07.09.2010

Kucie jest passe

Już za chwilę zaczną się sprawdziany, kartkówki, egzaminy, dopadną nas też inne formy sprawdzania naszej wiedzy, w szkole, w pracy, w domu. Wszystkie przerażające, straszne i niechciane, bo... trzeba się uczyć. Pamiętajmy, wcale nie taki diabeł straszny jak go malują.

Nauka może być przyjemna! I nie jest to tylko wytarte jak dżinsy hasło wyciągnięte z nudnej książki. Są sposoby, które po pierwsze przyspieszą nam przyswajanie wiedzy, po drugie umilą je, a po trzecie pozwolą na zyskanie wolnego czasu.

Ład i skład

Podstawą jest opanowany chaos w otoczeniu, w którym będziemy zdobywać wiedzę. Porządek nie oznacza oczywiście przedmiotów i książek poustawianych jak od linijki. Niech wszystko ma swoje miejsce – książka, zeszyt, segregator, kubek z kawą lub jabłko.

Uporządkowany chaos to także spokój. Badania zachodnich naukowców dowiodły, że w stanie Alfa, będącym stanem głębokiego relaksu, przyswajamy wiedzę szybciej i, co ważne, na dłużej. Spokój i koncentrację zapewnią nam także cisza i zniwelowanie zaburzających spokój czynników zewnętrznych. Wycisz telefon, pozamykaj komunikatory i strony, których treść nijak ma się do materiału, którego będziesz się uczył, ścisz muzykę, a jeśli cię rozprasza wyłącz ją całkowicie.

Czas to... wiedza...


Efektywniej uczymy się także wtedy, gdy odpowiednio zaplanujemy sobie czas na naukę. Metoda „na jutro” rzadko przynosi wymierne efekty, jeśli nie uczymy się na bieżąco. A to wcale nie jest takie trudne i nudne. Wręcz przeciwnie! Po lekcji, w przerwie, wystarczy zapytać kolegę, nauczyciela o choćby jedno zagadnienie z lekcji i przejrzeć notatki w zeszycie. Przejrzeć, nie trzeba ich dokładnie czytać. Takie powtórki powinniśmy robić zaraz po lekcji, w drodze do domu, w trakcie odrabiania zadań i przed lekcją.

Dzielmy naukę na raty. To naprawdę ważne. Nie zniechęcimy się i nie zmęczymy. Jeśli na naukę przeznaczyliśmy trzy godziny, rozłóżmy ten czas na mniejsze 30-60-minutowe jednostki i pięciominutowe aktywne przerwy. Nie włączajmy wtedy gadu gadu ani skype’a, nie gadajmy przez telefon, a na pewno nie zaczynajmy oglądać programu w MTV. Wiadomo jak to się skończy. Pospacerujmy wtedy po pokoju lub poćwiczmy koncentrację, śledząc wzrokiem znak nieskończoności czy wykonując ćwiczenia oddechowe.

Mnemotechniki. Znane od starożytności ułatwiają zapamiętywanie i przechowywanie i wiedzy. Niektóre z nich to: technika haków, łańcuchowa technika skojarzeń, szybkie czytanie czy notowanie nielinearne.

Kreatywne notatki

Notatki to skarbnica wiedzy. Powinny być kreatywne i przejrzyste, tak byśmy już na pierwszy rzut wyłowili z nich najważniejsze informacje. Zacznijmy jednak od początku. Już samo notowanie wymaga odrobiny pracy. Po pierwsze liczy się aktywne słuchanie lub czytanie. Nie słyszenie a słuchanie – świadome, analityczne i celowe i czytanie ze zrozumieniem, w efekcie których mamy zdobyć wiedzę. Ważna jest też forma notatek. W trakcie ich przygotowywania starajmy się używać wielkich i małych liter, akapitów, odstępów, marginesów, pogrubiajmy ważniejsze wiadomości, stosujmy strzałki i małe mapy myślowe (tzw. mind maps). Możemy też parafrazować usłyszane czy przeczytane zdania.

