12.01.2015

Recenzja: Cuda

23 stycznia na ekrany polskich kin wejdzie film Cuda – zwycięzca Grand Prix na festiwalu w Cannes.

Cuda młodej reżyserki Alice Rohrwacher opowiadają prawdziwą historię jej dorastania w ekscentrycznej rodzinie, mieszkającej w wielkim, starym domu w Toskanii.

Kiedy lato dobiegnie końca nic już nie będzie takie samo w życiu Gelsominy i jej trzech młodszych sióstr. Dziewczyna mieszka z dala od cywilizacji, w ukrytym zakątku na włoskiej prowincji, gdzie trudno jeszcze spotkać turystów. To właśnie tutaj przenieśli się jej rodzice, dawni członkowie hippisowskiej komuny, by żyć blisko natury i chronić swoje dzieci przed „upadkiem świata”. Tego lata, jak co roku, większość dni będzie upływała rodzinie na tradycyjnej produkcji miodu, z której z trudem udaje im się związać koniec z końcem. Jednak po raz pierwszy surowe reguły narzucone przez ojca ulegną rozluźnieniu. Gelsomina marzy bowiem, by uratować rodzinę przed bankructwem i zdobyć wielką nagrodę w telewizyjnym teleturnieju prowadzonym przez tajemniczą Milly Catenę (Monica Bellucci). Choć stoi to w całkowitej sprzeczności z poglądami i wartościami, które do tej pory wpajał w nią ojciec, dziewczyna za wszelką cenę będzie starała się przekonać go do tego pomysłu.

REŻYSERKA O FILMIE

BAŚŃ
„Cuda” są filmem o życiu na wsi, o wyjątkowej miłości między ojcem i córkami, o tęsknocie za męskim potomkiem, o zwierzętach i małych ludzikach żyjących w telewizorze. To film, w którym bohaterowie mówią w dialekcie z prowincji Viterbo, ale kiedy się zdenerwują sięgają też po francuski i niemiecki. „Cuda” to baśń.

AUTOBIOGRAFIZM
Akcja filmu dzieje się w moim rodzinnym mieście, pośród moich krajan. To miasto znajduje się na włoskiej prowincji – między regionami Umbria – Lazio a Toskanią – a pszczoły to zwierzęta, które znam najlepiej. Wiem też sporo o rodzinach, których członkowie pochodzą z różnych kultur, nie tylko z powodu mojego niemiecko-francuskiego pochodzenia, ale też dlatego, że w okolicy zawsze było ich sporo. Ale poza tymi elementami ta historia nie jest autobiograficzna, choć oczywiście dość mi znajoma. Chciałam żeby główną bohaterką była najstarsza siostra i oczywiście wzorowałam ją na mojej siostrze Albie i tym, jak postrzegałam ją w dzieciństwie, ale szybko bym się znudziła, gdyby miał to być materiał tylko autobiograficzny. Szczególnie, że interesuje mnie głównie odkrywanie innych ludzi, a nie siebie. Kiedy piszę scenariusz szukam postaci, które mogą żyć długo po akcji filmu, które stymulują moją wyobraźnię. Wolę więc, żeby były mi obce, mogę je wtedy odkrywać w nieskończoność.

PIERWSZY IMPULS
W pewnym momencie zawsze ktoś mnie pyta skąd jestem. Oczywiście wolałabym odpowiedzieć„z Rzymu” albo „z Mediolaniu”, co zamykałoby temat. Najczęściej jednak kończę, opowiadając,że pochodzę z prowincji na granicy Umbria - Lazio i Toskanii, gdzie mieszkają ludzie z różnych kultur. Czasami zdarza się, że osoba, z którą rozmawiam, zna te regiony. „Tak, tak. Byłem w Civita w poprzednią niedzielę. Czułem się, jakbym na jeden dzień cofnął się do średniowiecza”. Właśnie takie rozmowy były pierwszym impulsem do zrealizowania „Cudów”. Uświadomiły mi one, że ludzie postrzegają wieś albo małe miasteczka jako nieskażone cywilizacją miejsca poza czasem, gdzie niewiele się zmieniło. Tymczasem, jeśli spojrzeć na nie od środka, okazuje się, że to więzienia, na które ludzie dobrowolnie się skazali, bo wiedzą, że dostaną przynajmniej jedną miskę z ciepłym posiłkiem dziennie.

