Oglądanie nowego filmu Petera Stricklanda jest jak smakowita uczta, w której gorycz spotyka się ze słodyczą.

Bywają takie chwile, gdy w filmowych posiłkach nie preferuję żadnych diet, chętnie smakując obfite wizualnie potrawy. Uwielbiam, gdy jest w nich pełno niespodzianek, które skłaniają widzów do wnikania w mózgi postaci i drobiazgowe analizy. Aż chciałoby się wtedy rozłupać czaszki bohaterów, by wydobyć wszystkie ich tajemnice!

Z drugiej strony, po co analizować przyjemności? A jednak film „Duke of Burgundy. Reguły pożądania” łączy w sobie perwersyjną przyjemność z chęcią jej przeanalizowania. Pytanie tylko, czy widz ma wzrok i duszę postrzegające tak szybko, że nie umknie mu żaden detal z tej przepięknej produkcji. Nawet jeśli coś przeoczy, tym bardziej warto do niej wracać. Reżyser Peter Strickland potrąca kamerą struny uczuć w sposób pięknie zróżnicowany (parafrazuję pisarkę George Eliot). Angielski filmowiec przekuł opowieść o perwersji w coś cudownego.

„Reguły pożądania” to intrygująca i zmysłowa historia o dwóch kobietach, które prowadzą między sobą grę, testując grancie swojego związku. Jak daleko się posuną? Czy podążając za uczuciem, zawierzą mu, nie stawiając mu oporu? Jeżeli ktoś chce wyruszyć w tę filmową podróż po meandrach ludzkich uczuć, niech koniecznie wybierze się do kina.  

Oglądanie nowego filmu Petera Stricklanda jest jak smakowita uczta, w której gorycz spotyka się ze słodyczą.

Jakie są „Reguły pożądania”? (wideo) - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
15.09.2010

Jaki jest Meksyk?

Pierwsze skojarzenia - Tequilla, sombrero, opaleni Mariachi z sumiastym wąsem grający na mandolinach przy akompaniamencie marakasów. Meksyk to jednak coś więcej – niezwykli ludzie, niezwykłe krajobrazy, niezwykła kultura...

Riviera Maya

Mieszkam na piasku. Dosłownie. W chatce z palmy kokosowej, z piaskiem pod stopami i spiralkami przeciw moskitom. Na hasło „Tulum” odpowiadam: śnieżnobiałe plaże, turkusowe wody Morza Karaibskiego i malowniczo położone ruiny. Pobliska rybacka wioska Punta Allen, leżąca w rezerwacie biosfery Sian Ka´an, oferuje wachlarz wrażeń, z oglądaniem delfinów, żółwi i płaszczek w ich naturalnym środowisku, setek pelikanów i fregat oraz snorkelingu na drugiej co do wielkości rafie na świecie. Po dwóch tygodniach opuściliśmy Tulum, odwiedzając ruiny Coba, gdzie z największej piramidy rozciąga się piękny widok na otaczająca te pre-kolumbijskie ruiny dżungle oraz Chichen Itza, jeden z najbardziej rozpoznawalnych kompleksów ruin Majów.

Merida, zrujnowane hacjendy i Campeche

Merida to kulturalna stolica Jukatanu. Trafiliśmy tu w trakcie karnawału, jednego z największych wydarzeń w tej części Meksyku. Merida jest pełna młodych ludzi (studenci uniwersytetu) oraz turystów zmęczonych karaibskimi kurortami jak Cancun czy Playa del Carmen. Stąd wyruszyliśmy w dalszą trasę, odwiedzając kilka majestatycznych hacjend – tych zamienionych na luksusowe hotele, ale również zrujnowanych, „zapuszczonych”, które lata swojej świetności przeżywały setki lat temu. Widoki były naprawdę piękne, a stan niektórych budynków wołał o pomstę do nieba... naprawdę szkoda tej urzekającej architektury.