Powtarzamy, utrwalamy

Chaos zażegnany, koncentracja nastawiona na najwyższą wydajność, czas utrwalać wiedzę. Dobrze zorganizowane powtórki i wykorzystywanie twórcze wolnego czasu na pewno nam w tym pomogą. Powtarzając omawiajmy głośno materiał, odgrywajmy role lub skorzystajmy z dobrodziejstw techniki. Obejrzyjmy ciekawy film na stronie o naukowych wynalazkach, skorzystajmy z płyt z testami, słownikami, lektorami, z programów komputerowych do nauki języków obcych lub z audiobooków. Możemy ich słuchać praktycznie wszędzie – w samochodzie, autobusie, w domu, przypominając sobie ważne lektury.

Uf, wynalazki zgromadzone. Jednak jeśli zabraknie nam motywacji i pozytywnego nastawienia z nauki nici. Nie wmawiajmy sobie, że to, czego mamy się zaraz nauczyć jest nudne i niepotrzebne. Dostrzeżmy w materiale coś pozytywnego, przydatnego dla nas. Pomyślmy, że to inwestycja na lata. A najlepszym sposobem zdobywania wiedzy jest... samodzielna praca. Według licznych badań właśnie ten sposób pozwala nauczyć się najlepiej, najwięcej i najdłużej. Dlatego czytajmy, rozwiązujmy krzyżówki, słuchajmy muzyki, miejmy oczy i uszy szeroko otwarte.

Kucie jest passe - opinie i komentarze (4)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

MonaSerida
08-09-2010 - 17:02:29
Bawi mnie fragment o ogarniętym chaosie :) ja zawsze przed nauką ogarniam chaos jak tylko się da, włącznie z kurzami pod kanapą i łazienką ;) ciekawe dlaczego. Co do nauki z zajęć na zajęcia, to dobry sposób, zupełnie inaczej zapamiętuje się jak się coś zna na zajęciach i w nich czynnie uczestniczy niż jak się to czyta potem samemu w domu.
  (0)
Odpowiedz
zygi
08-09-2010 - 13:34:49
Nic trudnego? Wątpię. Niektórzy zostali stworzeni do ambitniejszych celów niż nauka ;-) A tak poważniej to ja na trudne przedmioty zawsze uczyłem się z zajęć na zajęcia, a dzięki temu przed egzaminem wystarczyło tylko powtórzyć. Po prostu było łatwiej.
  (0)
Odpowiedz
kukurydza
07-09-2010 - 16:34:34
Święta prawda! Trochę wysiłku, odpowiedniej organizacji i każdy będzie małym geniuszkiem :) a to przecież nic trudnego
  (0)
Odpowiedz
fib
07-09-2010 - 16:32:02
Nastawić się na naukę nie jest zbyt łatwo - jest to strasznie trudne. Powtarzanie sobie, że to inwestycja w przyszłość również nie motywuje - 99% tego co uczymy się w szkole nigdy nie będzie przydatne.
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
01.03.2010

Bądź w kontakcie

Komfort bez ryzyka mandatu - tak w skrócie można opisać zalety zestawu Nokia CK-7W.

Obecnie w Polsce trwa nowelizacja ustawy dotyczącej wyższych mandatów za korzystanie z telefonu komórkowego w trakcie prowadzenia samochodu. Do tej pory był to tylko mandat pieniężny, obecnie kierowca może zostać obciążony punktami karnymi (maksymalnie 5 punktów) wraz z większą kwotą kary. W takiej sytuacji aktualny staje się temat zestawu samochodowego, dzięki któremu nie będziemy narażeni na mandaty, a przy tym poprawimy sobie komfort jazdy.