PSZCZOŁY I MIÓD
Znam pszczoły dość dobrze i pracowałam przez chwilę przy produkcji miodu. Uwielbiam pszczoły, choć niełatwo było przekonać firmy ubezpieczeniowe, że aktorom nic się nie stanie podczas zdjęć. Bardzo mi zależało na pracy z żywymi owadami, bez sięgania po efekty specjalne. Chciałam uchwycić ich niezwykłą naturę, a także by aktorzy mieli fizyczny kontakt z nimi i z ulami. Potrzeba było do tego wielu prób. Bardzo byli z tego zadowoleni rodzice Marii Alexandy Lungu, która grała Gelsominę. Mówili, że nawet jeśli film się nie uda, to ich córka tyle się na planie nauczyła, że może zostać pszczelarką.

GELSOMINA
Nie wiedziałam do końca, jaka ta postać ma być, ale wiedziałam, że poznam ją, gdy tylko zobaczę. I tak właśnie się stało. Po miesiącach poszukiwań właściwej aktorki trafiliśmy w pewnej salce katechetycznej na Marię Alexandrę Lungu – nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Praca z nią była czystą przyjemnością. Maria niesłychanie szybko się uczyła, a przede wszystkim chciała pracować na planie, co jest najważniejsze. Kiedy zaczynaliśmy zdjęcia miała zaledwie 11 lat i żadnego aktorskiego doświadczenia, czy to w filmie, czy teatrze. Ma rumuńskie korzenie, ale od urodzenia mieszka we Włoszech. Nigdy nie miała styczności z pszczelarstwem, więc sporo czasu przed zdjęciami spędziłyśmy na oswojeniu jej z pszczołami. Chciałam, żeby naprawdę potrafiła się z nimi obchodzić, żeby wiedziała wszystko o procesie produkcji miodu. Z nią nie było to jakoś szczególnie trudne, i choć została kilka razy użądlona, to nie zrażała się i próbowała dalej.

DOM
Dom, który wybraliśmy dla filmowej rodziny stoi w mojej rodzinnej miejscowości od zawsze.Jedna jego część jest stara, inna została wybudowana stosunkowo niedawno, ale nikt nigdy niepróbował ujednolicić tego wyglądu. To całkiem normalne w moich stronach. Kiedy wchodziło siędo jakiegoś domu, stawało się częścią jego historii, której nie sposób kontrolować. Oczywiścieuszczelniało się miejsca, którędy wiało, uzupełniało ubytki w kafelkach, ale to wszystko. Dopierood niedawna młodsze pokolenia chcą poddawać renowacjom miejsca, w których żyją. Trudno więcbyło znaleźć odpowiedni dom do zdjęć. Większość była albo zbyt zniszczona, albo zbyt odnowiona.Podczas poszukiwań cały czas mięliśmy ze sobą książkę „Dom” Roberto Innocentiego, która byładla nas inspiracją.

RODZINA
Rodzina w „Cudach” składa się z Wolfganga – ojca, który przybył z północy, może z Belgii, a może z Niemiec, i Angeliki – włoskiej mamy. Mają oni cztery dziewczynki: najstarszą Gelsominę, Marinellę, Catherinę i Lunę. Mają też ogród warzywny, ciągle obecnego gościa - Cocò, owcę oraz pszczoły. Co robią na tej prowincji? Odpowiedź jest prosta i trochę zawstydzająca, ale prawdziwa: chronią dziewczynki. Przed czymś, co wydaje im się, że sami widzieli. Rozpadem, destrukcją, korupcją, przed którymi schronienie można znaleźć tylko na wsi. I tylko trzymając się razem. Ich intencje są szczere, choć czasem zdarza się rodzicom okazać córkom gniew. Ale jak wyjaśnić to wszystko najstarszej Gelsominie, córeczce tatusia? Ona chciałaby prostszego życia, spokojniejszego, w którym więcej jest rozsądku niż ideałów. Wolfgang czuje, że córka, w której pokłada wszystkie nadzieje, która lepiej niż on radzi sobie z pszczołami, która twardo stoi na ziemi i jest odpowiedzialna, zaczyna mu się wymykać. Ale skoro córki chcą wyjechać – do Mediolanu? na Florydę? - to jaki jest sens jego wysiłków?

