„Przeboje i oldboje” to ciepła czeska komedia o dinozaurach rocka, którzy po latach postanawiają reaktywować swój zespół. Czy uda im się to mimo przeciwności losu i czy osiągną wymarzony sukces?

„Przeboje i oldboje” to ciepła czeska komedia o dinozaurach rocka, którzy po latach postanawiają reaktywować swój zespół. Czy uda im się to mimo przeciwności losu i czy osiągną wymarzony sukces?

Film Alice Nellis zdobył dwa lata temu nagrodę publiczności na festiwalu w Karlowych Warach i ten werdykt absolutnie mnie nie dziwi. „Przeboje i oldboje” to inspirująca opowieść o podstarzałych muzykach, którzy ponownie odnajdują sens życia. Charyzmy i zawziętości mogłoby im pozazdrościć wielu młodych ludzi.

„Przeboje i oldboje” to opowieść ciepła, a zarazem bardzo życiowa i niepozbawiona elementów tragikomicznych. Świetnie zostali dobrani aktorzy, którzy wcielili się w poszczególnych muzyków. Każda z tych postaci czymś się wyróżnia i wzbudza sympatie. Chociaż filmowi sporo brakuje do „Blues Brothers”, to może wciągnąć i jest w nim dużo bardzo dobrej muzyki. To świetna rozrywka dla całej rodziny, niemająca w sobie hollywoodzkiej ckliwości i bajkowości.

Recenzja: „Przeboje i oldboje” - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Udanemu, i co zaraz się okaże, także bardzo popularnemu smartfonowi Samsunga udało się pobić kolejny, wręcz niewiarygodny rekord sprzedażowy.

Nie tak dawno, bo pod koniec lipca sprzedaż Samsunga Galaxy S II przekroczyła barierę 5 milionów egzemplarzy. Liczba ta padła w 85 dni od daty premiery. Wcześniejszy rekord, miliona egzemplarzy udało się ustanowić w zaledwie miesiąc.

Tymczasem Samsung Galaxy S II niczym ambitny sportowiec bije kolejny rekord. Zaledwie kilka dni temu przekroczył on kolejną, okrągła granicę. Tym razem jego łupem padło 10 milionów. Tyle właśnie sztuk Samsungów znalazło nowych, z pewnością zadowolonych ze swojego wyboru nabywców. Rekord ten padł w 5 miesięcy od wprowadzenia tego modelu na rynek, czyli w osiem tygodni po ustanowieniu rekordu 5 milionów.

Poprzednim rekordzistą ze stajni Samsunga, któremu udało się osiągnąć taką sprzedaż był smartfon, Star S5230. Wynik ten padł po pół roku po wprowadzeniu go do sprzedaży. Na podium znalazł się także, doskonale znany Samsung Galaxy S, którego 10 milionów egzemplarzy sprzedało się w zaledwie 7 m-cy.

Liczny mówią same za siebie - koreańskiemu producentowi udało się trafić w gust szerokiej rzeszy użytkowników. Obecny rekord może zostać w niedługim czasie poprawiony, Galaxy S II trafił nie dawno na chłonny amerykański rynek.

Źródło/fot. Samsung

Przebój Samsunga bije kolejny rekord - opinie i komentarze (3)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Norbert
29-09-2011 - 10:52:37
pientach - tego w t-mobile nikt NIE wie ;)
  (0)
Odpowiedz
pientach
28-09-2011 - 14:39:08
a kiedy aktualizacja androida w wersji t-mobile do 2.3.4 bądź do 2.3.5, no chyba że coś jest planowanego już z IceCream Sandwitch ? ;)
  (0)
Odpowiedz
Redakcja T-Mobile Trendy
03-10-2011 - 10:14:04
pientach, prosimy Cię o kontakt z producentem. Pozdrawiamy!
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

„O koniach i ludziach” to zaskakująca tragikomedia, której akcja rozgrywa się na Islandii. Opowiada o przepięknych zwierzętach i ich, nie zawsze mądrych, właścicielach.

