przez większość czasu jest "Biały bóg", a przerysowanym horrorem.

Gdyby nie ta zaskakująca zmiana konwencji, byłby węgierski film jedynie znakomicie nakręconą, wzruszającą historią psa mierzącego się z ludzką chciwością i podłością; warto podkreślić jednak wątek polityczny: Hagen jest niechciany przez ojca dziewczynki przede wszystkim dlatego, że nie jest rasowy. Nagła zmiana estetyki przysłuża się filmowi w taki sam sposób, jak naturalistyczne pokazanie przemocy wobec zwierząt, będącej w kinie tematem tabu. Niewątpliwe sprawia to, że "Biały bóg" nie jest filmem dla dzieci, a i niejeden dorosły będzie się czuł na nim niekomfortowo. Tym większe brawa dla Mundruczó za poruszenie niezwykle ważnego tematu, jakim jest traktowanie czworonogów, w bezpretensjonalny i oryginalny sposób.

Blue

Jeden kolor: niebieski

Bartek obejrzał też "Blue": Okazją do wyświetlenia ostatniego filmu brytyjskiego artysty Dereka Jarmana była dwudziesta rocznica jego śmierci. "Blue" to obraz bez precedensu: raczej filmowy testament w eksperymentalnej formie, niż pożegnanie; bardziej list miłosny do życia, niż lament. Przez ponad godzinę oglądamy jednostajnie niebieski ekran, a wszelkie bodźce, jakie odbieramy, są słuchowe. "Blue" to głównie interpretacje i dywagacje na temat koloru niebieskiego, który był ostatnim, jaki Jarman, umierający na AIDS, widział. Teksty na podstawie jego scenariusza, momentami irytująco bełkotliwego, chwilami poetyckiego, momentami niespodziewanie dowcipne, wygłaszają jego ulubieni aktorzy: Tilda Swinton, Nigel Terry i John Quentin, ale także on sam. "Blue" jest z jednej strony dokumentem człowieka żegnającego się ze światem i świadectwem jego cierpień, z drugiej zaś portretem pokolenia straconego przez chorobę, pozwalającego na sobie eksperymentować w nadziei na wyleczenie, lub szukającego rozwiązania w samobójstwie. Ton filmu Jarmana nie jest jednak ani przez moment rozpaczliwy. Angielski reżyser potrafi najpierw wyliczyć skutki uboczne zażywanych leków, żeby chwilę później pogrążyć się w romantycznych frazach. "Blue" to wyjątkowa okazja doświadczenia perspektywy śmiertelnie chorego człowieka świadomego swojej sytuacji, ale niepogrążonego w rozpaczy. Poszukującego ulgi w miłości i sztuce, bowiem równie ważne w tym obrazie jak to, co się mówi jest to, co słychać: dzieła Erika Satie i Briana Eno są równie doniosłe, jak przaśne przyśpiewki o gejach i heteronormatywnym społeczeństwie. Niebieski kolor ekranu staje się portalem, przenoszącym widza w głąb umysłu wybitnego artysty, jakim był Derek Jarman.

Laureaci festiwalu

Nagroda dla "Białego cienia" nie budziła niczyich wątpliwości. Tomasz Wasilewski, jeden z jurorów Międzynarodowego KonkursuNowe Horyzonty, ogłaszając werdykt, powiedział, że decyzja gremium była jednogłośna. Mam wrażenie, że widzowie również niespecjalnie się podzielili, bo "Biały cień" był zdecydowanie najlepszym filmem konkursu. Trudno także dziwić się wygranej "Zjazdu absolwentów" w Międzynarodowym Konkursie Filmy o Sztuce, bowiem film podejmuje temat nośny, dla wielu być może znany z własnego doświadczenia.

Anna Odell, której intencje można kwestionować, zwraca jednak uwagę na istniejący problem i w imieniu wszystkich prześladowanych w dzieciństwie czyni sztukę narzędziem swoistej kary wymierzonej oprawcom. Niezrozumiała jest jednak dla mnie decyzja jury FIPRESCI, które nagrodziło konkursową "Historię strachu". Film w zamierzeniu ambitny, o społecznym zacięciu, mimo wielu zabiegów ze strony reżysera był kompletnie pozbawiony dramaturgii i, co najgorsze, treści. Na szczęście zwycięstwo "Białego cienia" pozwala zapomnieć o tym nietrafionym wyborze.

Cud miód

Warto jeszcze wspomnieć o pokazie "Cudów" Alice Rohrwacher, który był filmem zamknięcia (choć festiwal trwa jeszcze w niedzielę). Nagrodzony nagrodą jury w Cannes obraz inspirowany jest historią reżyserki, która w dzieciństwie wraz z rodziną zajmowała się produkcją miodu. W filmie ojciec tworzy z gospodarstwa swoisty azyl przed całym złem tego świata. Kłopot w tym, że jego córka bardzo pragnie wziąć udział w programie, nagradzającym najlepszych producentów lokalnych wyrobów, tytułowych cudów. Rzeczywistość burzy harmonię tego dziwnego, magicznego świata.

Źródło: Onet.pl

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Ścieżki i Biały Bóg - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Niezwykła animacja Hayao Miyazakiego to opowieść o miłości i pasji, a zarazem piękna pochwała pacyfizmu pozwalająca zrozumieć młodym widzom jak wiele zła czai się w słowie "wojna".

Najnowsze dzieło nagrodzonego Oscarem Hayao Miyazakiego, nazywanego japońskim Disneyem twórcy kultowego Studia Ghibli. Animowana opowieść o Jiro Horikoshim, słynnym konstruktorze myśliwców Mitsubishi Zero, na których latali Japończycy podczas II wojny światowej.
Zainspirowany konstrukcjami włoskiego inżyniera lotnictwa GIanni Caproniego Jiro od najmłodszych lat śni o lataniu i podniebnych przygodach. Ponieważ wrodzona wada wzroku nie pozwala mu na karierę pilota, staje się jednym z największych i najbardziej innowacyjnych konstruktorów samolotów w całej Azji.
 
Źródło: Onet.pl

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: Zrywa się wiatr - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się