Propozycja Nokii

Jednym z najlepszych urządzeń w tej kategorii jest Nokia CK-7W. Cały zestaw składa się z kilku części - jednostka głośnomówiąca HF-5, kabel do transmisji danych CA- 27, przycisk zdalnego sterowania CU-7, głośnik HFS-12 oraz mikrofon HFM-8. Wszystkie te urządzenia zostały skonstruowane z dobrych jakościowo materiałów. Nie ma się wrażenia, że jest to zabawka, która po kilku tygodniach rozpadnie się lub będzie ją trzeba oddać na gwarancji.

Bez użycia rąk

Największym atutem takiego zestawu jest możliwość wykonywania połączeń bez potrzeby ciągłego używania rąk. Po sparowaniu urządzenia z telefonem komórkowym wyposażonym w technologię Bluetooth możemy odbierać połączenia bez wyciągania komórki z kieszeni. Drugim sposobem na połączenie dwóch urządzeń jest kabel do przesyłania danych, ale wymaga to profesjonalnej i bardziej skomplikowanej instalacji. Rozwiązanie to ma jednak tę zaletę, że telefon może być ładowany w uchwycie samochodowym.

Kompatybilnie i bezpiecznie

Kolejnym atutem Nokii CK-7W jest możliwość wyciszenia radia samochodowego za pomocą specjalnego pilota zdalnego sterowania. W tym przypadku potrzebne jest nagłośnienie samochodu kompatybilne z zestawem głośnomówiącym. Dźwięk w zestawie odtwarzany jest za pomocą wbudowanego głośnika, a w aucie głos przesyłany jest za pomocą zewnętrznego mikrofonu. Jakość przesyłanych dźwięków jest bardzo dobra i nie ma problemów z ich transmisją w obie strony. Nokia CK-7W może współpracować z wszystkimi telefonami komórkowymi wyposażonymi w bezprzewodową technologię Bluetooth.

Najważniejsze zalety zestawu Nokia CK-7W:

  • prostota i funkcjonalność całego zestawu,
  • bezproblemowa obsługa bez konieczności używania rąk w czasie jazdy,
  • wykorzystanie technologii Bluetooth,
  • dobra jakość wykonania,
  • ładowarka i uchwyt na telefon w jednym.

 

Zestaw Nokia CK-7W jest nagrodą w programie Era Premia! Możesz go mieć już za 20 000 punktów. Pełną listę akcesoriów dostępnych w programie Era Premia możecie znaleźć na stronie www.era.pl. Aby zamówić go u konsultanta, zadzwoń pod numer 602 900 (opcja 2, następnie 0; opłata wg cennika). Kurier dostarczy Ci przesyłkę pod wskazany adres.

Bądź w kontakcie - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

„Czy czuję się snobem? Nie wiem. Nie intelektualizuję filmów, dla mnie wciąż najważniejsze są emocje. A że lubię kino hardcorowe, minimalistyczne, często bez dialogów? Cóż, tak się po prostu rozwinęły moje zainteresowania” – mówi Roman Gutek, pomysłodawca i dyrektor festiwalu Nowe Horyzonty.

Maja Mazur: Gratulacje – półmetek festiwalu już dawno za nami, a Pan ciągle rześki.

Roman Gutek: Sam się temu dziwię – śpię po 3-4 godziny na dobę. Dobrą energię czerpię chyba od widzów i gości. Obserwując ich zaangażowanie, utwierdzam się w przekonaniu, że to, co robię, ma sens. Ostatnio, na przykład, spotkałem się z jurorami Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych FIPRESCI i jeden z nich powiedział: „Roman, o godz. 10 rano pokazujesz krótkie filmy zrobione pod opieką artystyczną Hasa, a na sali komplet! Ja tego zupełnie nie rozumiem, jak to się robi?”. Takie sytuacje mnie nakręcają.

Jak wygląda dzień z życia szefa?

