Popularność e-zakupów wciąż rośnie, a dwóch gigantów nie chce, aby użytkownicy opuszczali ich przestrzeń w celu wydawania pieniędzy. Co wymyślili?

The Wall Street Journal dotarł do informacji, które wskazują na to, że Google zamierza ułatwić swoim użytkownikom wydawanie pieniędzy w internecie. Już nie będą musieli oni opuszczać wyszukiwarki (a o to przecież chodzi, by spędzali na jej stronie jak najwięcej czasu), aby zrobić zakupy.

Reklamy sklepów, towarzyszące wynikom wyszukiwania, zostaną uzupełnione w przycisk „Shop on Google”. Użytkownik nie będzie musiał wchodzić na stronę sklepu, aby dokonać transakcji, bo jej wszystkie etapy będzie mógł przejść z poziomu wyszukiwarki. Rozwiązanie to pojawi się jedynie na urządzeniach mobilnych.

Dla sklepów oznaczać to będzie utratę ruchu z wyszukiwarki, jednak jeśli przełoży się na klientów, którzy skorzystają z wygodniejszej formy płatności niż ma to często miejsce w przypadku zakupów mobilnych, to wszyscy powinni być zadowoleni. Odpadnie jednak parametr zakupów robionych przy okazji w danym sklepie no i wzrośnie uzależnienie firm od giganta z Mountain View.

Usługa powinna zadebiutować w ciągu najbliższych tygodni, naturalnie w pierwszej kolejności będą mogli z niej skorzystać Amerykanie.

Także Facebook chce oferować na zdecydowanie większą niż dotychczas skalę robienie u siebie zakupów. Serwis Zuckerberga testował już adekwatne rozwiązanie pod koniec ubiegłego roku. Chodziło w nim o to, że firmy mogły umieszczać oferty sprzedażowe na swojej tablicy i z jej poziomu można było dokonać zakupu, bez potrzeby przechodzenia do sklepu. Jak w klasycznych e-sklepach, sprzedawca zyskiwał możliwość publikacji zdjęć oraz opisu sprzedawanego przedmiotu.

Obecnie na profilach niektórych polskich marek, posiadających sklepy internetowe, obok "Lubię to" i "Wiadomości" jest także przycisk "Kup Teraz" z ikonką koszyka, przekierowujący do ich sklepu. Dzięki temu o wiele łatwiej znaleźć sklep niż poprzez szukanie adresu w opisie profilu.

Wygląda jednak na to, że testowane rozwiązanie nie do końca się sprawdziło, bo Facebook wymyślił coś innego. Do części e-commercowej serwisu będzie można przejść z lewego paska i będzie tam coś w rodzaju dużej platformy sprzedażowej z wyszukiwarką ofert, możliwością umieszczania ich w określonych kategoriach. Słowem, klasyczny pomysł na sklep internetowy, jednak umieszczony w strukturze Facebooka.

Dla sklepów zysk jest taki, że do sprzedawanych przez nie przedmiotów czy usług dotrą także osoby, które nie są fanami ich profilu. Sprzedawcy nie będą musieli płacić za wystawienie towarów, co może ich przyciągnąć. Klienci już czekają i jest ich niemal miliard.

Czy to się może udać i czy rozwiązanie zagrozi gigantom pokroju Amazona? Na razie nie wiadomo, kiedy usługa miałaby zostać uruchomiona. To zdecydowanie większe przedsięwzięcie niż testowanie przy wsparciu pojedynczych firm pomysłu z ubiegłego roku. Nic tak nie złości użytkowników e-sklepów jak puste półki. No chyba, że wchodzą do sklepu z bardzo wąską specjalizacją, ale to raczej nie przypadek klienteli Facebooka.

Źródło: The Wall Street Journal
Fot. Fotolia

Zakupy z poziomu Google i Facebooka - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Początek roku stwarza szczególnie wiele okazji do zakupów w okazyjnych cenach. Nie tylko w realu, ale także w sieci – dzięki komputerowi oraz komórce.

