Czy libański komediodramat może wzruszyć i rozśmieszyć Polaków?

Głównym bohaterem „Anioła” jest wrażliwy człowiek, który niegdyś był jąkającym się, samotnym chłopcem. To wnikliwy obserwator lokalnej społeczności i miasteczka, które nie zmienia się mimo upływu lat. Czy życie tego chłopaka odmieni nowy nauczyciel muzyki? Dzieciak mówi o nim, że chciałby być taki, jak on. Muzykalny belfer uczy go najpiękniejszego języka na świecie - języka serca. Jak ta cenna lekcja na niego wpłynie? Jeśli ktoś chce się o tym przekonać, niech koniecznie wybierze się do kina.

Zwłaszcza, że ta opowieść to przepiękny, słodko gorzki film, który zawiera w sobie dużo ciepła. Można się w nim zakochać. Ujmująco opowiada o samotniku, którego uskrzydla muzyka i o przyjaźni z nią. „Anioł” prezentuje życiowe prawdy - niby proste, ale bardzo mądre i trafiające w sedno. Libańska produkcja podejmuje uniwersalne problemy, także natury etycznej, które budzą emocje również w Polsce. To historia o nietolerancji i braku akceptacji, o niechęci do obcości, którą można przełamać przy odrobinie dobrej woli.

Mam słabość do takich filmów i nie ukrywam, że ściskają mnie za serce. Muzyka i wiara łączą w nim ludzi, mówiąc więcej niż tysiące słów. Nawet jeśli to wizja idealistyczna i trochę naiwna, nie ma w niej taniego sentymentalizmu. To raczej filmowa baśń z zaskakującym i mądrym zakończeniem.

Czy ten libański komediodramat może wzruszyć i rozśmieszyć Polaków? Jak najbardziej! Wszak to zdobywca nagrody publiczności na 21. Festiwalu Filmowym Wiosna Filmów.

Recenzja: „Anioł” - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Niedawno zakończyły się prace nad odnowieniem gotyckiej katedry św. Jana w Den Bosch. Finał trwającej 12 lat renowacji ukazał światu figurę Anioła Stróża z… telefonem komórkowym przy uchu. Dla Kościoła owe małe urządzenie to znak czasu.

Den Bosch to holenderskie miasto i stolica prowincji Noord-Brabant, która graniczy z Belgią. Tamte strony słyną z XIV wiecznej gotyckiej katedry św. Jana. Niestety fasada tego obiektu systematycznie ulegała zniszczeniu przez toksyczne związki zawarte w opadach. Dlatego w 1998 podjęto decyzję o odnowieniu zewnętrznej części kościoła. Ogromne przedsięwzięcie trwało latami i przyniosło całkiem oryginalny i nieoczekiwany skutek.

Niewiele przedmiotów jest tak trafnym odnośnikiem do epoki, w której żyjemy, jak właśnie komórka. Ona najlepiej oddaje naturę stylu życia współczesnego człowieka.

Pamiątka z XXI wieku

Gdy zakończono prace trwające 12 lat i kosztujące 50 milionów euro, odsłonięto nowe oblicze katedry. Sporym zaskoczeniem był obraz jednej z rzeźb, która przedstawia Anioła Stróża w zupełnie nietradycyjnym ujęciu. Ubrany jest w jeansy i t-shirt, a w ręku trzyma przyciśnięty do ucha telefon komórkowy. Podobnie jak 25 innych aniołów, które powstały w Den Bosch jest on dziełem holenderskiego artysty Tony Mooya. Anioł ten ma symbolizować okres, w którym podjęto się odnowy obiektu. Powstało już wiele żartów na ten temat – na przykład, że aparat, w który wyposażony jest stróż, ma jeden guzik łączący go bezpośrednio z Panem Bogiem. Jedno trzeba przyznać – niewiele przedmiotów jest tak trafnym odnośnikiem do epoki, w której żyjemy, jak właśnie komórka. Ona bowiem najlepiej oddaje naturę stylu życia współczesnego człowieka i wielu zjawisk charakterystycznych dla dzisiejszego świata. Nie ma więc powodu, by ignorowała go sztuka sakralna. Skoro anioły to pewnego rodzaju pośrednicy, czemu nie mieliby posługiwać się najpopularniejszym narzędziem służącym do komunikacji?

Foto: Polskie Radio

Co trzyma w ręku Anioł Stróż? - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
03.04.2015

Recenzja: "Violet"

„Violet” to przepięknie sfotografowana i przejmująca impresja filmowa.

Belgijski reżyser, Bas Devos, wykreował na ekranie intrygującą wizję. „Violet” to film hermetyczny i nie dla każdego. Jeśli jednak wczujesz się w jego rytm i dramaturgię, może cię wciągnąć bez reszty. Hipnotyzujące są zwłaszcza zdjęcia Nicolasa Karakatsanisa, w których teledyskowa forma spotyka się z nieśpieszną kontemplacją otoczenia. „Violet” to ciche arcydzieło, opowiadające o ciszy po burzy. To wizja piorunująca, a zarazem odważna i bezkompromisowa. Film składa się z ciągu luźnych obrazów, układających się w przejmującą całość, po której obejrzeniu autentycznie śniły mi się koszmary. Dawno żadna filmowa produkcja tak mnie nie zahipnotyzowała i nie wzbudziła we mnie równie wielkiego niepokoju.

„Violet” to enigmatyczna, pełna napięcia i niedopowiedzeń opowieść o wrażliwym piętnastolatku, zmagającym się z traumą po śmierci przyjaciela, który zginął na jego oczach. Film opiera się na zaskakujących kontrastach. W czasie jego oglądania przypomniały mi się słowa słynnej fotograf Diane Arbus o tym, że im więcej widzimy, tym mniej wiemy.

Recenzja: "Violet" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Michael Winterbottom, reżyser chodzący własnymi drogami, znów zaskakuje.

Prawdziwa historia amerykańskiej studentki, którą oskarżono o zabicie koleżanki we Włoszech, stała się dla Winterbottoma pretekstem do przedstawienia intrygującej i niejednoznacznej filmowej opowieści. Głównym bohaterem „Twarzy anioła” uczynił reżysera, przygotowującego scenariusz filmu na kanwie tych wydarzeń.

Filmowiec przybywa do Sieny, gdzie obserwuje dziennikarskie hieny, żerujące na temacie. Podczas gdy dla nich najważniejsza jest domniemana morderczyni, jego intryguje ofiara, którą dziennikarze w ogóle się nie interesują.

Zagrany przez Daniela Brühla filmowiec, podobnie jak Winterbottom, przyjmuje zupełnie inną perspektywę. Obaj chodzą własnymi ścieżkami, na przekór komercji i pokusie pójścia na łatwiznę. Inspiracji szukają w „Boskiej komedii” Dantego, a rezultaty są intrygujące.

Odnoszę wrażenie, że wyszedł z tego film będący bardzo osobistym komentarzem i gorzką krytyką współczesnego świata show-biznesu, w którym gwiazdami stają się nie ci, co powinni. Problem polega na tym, że ludzi do kin przyciągną kolejne efektowne blockbustery, a nie tak nietuzinkowe produkcje, jak „Twarz anioła".

Trudno nazwać to dzieło udanym, a jednak skłoniło mnie do refleksji i na swój sposób oczarowało. Być może wynika to z faktu, że aż nadto identyfikuję się z głównym bohaterem filmu.

Recenzja: "Twarz anioła" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się