Wstaję ok. godziny ósmej i gimnastykuję się. Później schodzę na śniadanie, które czasami trwa nawet dwie godziny, bo co chwila spotykam gości festiwalowych. Dzień organizuje mi Kasia Warszawska. Po raz pierwszy mam na czas festiwalu asystentkę i bardzo sobie to rozwiązanie chwalę. Odbieram telefony, staram się spotykać – tak często jak to możliwe – z gośćmi z zagranicy. Ba, ja się czuję trochę jak gospodarz domu, który zaprasza do siebie przyjaciół. Dzień kończę w klubie festiwalowym. Czasami bardzo późno. Niedawno na przykład Wiolonczele z miasta tak mnie zachwyciły, że zostałem do końca koncertu.

Rozumiem, że na to, co kocha Pan najbardziej – czyli na oglądanie filmów, czasu już nie starcza?

Nie. Po pierwsze, nie czułbym się komfortowo, wiedząc, że ktoś na mnie czeka, a ja spóźniam się, bo jestem w kinie. Poza tym wszystkie nowe filmy oglądam wcześniej. Dużo podróżuję, odwiedzam małe i większe festiwale. Filmy oglądam też na DVD, chociaż nienawidzę tego robić. W głównych sekcjach właściwie nie ma prawa być tytułu, którego nie widziałem i który mi się nie podoba. Bo jak jakaś produkcja mi się nie podoba, to nie ma demokracji – w tej kwestii podejmuję decyzję jednoosobowo.

Tłumy kinomanów, setki spotkań i oficjalnych rautów muszą być bardzo męczące. Nie tęskni Pan za czasami, gdy impreza była nie dość, że znacznie bardziej kameralna, to jeszcze odbywała się na końcu świata?

Jestem bardzo sentymentalny, więc oczywiście wracam do tamtych czasów. I do tamtego stresu. Pierwszy festiwal przygotowaliśmy w krótkim czasie, po tym, jak dość niespodziewanie podziękowano mi za pracę w Kazimierzu Dolnym. Mieliśmy z Jakubem Duszyńskim tylko 4 miesiące, żeby wszystko dopiąć. Robiliśmy praktycznie wszystko, więc przed festiwalem byłem wykończony. Paradoksalnie teraz – kiedy impreza jest dużo większa – czuję się lepiej i mogę odetchnąć. No chyba, że zdarzają się awarie.

Na przykład jakie?

Przeróżne, często nie z naszej winy. Kilka dni przed festiwalem okazało się, że dojechało tylko 7 z 10 rolek drugiego filmu otwarcia („Wkraczając w pustkę” Gaspara Noé – przyp. M.M.). Na szczęście wiedziałem, że Czesi mają kopię filmu. Wysłaliśmy samochód do Pragi i załatwiliśmy to w ciągu kilku godzin. Inny przykład: w ostatniej chwili reżyserka filmu „Themerson & Themerson” powiedziała, że jednak woli wersję francuską, a nie angielską, więc zostaliśmy bez napisów anglojęzycznych. Bardzo stresującą sytuację mieliśmy też z katalogiem. Było duże ryzyko, że nie damy rady. Ale drukarnie pracowały po nocach i udało się.

Dobrą energię czerpię chyba od widzów i gości. Obserwując ich zaangażowanie, utwierdzam się w przekonaniu, że to, co robię, ma sens.

Które momenty w dziesięcioletniej historii festiwalu były dla Pana najważniejsze?