Odkąd zakupy w sieci zyskały tak dużą popularność, jaką cieszą się obecnie, powstał nowy zwyczaj. Chodzi o sprzedawanie na portalach aukcyjnych nietrafionych prezentów, które dostaliśmy od rodziny i znajomych na gwiazdkę. Ci, którzy nie chowają ich na dnie szafy i nie wręczają komuś innemu, próbują pozbyć się ich w sieci. Zazwyczaj im się to udaje, bo wyznaczają dość atrakcyjne ceny. To prawdziwa gratka dla łowców okazji.

Na promocyjne ceny można liczyć nie tylko w tym przypadku. Wiele sklepów internetowych, podobnie jak te działające w realu, pozbywa się zeszłorocznych kolekcji, oferując atrakcyjne rabaty. W wir tradycyjnych już na całym świecie wyprzedaży dają się wciągnąć wszystkie branże – od odzieżowej począwszy, poprzez wnętrzarską, aż po sprzęt RTV i AGD. Na konkurencyjnym rynku wszyscy walczą o uwagę klienta, a ten może na tym tylko zyskać.

Aby trzymać rękę na pulsie i wiedzieć, co aktualnie jest dostępne w kilkadziesiąt procent niższej cenie, przyda się nie tylko internet w laptopie, ale także w komórce. Wśród ofert T-Mobile każdy znajdzie z pewnością tę skrojoną specjalnie dla siebie.

Dla tych, którzy nie rozstają się ze swoim laptopem, interesującą opcją jest mobilny internet w komputerze.

Klienci mogą wybierać spośród jednego z dwóch modemów: Huawei E173 i Huawei E5. Ten pierwszy to najnowszy modem typu USB stick, który może służyć także jako przenośna pamięć. Huawei E5 to już rozwiązanie dla towarzyskich typów, bo pełni funkcję routera gdziekolwiek chcemy i pozwala udostępnić internet 5 znajomym przez WLAN. Noc zakupów w sieci z najlepszymi koleżankami? Brzmi naprawdę interesująco.

A co z zakupami w realu? W styczniu i w lutym zdecydowanie warto wybrać się także do galerii handlowych. Jeżeli koleżanki nie zechcą nam towarzyszyć w każdym maratonie po sklepach, może się przydać telefon komórkowy. Nie tylko do obgadania cen i promocji w poszczególnych sklepach w mieście, ale także do przesłania zdjęcia ciuszka, który nas zainteresuje. Oczywiście MMS-em. Z tej opcji mogą skorzystać zarówno przedstawicielki płci pięknej, jak i mężczyźni. One poradzą się kobiety, bo w końcu jedynie kobieta jest w stanie w pełni docenić zalety nowej kreacji. On także poradzi się kobiety, bo one zazwyczaj lepiej się znajdą na polowaniu... w centrach handlowych.

 

Fot. Yuri Arcurs | Dreamstime.com

Łap zakupowe okazje z internetem od T-Mobile - opinie i komentarze (4)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Kwiatuszek
03-02-2011 - 08:44:22
Czy na smartfonie równie dobrze bedzie działał ten internet za 9zł, jak za 14? Czym one się różnią?
  (0)
Odpowiedz
Popiolek
27-01-2011 - 16:59:03
nie moge się pogodzić że jako stały abonent Ery mam umowe na kolejne dwa lata to jest 5i6 rok mowa o blueconnect ,telefon 8lat może więcej .A nie mam możliwości skożystania z blueconnect noc. A szkoda .czy ktoś o tym zapomniał.
  (0)
Odpowiedz
kjad
26-01-2011 - 15:39:17
co racja to racja, ja również przegrałem kilka ważnych dla siebie aukcji przez zbyt powolny i zanadto drogi internet w komórce. Mobilny internet to naprawdę wynalazek z najwyższej półki.
  (0)
Odpowiedz
Antek90
21-01-2011 - 17:30:31
Mobilny dostęp do internetu przydaje się szczególnie, jeśli bierze się udział w aukcjach. Już nie raz przydarzyło mi się przegapić jej koniec, bo nie byłem akurat przy komputerze...
  (0)
Odpowiedz

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

W dobie globalizacji przejmujemy święta i zwyczaje z różnych zakątków świata. Halloween jest tego przykładem. Z czym wam się kojarzy?