MOJA SIOSTRA ALBA
Praca z Albą, która gra w „Cudach” matkę, była dla mnie bardzo ekscytująca, i prawdę mówiąc nie bardzo wyobrażałam sobie realizację tego filmu bez niej. Nie tylko dlatego, że jest świetną aktorką, ale przede wszystkim dlatego, że jest moją starszą siostrą. Przez cały czas pisania scenariusza myślałam o niej i bardzo chciałam zobaczyć tę historię oczami starszej siostry, czyli Alby. Nasze wyobraźnie pracują w podobny sposób, więc nie potrzebowałyśmy zbyt wielu dyskusji. I nawet jeśli zdarza się nam mieć odmienne zdania, to łączy nas siostrzana intuicja. A tym, co wiąże nas najmocniej, jest wspólne pochodzenie, a więc przynależność do świata, który jest gdzieś pomiędzy i nieustannie wymaga poszukiwań. Jak napisała w „Wyspie Artura” Elsa Morante: „człowiek półkrwi jest jak złodziej, który stoi plecami do skarbu”. Nie widzi go przed sobą , więc nieustannie szuka.

SAM LOUWYK JAKO WOLFGANG
Chciałam, żeby ojciec w „Cudach” był postacią brutalną , a jednocześnie bardzo ludzką, kimś, kto nie ma pojęcia o sobie, ale zatraca się w ideach. Nawet kiedy popełnia błędy i zachowuje się źle to trudno go osądzać. Wolfgang nie jest strategiem. Jest raczej jak małe dziecko albo zwierzę. Zależało mi, żeby opowiedzieć tę historię za pomocą postaci, których nie można poddać psychoanalizie. Szczególnie miłość ojca do córki może wydawać się podejrzana jeśli ją przesadnie analizować. Chciałam żeby relacja Wolfganga i Gelsominy była oparta na instynktownej miłości, w której on chroni swoje gniazdo. Bardzo trudno było znaleźć aktora, który miałby w sobie konieczną spontaniczność i czystość intencji. Wydaje mi się, że to nie przypadek, że Sam Louwyk jest przede wszystkim profesjonalnym tancerzem. Wszystko u niego bierze się z ciała, za którym podąża głowa.

UCIEKINIERZY
Rodzina w naszej historii nie mieszkała w tym domu od początku, nie pochodzi z tego regionu i kiedyś nie była nawet rodziną. To ludzie, którzy przybyli na wieś z wyboru, uciekając przed bezrobociem, przed przemocą, przed prześladowaniami. Czytają książki, uczą się uprawiać ogród, ciężko pracują i walczą samotnie z przyrodą. Mówią innymi językami, mają odmienną przeszłość, ale wspólne ideały. Spotkałam takie rodziny we Włoszech, ale są też takie we Francji czy Grecji. Małe społeczności nie związane ze sobą, z autonomicznymi zasadami, prowadzące życie zupełnie inne niż to, o czym możemy przeczytać w gazetach. Ale to nie jest sielanka: praca jest ciężka, żyje się trudno bez poczucia przynależności do jakiegoś większego ruchu. Nie jest się prawdziwym rolnikiem, bo nie wychowało się na tej ziemi, ale nie jest się też miastowym, bo zerwało się z nim więzi. Nie jest się hippisem, bo pracuje się w pocie czoła od świtu do nocy, ale też w imię lepszego, zdrowszego życia odrzuca się wszelką rolniczą technologię, która mogłaby usprawnić pracę. Świat, który chcieli zniszczyć w demonstracjach w 1968 roku, jest teraz ich Arką Noego, a oni są na niej rodziną.

CUDA I PORAŻKI
Cud to coś, co pozostawia cię bez słów, nie można go nijak opisać. To coś, co zawieszone jest pomiędzy światem ziemskim i fantastycznym. Ale podobnie jak słowo „tradycja”, słowo „cud” stało się ostatnio nazbyt często używane. Zaczęto je kojarzyć z obietnicą wielkich, cudownych doznań. W „Cudach” zdarzają się małe cuda, których budulcem jest światło, cień, zwierzęta i dziecięce sekrety. Są też wielkie cuda związane z pojawieniem się Milly Cateny, prowadzącej telewizyjne reality show. W „Cudach” są też porażki i może to o nich właśnie opowiada ten film. Bo ludzie się nie zmieniają, nie dojrzewają. Jeśli nie mają swojego miejsca na początku, to nie znajdą go też na końcu. Nie ma dobrych czy złych ludzi. Są tylko tacy, którzy się odsłaniają i tacy, którzy się głęboko zakopują. Ci odsłonięci częściej ponoszą porażki, ale też są na nie bardziej przygotowani, a przez to szczęśliwsi.