Na pewno pierwsza edycja. Spóźniłem się na pociąg, więc jechałem do Sanoka nocnym z przesiadkami. Kiedy rano wysiadłem i zobaczyłem tłum młodych ludzi, którzy przyjechali za moją propozycją, za moim kinem, bardzo dodało mi to sił. Ważna była też pierwsza edycja konkursu, w której prezentowaliśmy nowohoryzontowe, trudne, często eksperymentalne filmy mniej znanych reżyserów. Zawsze były komplety na widowni! Co jeszcze? Od początku chciałem pokazywać na festiwalu różne sztuki – zapamiętam więc na pewno wystawę „Ukryte w słońcu”, którą zrobiliśmy w pięknym, opuszczonym hotelu „Pod Brunatnym Jeleniem” w Cieszynie. Wszyscy, którzy pokazywali tam wtedy swoje prace, dziś są uznanymi twórcami. Kolejnym etapem były książki – najpierw z wydawnictwa Rabbit, teraz z Ha!art. Na festiwal wychodzą dziś całe serie wydawnicze, które pasjonatom kina dodają nowych kontekstów. Poza tym nie boimy się techniki. Na niektórych imprezach sprzedaż biletów odbywa się tak, jak 20 lat temu. My staramy się iść z duchem czasu, żeby naszym gościom było z nami dobrze.

Słychać opinie, że Nowe Horyzonty to najbardziej snobistyczna impreza filmowa w tej części Europy. Czy jest Pan snobem?

To dobrze, nie mam z tym problemu. Myślę, że nawet jeżeli część ludzi przyjeżdża do Wrocławia tylko po to, żeby się pokazać, to na miejscu zobaczy wiele świetnych filmów i pozna wielu interesujących ludzi. A następnym razem przywiedzie ich na festiwal nie snobizm, a naturalna potrzeba. Czy ja czuję się snobem? Nie wiem. Nie intelektualizuję filmów, dla mnie wciąż najważniejsze są emocje. A że lubię kino hardcorowe, minimalistyczne, często bez dialogów? Cóż, tak się po prostu rozwinęły moje zainteresowania. Wychodzę z założenia, że festiwal jest po to, żeby pokazywać trudniejsze filmy, których nie ma gdzie indziej. Wiadomo, że Pedro Almodóvar zgromadzi tysiące widzów. Ale dużo większą przyjemność sprawia mi, jak na pokazie filmu mało znanego reżysera jest komplet. A po seansie ludzie wychodzą i mówią: „Roman, to jedno z moich festiwalowych odkryć”. Spełniamy w ten sposób pewną edukacyjną misję.

Właśnie trwa jubileuszowa, 10. edycja imprezy. Jak przez tę dekadę zmienił się Roman Gutek?

Nabrałem więcej dystansu. Wcześniej, podczas pierwszych odsłon festiwalu, bardzo się spalałem. Jestem maksymalistą, bywam cholerykiem, wiem, że moim współpracownikom momentami trudno ze mną pracować. Irytuje mnie bylejakość, odkładanie spraw na ostatnią chwilę. Ale ostatnio trochę spasowałem. Powiedziałem sobie, że nie na wszystko mam wpływ. Było to trudne, bo lubię ogarniać całość. Wiem, że to niedobra cecha, ale po prostu mam ogromne doświadczenie, które procentuje w wielu sytuacjach. Wytłumaczę to na przykładzie – jak robiliśmy retrospektywę Hala Hartleya i chcieliśmy ściągnąć kopię od niemieckiego dystrybutora, zasugerowałem żebyśmy sprawdzili, czy kopie te nie mają niemieckiego dubbingu. Bohaterowie Hartleya gadający po niemiecku musieliby być nie do zniesienia! I co się okazało? Że miałem rację. Nikomu innemu do głowy kwestia dubbingu nie przyszła.

Jak Pan o tym wszystkim mówi, bardzo się Pan nakręca. Zdaje się, że nie do końca jest Pan zdystansowany…

No bo nie sposób się od tego uwolnić. Ale teraz przynajmniej nie siedzę na telefonie od rana do nocy i nie sprawdzam wszystkich. Wreszcie mam odrobinę więcej wolnego czasu.

Jestem maksymalistą, bywam cholerykiem - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Oczywiście Europejską Stolicą Kultury. A co to znaczy? Europejska Stolica Kultury to miasto wybrane przez Unię Europejską, które na rok staje się przedstawicielem i promotorem kultury w swoim regionie, ale i w całym państwie.