Halloween obchodzone jest w wielu krajach nocą 31 października, czyli przed dniem Wszystkich Świętych. Wywodzi się z celtyckiego obrządku Samhain. Ponad 2 tysiące lat temu w ten dzień żegnano lato, witano zimę i obchodzono święto zmarłych. Celtowie wierzyli, że w czasie Samhain zaciera się granica między światem ludzi żyjących a zaświatami i duchy powracają na ziemię. Duchy przodków były mile widziane i zapraszano je do domów, złe duchy odstraszano. Stąd prawdopodobnie zwyczaj przebierania się w dziwaczne stroje i przywdziewania masek. Halloween trafiło do Ameryki Północnej dzięki irlandzkim imigrantom.

Najhuczniej obchodzone jest w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii. W Polsce pojawiło się dopiero pod koniec lat 90. ubiegłego stulecia, jednak z roku na rok zyskuje na popularności. W sklepach nie brakuje związanych z nim ozdób, wielu bezbłędnie kojarzy jego symbol, czyli dynię po operacji chirurgicznej. Niektórzy organizują przebierane imprezy.

Może nawet nie zdajecie sobie sprawy, ile macie skojarzeń związanych z Halloween. Lata obcowania z popkulturą amerykańską zrobiły swoje. Zastanówmy się przez chwilę przewrotnie, jak połączyć nowe technologie z pogańską tradycją sprzed wieków.

Cukierek albo psikus. Zapewne dobrze znacie ten zwrot, wypowiadany głównie przez małoletnich bohaterów amerykańskich filmów. Łowcy słodyczy, przebrani w wymyślne, najczęściej mroczne stroje, uprawiają żartobliwy szantaż. Niestety rzadko dane jest nam przekonać się jak daleko sięgnie dziecięca wyobraźnia i jaki będzie psikus, bo przykładni amerykańscy obywatele zazwyczaj mają przygotowany słuszny zapas cukierków.

A gdzie tu miejsce dla nowych technologii? Skądś trzeba wziąć wspomniane łakocie i stroje, które wzbudzą zazdrość reszty małych szantażystów. Tych drugich warto naturalnie poszukać w sieci, ot choćby na aukcjach internetowych. Przyda się niezawodny internet stacjonarny lub mobilny. W e-sklepach nie brakuje także najwymyślniejszych słodyczy, także tych dedykowanych Halloween. A może to wy zrobicie psikusa dzieciakom i poczęstujecie je salmiakami. Dla niewtajemniczonych: to cukierki z Finlandii, które wywołują różne reakcje - od skrajnego zachwytu do skrajnego obrzydzenia.

Zgodnie z tradycją małe czarownice, duchy i wampiry odwiedzają tylko te domy, które przyozdobiono w klimacie Halloween. O jakie ozdoby chodzi? Przede wszystkim są to dynie po specjalnej mozolnej obróbce. Trzeba je oskalpować, wypatroszyć i wyciąć im oczy i paszczę. Do środka tak spreparowanej dyni wstawiamy świeczkę i gotowe. Wydrążona dynia ze światełkiem w środku dla irlandzkich chłopów oznaczała błędne ogniki uważane za dusze zmarłych. Dzisiaj oznacza już chyba tylko dobry biznes dla jej plantatorów.

