Chęć szczera studentów aktorstwa zaowocowała prawdziwą filmową perełką.

„Śpiewający obrusik” nasuwa mi skojarzenie z fragmentem „Kartoteki” Tadeusza Różewicza. Parafrazując słowa napisane przez wybitnego polskiego poetę, studenci łódzkiej filmówki postanowili zrobić ze swoim rektorem film. Co prawda nie mieli funduszy i doświadczenia, ale od czego jest młodzieńcza energia, pomysłowość, nadrealizm, metafizyka i poetyka snów? Zwłaszcza, że rektorem jest jeden z najbardziej barwnych polskich filmowców, Mariusz Grzegorzek. Studenci namówili go do udziału w pierwszym w historii szkolnictwa artystycznego pełnometrażowym aktorskim filmie dyplomowym. „Śpiewający obrusik” składa się z czterech filmowych nowel, które co prawda są nierówne, ale mogą zaimponować energią, kreatywnością i pomysłami. Na różne sposoby opowiadają one o trudnym wkraczaniu w dorosłość. Widać w nich zarówno inspiracje dramatami psychologicznymi Johna Cassavetesa, jak i, nagrodzonym na festiwalu Nowe Horyzonty, filmem „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków”.

Końcowy rezultat jest godny podziwu i ze wszech miar godny uwagi, mimo wszystkich wad i zalet tej produkcji. Najwięcej frajdy może przynieść tytułowy „Śpiewający obrusik”, którego finał jest naprawdę imponujący.

To też początek wspaniałej przygody kolejnych studentów aktorstwa z dyplomowymi filmami aktorskimi. Czekam na więcej! Trzymam też kciuki za Annę Mrozowską, Kaję Walden, Macieja Miszczaka i resztę aktorskiej ekipy.

 

 

 

Cały ten „Śpiewający obrusik”! - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Superszybki Internet LTE taniej o 50 proc. przez całą umowę!

Gust Van den Berghe zrealizował film intrygujący i niebanalny.

Twórcy „Lucyfera”, reżyser Gust Van den Berghe i operator Hans Bruch Jr. na potrzeby tego filmu skonstruowali specjalny tondoskop, który jest zbliżony do „rybiego oka”. Za sprawą tego wynalazku filmowcy nadali mistyczny charakter fragmentom opowiadanej historii. Została ona zainspirowana sztuką siedemnastowiecznego autora Joosta van den Vondela. Reżyser zamknął kadry w kole, komponując je w taki sposób, że każdy z nich mógłby wisieć w galerii jako osobny obraz. Efekt jest intrygujący i niebanalny. W „Lucyferze” widać inspiracje między innymi malarstwem Hieronima Boscha.

Wyszedł z tego niepokojący i zaskakujący film, w ciekawy sposób nawiązujący do biblijnej opowieści o Lucyferze. Głównym bohaterem jest upadły anioł, który w czasie wyprawy z nieba do piekieł spędza kilka dni na ziemi. Jego nadejście i obecność wytrącają ludzi z równowagi, rodząc u nich wolę i świadomość istnienia granicy miedzy złem a dobrem.

To tragikomiczna opowieść o tajemniczym przybyszu, który wprowadza zamęt w życiu odsuniętej od świata meksykańskiej wioski u podnóża wulkanu Parícutin. Jakie przyniesie to rezultaty? Czy ma w sobie urok i magie Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa? Warto się o tym przekonać. „Lucyfer” zachwyca nie tylko w warstwie wizualnej.

 

 

 

Czym kusi „Lucyfer”? (wideo) - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Gorąca Wyprzedaż w T-Mobile - ostatnia chwila, by z niej skorzystać!
Podziel się