Jest to dla miasta ogromna szansa na promocję, dzięki której według szacunków liczba odwiedzających z całej Europy wzrasta o dodatkowe 3 mln. Można też dzięki tytułowi śmiało rozbudować kulturalny repertuar, bo Unia chętnie finansuje działania w ramach ESK.

Boroszló, czyli Wrocław

Miasto było nazywane ponad pięćdziesięcioma różnymi nazwami. Wrocław, Vratislavia, Breslau, Brassel, Boroszló. Czwarte co do wielkości miasto w Polsce łączy w sobie wiele kultur, utrzymując silną tożsamość. Mieszkańcy są ambitni, lubią uczestniczyć w życiu swojej małej ojczyzny. Bogata oferta kulturalna oraz otwarty charakter tego miejsca sprawiają, że naprawdę miło jest tu przyjechać.

Asy w rękawie

Czym Wrocław chce wygrać? Czym pokonać swoich konkurentów? Miasto jest przodownikiem, jeśli chodzi o wydatki na kulturę. W 2009 r. z budżetu na rozwój kultury i sztuki wyłożono 95 mln zł. A w przypadku tego konkursu ma to nie lada znaczenie. Chroniący tradycji Brave Festival, międzynarodowy Wratislavia Cantans czy Jazz nad Odrą i Nowe Horyzonty to tylko fragment z szerokiej oferty festiwalowej. Trwa budowa wielkiego Narodowego Forum Muzyki. Jest to budynek mający stać się siedzibą pięciu orkiestr i chórów wrocławskich oraz miejscem festiwalowych koncertów. Największa z sal koncertowych ma pomieścić 1800 widzów. Miasto jest współorganizatorem Euro2012, posiada stadion olimpijski. To tutaj pracowały takie osobistości jak Krzysztof Kieślowski, Jerzy Grotowski, Tadeusz Różewicz, a także dziesięciu laureatów Nagrody Nobla. To właśnie we Wrocławiu Pablo Picasso podczas Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju w 1948 r., na serwetce narysował słynnego gołąbka pokoju.

To pełne energii miasto, czerpiące siłę z aktywności swoich mieszkańców. Gdy wchodzisz w uliczki tego miasta, od razu czujesz jakby wszyscy na Ciebie tu czekali.

Chce się wracać

Wrocław to dzieje wielu europejskich narodów, języków, kultur i religii. To pełne energii miasto, czerpiące siłę z aktywności swoich mieszkańców. Gdy wchodzisz w uliczki tego miasta, od razu czujesz jakby wszyscy na Ciebie tu czekali. A jednocześnie jesteś wolny, możesz przebierać w możliwościach wyboru. Wspaniała architektura, przepiękne zabytki mające ponad tysiąc lat. Życie towarzysko-kulturalne pulsuje do późnych godzin nocnych. Wieczorne spacery po Wrocławiu czy wycieczki na wyspy (jest ich tu 25) w słoneczny dzień. To wszystko czeka na Ciebie. Sprawdź sam, czy chcesz mieć stolicę we Wrocławiu!

Oficjalna strona kandydującego Wrocławia to: www.wro2016.pl

Wrocław chce być stolicą - opinie i komentarze (2)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

MonaSerida
02-09-2010 - 18:59:33
Wyjadę w tym miesiącu do Wrocławia koniecznie :) dawno mnie tam nie było, a strasznie chciałam zobaczyć tę ich całą fontannę multimedialną, którą postawili, musi robić wrażenie na żywo, skoro prawie zbierałam szczenę z podłogi oglądając filmik.
  (0)
Odpowiedz
frodo
10-08-2010 - 14:37:36
Wrocław ma duże szanse, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Jak dla mnie Wrocek wraz z Krakowem oraz Warszawą to najszybciej rozwijające się miasta . W 2012 mamy Euro w Polsce, ESK byłoby sukcesem mniejszego kalibru, ale zawsze to coś. Nasze miasta muszą organizować takie imprezy by się rozwijać.
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się