Późnym wieczorem dotarliśmy do Campeche i... od razu się w nim zakochaliśmy. Przypomina nam Kubę, z klimatycznymi, kolorowymi ulicami, imponującym placem głównym. Pełna idealnie odrestaurowanych, kolonialnych budynków stolica stanu Campeche jest po prostu... prowincjonalnym miasteczkiem dopiero aspirującym do bycia obiektem westchnień turystów. Wciąż jednak najważniejszym bogactwem Campeche jest morze, a gospodarkę napędza tu rybołówstwo. Stąd liczne „mariny” pełne lodzi z natrętnymi pelikanami oraz rybaków suszących i zwijających swoje sieci.

San Cristobal de Las Casas

Jeśli Chiapas, to miasto San Cristobal de Las Casas, położone w malowniczej dolinie, wypełnione atmosferą tworzoną przez plemienia potomków Majów, a także klimatem kolebki rewolucji Zapatystów. Kolorowe, kolonialne ulice tętnią życiem, a Indianie z okolicznych wiosek zjeżdżają do miasta, by na licznych targach sprzedawać warzywa i owoce, mięsa, przetwory, ale tez ręczne wyroby: ozdoby, ubrania, kapelusze... Świetna okazja na zakupy! San Cristobal przyciąga swoim klimatem turystów, ale również licznych artystów. Pełno jest tu barów, knajpek, restauracji z muzyka na żywo oraz galerii sztuki.

Są też wyjątkowi, barwni ludzie, przybyli tutaj z różnych zakątków świata, jest niesamowity spokój, luz i oderwanie od rzeczywistości. To niezwykłe miejsca, przepełnione właśnie ciepłem, pozytywnymi emocjami i inspirującą energią.

Oaxaca... „stan umysłu”

Region słynie z kulturowego dziedzictwa Zapoteków, swojej artystycznej duszy, pięknego wybrzeża, a dla wielu również z produkcji „mezcal” (starsza siostra tequili, jednak brzydsza, niemiła i bardziej porywcza). Jest w Oaxaca jakaś trudna do określenia pozytywna energia. Miasto wyróżnia... autentyczność. Nic nie jest tu wymuskane na siłę, spokojne życie mieszkańców bezkolizyjnie współgra z ciekawską naturą turystów, istnieje odpowiedni balans miedzy codziennymi obowiązkami a życiem nocnym. Ten nieco idylliczny obraz może być jednak mylący. W tym z natury spokojnym miejscu tkwi bowiem niesamowita energia i pasja. Dlatego właśnie Oaxaca przyciąga.

Wybrzeża Pacyfiku w stanie Oaxaca nie da się porównać z "pocztówkowymi" plażami Karaibów. Nie ma tu aż tak delikatnego, białego piasku, woda nie jest turkusowa, iguany nie wygrzewają się na kamieniach, nie ma takiego wyboru hoteli i atrakcji turystycznych... Jest za to energia, wyczuwalne pozytywne wibracje i pewna urzekająca prawdziwość miejsc takich jak surferska La Punta, rybackie Puerto Escondido i Mazunte, czy hipisowskie Zipolite. Są też wyjątkowi, barwni ludzie, przybyli tutaj z różnych zakątków świata, jest niesamowity spokój, luz i oderwanie od rzeczywistości. To niezwykłe miejsca, przepełnione właśnie ciepłem, pozytywnymi emocjami i inspirującą energią.

Witamy w Distrito Federal

Distrito Federal (DF), jak w Meksyku nazywa się stolicę, to ogromna metropolia: 1/5 ludności kraju żyje właśnie tutaj. DF to Meksyk w pigułce (ogromnej pigułce, trzeba przyznać). To piękne place, budynki, muzea, ulice przesiąknięte duchem Cortesa, nowoczesne biurowce, świetne jedzenie, imprezy... ale jeśli DF to przekrój przez Meksyk, to obok biedoty znajdziemy tu przepych, obok tekturowych domów - kolonialne pałace, a przy czystych, zadbanych dzielnicach – dzikie, niebezpieczne zaułki.