MONICA BELLUCCI
Telewizyjna prezenterka musiała być ikoną piękna, połączeniem dobrej wróżki i prawdziwej kobiety. Monica Bellucci ma w sobie oba te światy – magiczny i cielesny. Jest też obdarzona niesamowitym poczuciem humoru i dużym dystansem do siebie, co jest absolutnie konieczne jeśli chce się być dobrym aktorem. Wniosła też na plan prawdziwą aurę gwiazdy. Aktorzy, którzy występowali w scenach telewizyjnego show byli nią tak podekscytowani, jak ich postacie powinny być podekscytowane Milly Cateną. Można było stracić rachubę, co jest rzeczywistością, a co filmem. Początkowo jej postać musiała być totalnie dwuwymiarowa, bez żadnej głębi. Nie znaczyto, że miała być sztuczna, a jedynie czysta i niedostępna. Stopniowo odkrywamy jednak, że za tąikoną ukrywa się prawdziwa osoba i to taka, która nie jest do końca wolna.

GŁĘBOKA, BOLESNA ZMIANA
We Włoszech mówi się dzisiaj o wsi albo żeby opisać jej rozkład i ruinę, albo żeby uczynić z niej romantyczną i niewinną scenografię do historii, które nawet nie próbują jej zrozumieć. A włoska wieś przechodzi zmiany głębokie i bolesne. Przez lata była areną walk o ziemię pomiędzy właścicielami ziemskim i a rolnikami, walk, które nie wyłoniły zwycięzcy. A kiedy pole walki opustoszało to pojawili się ci, którzy chcieli ją wykorzystać do cna. Najpierw spalili wszystko, co stanęło im na drodze, a potem to, co zostało przekształcili w park tematyczny na wolnym powietrzu.

PRODUKCJA
Zdjęcia trwały osiem tygodni, a poprzedzone były kilkoma miesiącami przygotowań, by znaleźć właściwe plenery, obsadę. Pracowaliśmy z entuzjazmem i radością, i bez żadnych wątpliwości mogę powiedzieć, że ten film powstał dzięki oddaniu fantastycznych ludzi, którzy zostawili na chwilę swoje życia i przeprowadzili się do mojego kawałka świata. Przeszliśmy tę samą drogę, co nasza filmowa rodzina: znaleźliśmy dom, doprowadziliśmy go do porządku, urządziliśmy ogród i zaczęliśmy w nim hodować zwierzęta. Oczywiście wszystko to zajęło miesiące. I wydaje mi się, że to czuć, widać w filmie, w którym między aktorami, ekipą i lokacjami powstała wyjątkowa więź. Lubię pracować nad fikcyjnymi historiami z fikcyjnymi bohaterami, ale z prawdziwymi relacjami.

BARDZO DOBRY MIÓD
W „Cudach” rodzina Gelsominy robi miód i to jest bardzo dobry miód. Ale warunki, w których on powstaje są absolutnie wbrew jakimkolwiek normom i prawom. Dodatkowo przy jego produkcji pracują dzieci. To, co robią, jest dobre, ale jeśli się temu bliżej przyjrzeć, to na każdym kroku łamane jest prawo i nasi bohaterowie mogą trafić do więzienia. Trochę podobnie jest przy realizacji filmu. Często powstanie dobrego filmu wymaga odstępstw od zasad filmowej narracji i produkcji. Ryzyko polega na tym, że publiczność może stać się bezwzględną inspekcją z sanepidu. Ale wierzę w to, że tak naprawdę liczy się nie to, ile miodu uda się sprzedać, ale czy jest on dobry. Szczególnie jeśli chcielibyśmy nim nakarmić własne dzieci.

SYLWETKA REŻYSERKI
Alice Rohrwacher urodziła się w 1981 roku we włoskiej miejscowości Fiesole. Studiowała literaturę i filozofię na uniwersytecie w Turynie, a potem zrobiła kurs scenopisarski. Po studiach pracowała jako muzyk w teatrze, ale szybko zaczęła realizować filmy dokumentalne. Jej debiut fabularny – „Corpo celeste” z 2011 roku – miał światową premierę w sekcji Quinzaine des relisateurs na festiwalu w Cannes i przyniósł młodej reżyserce rozgłos i wiele nagród za najlepszy debiut. Pokazały go m.in. festiwale w Sundance, Nowym Jorku, Londynie, czy Tokio, a do kinowej dystrybucji trafił we Francji, Wielkiej Brytanii, i Stanach Zjednoczonych.