Kto nie próbował nigdy przygotowywać zupy dyniowej ani dyni w occie, nie wie, jakie to jest uparte warzywo i jak twardą potrafi mieć skórę. Stworzenie z dyni lampionu można przypłacić stratą cennych zasobów krwi. No chyba że wcześniej zaopatrzycie się w ostry jak brzytwa nóż do sushi albo... samurajski miecz. Dostępne naturalnie w specjalistycznych e-sklepach. Zakupy zróbcie na mieście... naturalnie dzięki swojej komórce z dostępem do internetu. A co! Nie wszystko musi być takie znowu tradycyjne.

Do zabaw halloweenowych należy także łapanie jabłek w miednicy z wodą. Pływające jabłka należy wyławiać zębami, a te nieuszkodzone przy zabawie oznaczają szczęście w nadchodzącym roku. Do zwyczajów tego święta należy także przeskakiwanie przez świeczki, które są rozstawione w kole na ziemi. Świeczki, które nie zgasną, to szczęśliwe miesiące w przyszłym roku. Kolejna zabawa to wrzucanie orzecha do płonącego ogniska. Jeżeli orzech pęknie z trzaskiem, oznaczać to będzie odwzajemnioną miłość. Innym popularnym zwyczajem jest zjadanie bez pomocy rąk wiszących na nitkach ciastek i owoców.

Nie możemy zapomnieć o jeszcze jednym skojarzeniu z Halloween. Chodzi o horrory, którym zdarza się wykorzystywać motyw tego święta i w ogóle stylistykę horrorów, które kojarzą się ze strasznymi strojami i maskami wykorzystywanymi tego dnia. Myśleliście kiedyś, żeby spróbować z przyjaciółmi stworzyć własny horror? W dobie nowoczesnych komórek, umożliwiających nagrywających filmów w jakości HD nie powinniście mieć z tym problemów. Skrzyknijcie ekipę na 31 października i do roboty.

Fot. Cgpictures | Dreamstime.com

Komórka i internet w Halloween - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!

Moda jest dziedziną w jakiś sposób bliską każdemu z nas. Okazuje się, że internet i aplikacje mobilne mogą być lekarstwem na nasze modowe rozterki.

Kiedyś odwieczny problem pod hasłem „w co się ubrać?” dotyczył głównie kobiet. Dziś to dylemat obydwu płci. Jak skompletować szafę, która pozwoli się nietuzinkowo ubrać na każdą okazję? Co jest modne w danym sezonie, a co ponadczasowe? Czego nosić już nie wypada? Na te pytania bez problemu znajdziemy dziś odpowiedź w sieci. Rozwój technologii sprawił także, że możemy się dowiedzieć, czy wyglądamy w danym ciuchu oszałamiająco czy koszmarnie.

Jeżeli szukaliście kiedyś w sieci informacji o trendach w modzie, to nie mogliście nie trafić na tak liczne w polskiej i ogólnoświatowej sieci blogi modowe. Zdarza się, że prowadzą je osoby związane z branżą – projektanci, modelki lub stylistki. Jednak chyba bardziej interesujące, bo bliższe polskiej ulicy, są blogi prowadzone przez amatorów, dla których moda to hobby.

Wśród szafiarek wytworzyła się pewna grupa w rodzaju celebrytek. To te blogerki, które swoimi stylizacjami przekonały do siebie największe rzesze użytkowników sieci. Dla części z nich prowadzenie bloga stanowi źródło utrzymania.

Duża liczba unikalnych użytkowników gwarantuje blogerce nie tylko zainteresowanie firm zamieszczających reklamy. Producenci odzieży, butów czy kosmetyków organizują na najpopularniejszych blogach konkursy dla użytkowników. Szafiarki otrzymują także akcesoria potrzebne do stylizacji, które stają się ich własnością. Zdarza się, że firmy oferują także pieniądze za zarekomendowanie ich produktu we wpisie na blogu. Tutaj jednak sytuacja jest bardzo delikatna.