Zatrzymaliśmy się w Centro Historico, tutejszej „starówce”, w pobliżu Zocalo (centralny plac miasta) i pałacu prezydenckiego. Palacio Nacional jest w dużej części otwarty dla turystów i zdecydowanie godny odwiedzenia, przede wszystkim ze względu na wyjątkowe murale Diego Rivery. Przy Zocalo stoi również bogato wystrojona, majestatyczna Catedral Metropolitana, której budowa trwała kilka wieków. Głęboko zakorzeniona w sercach Meksykanów legenda głosi, ze dokładnie w miejscu, gdzie obecnie znajduje się Zocalo, szukający nowej ziemi Aztekowie ujrzeli na wyspie orla rozszarpującego węża na kaktusie, co uznali za znak do osiedlenia się. Tak powstał Tenochtitlán, najpotężniejsze miasto („królestwo”) tamtych czasów w Ameryce Środkowej. Obecnie przy Zocalo obejrzeć można Templo Mayor, pozostałości ruin dawnego miasta, odkryte dopiero w latach '70.

W DF olśniewa Palacio de Bellas Artes („Pałac Sztuk Pięknych”), m.in. z pracami wielu muralistów, sam będący architektonicznym majstersztykiem. Moja ulubiona część DF to kolonialna, kameralna i klimatyczna dzielnica Coyoacán - niegdyś podmiejska osada, najpierw zamieszkała przez zamożnych Hiszpanów, a następnie przyciągająca artystów i inteligencję z całego świata. To w Coyoacan mieszkali i tworzyli m.in. Frida Kahlo, Diego Rivera i Lew Trocki. Obecnie dom tych pierwszych jest muzeum, którego nie można przegapić.

Mexico City to wielki, żywy organizm, różnorodny, kolorowy, pełen energii, ale z racji swojego ogromu, potrafiący przytłoczyć i zmęczyć. Mimo ze jest eklektyczny, w pewnym stopniu jest odzwierciedleniem całego kraju, jednak jest zupełnie inny, wyjątkowy, niepowtarzalny. DF po prostu trzeba zobaczyć, by zrozumieć, jaki naprawdę jest Meksyk.

Pełną relację Piotra Boneckiego z podróży do Meksyku przeczytacie na blogu autora TUTAJ. Zapraszamy!

Jaki jest Meksyk? - opinie i komentarze (3)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

rashmo
13-10-2010 - 13:20:04
hej krzychu wcale nie kosztuje tak duzo. wiadomo ze gdyby to robic przez biuro to zaplacimy dosc duzo. wez pod uwage bilet z wyprzedzeniem z kilkoma przesiadkami plus noclegi u 'przyjaciol' z hospitality club albo couch surfera i witaj Mexico :) O tyle plus ze nie trzeba wizy jak do USA.
  (0)
Odpowiedz
pomyslowy_wedrowiec
12-10-2010 - 19:34:39
zawsze można spróbować zorganizować taką podróż na własną rękę. a omijając biura podróży, nie dość, że zaoszczędzimy kupę pieniędzy to i poznamy lepiej kraj i ludzi. chyba, że myślimy o wycieczce typu hotel+basen :P
  (0)
Odpowiedz
krzychu
16-09-2010 - 12:01:52
Meksyk obok Kuby jest aktualnie moim turystycznym marzeniem. Kosztuje bardzo dużo taka wycieczka, ale liczę, że za kilka lat uda mi się tam wybrać. Świątynie majów są miejsce, które chciałby zobaczyć każdy szanujący się turysta - podobnie jak ja ;-)
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Phablet oficjalnie jeszcze nie zadebiutował, ale w sieci pojawiło się już wiele informacji na jego temat. Poznajcie te najnowsze.

Galaxy Note 4, czyli najnowsza generacja popularnego phabletu Samsunga, to urządzenie, na które czeka bardzo wiele osób.Oficjalna premiera urządzenia ma się odbyć dopiero we wrześniu, ale już teraz w sieci nie brakuje bardzo wiarygodnych plotek na jego temat.

