„Syn Szawła” to kolejny wspaniały film, którego twórca mierzy się ze straszliwą oryginalnością totalitaryzmu.

„Syn Szawła” opowiada o sytuacji absurdalnej, zgodnie z definicją pisarza Władimira Nabokowa, według którego absurd ma wiele stopni i odcieni, podobnie jak tragizm, z którym graniczy. Nabokow słusznie kiedyś zauważył, że nie da się postawić człowieka w absurdalnej sytuacji, jeżeli absurdalny jest świat, w którym ta osoba żyje. Nie można tego uczynić, jeśli definiuje się absurd jako coś, co skłania do chichotu bądź wzruszenia ramion. „Jeśli jednak chodzi o poruszającą kondycję ludzką, jeśli chodzi o to, co w mniej cudacznych światach wiąże się z najwznioślejszymi aspiracjami, najgłębszymi cierpieniami, największymi namiętnościami, to, ma się rozumieć, pojawia się niezbędny wyłom i godna współczucia istota ludzka, zagubiona w pozbawionym odpowiedzialności (…)świecie, w jego sennym koszmarze, staje się "absurdalna" zgodnie z prawem swego rodzaju wtórnego kontekstu"- napisał Nabokow.

Czy taką osobą jest główny bohater „Syna Szawła”? Debiut 38-letniego węgierskiego filmowca László Nemesa nie przynosi łatwych rozwiązań i odpowiedzi. Węgierski film poraża realizmem, dowodząc wielkiego talentu reżyserskiego i operatorskiego. Uwagę przykuwa poeta i aktor Géza Röhrig, który rewelacyjnie wcielił się w głównego bohatera. Ogromna siła tkwi w samym jego spojrzeniu.

„Syn Szawła” przejmująco opowiada o straszliwej oryginalności totalitaryzmu i postaci, która musi się skonfrontować z przenicowaniem dotychczasowych moralnych wartości. Ten bohater chce kochać w świecie, którego pokochanie nie należy do rzeczy łatwych.

 

 

Jakie są odcienie tragizmu w „Synu Szawła”? - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

„Swobodne opadanie” to dowód na ogromny talent i wielką wyobraźnie węgierskiego filmowca, którego nazwisko warto zapamiętać.

György Pálfi niebanalnie opowiedział w tym filmie o rzeczach na pozór banalnych. W „Swobodnym opadaniu” intrygująco podąża poza schematy i oczekiwania widzów. Ten baczny obserwator świata i różnych absurdów to zarazem reżyser o wielkim potencjalne i talencie.

Jego film pełen jest nadmiarów, których cząstki wyżywają się w zachowaniach bohaterów, dając upust jego szalonej wyobraźni. Pálfi ma w sobie niesamowitą umiejętność łączenia ze sobą elementów z różnych światów. Można odnieść wrażenie, że w czasie pracy nad filmami puszczają mu wszelkie hamulce, nad którymi potrafi jednak zapanować. Węgry to nie jest kraj dla reżyserów takich jak on. Trzymam więc kciuki za jego kolejne projekty. Zwłaszcza, że marzy mu się zekranizowanie „Głosu Pana”, powieści fantastyczno naukowej autorstwa Stanisława Lema. To trudne zadanie, ale „Swobodnym opadaniem” Węgier udowodnił, że nie ma dla niego rzeczy niemożliwych.

Szczególnie, że jedna z pokazanych w tym filmie historii skojarzyła mi się ze słynną sceną z „Widma wolności” Luisa Bunuela. Ten reżyser garściami czerpie też z ulicznych i popkulturowych inspiracji. Niewykluczone, że dla niego nawet absolut jest dziurawy. „Swobodne opadanie” to film nierówny i nie dla każdego, ale ze wszech miar godny uwagi.

Pálfi dopiero się rozkręca i zaryzykuję postawienie tezy, że nic, co odjechane, nie jest mu obce.

 

Czym urzeka „Swobodne opadanie”? - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się