Stałe czytelniczki doskonale znają gust i preferencje autorki bloga, więc, gdy rekomendowana rzecz będzie całkowicie z nimi sprzeczna czy niezgodna ze światopoglądem szafiarki, od razu wyłapią reklamę. Firma, która zapłaciła, nie zyska przychylności klientek, a szafiarka straci wiarygodność – jeden z jej największych atutów w przedsięwzięciu jakim jest przynoszący dochody blog modowy.

Dlatego też znane blogerki starannie dobierają odzież i z rozmysłem polecają produkty. Ponieważ we wpisach, oprócz mody, można znaleźć wiele faktów w ich życia prywatnego, mogą także polecić książkę czy film – niekoniecznie bezinteresownie.

Zaletą blogów modowych jest to, że najczęściej przy stylizacjach widnieją nazwy firm, których ubrania widoczne są na zdjęciach. Wiemy także, gdzie kupić prezentowane dodatki. Czy jednak będziemy tak samo dobrze wyglądały w czymś, w czym do twarzy naszej mistrzyni? Możemy to od razu sprawdzić.

Go Try It On w akcji

Jeżeli użyte w stylizacjach ciuchy pochodzą z najnowszej kolekcji, to sprawa jest prosta. Udajemy się do sklepu i zabieramy się za przymierzanie. Ale skąd mamy wiedzieć, czy dobrze wyglądamy? Asystująca nam przyjaciółka nie zawsze zdobędzie się na odwagę, żeby powiedzieć prawdę. Co innego obcy ludzie...

Ktoś pomyślał o dylemacie przed lustrem lub w sklepowej przymierzalni i tak powstała aplikacja na iPhone’a Go Try It On. Po jej zainstalowaniu możemy nie tylko oceniać stylizacje ludzi z całego świata, doradzać im w kwestii elementów garderoby, ale także wrzucić własne zdjęcie i czekać na obiektywne oceny osób, którzy nas nie znają, więc nie mają powodów, aby kłamać na temat naszego wyglądu.

Jeżeli nie macie iPhone’a, to także nic straconego, bo aplikacja działa także przez stronę www. Warto dodać, że możecie także zawęzić grupę oceniających do znajomych.

Co innego, gdy zdecydujemy się na zakupy ubrań przez internet. Wówczas nie tylko nasi znajomi nie zobaczą, czy dobrze na nas leżą, ale także my będziemy musieli wytężyć wyobraźnię, żeby wiedzieć, czy warto kupić upatrzony ciuszek. Dzięki pewnemu wynalazkowi bostońskich matematyków przynajmniej rozmiar powinno nam się udać dobrać trafnie.

Napisali oni program komputerowy, który nazwali True Fit. Potrafi on, po części na podstawie danych o odzieży będącej w posiadaniu klientów e-sklepów odzieżowych, dobrać odpowiedni rozmiar kupowanej garderoby.

Zastosowane w True Fit algorytmy wyliczają rozmiar dzięki podanym przez klienta informacjom, takim jak: wiek, wzrost czy typ sylwetki. Przy rejestracji w programie wymienia on także najlepiej dopasowane, jego zdaniem, ubrania konkretnych marek wraz z rozmiarami. Na podstawie tych informacji system rekomenduje rozmiar. Warto dodać, że im więcej się z niego korzysta, tym trafniej potrafi dopasować dla nas ubranie, bo się uczy (oczywiście pod warunkiem, że nie przybyło nam tu i ówdzie w ostatnim czasie).

Obecnie program pozwala na dopasowanie odpowiedniego rozmiaru ubrań prawie 400 marek odzieżowych, a do końca roku ma ich być dwa razy więcej. Może to rozwiązanie przekona niezdecydowanych, że zakupy w sieci to żadne ryzyko.

Fot.: Nyul | Dreamstime.com

Moda w internecie i w aplikacjach - opinie i komentarze (0)

Aby dodać opinię, pytanie lub komentarz podaj swoje dane w polach poniżej. Pola oznaczone gwazdką (*) są obowiązkowe.

Lepiej w t-mobile

Galaxy S7 już jest! I to z Gear VR w prezencie! Sprawdźcie!
Podziel się