Wyświetlacz Samsunga Galaxy Note 4 ma mieć przekątną 5,7 cala, pracować w technologii Super AMOLED i wyświetlać obraz w rozdzielczości 2560 x 1440 pikseli (QHD), którą, jak dotąd, wspierają nieliczne modele urządzeń dostępnych na rynku, w tym zaprezentowany ostatnio LG G3
Z nieoficjalnych źródeł wynika też, że powstaną dwie wersje phabletu Galaxy Note 4. Jedna, przeznaczona dla mieszkańców Ameryki Północnej, Korei Południowej, Chin i Japonii, będzie napędzana przez procesor Qualcomm Snapdragon 805. W pozostałych regionach zastosowany zostanie z kolei autorski układ Samsunga - Exynos 5433.

Z innych najnowszych i ciekawych plotek wynika, że zastosowany w Galaxy Note 4 aparat fotograficzny zostanie wyprodukowany przez Sony. Ma on charakteryzować się matrycą o wysokiej rozdzielczości 16 Mpix. Na przedniej obudowie phabletu umieszczona zostanie natomiast kamerka 2 Mpix.

Galaxy Note 4 ma zostać zaprezentowany na specjalnie zorganizowanej w tym celu konferencji Samsunga.

Jaki będzie Galaxy Note 4? - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

„Tajemnice Bridgend” to niepokojący film o serii zagadkowych samobójstw wśród nastolatków. Czy doskwiera im nic, które boli?

Parafrazując słowa słynnej fotograf Diane Arbus, kino bywa tajemnicą o tajemnicy, bo im więcej widzimy, tym mniej wiemy. Ten enigmatyczny cytat idealnie pasuje do „Tajemnic Bridgend”. Film został zainspirowany autentycznymi wydarzeniami, a punktem wyjścia był artykuł, który dokumentalista Jeppe Rønde przeczytał w jednej z duńskich gazet. W ciągu pięciu lat około osiemdziesięciu młodych mieszkańców tytułowego walijskiego miasteczka z nieznanych przyczyn popełniło samobójstwo przez powieszenie. Duński filmowiec, którego te wydarzenia przeraziły i zaintrygowały, spędził w tym miejscu sześć lat, zbierając materiały i zdobywając zaufanie miejscowej ludności. Jej przedstawiciele pojawili się w filmie w rolach drugoplanowych; te pierwszoplanowe przypadły profesjonalnym aktorom. Pierwotnie główną rolę miał zagrać chłopak z Bridgend, ale zrezygnowano z tego, gdy jego najlepszy przyjaciel popełnił samobójstwo. Czy z nim film byłby lepszy? Mimo wszystko z postaci, które przewijają się przez tę produkcje, bije wielka moc, intrygujące połączenie radości życia z melancholią.

Na kanwie opowieści tych ludzi i różnych informacji Rønde zrealizował niepokojący psychologiczny dreszczowiec, w którym przepiękne kadry spotykają z poruszającymi scenami. W „Tajemnicach…” widać inspiracje twórczością Andrieja Tarkowskiego, a przede wszystkim jego „Zwierciadłem” i „Stalkerem”. Autorzy filmu stawiają ważne pytania, ale nie udzielają na nie odpowiedzi.  Czy bohaterom doskwiera nic, które boli? Czy wszyscy jesteśmy samobójcami? A może każdemu z nas zdarza się dokonywać gwałtu na swojej duszy?

Jakkolwiek oglądanie tej produkcji bywa bolesne, „Tajemnice Bridgend” to film odważny i płynący prosto z serca. W czasach, gdy media i ludzie lubią wszystko upraszczać, sprowadzając świat do czarno-białych podziałów, taki głos jest potrzebny i ze wszech miar godny uwagi.

 

Wszyscy jesteśmy samobójcami? Jakie są „Tajemnice Bridgend”? (wideo) - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się