ALBA ROHRWACHER
Alba Rohrwacher urodziła się w 1979 roku we Florencji. Jest aktorką, starszą siostrą reżyserki Alice Rohrwacher. Studiowała aktorstwo w Centro Sperimentale di Cinematografia w Rzymie. Najbardziej znana z ról w „Ojciec Giovanny” (2008) Pupi Avatiego, „Jestem miłością” (2009) z Tildą Swinton, „Człowiek, który nadejdzie” (2009), „Samotność liczb pierwszych” (2010) oraz „Śpiąca królewna” (2012) z Isabelle Huppert i Tonim Servillo. W 2009 roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie została laureatką Nagrody Shooting Star, przyznawanej młodym i utalentowanym aktorom europejskim. Na tegorocznym MFF w Wenecji dostała Nagrodę Volpi Cup dla Najlepszej Aktorki za rolę w filmie „Hungry Hearts” włoskiego reżysera Saverio Constanzo.

Recenzja: Cuda - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
14.03.2010

Cuda na kiju

Narciarstwo bez nart, jak niektórzy mówią o nordic walking, zdobywa w Polsce rzesze zwolenników. Czy to sport dla Ciebie? Na 99 proc. tak. Tę 1-proc. wątpliwość rozwiejesz jednak dopiero, gdy ruszysz na spacer z kijkami. Nie zwlekaj!

O zaletach spaceru na świeżym powietrzu nie trzeba przekonywać. Jeżeli dodać do nich równomierny rozwój mięśni, wzmacnianie kondycji, efektywne spalanie kalorii, a to wszystko bez obciążania stawów – otrzymamy sumę efektów nordic walking.

Jest to połączenie naturalnego, energicznego marszu z techniką odpychania się od podłoża specjalnymi kijkami, które wprawiają w ruch także górną część ciała. Ten sport może uprawiać każdy – bez względu na wiek, kondycję czy tuszę.

Spacerowe abecadło

Aby odkryć zalety nordic walking, nie wystarczy maszerować – trzeba maszerować właściwie! Przede wszystkim naturalnie, z rozluźnionymi barkami i kijkami blisko tułowia. Prawidłowy rytm marszu wyznacza naprzemienna praca ramion i nóg – gdy lewa stopa wysuwa się do przodu, podąża za nią prawa ręka z kijem i odwrotnie.

Kroki w swoim tempie

Rytmu Twoich spacerów z kijkami nie wyznacza – jak np. podczas aerobiku – instruktor wykrzykujący komendy. Sam sobie jesteś sterem, żeglarzem i okrętem. Możesz narzucić sobie szybkie tempo albo zdecydować się na odprężający trening. W obu przypadkach dotleniasz organizm. Odciążasz też stawy, zwłaszcza kolanowe, i rozluźniasz napięcie w partiach szyjno-barkowych.

Sport w sam raz dla Ciebie

Nordic walking nie wymaga przygotowań czy wyjazdów za miasto. Wystarczą dobre chęci, wygodne obuwie, ubranie sportowe oraz para kijków. I ruszamy! Marsz po parku czy lesie to frajda, jednak trenować można równie dobrze przy domu, nawet na chodniku. Spacerować powinno się regularnie, a na każdy trening trzeba zarezerwować przynajmniej 30 minut. Niby dużo, a jednak... Biorąc pod uwagę, że to chwila relaksu tylko dla nas, to chyba jednak niewiele!

 

Pasjonatom nordic walking z pewnością przydadzą się następujące telefony z odtwarzaczem MP3 i słuchawkami w zestawie:

Samsung Galaxy (I5700) ,
Era G2 Touch
,
Samsung Corby (S3650)
.

<p><strong>Nordic walking w Lęborku.</strong></p>

Cuda na kiju - opinie i komentarze (1)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

rashmo
13-10-2010 - 13:14:46
Zawsze mialem breche z tych 'starszych pan' ktore braly kije i chodzily po parkach czy lasach, ale ostatnio bylem w gorach i naprawde sie to sprawdza, aby odciazyc stawy.... wszystko ok jak sie ma 18 lat, a pozniej kolana dostaja od biegania po betonie czy trekkingu z ciezkim plecakiem na zejsciach. Juz sie z tego nie smieje :D
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Uroczysta gala wręczenia nagród odbędzie się dziś o 18.00 w KNH 1. Po zakończeniu oficjalnej części spotkania odbędzie się projekcja filmu Alice Rohrwacher Cuda.