Debiutujący reżyser, Benedikt Erlingsson przedstawił kilka przeplatających się ze sobą historii, osadzonych w islandzkich realiach. Jego film łączy w sobie wnikliwość obserwacji z zaskakującym, chwilami makabrycznym, poczuciem humoru. „O koniach i ludziach” opiera się na kontrastach - ludzka głupota spotyka się z urokliwymi krajobrazami, ładnymi końmi i przepiękną muzyką. Chociaż pojawia się w tym filmie wielu bohaterów, i widz nie za bardzo ma się z kim identyfikować, to Erlingsson świetnie panuje nad tą opowieścią.

„O koniach i ludziach” to prawdziwa gratka nie tylko dla fanów islandzkich krajobrazów i islandzkiego poczucia humoru, przywodzącego na myśl najlepsze filmy Baltazara Kormakura. Ta zaskakująca tragikomedia opowiada o przepięknych zwierzętach i ich, nie zawsze mądrych, właścicielach.

Recenzja: „O koniach i ludziach” - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Znakomity scenariusz Aarona Sorkina i genialna rola Michaela Fassbendera. Jaki obraz Steve’a Jobsa wyłania się z filmu Danny’ego Boyle’a?

Jeden z najsłynniejszych ludzi w historii świata nie przestaje budzić emocji i kontrowersji. Dwa lata temu powstał o nim film „Jobs” z Ashtonem Kutcherem w roli tytułowej. Ta produkcja zakończyła się jednak katastrofą, którą krytykowano za zbyt laurkowe podejście do tematu. Z tym większym zainteresowaniem czekałem na filmowe dzieło, do którego scenariusz napisał Aaron Sorkin, scenarzysta „The Social Network”, czyli opowieści o kulisach powstania Facebooka, która nie stroniła od kontrowersji. Sorkin równie krytycznie podszedł do Steve’a Jobsa, przedstawiając go jako nieliczącego się z ludźmi geniusza, twórcę i niszczyciela, którego zachowanie z jednej strony fascynuje, a z drugiej budzi wściekłość i irytacje. Rewelacyjnie wcielił się w niego Michael Fassbender, który co prawda nie przypomina z wyglądu pierwowzoru swojej postaci, ale czyni to tę kreacje jeszcze ciekawszą. Podobnie rzecz się miała z Anthonym Hopkinsem, który zagrał Nixona u Olivera Stone’a.

Film „Steve Jobs” to pod każdym względem aktorski majstersztyk. Mógłbym długo zachwycać się rolami Kate Winslet, Setha Rogena, Jeffa Danielsa i całej reszty. Z wyczuciem pokierował nimi Danny Boyle, filmowiec z pogranicza kina niezależnego i komercyjnego. Jego najnowsze dzieło to kameralny film bez nadmiernego aktorskiego szarżowania i taniego efekciarstwa, a także z minimalistyczną muzyką. Akcja tej produkcji rozgrywa się w zamkniętych przestrzeniach i koncentruje na słownych potyczkach. Wyszedł z tego portret genialnego człowieka pełnego sprzeczności. Choć Sorkin twierdzi, że żadne zdanie wypowiedziane w tym filmie nie jest autentyczne, mówią one o Jobsie naprawdę wiele.

Rozczarują się jednak ci, którzy chcą zobaczyć jego biografie, która zaczyna się od młodości bohatera, a kończy na ostatnich chwilach życia twórcy Apple. Zainteresowanych zagłębieniem się w temat odsyłam do równie świetnego dokumentu „Steve Jobs: człowiek-maszyna”. Swoją drogą szkoda, że nikt nie próbował się porwać na kontrowersyjną filmową biografię za życia Jobsa. Czy wyszłoby z tego ponadczasowe arcydzieło na miarę „Obywatela Kane’a”, które twórca Apple chciałby za wszelką cenę zniszczyć? Nie dowiemy się tego nigdy.

Super natomiast, że powstał ten film. Duet Sorkin-Boyle mistrzowsko opowiedzieli o świetnym umyśle w upadku.

 

 

Steve Jobs: twórca i niszczyciel - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się