Dzieło włoskiej reżyserki zostało wyróżnione Grand Prix podczas tegorocznego festiwalu w Cannes. Zainspirowane rodzinną historią reżyserki Cuda łączą realizm z baśniowym okrucieństwem. Przyglądamy się w nich rodzinie 12-letniej Gelsominy, której życie odmienia pojawienie się w miasteczku ekipy popularnego talk-show, oferującego nagrody pieniężne największym "lokalnym cudom".

Gelsomina pragnie wziąć udział w konkursie i przedstawić widzom swoje gospodarstwo i rodzinę, która od lat zajmuje się tradycyjną produkcją miodu. Jej ojciec gardzi jednak nowoczesnością i nie chce dopuścić ekipy telewizyjnej do swojego królestwa, rujnując tym samym marzenia dziewczyny. Cuda pokażemy jeszcze dwa razy w niedzielę o 15.45 i 18.45. Oba seanse w KNH 1.

Dzisiejszy poranek rozpocznijcie od seansu Ścieżek Johna Currana, z Mią Wasikowską w roli niestrudzonej podróżniczki, która udała się w samotną podróż po australijskiej pustyni (9.45 KNH 1). W sobotnie południe (12.45, KNH 1) koniecznie zobaczcie Lewiatana Rosjanina Andrieja Zwiagincewa, który został wyróżniony nagrodą za najlepszy scenariusz na MFF w Cannes, a o 13.15 wybierzcie się na projekcję jednego z ostatnich filmów mistrza francuskiego kina Alaina Resnais - Jeszcze nic nie widzieliście, w którym oprócz Mathieu Amalrica i Sabine Azém wystąpił Andrzej Seweryn(KNH 7). 

O 16.15 w KNH 8 pokażemy szeroko dyskutowane podczas festiwalu w Cannes Pożegnanie z językiem 3D Jeana-Luca Godarda. Wieczór może stać się natomiast okazją do nadrabiania zaległości z poprzedniej edycji festiwalu. O 19.00 w KNH 5 pokażemy Shirley - wizje rzeczywistości Gustava Deutscha, a w KNH 6 najlepszy ubiegłoroczny film o sztuce, czyli Chore ptaki umierają łatwo Nicholasa Facklera. O 22.15 w KNH 7 zobaczycie Goltzius and the Pelican Company Petera Greenawaya.

Pamiętajcie, że abonenci T-Mobile mogą na ostatni weekend festiwalu kupić tańsze bilety.

Cuda

T-Mobile Nowe Horyzonty 2014: "Cuda" Alice Rohrwacher - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Od 23 stycznia będziemy mogli w polskich kinach podziwiać film, który na festiwalu w Cannes zdobył Grand Prix

To "Cuda" ("La Meravigle") w reżyserii Alice Rohrwacher, młodej reżyser, dal której był to dopiero trzeci film w karierze. Wzruszył i poruszył on jury w Cannes na tyle, że uznano go za najważniejszy film festiwalu. Film jest przewrotny już w samym pomyśle - piękna Toskania nie jest tłem do kolejnego ckliwego romansidła, w którym prosecco (produkowane tak na marginesie w Venetto) leje się strumieniami, ale do pokazania trudów życia rodziny pracującej niemal od świtu do zmierzchu przy tradycyjnej produkcji miodu.

-> Recenzja filmu "Droga krzyżowa"

-> Horizon - nagrywaj filmy zawsze w trybie poziomym

Jak czytamy w opisie filmu: Kiedy lato dobiegnie końca nic już nie będzie takie samo w życiu Gelsominy i jej trzech młodszych sióstr. Dziewczyna mieszka z dala od cywilizacji, w ukrytym zakątku na włoskiej prowincji, gdzie trudno jeszcze spotkać turystów. To właśnie tutaj przenieśli się jej rodzice, dawni członkowie hippisowskiej komuny, by żyć blisko natury i chronić swoje dzieci przed „upadkiem świata.

Tak są zwiastowane "Cuda" - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się